www.mamboteam.com
 
wtorek, 01 grudzień 2020
 
 
Bibliotekarz - trochę psycholog Drukuj E-mail
poniedziałek, 13 luty 2006

Biblioteka Publiczna Gminy Lubichowo mieści się w pomieszczeniach przy Urzędzie Gminy. Nie ma tu za dużo miejsca – książki stoją na półkach ciasno. Inna sprawa, że ta ciasnota tworzy sympatyczną atmosferę.


Oby tak dalej z finansami

 


- W sumie, wliczając filię w Zelgoszczy, mamy około 24000 książek – mówi Elżbieta Bramer, kierownik placówki.
Bardzo sobie chwali, że jednostka od 2002 roku jest w pełni samodzielna. Dzięki temu może kupować tytuły, jakich chcą czytelnicy. Oczywiście pod warunkiem, że to nie buble.  Wcześniej kupowano pozycje, jakie chcieli widzieć tu na półkach decydenci na poziomie wojewódzkim.  
Pieniędzy na zakupy w ubiegłym roku pani Elżbieta otrzymała 8 tysięcy złotych i... oby tak dalej.

„Półkowników” tu nie ma

Księgozbiór jest stale aktualizowany i rośnie, choć niektóre pozycje się wycofuje. Dotyczy to książek „zaczytanych”, czyli takich, które rozleciały się z powodu częstego czytania i słabej jakości. Są serie, które rozlatują się po kilku otwarciach. Książek zalegających półki tu nie ma. Nie ma też „politycznych” pozycji z okresu socjalizmu.
- Największa czystka „polityczna” w szeregach tytułów miała miejsce 15 lat temu – ciągnie pani kierownik. - Otrzymaliśmy wówczas od Biblioteki Wojewódzkiej ministerialny wykaz tytułów, jakie należy wycofać. Zdjęto z półek wszystkie „zjazdy partii”, „Staliny”...  Leniny? Też, ale ja zachowałam ponad 40 tomów. Patrzę na te książki okiem bibliotekarza. W Bibliotece Narodowej również zostawili.

To ciekawe – Lenina zostawiono w kilku bibliotekach w powiecie. Lenin wiecznie żywy?
Pani Elżbieta przynosi jeden z tomów. Pod ubogą obwolutą kryje się świetnie oprawiona książka. Niektórzy w czasach PRL-u wycinali w takich tomiskach skrytki. Dzisiaj zaczynają się nimi interesować prywatni zbieracze.

Panowie – sensację, panie...

Podobnie jak w innych bibliotekach i tu panowie czytają sensację i „drugą wojnę światową”, czyli książki trzymające w napięciu. A panie? Oczywiście romanse.
 - Książki obyczajowo-społeczne – tak to, co czytają panie, woli określać Elżbieta Bramer. W sumie z książnicy w ubiegłym roku skorzystało około 700 osób, a z filią zelgoską – 800. Liczba ta w ostatnich latach troszeczkę wzrosła, co przeczy – podobnie jak i gdzie indziej (a byliśmy prawie we wszystkich bibliotekach w powiecie), że lament nad upadkiem czytelnictwa jest bezzasadny.  

- Najliczniejszą grupą czytelników są dzieci i młodzież do 15 lat. Na drugiem miejscu młodzież od 16 do 19 lat. Ogólnie mamy więcej kobiet. Najstarszą czytelniczką jest 86-letnia Zofia Gibas. Czyta wydania katolickie.

Nasze „romansidła” nie ustępują zachodnim

- Co bardzo ciekawe, widać powrót do znanych nazwisk literatury polskiej: Orzeszkowej, Kraszewskiego, Mostowicza i innych naszych pisarzy, którzy pisali powieści obyczajowo-społeczne.
Czytelnicy dochodzą do wniosku, że te „troszeczkę romansidła” wcale nie ustępują podobnej literaturze z Zachodu, która po 1989 roku dosłownie nas zalała.



A nasi klasycy powieści? Sienkiewicz, Żeromski, Prus? Czytają ich uczniowie, bo są w kanonie lektur. Dla rozrywki młodzież wypożycza Nienackiego. Jego powieści o Panu Samochodziku są ponadustrojowe, między innymi przez bardzo żywą fabułę. Na Zachodzie dawno doczekałyby się nowej ekranizacji (to nasza dywagacja). Dorośli chętnie pożyczają powieści przygodowe, między innymi Karola Maya. 
Pani Elżbieta z dumą mówi o półce literatury rosyjskiej – Tołstoj, Szołochow, Puszkin i inni. Też po nią chętnie sięgają. Nie tylko po „Zbrodnię i karę” -  lekturę dla szkół średnich.
Nie ma listy z wszystkimi regionaliami

