WERSJA ARCHIWALNA SERWISU - KLIKNIJ TUTAJ, ABY ZOBACZYĆ WESJĘ AKTUALNĄ
Witamy na stronie Gmina Kaliska

Gmina Kaliska

Portal Wirtualne Kociewie
  Miejscowości
    Wszystkie
    ARCHIWALNE
    Bartel Wielki
    Cieciorka
    Czarne
    Dąbrowa
    Frank
    Gmina Kaliska
    Iwiczno
    Kaliska
    Linki
    Piece
    Płociczno
    Studzienice
    Trzechowo
  Menu główne
  Kto jest online
Jest
3 gości i
0 użytkowników online

Jesteś niezalogowany. Możesz się zalogować, lub zarejestrować klikając tutaj.

  Login
 Nazwa użytkownika
 Hasło
 Zapamiętaj mnie

Jeszcze nie masz u nas konta? Możesz je założyć.
    Główna »  Studzienice  Szukaj  
 HISTORIA. Umarła szkoła w umarłej wsi    Artykuły
Na drodze do Studzienic biały lód. To oczywiste – nikt nie będzie sypał piachem jakichś podrzędnych szos w Borach Tucholskich. Z półmroku wyłaniają się zabudowania. Henryk Sikorski, mieszkający przy ulicy Jagodowej 21, przed zmierzchem obchodzi swoje. Wjazd na podwórze ma wysypany piachem, a na podwórzu wyczyszczone od śniegu rondo. 

 

Jeden z nielicznych świadków

W mieszkaniu – co nas nieraz na wsi zaskakuje - luksus.
- To dzięki dzieciom – mówi pan Henryk.
Ale do rzeczy. Sikorski jest jednym z nielicznych świadków tego, co się działo w okresie okupacji w Studzienicach i okolicznych lasach.
- Urodziłem się w Starych Prusach w 1933 roku – mówi, a my zachodzimy w głowę, gdzie to jest. - Teraz należą do Pomorskiego, ale jeszcze niedawno leżały w gminie Czersk, w powiecie Chojnice, a więc w Bydgoskiem. Przed wojną też. Granica z Rzeszą biegła dopiero w Człuchowie... Do Studzienic przeprowadziłem się w 1939 roku.

Rodzice uciekli z Bietowa

Z tą przeprowadzką to był galimatias.
- Po kolei – mówi pan Henryk. - Tutaj, w Studzienicach, od dziada pradziada mieszkał mój dziadek Józef Osowski. Stąd poszedł do Starych Prus. Ściągnął go szwagier, by tam gospodarzył. Moi rodzice w 1938 roku, kiedy parcelowali majątki, przeszli ze Starych Prus do Bietowa koło Lubichowa, gdzie dostali poniatówkę. Ja zostałem w Starych Prusach. Wolałem dziadka Józefa. Ale oczywiście odwiedzałem rodziców w Bietowie. W 1939 roku rodzice uciekli z Bietowa i przyszli tu, do Studzienic, na gospodarstwo dziadka.
Uciekli z Bietowa, bo wybuchła wojna?
- Nie, jeszcze nie wybuchła. Po prostu ich tam ciągle okradali, dlatego uciekli.  
Jak to okradali?! - nie możemy wyjść ze zdumienia. Tyle tekstów o poniatówkach, również tych bietowskich, ale o tym nikt nie mówił. 
- A okradali. Na domu złodzieje pisali „Goliński” od golec. Gospodarstwo z poniatówką sprzedali państwowemu funduszowi. Niestety, nie dostali pieniędzy, bo wybucha wojna.
A dostali po wojnie?
- Skądże.

Byłem tu i tam

Rodzice przyszli do Studzenic. A dziadek Józwa?
-  Dziadek cały czas był w Starych Prusach. Ja całą okupację byłem tu i tam.
Jak to?
-  Bo za dziadkiem to poszedłbym w ogień. Bardzo go lubiłem i czasami szedłem pieszo do niego dziesięć kilometrów. Szedłbym nawet w nocy. W takiej odległości od Studzienic leżą Stare Prusy.
A co w domu?
- Były dwie małe siostry. A ojciec miał złamaną nogę.
Czyli tak pan kursował jako dzieciak między domem rodziców i dziadka?
- I jeszcze między domem wujka w Czarnej Wodzie, który był leśniczym. Wszyscy z rodziny przed wojną jeździli. Ojciec jeździł z Bietowa na parcelę do Starych Prus, dziadek woził drewno do tartaku w Czarnej Wodzie (były dwa tartaki), a mnie nieraz zostawiali u wujka Leona Osowskiego. Nieraz chodziłem do sklepu Drewka po papierosy dla niego. Rodzice zostawiali mnie u cioci i wujka, ale jak przyjeżdżał dziadek, uciekałem z nim.

