www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
czwartek, 05 grudzień 2019
 
 
Pędzący Pegaz Kalisk Drukuj E-mail
czwartek, 11 październik 2007
Kaliska, dom kultury. Robimy reportaż w tutejszym, wydawałoby się sennym rytmie. O kulturze, czyli reportaż niby bez tematu

Pędzący Pegaz Kalisk

Gdybyśmy mieli burzyć relikty wczesnego PRL-u, trzeba by zrównać z ziemią połowę Czarnej Wody i część Kalisk – m.in. olbrzymią szkołę (wybudowano taką, bo podobno ktoś w stolicy pomylił Kaliska z Łodzią Kaliska) oraz Gminny Dom Kultury „Pod Pegazem”, którego fronton z płaskorzeźbą aż pachnie socjalizmem... 

„Kiwka” naczelnika Balcerzaka?
Wiesz, chcę napisać reportaż o reliktach wczesnego socjalizmu  - mówię do Danki, dyrektor GOK-u. - Między innymi o twoim GOK-u. To wspaniały „soc-okaz”: wielka sala z dechami podłogowymi, wielka scena, okienka z pokoju kinooperatora. Obiekt na wyrost. To tu realizowano filozofię socjalistycznej kultury.
- Ale ten budynek nie powstał  w latach 50. - spokojnie mówi Danka i drukuje mi z komputera jego historię. Informacje mnie zaskakują. GOK powstał na fundamentach starego Urzędu Gminy. Budowę rozpoczęto w... 1984 r.
I tu pojawia się pikantna sprawa. Otóż pierwotnie zakładano modernizację budynku Urzędu Gminy, jednak ówczesny naczelnik gminy Kaliska Henryk Balcerzak "po cichu" miał inne plany. I podobno też "po cichu" je realizował. I przy udziale środków z województwa oraz gminnych "po cichu" zbudował imponujący jak na wieś dom kultury. A ścianę frontową zdobi płaskorzeźba artysty plastyka Tadeusza Misztala, przedstawiająca Pegaza (niech będzie przez duże „p”). Placówkę otwarto w Dniu Działacza Kultury 23.05.1989 r. Goście obejrzeli pierwszą zorganizowaną wystawę malarstwa i grafiki S. Michela, fotograficzną S. Witosa i artysty ludowego A. Buczkowskiego. Powstał jeden z większych ośrodków w województwie z ruchomą sceną i kinem.  
Co w tym pikantnego? - zapyta ktoś. Ano to, że podobno Balcerzak „kiwnął” tych z góry. Tak modernizował budynek UG, że powstał z niego dom kultury. A nikt z tej góry pewnie tego nie zauważył, bo obiekt budowano od strony niewidocznej z ulicy. Za te „kiwkę” podobno miał nieprzyjemności... Podobno, podobno...
Taka historia i zapewne coś w niej jest. Jeżeli to prawda, to Balcerzakowi powinno się wręczyć medal. Kto za? Ja.

Może padać nawet śnieg
Jest piątek. Właśnie ukończono malować scenę i całe zaplecze.
- Wyszło na to 180 litrów farby – wzdycha Danka. Poprawia coś na już prawie przygotowanych na jutrzejszą imprezę stołach. Dekoratorka stażystka Magda Nierzwicka skończyła przypinać napis na fałdach kotary.
Po chwili oglądamy scenę od zaplecza. Jest wielka, ze stalową rampą.
- Co też z niej podczas spektakli nie leciało – mówi Danka. - Śnieg (styropian), sreberka, baloniki itp. Wykorzystuje się ją też do montażu dekoracji i oświetlenia.
Wrażenie robią reflektory – boczne, dwa razy po 500 VAT, jeden potężny z góry, rzadko wykorzystywany. Mają przesłony do zmieniania kolorów światła.
Co jest tu, w tym budynku, jeszcze? Siłownia, pracownia muzyczna, pod sceną świetlica, pralnia (gdzie pierze się ciuchy piłkarzy), garderoba i magazynek na sprzęt, biblioteka i czytelnia internetowa, pokoiki biurowe, pokoiki PZERiI i Stowarzyszenia Rodziców Wychowujących Dzieci Niepełnosprawne. No i oczywiście sala - wielka, mogąca pomieścić ponad 300 osób, co widzieliśmy nieraz na imprezach.

