www.mamboteam.com
GMINA CZARNA WODA  
niedziela, 15 wrzesień 2019
 
 
TADEUSZ MAJEWSKI. Czarna Woda - o galerii, sporcie i pomysłach PDF Drukuj E-mail
czwartek, 18 październik 2012
Materiał  z 4.02.2007 r. Warto czasami spojrzeć na to, co było kilka lat temu, żeby zobaczyć, co się zmieniło.





„Gminy realizują plany, a plany na ogół nie zostają zrealizowane, a o wiele większą szansę na realizację mają marzenia”.

Pomysły z pogranicza szaleństwa (tytuł prasowy)














Czarna Woda. Niżej zera, śnieg. Miasteczko w tym świeżym śniegu wygląda całkiem ładnie. Robię zdjęcie obiektu, jaki powstaje przy Galerii „Ostoja”. Wchodzę do środka. W galerii leżą materiały budowlane. Michała OstoJA-Lniskiego nie ma. Jadę w stronę sali gimnastycznej. Przede mną jedzie Andrzej Grzyb. Robi – jak później mi powie - rundkę po miasteczku, bo jak jest tak ładnie, to trzeba.

W sali gimnastycznej już rozgrzewka

przy siedmiu stołach. Ostatnie przygotowania do Turnieju Tenisa Stołowego o Puchar Burmistrza Czarnej Wody. Open, więc mogę zagrać. Przebieram się w strój marki „Butterfy”, zakładam obuwie tejże firmy, wyjmuje rakietkę „Butterfly”. Mając taki profesjonalny sprzęt powinienem wygrać w cuglach. Tym bardziej, że nie ma zawodowców ze Starogardu. Tak sobie z nadzieją myślę.
Tuż przed początkiem rozgrywek robię jeszcze zdjęcie wszystkich uczestników.
Andrzej Grzyb przyjeżdża akurat na koniec zawodów. Nie ma burmistrza, więc to on wręcza nagrody. Wychodzimy przed szkołę. Pokazuje na wielkie, ośnieżone obniżenie pomiędzy stojącą wyżej szkołą z salą gimnastyczną, torowiskiem a drugim brzegiem Wdy. Jest plan – mówi – by to wszystko zalać. Byłby w Czarnej Wodzie wspaniały akwen z przystaniami dla kajakarzy.

Michał Ostoja-Lniski mieszka

dokładnie na drugim kilometrze od berlinki przy ulicy Leśnej. Właściwie to mieszka już w lesie, kto wie czy nie bliżej Zimnych Zdrojów niż centrum miasteczka. Jadę ulicą Leśną mijając z rzadka pobudowane domy. Zupełnie jaK w Podkowie Leśnej pod Warszawą.
Dyskutujemy o tym i owym, na ogół o kulturze. I oczywiście o jego projekcie.
- Kiedy utworzyłeś Galerię „Ostoja”?
– Powstała w 2000 roku. Jeszcze w poprzednim tysiącleciu.
- Ale wcześniej miała być bodajże galeria aniołów. Pisaliśmy już nawet o Czarnej Wodzie jako o przyszłym kociewskim Mieście Aniołów. To miała być wspólna praca w gminą...
- Rzeczywiście, na początku chciałem to robić z Urzędem Miasta. I faktycznie to miała być galeria aniołów i muzeum aniołów. Potem doszedłem do wniosku, że lepiej robić to samemu.
- Nie dało się zrobić tej inwestycji we współpracy z urzędem miasta?
- Może i by się dało. Pomysł był pozytywnie zaopiniowany przez radę miejską, ówczesny burmistrz Andrzej Grzyb był zdecydowanie za. Skończyło się na tym, że gmina zrobiła chodniczek i podłogę w środku galerii.











































- Dlaczego jednak, jeżeli miasto ten temat podjęło, nie robiłeś galerii wspólnie z miastem? Rozszerzam pytanie. Nie da się takich przedsięwzięć robić we współpracy z samorządami?
- Mówię o Czarnej Wodzie. Przeraziłem się, że będę pracować z urzędnikami, że byłoby – tak to określę - parcie na linii programowej... Myślę, że taka współpraca jest możliwa, ale w moim przypadku byłoby to trudne, bo mam silnie wyrzeźbione akcenty wolnościowe (śmiech). Dlatego w końcu nie zwracałem się do nich o pomoc. Ale byłem tak zdeterminowany, że po prostu zrobiłem to sam. Determinacja jednego człowieka może wyzwolić wielką siłę. Determinacja, dla której nadrzędnym celem jest realizacja jakiegoś marzenia. Jeżeli ktoś woli mieć samochód za 10 tysięcy złotych, to się do tego nie nadaje. Taki ktoś musi wiedzieć, że na końcu jeszcze trzeba ten samochód sprzedać.