Krewny generała Sikorskiego

Zapewne przez te włóczęgi znał pan tutejsze tereny na wylot...

- Znałem.
W 1939 roku przyszli Niemcy. Wcielali tutejszych do Wehrmachtu. - Ale ojca nie wcielili. Nie chcieli go „angedojczować”, bo uważali, że był krewnym generała Sikorskiego. „Krewny i koniec” – tak mówili.
A był krewnym?
- Skądże... Ojciec był Polakiem przez całą okupację.
Nie kazali mu się wynosić?
- Woził drewno do tartaku Brandta, wójta Pieców. Ten Brandt go bronił, kiedy Niemcy mówili, że ojciec może być partyzantem. „Jakże on może broić, kiedy codziennie jest u mnie na tartaku” - mówił Brant.

Były dwa zamachy

Po zamachu na Hitlera też dali spokój?
- Zamach na Hitlera był w Cisie. Tutaj, w Studzienicach - Kamiennej Karczmie, partyzanci wysadzili cały transport z żołnierzami. O mało co nie wywalili tego domu, który stoi przy torach.
- Kiedy w Cisie wysadzili pociąg – włącza się do rozmowy żona pana Henryka Jadwiga – to po mojego wujka przyszło szupo. Akurat wrócił na urlop z wojska do domu w Zblewie. Wzięli go jako podejrzanego i przesiedział sześć tygodni w więzieniu. Kiedy po sześciu tygodniach nie stawił się do wojska, ci z wojska przyjechali po niego i zwolnili z więzienia. Jeszcze raz chcieli mu dać urlop, ale już nie wziął. 
To ci pech. Wziął urlopu, wrócił do Zblewa i w pierwszy dzień trafił na zamach na Hitlera... Panie Henryku, widział pan partyzantów? 

Tu były partyzanckie miejsca

- A jakże. Tu były partyzanckie miejsca. Działał tu miedzy innymi oddział Miętkiego. Opisano to w książce „Dziewięciu z nieba”. Mieli niedaleko bunkier. Widziałem go zaraz po wojnie. Zwykły, z drewna. Zresztą takich bunkrów to tutaj było dużo. Tu ciągle coś się działo. Niemcy się mścili. Na przykład zabili Józefa Jażdżewskiego. Nie był partyzantem. Mieszkał w państwowym domu, który stał między jeziorem Smolnik a czarnowodzkimi łąkami. Pracował, podobnie jak Mokwa, na tych łąkach. Chodził w noce i robił drogi. Zabili go za współpracę z partyzantami.

Wielbunek

To między Studzenicami a czarnowodzkimi łąkami jest jezioro?
- Ano jest. I bobrów od diabła. To tam jest ten mały  wielbunek...
Co to takiego wielbunek?
- Wymurowane urządzenie. Dołem płynie woda, a górą kanał. 
Akwedukt.
- Tak, tu jest akwedukt. Kiedy przyjdzie wiosna, poprowadzę.

To było takie nieludzkie

Mówił nam malarz Kujawski, że strasznie rzeczy pan widział w 1945 roku...
- W 1945 roku miałem dwanaście lat i pasałem krowy. Nasza wioska była duża. Ze szkołą, remizą, licznymi domami. W styczniu albo na początku lutego 1945 roku widziałem te Żydówki.
Które leżą przy berlince... Co pan tam robił?  
- Sołtys nakazał, by każdy z rodziny szedł odśnieżyć szosę. Oni ta szosą prowadzili Żydówki. Te, które nie mogły iść dalej, zabijali... Chodziliśmy odśnieżać szosę co trzy dni. Po śniegu, w miejscu, gdzie dziś stoi pomnik, było widać, że ktoś wszedł do lasu. Poszliśmy zobaczyć, kto. A tam leżały trzy kobiety, nieco dalej pięć. Cała wioska to widziała.... Młode, ładne kobiety. Nie wytrzymały. Wszystko miały uszyte z koców, a na nogach drewniaki. W takim mrozie, jak dzisiaj. Zastrzelono je w tym miejscu i tak leżały. Zostały zakopane po wojnie. Wtedy nie, bo wszyscy mieli stracha, że jeszcze nas to spotka... Ciała leżały jedno przy drugim. To się zapamiętuje na całe życie.

