www.mamboteam.com
GMINA CZARNA WODA  
STRONA GŁÓWNA
sobota, 16 grudzień 2017
 
 
Opowieści "berlinki". Przyjeżdżał tu taki wojażer PDF Drukuj E-mail
sobota, 25 marzec 2017


Zaszedłem do pani Marii Franciszki Drewek bez zapowiedzenia i kompletnie jej nie znając, więc zaskoczyło mnie bardzo uroczyste przywitanie. Uroczyście ubrane dzieci pani Marii, wnuki i prawnuki, uroczyście lśniące pokoje. Uroczyste powitanie, choć z pewną dozą niepewności.

 

 Po chwili okazało się, że rodzina czeka na gościa z Kanady. Cóż, zdarzają się takie sytuacje. Ale przez moment poczułem się mile połechtany, że wyglądam na Kanadyjczyka.
Maria Franciszka Drewek urodziła się 16 lipca 1905 roku w powiecie świeckim. Za mąż wyszła za Antoniego Drewka z Konigortu koło Rytla.
– Tutaj przyszłam w 1929 roku, w czerwcu – mówiła. – Tu mąż kupił sklep – karczmę. W tym właśnie miejscu, gdzie teraz rozmawiamy... Jaka była wówczas Czarna Woda? Po lewej stronie, patrząc od Czerska, stało może z 7 domów. To te czerwone domki z cegieł. Nie było zbyt wiele w tak zwanej starej Czarnej Wodzie (przy ulicy wiodącej na Zimne Zdroje). Tam ulica ciągnęła się bardzo długo, ale stało przy niej z 4 – 5 domów, a za nimi już nic, putka. W sumie ze stu mieszkańców. Zakłady pracy? Dwa tartaki, młyn, leśniczówka, szkoła, gdzie pracowało dwóch nauczycieli. Kierownik – Leon Czapiewski. No i dworzec kolejowy – duży, nawet bardzo. A to z tego względu, że przejeżdżały tędy po dwóch torach pociągi pośpieszne. W dwóch kolejowych domach mieszkało wielu kolejarzy. Berlinka? Najpierw bruk, potem asfalt.


Kiedyś bardzo ważny dworzec kolejowy w Czarnej Wodzie dzisiaj jest w kiepskim stanie. Przy kasach jakiś dowcipniś wywiesił "ogłoszenia parafialne". Widok od strony parku


Pani Maria chętnie opowiadała o karczmie. Jej mąż, Antoni, kupił ją w 1927 roku od niejakiego Cysewskiego. Interes musiał się dobrze kręcić, gdyż w 1937 roku Maria i Antoni kupili już drugą karczmę, od Szalbracikowskiego, która stała naprzeciwko pod drugiej stronie szosy (tam właśnie Piotr Drewek ma szkółkę ogrodniczą – zantowano w 2003 r.). Tam też stała strzecha, gdzie Antoni wynajmował mieszkania. W zamian za mieszkanie ludzie pomagali mu w ogrodzie. Drewkowie kupili też 6 hektarów ziemi. Reasumując, zaczęli od sklepu, a przed wojną mieli już dwa, oberżę oraz dwa budynki murowane. Karczma za sklepem istniała jeszcze po wojnie pod nazwą "Oberża z wyszynkiem i skład kolonialny".
Antoni Drewek miał głowę do interesów. Zajmował się handlem. Dużo towarów sprowadzał z Gdańska. Na pierwszym miejscu śledzie.


Po przedwojennej oberży został ten szyld i sklepowa kasa


Czarna Woda. Dzięki życzliwości...
Piotr Zygmunt Kołakowski: Istne przystanki w gonitwie czasu.... dla mnie bomba... Józef Landowski: Tak ten wiadukt kolejowy ma lico z cegły..

– Przyjeżdżał taki wojażer i pytał, ile chcemy ich mieć. I przywożono śledzie koleją, w beczkach. Wódkę sprowadzał z monopolu w Starogardzie, a markowe trunki z Grudziądza. Sery z mleczarni. Sporo towarów sprowadzał właśnie koleją, pod zamówienie. Sam do Tucholi jeździł furmanką, po zboże, szrot - pasze dla zwierząt, naftę, no i po chleb.
Wyjeżdżał nocą. Maria robiła mu kanapki. Zimą, zdarzało się, zamarzały. Zamarzał chleb. Klienci, z Czarnej Wody, Lubik i Huty Kalnej, przeważnie brali towar "na książkę". Sklep był duży. Pracowały w nim dwie osoby – pani Maria i Antoniego siostra. Niby mieszkało niewielu ludzi, a z konkurencją walczyło się jak dzisiaj.
– Kiedy ja tu przyszłam, to tu był sklep, który kupił mój mąż, a po drugiej stronie szosy stał drugi, Szalbracikowskiego, i dwa spożywcze w starej Czarnej Wodzie. Ale po naszym przyjściu tamte sklepy splajtowały. Wszystko splajtowało, tylko my zostaliśmy.
Przejeżdżający tędy Niemcy do karczmy nie wstępowali. Zresztą przejeżdżało ich niewielu, mniej niż dziesięć aut na dzień. Przejeżdżali, gdyż tartak w Czarnej Wodzie był niemiecki.
W 1939 roku Antoni poszedł do wojska. Podczas kampanii wrześniowej Niemcy wzięli go do niewoli. Miała troje dzieci.
– Niemcy przyszli i powiedzieli, że w tym powiecie nie ma dla nas miejsca i że mamy się przeprowadzić. Zabrał nas do siebie ojca brat, do Mylofu koło Rytla...
Antoni był ruchliwy, pracowity, może dlatego, że był najmłodszy z dwunastu. Miał 2 latka, gdy umarł mu ojciec.
Przez kilka lat po wojnie Antoni i Maria Drewkowie próbowali coś jeszcze uratować z tego przedwojennego majątku. Sklep spożywczo-kolonialny z wyszynkiem istniał do 1948 roku, a potem nastał czas domiarów - takie podatki nakładali, że trzeba było zlikwidować sklep. No i kontrole, kontrole, kontrole. Wszędzie węszyli i szukali nielegalnego handlu. W końcu w miejsce sklepu kolonialnego powstał sklep GS Samopomoc Chłopska, w którym Maria pracowała jako ekspedientka. To wtedy zaczęli budować Fabrykę Płyt Pilśniowych.
– W 1949 roku już nas udusili, a naszą ziemię częściowo zabrali pod jej budowę. Zabrali 3 hektary. Na tej naszej ziemi stoją trzy pierwsze zakładowe domy. W zamian dali kawałek łąki. Po co ona? Płaciliśmy tylko niepotrzebne podatki.
28.05.2003 - "Kociewiak"



 

 

 


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!