www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
piątek, 18 sierpień 2017
 
 
Jabłówko. W całej tej historii nie zmienia się tylko nazwisko właścicieli Drukuj E-mail
piątek, 04 lipiec 2014

Piaszczysta droga, stawki, pieść przydrożnej wierzby, sójka, podrywający się niespokojnie jastrząb, białe czaple..


Na rozwidleniu dróg dwa słupy bramne umownie zamykające jakąś przestrzeń. Stąd do dworku prowadzi alejka wysadzona brzózkami. Dopiero z bliska dostrzega się zaskakujące obniżenie terenu, w którym lśnią jeziorko i oczka wodne. Za nimi szeroki widok – malowniczo pofałdowany teren, kępy, lasy. W tym spokojnym pejzażu jak dysonans tkwi jabłowski na szczęście dość odległy elewator.














Historia gospodarstwa


Każde miejsce ma swoją historię. To ma historię bardzo ciekawą, choć zupełnie nieznaną. Jeszcze niedawno spore, bo liczące 27 hektarów gospodarstwo rolne prowadził tu Ben Ossowski. A że ziemia słaba, a Ben się zestarzał, gospodarstwo zaczęło podupadać. Całkiem jak nakręcona przed wiekami maszyna, której mechanizm na skutek zmęczenia materiału sam z siebie zaczął zwalniać obroty. I wreszcie się zatrzymał. Stary budynek wiejski, w którym akurat siedzimy, za Bena był parterowy, bez sali, holu. Na terenie gospodarstwa stała nietypowa cegielnia.

Wypalało się z niej cegły o przeróżnym kształcie. Z tutejszego materiału postawiono między innymi ogrodzenie kościoła w Jabłowie, stąd wędrowała specjalna cegła do remontów katedry w Pelplinie. Glinę sprowadzano, a do jej wypalania używano torfu, wybieranego z owego obniżenia terenu, o którym mowa wyżej. W końcu wybiła woda i w ten sposób powstały oczka wodne oraz jezioro głębokie na 8 – 10 metrów.

W tej całej historii nazwisko właścicieli się nie zmienia. Gospodarstwo Ossowskich przechodziło z dziada pradziada jako ojcowizna. Dzisiaj też należały do Ossowskich. Są jakieś dokumenty, zdjęcia – może obecny właściciel Tadeusz Ossowski napisze coś o historii, zwłaszcza cegielni.

Tadeusz Ossowski, od 30 lat mieszkający w Szwecji, odkupił gospodarstwo od kuzyna Bena i postawił na myśliwych. W Szwecji pan Tadeusz prowadzi firmę Hubertus, zajmującą się organizacją polowań na terenie Polski, między innymi w gminie Osiek. Zagranicznych gości kwaterował w słynnej “oleksówce” w Czarnem”. Kilka lat temu zadał sobie pytanie, dlaczego nie do Jabłówka a do Czarnego. Zaczął przerabiać budynki .Mieszkalny zaadoptował na pensjonat, a chlew na... o tym za chwilę.

Lasy są tutaj duże. Ciągną się pod Ropuchy. Ale lasy to nie wszystko. Dwa lata temu z tych lasów odeszły dziki i polowanie zostało przeniesione, a więc i gości ze Szwecji nie było. Zresztą gdyby była zwierzyna, to sezony myśliwskie są tylko dwa razy. W tej chwili na przykład jest sezon martwy. Na koziołki zaczyna się w połowie maja, na dziki w okresie zimowym. W tym biznesie - okazało się – nie można liczyć na myśliwych.

Na czym jeszcze może zarabiać taki pensjonat czy raczej kwatera agroturystyczna?

Kwatera, bo w pensjonacie się zatrzymują, by się wyspać, tu, by wypocząć, zrelaksować się, zabawić. Kilka lat temu kwatera w Jabłówku nastawiła się przede wszystkim na obsługę klientów ze Starogardu. To logiczne, bo jakoś wszyscy mówią o przyciąganiu turystów z zewnątrz, zapominając o mieszkańcach dużego miasta, jakim jest Starogard. Tak więc w Jabłówku robili różnego rodzaju imprezy okolicznościowe dla starogardzian i to była przez kilka sezonów działalność podstawowa, ale znów: i w tej działalności sezon jest martwy.