Za dziewięciu z nieba

To były Żydówki prowadzone z obozu koncentracyjnego. A kiedy przyszła zagłada Studzienic?
- Niemcy spalili nas za tych dziewięciu z nieba i wszystkich partyzantów. I to w jakim momencie? Kiedy Rosjanie byli już obok, w Kamiennej Karczmie.
Mieszkańcy byli we wsi?
- Niektórzy byli. My siedzieliśmy tutaj w piwnicy. Paliła się stodoła. Zaczęliśmy uciekać. Ojciec na krykwiach (kulach – przyp. red.) z drewna, matka z jedną moją siostrą, a ja z drugą. Szliśmy pod Bartel. Z pięćdziesiąt metrów za wioską jechał na koniu Niemiec i wołał na kobiety, że to palą Rosjanie. Żartował sobie. Potem w Studzienicach były jeszcze działania wojenne. Myśmy mieli wykopane parowy (bunkry – przyp. red.) i tam siedzieliśmy dwa dni i dwie noce. Rano było słychać ruskie czołgi i strzelaninę, jakby ktoś walił grochem o ścianę. Kiedy wróciliśmy, ujrzeliśmy same zgliszcza. U nas, w Studzienicach, prawie wszystko było zniszczone. To co jest dzisiaj, wybudowano po wojnie. Z przedwojennych zostały chyba ze cztery domy.

Umarła szkoła z umarłej wioski



A ma pan jakieś zdjęcia przedwojennych Studzienic?

- Zdjęcia miała Zosia Wójcicka. I wszystko pamiętała, co tu się działo.
Po chwili Sikorski przynosi album. Wertuje uważnie kartki. Jest. Zdjęcie przedwojennej klasy przed szkołą w Studzienicach.  Jakaż to pamiątka z umarłej wioski. Na odwrotce napis: „Szkoła powszechna, Studzienice, rok szklony 28/29”. Czy ktoś tu jeszcze może siebie rozpoznać po takim czasie i po takich losach wsi?
Tadeusz Majewski, Dorota Skolimowska

Zdjęcia
1. Takie obrazy zapamiętuje się na całe życie – mówi pan Henryk. Obok jego żona, Władysława. Fot. Tadeusz Majewski
2. Przedwojenne zdjęcie uczniów szkoły w Studziencach. Repr. Dorota Skolimowska

Za magazynem Kociewiak - dodatek do piątkowego wydania Dziennika Bałtyckiego.

Wysłany przez kociewiak opublikowano wtorek, 31 styczeń, 2006 - 20:15
 Wyślij ten artykuł do przyjaciela   Strona do wydruku    Artykuły  


HISTORIA. Umarła szkoła w umarłej wsi | Zaloguj/Zarejestruj się | 0 Komentarzy
Komentarze są własnością nadsyłającego. Nie odpowiadamy za ich treść.
ZDROWIE

TURYSTYKA




REKLAMA

Kliknij

OFERTY REGIONU
“Polpharma” - Ośrodek Wypoczynkowy. Okazja!
Turnus taniej o 200 złotych ... :: więcej
Ocypel, Trzechowo - atrakcyjna oferta!
Atrakcyjnie nieruchomości na sprzedaż!... :: więcej
Wynajmę lokal
Lokal pod działalność handlowo-usługową o powierzchni 350 metrów kwadratowych... :: więcej
Wójt Gminy Kaliska ogłasza konkurs na stanowisko Menadżera Zdrowia - Kierownika Ośrodka Zdrowia w Kaliskach, na stanowisko Inspektora ds. projektów realizacyjnych i promocji gminy oraz na.... :: więcej

Poprzednie artykuły


Copyright © 2003 - 2005 Media-Kociewiak
Teksty i zdjęcia prosimy przysyłać na adres - portal@kociewiacy.pl | Reklama
Webmaster - PioFal