www.mamboteam.com
GMINA CZARNA WODA  
STRONA GŁÓWNA
poniedziałek, 17 czerwiec 2019
 
 
Huta Kalna. Rozdroże - reportaż sprzed 12 lat PDF Drukuj E-mail
niedziela, 04 luty 2007
Do Huty Kalnej dojeżdża się podłymi drogami, ale za to ze wszystkich stron świata. - Wieś jest malowniczo położona, urzeka swoją architekturą i niespotykaną aurą. W Hucie jest około 40 numerów. Do głosowania zgłosiło się 125 osób, co - po dodaniu odpowiedniej ilości dzieci - daje, według sołtysa Benedykta Sójki, około 300 mieszkańców, ale jest to chyba liczba zawyżona.



Według wyliczeń rolników, popijających piwo przed jednym tutaj sklepem, we wsi jest 17 ciągników, z czego 3 samorobne, 6 koni. Ziemia - przeważnie VI klasa. Czynnych rolników jak na lekarstwo - wielu emerytów i rencistów. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Huta umiera. Na drugi - też. Kiedy wejść jednak głębiej, pogadać - okazuje się, że z tym umieraniem coś nie tak...

Polityka
- Lubiki narzucają się Czarnej Wodzie w sprawie połączenia z tą gminą. Lubiki chcą się narzucać, są podmówione przez burmistrza Czarnej Wody. Ale dopóki ja tu jestem, z Hutą tego nie będzie. Te całe Lądy (ogromne łąki rozciągające się aż do Czarnej Wody przy "berlince") należą do Lubik czyli do gminy Kaliska, a Lądami interesuje się Czarna Woda - opowiada jeden z mieszkańców. - Niech pan tego nie pisze. Tu mnie by ukrzyżowali, bo konflikt jest. Marek jest stąd radnym w gminie Kaliska. Niech on gada swoje. Zakład Płyt Pilśniowych z Czarnej Wody ma tam swoje ścieki, na tych Lądach - i muszą Kaliskom płacić. Śmieci też wywożą do Kalisk. Pewnie chcieliby robić tu wysypisko, choć mówią, że nie. Na spotkaniu w Lubikach wyzywali w tej sprawie. Lubiki obszarem jeszcze raz są takie jak Huta, ale są Lubiki Małe i Duże.
Mój rozmówca jest przeciwny przyłączeniu Huty do gminy Czarna Woda. Wielu jednak jest za. Zdania różne, spór trwa. W taki oto sposób do Huty wślizgnęła się polityka.

Sołtys Sójka - Urodziłem się tutaj 21 stycznia 1932 roku. Matka urodziła się w Legbondzie koło Tucholi, ojciec w Czersku. Trzy lata miałem, jak ojciec zmarł, to go nie pamiętam. Ojciec był stolarzem, a matka Anna Sójka, krawcową, z domu Kędzierska. Miała sześciu braci, w sumie jedenaścioro rodzeństwa. Najmłodszy brat ojca, Stefan, mój wujek, tu miał gospodarzyć. W 1939 roku wrócił z wojny, rok siedział w domu, potem musiał przyjąć III grupę. W 1944 roku zmarł na Bałkanach. Podobno z malarii.
Urszula Sójka - Rychtych nicht nie wie wie, jak ón zginął.

Genoalogia
Benedykt Sójka ożenił się z Urszulą z domu Łońska z Pieców. Matką Urszuli była Gertruda Pazda (nazwisko znane również w Starogardzie). - Bronisław Sójka, ojciec Benedykta, ożenił się z Anną z domu Kędzierska. Kędzierscy sprowadzili się do Huty Kalnej. Wcześniej mieszkali w Zimnych Zdrojach i w Czarnym. Urszula Sójka - Óni tak handlowali (kupowali ziemię i przeprowadzali się), niby było zawsze więcej ziemi, a zawsze wychodziło z tego, że jeszcze kurę trzeba było dołożyć do mniejszego.