- Ale gdzieniegdzie taka współpraca owocuje.
- Oczywiście. Gminy mają przecież większe możliwości. To one na przykład robią plany zagospodarowania gruntów, to one mogą te grunty pozyskiwać i sprzedawać, mogą też rozmawiać z poważnymi podmiotami, na przykład z Krajową Dyrekcją Dróg i Autostrad, co w przypadku Czarnej Wody, leżącej przy berlince, jest bardzo ważne. Oni mają dużo większe możliwości przy załatwianiu jakichś spraw.

- Z drugiej strony gminy realizują plany,

a plany na ogół nie zostają zrealizowane, a o wiele większą szansę na realizację mają marzenia. A marzenia mają jednak osoby działające jako osoby prywatne. Marzenia związane z realizacją pomysłów z pogranicza szaleństwa. Uważam, że takie miejscowości, jak Czarna Woda, gdzie ludzie się nie spotykają, gdzie panuje apatia, zniechęcenie, że takie miejscowości mogą uratować pomysły z pogranicza szaleństwa. Niestety, za mało się zwraca na takie pomysły uwagi. Samorządy mogłyby pomóc choćby wspierając ideę spółdzielczości. W ten sposób można by wybudować w Czarnej Wodzie skansen. Marzę o skansenie. Budowa restauracji nie jest moim największym marzeniem. Poza tym wspólne działanie ma tę przewagę, że nie musisz się szamotać sam. Samemu możesz się wypalić. Po prostu nie wystarczy energii.

- Cztery lata temu kandydowałeś na burmistrza. Teraz dałeś sobie spokój?
- Chciałem kandydować, ale w maju ubiegłego roku przyszło zawiadomienie, że wygrałem konkurs na swoje przedsięwzięcie.
- Powiedz cos więcej o tym przedsięwzięciu, bo na razie mówiłeś o restauracji. A jak to tak – rzeźbiarz, twórca galerii będzie kucharzem?
- Dotyczy ono budowy restauracji i punktu informacyjnego przy istniejącej galerii sztuki. Środki pochodzą z Unii Europejskiej, są dzielone przez Agencję Rozwoju Pomorza w ramach Zintegrowanego Programu Odbudowy i Rozwoju Regionalnego - działanie 3,4 mikroprzedsiębiorstwa. Wniosek to jest taka krowa (Michał pokazuje – kilkanaście centymetrów grubości). Pomagała mi w jego napisaniu Agencja Wspierania Przedsiębiorczości przy Urzędzie Miasta w Starogardzie. Sam bym tego nie zrobił. Człowiek niekoniecznie musi być w takich papierach gramotny. Do takiego wniosku musiałem mieć wszystko opisane i zgromadzone wszystkie dokumenty skarbowe od 2003 roku, czyli od początku prowadzenia działalności.



- Jakie to środki?
- W ramach tego programu otrzymuje się dofinansowanie w wysokości połowy kosztów, jakie zostały określone w projekcie. Koszt mojego przedsięwzięcia wynosi 356 tysięcy złotych, a więc dofinansowanie to 178 tysięcy złotych. Takich pieniędzy nie dostały niektóre samorządy w roku... Czasami mówią: „O, tyle forsy dostał i już buduje”. A ja jeszcze ich nie dostałem dostałem.
- A już budujesz.
- Sprzedaliśmy dom, wzięliśmy kredyt. Mieszkamy w wynajętym domku. Te pieniądze będą dopiero potem, jak skończymy. A naszym zadaniem jest wziąć kredyt, sfinansować wszystko w całości - wtedy dopiero może dadzą.
- Może?
- Może, bo nigdy nie ma pewności...
- Pewność chyba jest. Masz przecież na piśmie, że otrzymasz te pieniądze.
- W zasadzie tak. Ja ich rozumiem, że nie dają środków od razu. Że działają w myśl zasady - żeby dostać, trzeba coś mieć. Gdyby dawano pieniędzy do ręki, to by się skończyło tak, jak z tym polskim osoczem... Moim ogromnym autem była to, że miałem już galerię sztuki.
- Jedyną prywatną w powiecie. Próbowali jeszcze Irena i Marek Zagórscy w Starogardzie i zespół redakcyjny „Gazety Kociewskiej” w pałacu przy kanale w Starogardzie. Ale to dawne czasy.
- Od kiedy rozpocząłeś prace budowlane?
- Od 6 października ubiegłego roku.