Ludzie mają śpiewać sami
Danka mówi o najbliższych imprezach. Jedna będzie arcyciekawa. „Piosenki z lat 60.”  Nic z płyty. Ludzie mają śpiewać sami. I nie chodzi też o to, żeby kogoś ściągać.
A twoje ulubione piosenki?
- Oczywiście Stan Borys – „Jaskółka”. I Budka Suflera – „Jest taki samotny dom”.
Mój ojciec ma 84 lata i pięknie śpiewa tenorem. Ostatnio ćwiczy „Granadę”.
- To go dopiszemy.
Nie dopisuj! Trzeba zapytać. Poza tym on śpiewa przeboje operowe, z lat przedwojennych. Albo przeboje Jana Kiepury. „Brunetki, blondynki”... Takie utwory.
- Dopisuję: „Brunetki, blondynki..” – Jan Majewski.
W drzwiach pokoju pani dyrektor pojawia się Iwona Jastrzębska (tu co chwilkę ktoś się pojawia i znika, zupełnie jak w teatrze). W dłoniach trzyma dziwne stwory. Podobne do critersów.
Co to jest?
- Do dekoracji na wernisaż „Sami Swoi”.
Robię pani Iwonie zdjęcie z critersami. 
Jak wpadłaś na pomysł imprezy „Piosenki z lat 60.”?
- Inspiracją do zrobienia tej imprezy była impreza „Ci, którzy odeszli”. Raz byłeś na dyskusji o Grechucie. Słuchaliśmy jego utworów. I dyskutowaliśmy na temat jego muzyki. Impreza „Ci, którzy odeszli” była podobna i bardzo się podobała. Czyli okazała się imprezą do dalszego ciągu. Powstał cykl - „Lata 60., 70.” itd. Ale tylko piosenka polska. Na tę imprezę, która odbędzie się 24 listopada, konkretni ludzie mają już przydzielone konkretne utwory. Dam ci spis, ale to jest TAJNE.
Dobrze. TAJNE, to nie podam nazwisk (ooo.., będzie śpiewał również wójt), ale utwory. To nawet ciekawe – jakie się obroniły przed upływem czasu.
Wypisuję: Klenczon: „Powiedz stary, gdzieś ty był”, Woźniak: „Zegarmistrz światła”, Borys: „Anna”, Gąsowski: „Gdzie się podziały tamte prywatki”, Trzy Korony: „10 w skali Beauforta”, Sobczyk: „Mały Książę, Rena Rolska i Kasia Sobczyk: „O mnie się nie martw”. Małgosia Kruszyńska i Połomski: „Ta ostatnia niedziela”, Skaldowie: „Cała jesteś w skowronkach”, Pietrzak: „Pamiętajcie o ogrodach”, „Nigdy więcej”, Filipinki: „Wala Twist”, „Batumi”, :Serwus panie Chief”, „Do widzenia profesorze”, (?): „Te opolskie dziołchy”, Jurczyk: „Serduszko puka w rytmie cha-cha”, (?): „Rudy rydz”, Niemen: „Pod papugami”, Skaldowie: „Medytacje wiejskiego listonosza”, Frąckowiak: „Napisz proszę chociaż krótki list”, Stanek: „Chłopiec z gitarą”. 
Wszystkie te utwory pamiętam. Kiedyś to były przeboje, ech...

A ona jeszcze nie w Irlandii
Wchodzi Magda. Ta od dekoracji. Patrzę na nią podejrzliwie jak dziś na każdego młodego człowieka. 
A ty jeszcze nie w Irlandii? - w końcu wyrzcam z siebie.
Dziewczyna ukończyła LE w Starogardzie, teraz studiuje filologię polską. Anglia, Irlandia? |Nagle żart przestaje być żartem, bo...
- Byłam w Londynie. Mogłam zostać tam na dłużej...
Dlaczego nie zostałaś?
- Chciałam wrócić... Wyjechałam po ukończeniu II klasy. Miałam jeszcze rok nauki do matury. Pojechałam do Londynu zobaczyć, zwiedzić i trochę zarobić. I mi się trochę udało.
 Jak tam jest?
- To, na co my zwracamy uwagę, dla nich nie ma znaczenia. I odwrotnie.
Na przykład?
- W hipermarkecie, jak kupowałam, ekspedientka zadawała różne pytania ("Angole" to są mili do przesady):  Hello, Hello, how are you? Jak się czujesz? Skąd jesteś? Jak ci się tu podoba? Albo 70-letnia pani w hipermarkecie jako ekspedientka. Czy w Polsce można sobie taką ekspedientkę wyobrazić? I też pyta, czy mi tu odpowiada. A agencje same szukają dla ciebie pracy, uwzględniając, w jakich chcesz pracować godzinach, gdzie chcesz pracować, czy na kilka godzin, na pół etatu czy na cały etat. Co jeszcze się rzuca w oczy. U nich nie widać rasizmu. Polacy w Anglii? Pracują... Dziewczyna miała trzy fakultety i robiła to samo, co ja.
Z tych krótkich zdań, a zwłaszcza z tego ostatniego, wychodzi rąbek dramatu jej pokolenia. 