Niemcy w Hucie
- Po I wojnie Niemcy sprzedawali tu gorsze gospodarstwa - opowiada sołtys. - Pozostali Redwance, Grinka, Borsiard, Nojman, jeszcze raz Radwanc. Retrman... kilku innych.
Kościół nasz był niemiecki z Borzechowa ksiądz dojeżdżał, ale do szkoły Niemcy chodzili z nami. Po I wojnie Polaków było więcej, przed (mniej). O 10 rodzin było więcej.
Światła nie było, zamknięta wioska, kilku kowali, trzy kuźnie (czy pan wie, co to kuźnia ?), mniechy, sklepy cztery.
Młyn był na wodę w Zimnych Zdrojach. Mieszkańcy przeważnie ziemią się zajmowali.
Z góry kuźnię miał Franciszek Kędzierski (sprzedał), koło sklepu Paul Moritz, Eggert ta trzecia miał - tam gdzie remiza stoi.
Po I wojnie na małych domkach Niemcy zosteli, staruszki.
Sklepy... Badziong z Chojnic na plecach 50 kilogramów nosił towar, Landowski przywoził furmanką.

Jakie życie
Benedykt Sójka - Jakie życie było, takie było. Było mleko i kartofle. Suchoty jeno istnieli - tego się każdy bał.
Urszula Sójka (biegając z plastikową łapką na muchy po kuchni) - Ano poczekaj, co tera bendzie wszytko je kara boska. Czy to wtedy, jak tera, taka rozpusta była?
Sónsiad do sónsiada po ogień chodził. Torf był na noc włożony. Sónsiad chodził po żar, bo nie było pieniędzy na zapałki. Tera to są czasy. Do sklepu "na zeszyt" się chodziyło. Gospodarz  drewno zwoził. Dopiero dało wypłata, jak cały las był zwiezły. Do Niemiec siónd jeździł do gburów. Na Żuławy stóndy pieszo szli albo rowerem jechali...

Szło sia do rzeki, ale żeby się ktoś pożałował ? Z Chojnic przyjeżdżali - koniem z dworca i sia wylegiwali.

II wojna
Benedykt Sójka - Zaraz po wojnie 14 lat miałem, to koniem żem jechał, furmanką. W lesie stał czołg rozbity i koń się bał. Mówili, że starszy. Czołg był niemiecki.
Ruski Tłukli z Klanin. Na tych całych Nowinach (to wzgórze z lasami - samosiejkami) byli i przez 14 dni to tu się nie żyto. Ile tu było trupów, i cywilów i koni, i krów!
Kiedy był front mieszkańcy wsi siedzieli na cmentarzu - w kierunku na Czarne. To był cmentarz niemiecki, teraz był wyświęcony. Na kościele obserwator siedział, na wieży. I stłukli kościół aż do żebrów.
Stajnie i gospodarstwa, już nie powróciły do życia, ziemia rozebrali ludzie.
Domy umierają ze starości. Na przykład Alfonsa Połoma. Jego pierwsza żona była o 19 lata starsza. 14 lat na łóżku leżała. Ona była czyściutka i robocza. Teraz pobudować nie dadzą, bo tam ma być droga. Obecna droga będzie ścięta.
Alfons trzy razy się żenił. Nie miał dzieci. Jak on miał 20 lat, to ona 40. Mówiłem - taki Alfons, ale czytać i pisać umiał jak prokurator.

Sójka - jeszcze o historii, języku i rodzinie
Benedykt Sójka. - Akurat Maryla Badziong zmarła. Przed wojną u nauczyciela Niemca Hempla pracowała. Bił nas jak diabli - lał, ile wlezie i tylko "heil Hitler" - mówił. Ale swoich też linił. To był taki przewrócony Niemiec.
Że mówie troche gwarą? W wojsku mówili - ani nie jestem Kaszub, ani Antek, ani Polak.. O Kociewiu nie słyszeli. Jak żem się w wojsku w języku nieco wyszlifował, to po powrocie tu mówili "wielki pan".
Sołtysem jestem 6 lat, przedtem syn był. Ojca wspominają jeszcze dziś, bo był uczciwy. Miał zapalenie płuc na obie strony. Lekarza żem przywieźli na żelaznym wozie. Za późno. Przedtem pielęgniarka go uśmierciła - pootwierała okna, zimne okłady zrobiła i skonał.
Moi synowie Janusz i Jacek są w Ameryce. Jeden jest malarzem, drugi wykładowcą. Córka, Mirosława, mieszka w Gdańsku. Bogdan jest tu, na gospodarce.