- Obiekt wygląda już całkiem poważnie. Stan surowy zamknięty. Pułapka dla nowicjuszy budowlanych, którzy nie zdają sobie sprawy, że to nie jest nawet jedna trzecia budowy.
- Jak to będzie wyglądać? Osobno galeria, osobno restauracja?
- Galeria z restauracją razem. Ta, która dotąd istniała, liczyła 65 metrów kwadratowych. A będzie miała 230 metrów kwadratowych. To będzie funkcjonowało razem z restauracją w jednym miejscu. Ktoś zamówi pierogi i na przykład spodoba mu się wiszący obok anioł. Sale restauracji i galerii będą na parterze, u góry pomieszczenia socjalne, w piwnicy magazyny. To nie jest prosta inwestycja. Przykładowo musi być sześć łazienek.
- Kiedy ta galeria z restauracją i punktem informacji turystycznej ruszy?
- Ze względu na kredyty (w listopadzie tego roku spłacam pierwszą ratę – ponad 3 tysiące złotych miesięcznie) robię to bardzo prędko. Chciałbym zakończyć w maju, żeby przez lato już na te kredyty zarobić.

- Usłyszałem dziś o planie
zalania ogromnego terenu między szkołą, torowiskiem a Wdą. Znasz ten plan?
- Nie znam... To świetny pomysł. Miejsce jest znakomite. Właśnie to miejsce brałem pod uwagę, kiedy myślałem o budowie skansenu. Myślałem też, że można by tam urządzić park. Ale zalanie tego miejsca? ...Świetny pomysł. Inna sprawa, że z tego i tak nic nie wyjdzie, jeżeli za to nie wezmą się prywatni ludzie. W ogóle tu, w Czarnej Wodzie, nic się nie stanie, jak się za to nie wezmą prywatni ludzie.
- Mówisz, jakby tutaj rzeczywiście nic się nie działo.
- Bo się nie dzieje. Tutaj ani zimorodek nie przeleci.
- Kiedy zrealizujesz ten projekt, to co dalej?
- Jak już mówiłem, restauracja z galerią nie jest moim największym marzeniem... Skansen, to tak. Nie bierzcie mi skansenu. Na takie przedsięwzięcia Unia daje ogromne pieniądze.

- Spokojnie. Nikt nie bierze. Ciągnęliśmy w „Dzienniku Bałtyckim” wątek budowy kociewskiego skansenu w Szteklinie, ale to były prace, że tak powiem, koncepcyjne. Spełzło na niczym, bo tu nie ma żadnej siły, która by te koncepcje zamieniła w czyn. Tacy już jesteśmy. A młodzi wyjeżdżają do Irlandii. Trochę szkoda, bo było mnóstwo deklaracji pomocy poważnych osób... A ty jednak ciągle myślisz o budowie skansenu?
- Tak i to tu, przy berlince. Szteklin leży z boku. Tymczasem berlinką kilka lat temu przejeżdżało cztery tysiące samochodów. To policzył mój teść, który ma zacięcie statystyka. Teraz pewnie przejeżdża ze dwa razy więcej. W Czersku zrobili studium i wyszło im, że ruch na berlince będzie cztery razy większy niż dzisiaj. Takie zmiany. A kiedy miałem osiem lat, w 1968 roku, graliśmy w Czersku na barlince przy stacji benzynowej w piłkę.