Pod okiem milczących projektorów
Danka, powiedz jeszcze coś o tym domu kultury. Ktoś jednak za socjalizmu wszystko tu łebsko zaprojektował.
- Chodź, coś ci pokażę.
Idziemy do pokoju obok. Przez prostokątne, wąskie okienka widać z góry salę i scenę. Przy okienkach dwa wielkie projektory. Stoją, jakby przed chwileczką ktoś zakończył wyświetlać film.
- Są sprawne i wcale nie takie stare, bo z lat 80. Jeden ma 119 godzin pracy, drugi 207. Została nawet kronika filmowa na szpuli. Dałam na całą Polskę ogłoszenie, żeby ktoś to wziął. Nie było odzewu. W muzeum też nie chcieli. Za młode do muzeum, za stare, żeby wyświetlać filmy, bo nie ma już takich taśm.
Patrzę na projektory z szacunkiem... Słyszę ich terkot i widzę rozszerzający się w sali snop światła, z którego na ekranie powstają obrazy. Magia. Ale to w wyobraźni. Tu, w tej chwili i chyba na wieki maszyny milczą, bo świat zbyt prędko się zmienia. Projektory maja też znaczenie symboliczne. Nie kręcą już szpul, ale kultura tutaj kręci się dalej.
Wracamy.
Danka, ilu osób stale przewija się przez GOK?
- Policzę. Aerobic - zajęcia w „Klubie Puszystych” dwa razy w tygodniu – 20, Teatr „Pod Pegazem” - 15, Chór „Leśne Echo” i  zespół muzyczny – dwa razy - 30, karate dla dzieci i młodzieży  - dwa razy – 14, Regionalna Kuchnia Kociewska - 7, sekcja kulturystyki (codziennie) - 16, taniec towarzyski w trzech grupach (szkoła podstawowa, gimnazjum i dla dorosłych) - 40, sekcja tenisa stołowego – z 10, judo - 12, czytelnia internetowa – z 16, stowarzyszenie „Wspaniała Rodzinka” - 16, świetlica terapeutyczna – 15. Dużo uczestniczy w spotkaniach stowarzyszeń: PZERiI, Rodziców Wychowujących Dzieci Niepełnosprawne „Dziecko Miłości”, Pataque „LOB”.
W Sumie stałych jest ze 200 osób. Plus 27 twórców ludowych. Plus, plus...Wychodzi, że w zajęciach GOK stałych i prawie stałych uczestniczy z 500 osób. A ilu przychodzi jako widzowie? Mnóstwo. Chyba wszyscy, którzy chcą przychodzić...
- Bo jest tak – wyjaśnia Danka. - Są tacy, którzy czują potrzebę przychodzenia do GOK-u i tacy, którzy nigdy nie przyjdą...
Czy Kaliska mogłyby się obyć bez GOK-u? Chyba tak. Ludzie robiliby coś w domach. Tak uważa Danka. Z drugiej strony dlaczego miałyby się obyć? Dlaczego miałyby się obyć, kiedy Pegaz pędzi tu jak wicher...
Tadeusz Majewski

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego









1. Magda - stażystka dekoratorka. Dlaczego jeszcze nie w Irlandii? Fot. Tadeusz Majewski
2. Danka pokazuje projektor. Jest wycelowany w scenę, jakby chciał wyświetlić jeszcze jakiś film. Fot. Tadeusz Majewski
3. W drzwiach co chwilę się ktoś pojawia. Zupełnie jak w teatrze. Teraz staje pani z dekoracjami - critersami. Fot. Tadeusz Majewski
4. Nie będę uciekać do Londynu – zdaje się mówić Magda. - Nie ucieka się od takiej pani dyrektor. Fot. Tadeusz Majewski

 
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!