Oglądamy półkę z pozycjami regionalnymi. Wśród nich dwutomowe „Dzieje wsi powiatu starogardzkiego” Józefa Milewskiego, wydane w 1968 roku. Książka arcyciekawa, „wydrukowana” chyba techniką powielaczową, ówczesne kompendium wiedzy o naszych wioskach. Bardzo chwalona nawet przez historyków. Są i inne książki  tego autora. Muszą być  – przecież pochodził z tej gminy, konkretnie z Zelgoszczy.  
- Posiadamy pozycje o naszym regionie i naszych autorów, ale nie wszystkie. Niestety, nie mam możliwości obserwowania, co na Kociewiu czy w powiecie wychodzi. Dobrze byłoby, gdyby gdzieś istniał taki wykaz. Czasami przyjeżdża pani Katarzyna Hoppe i je oferuje.
Kaszubi znowu przed nami

- Do półki regionalnej przywiązuję dużą wagę. Wystawiamy w sezonie nawet stoliczek, gdyż mamy tu punkt informacji turystycznej. Gości nie interesują nasze książki, a przewodniki i mapy o tym terenie. Przewodniki są, chociaż Kaszubi mają wydane już po niemiecku. Powodzeniem cieszy się pozycja „Bory Tucholskie dla aktywnych” Włodzimierza Bykowskiego. Niestety, brakuje książki o Lubichowie. Ludzie często pytają, co tu można zwiedzić.
Bibliotekarz – trochę psycholog
Według pani kierownik książka w życiu człowieka jest bardzo ważna. Są różne okresy - raz się czyta więcej, raz mniej. W młodości dużo. Młodzież szuka w książce wskazówek życiowych i nie czyta byle czego. Zna doskonale nowości.

- Czasem dyskutujemy. Przecież biblioteka może być takim miejscem, gdzie ludzie przychodzą też ze swoimi problemami. Bibliotekarz musi być trochę psychologiem. Bibliotekarz musi też sporo czytać, bo jak inaczej podpowie komuś, co ma wypożyczyć?

 Może, jak pani z takim optymizmem opowiada o wzroście popularności książki, doczekamy czasów, że znowu będziemy wręczać je jako prezenty?

- Ja moim znajomym kupuję w prezencie książki i to dobre. W domu ma pewnie około tysiąc pozycji. Miłość do języka i do książek zaszczepił we mnie Tadeusz Kubiszewski. Profesor jest wielką osobowością.

Komputery trochę przeszkadzają...

Pani kierownik prowadzi nas do pomieszczenia z księgozbiorem podręcznym. Są tu wydania encyklopedyczne, słownikowe, albumowe – słowem, te cenniejsze, z których korzysta się na miejscu. Co tu najbardziej interesuje czytelników? W ostatnim czasie ekonomia, psychologia, ekologia, pedagogika. Tu można się zorientować, jakie kierunki studiów są najpopularniejsze w Lubichowie. 

Pod oknami stoją komputery. Nie pasują do tego miejsca.
- Trochę przeszkadzają – zgadza się pani Elżbieta. - Powinny być w bibliotece w wydzielonym miejscu. Nie pozwalałam grać. Są tu w celu poszukiwania informacji. Ministerialny program, by wyposażyć biblioteki w komputery i podłączyć do sieci był dobry, tylko nie pomyślano, kto ma płacić, jak coś się zepsuje.

Pani kierownik chce jeszcze coś pokazać. Coś, z czego jest bardzo dumna. Otóż zbiera wycinki z prasy na temat Lubichowa i gminy. To rzeczywiście wielka sprawa – archiwum prasowe. Interesują ją stare materiały Na temat Lubichowa. Zdradza, że ma w domu stare zdjęcia. Kiedy mówimy, że takie materiały świetnie można archiwizować w formie elektronicznej i pokazywać w Internecie, jest bardzo zaciekawiona i koniecznie chce obejrzeć. Oglądamy stronę Lubichowa, No tak, są sytuacje, kiedy komputer świetnie sie sprawdza nawet w bibliotece.
 
Dorota Skolimowska
1. W lubichowskiej bibliotece. Kierownik Elżbieta Bramer i pracująca tu Hanna Machnikowska oraz Kasia Matysiak, która akurat przyszła wypożyczyć coś... fantastyczno-przygodowego. Fot. Tadeusz Majewski
2.Pani Elżbieta z dumą pokazuje nam archiwum wycinków prasowych - tekstów o gminie Lubichowo. Fot. Tadeusz Majewski  

Wysłany przez kociewiak opublikowano wtorek, 14 luty, 2006 - 14:58
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!