Księga pomysłów

Wracam ulicą Leśną do berlinki, a potem do domu. Robię w myślach spis ciekawszych moim zdaniem pomysłów, jakie tu i tam pojawiały się na łamach prasy w wypowiedziach bohaterów reportaży.
Pewien człowiek chciał zbudować replikę piramidy Cheopsa (jedna dziesiąta wysokości) na Piekiełkach w Starogardzie. Inny człowiek chciał naprzeciw Piekiełek, po drugiej stronie berlinki, zbudować kort tenisowy. W miejscu, gdzie codziennie obserwujemy krzakory i szuwary. Sztandarowym pomysłem w Starogardzie było odkopywanie jeziora Kochanka (odkopano bodajże jedną trzecią, a miało być gotowe w całości w 2002 roku). Do na pewno ciekawych pomysłów należała budowa aquaparku. Zbudowano na papierze. Nic nie wyszło z budowy kolejki turystycznej Starogard – Żabno – Kręski Młyn – Bączek – Borówno – Bolesławowo – Skarszewy. Zanim ktokolwiek w tej sprawie kiwnął palcem w bucie, PKP rozebrały torowisko. W powiecie roi się od wirtualnych turystycznych ścieżek rowerowych. Jedna teoretycznie zaczyna się w nieistniejącym skansenie archeologicznym w Barłożnie. Wykonano zaledwie kilka i to bynajmniej nie turystycznych (Starogard – Kokoszkowy, Skarszewy – Boże Pole Królewskie?), Osieczna – Krówna. Ciekawy jest pomysł podwyższenia o 5 metrów Górki Francuskiej w Starogardzie i zrobienia tam wyciągu orczykowego. Jak bumerang na łamach prasy wracał pomysł adaptacji starogardzkich młynów na coś (na przykład mieszkania – lofty, centrum kultury, skansen młaynarstwa). W Skórczu w poprzedniej kadencji z uporem realizowano trzy pomysły: przekształcenie tamtejszych młynów w dom kultury, przekształcenie zbiornika przeciwpożarowego w basen miejski, budowę obwodnicy przy wykorzystaniu asfaltu ciągnącego się za stacją PKP. Padło nawet na ten temat sporo poważnych słów. W Skórczu, w Smętowie i w Ocyplu próbowano adaptować wieże kolejowe na miejsca rozrywki. Prace najdalej zaszły w Ocyplu, gdzie częściowo rozebrany w inwestycyjnym szale obiekt stoi jak symbol chaosu PKP. Ratowano torowisko Smętowo – Lubichowo – Ocypel – Osieczna – Szlachta. Część tego torowiska nie będzie już sprawna, bo na złość miłośnikom kolejek turystycznych w poprzek torowiska w Kopytkowie budują autostradę, która jednak ma pierwszeństwo przed jakąś ciuchcią. Ciekawy jest pomysł uruchomienia kolejki drezynowej na linii Szlachta – Ocypel – Lubichowo. Być może będzie realizowany pomysł budowy kanału łączącego jezioro Sumińskie ze Szteklińskim i Borzechowskim Wielkiem, co by dało akwen porównywalny z Kałębiem. Daleko, choć nie w odpowiednią stronę, posunęły się prace przy zalaniu doliny rzeki Wierzycy na odcinku tak zwanej Szwajcarii Żabnieńskiej. Miało być kiludziesięciohektarowy zalew dla jednostek pływających i elektrownia wodna. Wycięto kilkadziesiąt hektarów drzewostanu, coś postawiono, coś ogrodzono i nic... Pomysły, pomysły, pomysły...





Czego jeszcze nie napisałem
w tym tekście? Acha... Niestety nie wygrałem turnieju w tenisa stołowego w Czarnej Wodzie. Ba, nie zmieściłem się w pierwszej piątce. Okazuje się, że nawet najbardziej markowy sprzęt nie daje gwarancji sukcesu. Po prostu trzeba jeszcze odpowiednio nim machać. Podobnie jest z pomysłami – pełno ich, ale problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba zacząć je realizować.
Tekst i foto Tadeusz Majewski

Zdjęcia:
1. Michał Ostoja Lniski: - Otaczająca nas rzeczywistość najbardziej zmieniają pomysły z pogranicza szaleństwa, realizowane przez jednostki.
2. Obiekt, w którym od maja tego roku ma się mieścić galeria z restauracją i punktem informacji.
3. Tuż przed turniejem robię wszystkim zdjęcie.
4. Uroczystość wręczania pucharów. Nie ma burmistrza? Spokojnie - jest Andrzej Grzyb – radny Sejmiku.
Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego - dodatek Kociewiak
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!