Ciągnik Stromskiego
Najmłodszy syn, lat 23, na razie bez pracy. Ewa, córka, ma obok wybudowane.
Światło w Hucie założyli w 1961 roku. Nie ma tu złodziejstwa, ani sie nie biją, ani rozwodów, włamań też nie ma.. Turystyka wiele. W wiosce prawie każdy ma samochód. Ziemia ugorami, odłogiem stoi, Ludzie dojeżdżają do Czarnej Wody do pracy "dyliżansem" - małe rolniki dojeżdżają.
Czy da się wyżyć z gospodarki... Zboże i ziemniaki tu rosną. Kiedyś jeno było żyto. Ale ciągnik prawie każdy ma, nawet samorobne mają. Kiedy są grzyby i jagody, to można zarobić. Córka na grzybach i jagodach domek postawiła.
Ile tu tych domów je pokupowane. W Szarmachach turyści só. Nizio - to so dyrektory. Dowgiałło - poseł. Czaplewski, Frost, Połom Wiesław - też tu mieszkają latem.
Teraz tu jest większość emerytów i rencistów - my się już narobilim.

U Stromskiego
Na podwórzu ciągnik z silnikiem ESA. Produkuje ktoś w Osowie Leśnym. Tadeusz Stormowski ma 2,5 ha ziemi. Ciągnik sobie chwali - elegancko, tanio 6 biegów. Lepszy jak koń, bo jak stoi, to żreć nie chce. Stromski pracuje w ZPP w Czarnej Wodzie.
Rolnictwo? Dopóki starzy byli, to tak, to gospodarzyli... Ci młodzi Zarembska. Franciszek od Ossowskiego. Dziewięcioro nas było w rodzinie - czterech chłopów, cztery dziewczyny, Łucja, Wanda, Helena, Waleska.
Skąd takie imię? Dawniej tu byli same Niemcy. Polaki też byli: Wincenty, młodszy Gornowicz, Ossowski. Wanda żyje w Śliwicach, ma 89 lat.
W sumie mieszkało w Hucie trzech Polaków. Przed I wojną, oczywiście Niemcy matce pomagali w pracy - wspólnie pracowalijm: dawniej to była jedność.
Po moich urodzinach mama pyta: Jakie imię mam dać? Niemka mówi Waleska. Ona po polsku umiała, mama po niemiecku. Co za Waleska? - Toć to była niemiecka królowa. I mama na rękę jej poszła.
Po drugiej stronie za spółdzielnią, też drewniany dom - również należał do Ossowskich. Teraz tam mieszka Wiesław Połom.
Ossowscy dobrze gospodarzyli. Gołuńscy przyjechali z Niemiec, gdzie Ignacy, ojciec mojego męża, Bronisław pracował. Tak wtedy Polacy wracali z Niemiec tutaj... Tak też było.

Sąsiadka Klara Glaza, lat 69, do Waleski - Obacz tamój (w kuchni), co tam się przypali...
Dzisiaj w Hucie tylko Jan Gołuński buduje dom. To znaczy dopóki miał inwentarz, to budował.
Waleska Gołuńska (po powrocie z kuchni) - Ale po I wojnie się zmieniło. Takie Radwance to już inaczej chodzili. Sprawdzali, kto miał mleko i nie odstawiał. Wchodzili i mówili: Ach - stoi śmietana i trzeba było oddawać , i to te Radwance, co odwiedzali mojej siostry. Żeby się mocno gościli, to nie. Z Czarnego przyjeżdżali do nas Lefermhryci, byli bardziej zainteresowani.
Klara Glaza - Dzisiaj bieda taka i kartofle już só wykopane. Będą bymkszajny. Pan wie, co to só bymkszajny? Dostałeś pończochy, bistonosz i ci wyliczeli.
Tu trup (Maria Badziąg) leży za drzwiami. Miała 73 lata. Ona tak trochę... ale groźna była, 73 lata miała Maryja Badziąg. Ksiądz się uparł i nie zamierza pogrzebać. Idź, zgłoś do księdza że umarła, a ksiądz się upiera i nie chce, żeby zara na drugi dzień była chowana. Akt zgonu potrzebny, a lekarza nie ma. Czy to ważne w sobotę w taki goronc ?

Kogo Huta interesuje? No tak, turystów. Ale nie za bardzo. Niektórzy sprzedają miastowym domy. Alfons Połom chciał 60 milionów za chałupa, nie dostał nawet 6. Zmarł.

Gazeta Kociewska 1994 r.
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!