Zwierzęta zaglądają do okien

Siedzimy w salonie, meble gdańskie – szafa na broń i kredens, kominek, wielki stół. Telewizorów nie ma. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ludzie w sezonie chcieli tutaj oglądać telewizję. Podczas ciszy jest mnóstwo... odgłosów zwierząt.

Sarny, dziki, zające, rozmaite ptactwo, drozdy, żurawie, bociany, kaczki, łabędzie. Można albo przebywać w takiej ciszy, albo samemu, jak to lubi, swobodnie się nahałasować i tak nikogo nie będzie obchodziło.

W sezonie letnim dla turystów podstawową sprawą jest woda. Ta z jeziora, mająca połączenie z rzeczką Węgiermucą, jeszcze kilkanaście lat temu była używana do celów spożywczych. Do kąpieli się nadaje, ale dno jest torfiaste, muliste. Woda w oczkach obok jeziora, ciekawostka, miała lustro o pół metra wyższe, bo do tych oczek spływa woda z pół. Teraz oczka zostały połączone z jeziorem i poziom się wyrównał. Za jeziorem 4 lata temu zostało posadzono 8 hektarów lasu. Jodła i świerk – szlachetne drzewa.

Generalnie turystyka tutaj się nie sprawdza – mówił jeden z zarządców obiektu kilka lat temu – bo w Polsce nie ma klimatu (weź pan zeszły rok, w zeszłym roku było fajnie – z grilla przychodzili o godzinie 23, bo już było zimno, a normalnie siedzą do białego rana). Druga rzecz, zwyczajnie ludzie nie mają pieniędzy. W Polsce jest mała grupka z pieniędzmi, 10-15 procent. Ci wolą jechać do innych krajów, gdzie nie ma ryzyka, że będzie zimne lato.

Dlaczego trzeba było zmienić koncepcję.


Właściciel widzi szansę w rehabilitacji. Zresztą od początku były dwa pomysły na zorganizowanie gospodarstwa w Jabłówku. Postawił pan Tadeusz na łowiectwo, bo to się wiązało z firmą, jaką prowadzi w Szwecji,... Jego żona Maria, jest magistrem rehabilitacji i w Szwecji prowadzi prywatny gabinet. Pani Maria od początku chciała tutaj coś takiego, ale prywatny gabinet upadłby od razu. Teraz można wejść, we współpracę ze służbą zdrowia i pójść w stronę rehabilitacji, tym bardziej, że w Starogardzie z tymi gabinetami jest słabiutko. Pod tym kontem jest remontowany budynek po byłej chlewni., gdzie już niedługo będą dwie sale do masażu plus sala gimnastyczna. Przejdzie tu rehabilitację z 6-8 osób ze skierowaniami. Zamieszkają w pokojach, a obok będą organizowane zabiegi. Druga grupa osób – tylko na zabiegi. Zostanie zapewniony dowóz ze Starogardu. Niektórzy już na to czekają. Na przykład sąsiadka pyta, kiedy to ruszy. Ma chorą córeczkę, skierowanie do Władysławowa, daleko, drogo a tu pod nosem.

Nie jesteśmy jakimś turystycznym zagłębiem, o czym chcą sami siebie i bliżej nieokreślonego turystę przekonać niektórzy spece ds. turystyki. Są jednak u nas ciekawe miejsca, gdzie będą się rozwijać różne formy turystyki.Mieszkańców Starogardu

Wokół Starogardu niemrawo powstają prywatne pensjonaty, gdzie można wypocząć, pojeździć na koniu, nabrać sił, podreperować zdrowie. Wspomnijmy mieszkającego w Mysinku (niedaleko Jabłówka) Holendra, który odremontował dworek i też sprowadza turystów. Z. Drężka, który ma zamiar otworzyć kąpielisko w Kręgskim Młynie czy Pensjonat “Pod Jeleniem” w Wirtach. Powstają i będą powstawać, gdyż tereny są ładne.

Ludzie za miedzą mieszkają i nie wiedzą. Radny gminy Bobowo byli zdumieni, że coś takiego mają pod nosem.

Tadeusz Majewski


2007-07-30

Zdjęcia - 20.09.2013 r.










 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!