www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 11 sierpień 2020
 
 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY
Sama igła i żywica

Po ośrodkach wczasowych należących do państwowych przedsiębiorstw zostały tylko nazwy. Dzisiaj należą one do osób  prywatnych. Wydawałoby się, że w grudniu ich właściciele powinni pozamykać wszystko na kłódkę i w swoich ciepłych mieszkaniach w miastach liczyć zarobione w sezonie pieniądze. Nic podobnego. W ośrodkach trwają różnego rodzaju prace. Pracują właściciele.

Igłą i żywicą

Wojciech Mazgaj, właściciel ośrodku wypoczynkowego Metrix, zajmuje się - ogólnie mówiąc - konserwacją popeerelowskiego sprzętu. Przyjmuje nas w spartańskich warunkach w przeszklonej świetlicy. Marzniemy - i my, i flipery, i stół do tenisa, i inne sprzęty. Obiekt powstał w czasach, kiedy w Polsce nikt nie miał pojęcia o szybach zespolonych. Oczywiście takiego budynku nie ma sensu ogrzewać. Poza tym o tej porze nie ma dla kogo.

Tak musiało się stać

Ocypel słynął z licznych ośrodków wielkich państwowych przedsiębiorstw. Ile ich było?
- Kilkanaście. Największy był ośrodek Jubilat. Zresztą jest największy w dalszym ciągu. Z tych kilkunastu ośrodków dobrze prosperujących w czasach peerelowskich pozostało pięć. I prawie wszystkie są prywatne. Między innymi Jubilat, Metrix i Mleczarz. Ten ostatni w trzech piątych ma Mieczysław Michna. Należał do pięciu mleczarń - w Tczewie, Starogardzie, Kartuzach, Gdyni i Gdańsku. W dwóch piątych należy jeszcze do  mleczarni Maćkowy.  Partner należy do Cech Rzemiosł Różnych z Gdańska. Państwowy jest jeszcze ośrodek należący do Poczty Polskiej. Przyjmuje wyłącznie poczciarzy. Prywatny ośrodek Biedronka, który należałem do Zakładów Naprawczych Maszyn Rolniczych w Tczewie, wykupił pan Odyniec z Tczewa.

Przez te 15 lat sprywatyzowano lub wydzierżawiono prawie wszystkie ośrodki na terenie powiatu - Twardy Dół, ośrodki w Szteklinie, Borzechowie, ostatnio nawet Poplharmy. Czy tak się musiało stać?
-  Firmy zaczęły się wyzbywać ośrodków w latach 1995 - 2000. To był dla nich zbędny balast. Po prostu właściciele zaczęli liczyć. Większość pracowników tych firm nie przyjeżdżała do swoich ośrodków, a koszty ponosiła cała firma.  

Jedni płacili na drugich. Nie byłoby tak, gdyby wszyscy pracownicy korzystali z tego swojego ośrodka.
- Nie można zmuszać ludzi do spędzania wczasów tylko w jednym miejscu.

 Ale można było robić wymiany między ośrodkami.
- I były, nawet z ośrodkami zagranicznymi. Teraz jednak oferty spędzania wczasów są bardzo różnorodne. 
  
Nie przekreślajmy tak zupełnie formuły zakładowych ośrodków wczasowych. W PRL-u jakaś logika w tym zakresie była...
- Pewnie że była. Stwarzało się możliwości spędzenia wczasów pracownikom. Do tego te ośrodki  w większości powstawały w czynach społecznych i działały bardzo prężnie. Dzięki takiej a nie innej organizacji wczasów w PRL-u te ośrodki w ogóle są.
 
Zmienił się jednak system i nie bardzo było wiadomo, co z tymi ośrodkami zrobić. Pan pracował w tym ośrodku jeszcze kiedy był zakładowy, czyli państwowy?
- Tak. Byłem kierownikiem tego ośrodka. Zostałem oddelegowany przez  Metrix (tczewską firmę produkująca m.in. mierniki do gazu - red.) w 1990 roku. Pracowałem od maja 1990 roku do końca października 1997.

Tczewski desant

Tak na marginesie - w Ocyplu mieliśmy swojego rodzaju tczewski desant. O Ocyplu jako o swojej miejscowości mówiło się w wielu tczewskich domach. Podobnie zresztą jak o Siwiałce, gdzie nad Jeziorem Godziszewskim tczewianie  mają sporo domków i o Osowie Leśnym, gdzie jest tczewska dzielnica turystyczna.
 
- To prawda. Ulokowało się tu z ośrodkami kilka dużych firm z Tczewa. Między innymi mleczarnia i Metrix, Kobex, PBRol (miał piękny ośrodek, chyba ze 20 domków; został sprzedany). Ocypel był bazą turystyczną dla Tczewa. Jeździł nawet bezpośredni autobus. Dzisiaj zresztą też jeździ, ale tylko w sezonie.




Ile szacunkowo domków jest w tych wszystkich ośrodkach?
- Ponad sto. Myślę, że latem w tych domkach mieszka ponad tysiąc ludzi. 

Człowiek staje się marką

I  w 1997 roku postanowił pan to kupić?
- Nie. Od 1997 roku przez cztery lata miałem to w dzierżawie. Wówczas powstała możliwość kupienia.

I pan kupił. Z tego co wiemy, takie ośrodki to żaden geszeft. Zresztą gdyby to było bardzo dochodowe, to te zakłady tak łatwo by się tego nie pozbywały. Mógł sobie pan dać spokój, a jednak pan wziął. Sentyment?
- Tylko ja wiem, ile tu zostawiłem pracy. Poza tym jest coś takiego, że klient przyzwyczaja się do miejsca, ale i do człowieka. On wie, czego ode mnie, jako od kierownika, może oczekiwać.

Człowiek staje się marką. Podobnie jak te nazwy ośrodków. Wszystkie pozostały takie, jak kiedyś. Przykład spoza Ocypla - ośrodek w Borzechowie nadal nazywa się Neptun (druga nazwa Polmed), chociaż tego wielkiego Neptuna produkującego obuwie na cały świat już dawno nie ma. Po firmie pozostały resztówki, które skryły się właśnie w... Borzechowie... I co pan  kupił?
- Dwa hektary ziemi, 19 domków i murowany pawilon.

A to, w czym teraz siedzimy?
- To świetlica. Zimno, bo żaden tutejszy ośrodek nie jest przystosowany do warunków zimowych. Nawet ten murowany pawilon, gdzie mamy kuchnię. Dopiero po modernizacji mógłby funkcjonować zimą jako hotel.
Ilu ludzi pan zatrudnia?
- W sezonie czterech, pięciu na  umowę o pracę: konserwatora, ratownika, personel kuchenny, bosmana, który pożycza sprzęt - 4 rowery wodne, 5 kajaków, 3 łodzie wiosłowe.


Plus czy minus?

A ile miesięcy trwa tu sezon?
- Pięć. Od 1 maja do końca września. Z tym że maksymalne obłożenie jest oczywiście w lipcu i sierpniu. Wtedy jest prawie stuprocentowe. 

Między panem a innymi w tych ośrodkach toczy się zapewne ostra konkurencja?
- Konkurencja? My tu współpracujemy. Gość chce w danym okresie domek, my mamy wszystko zajęte, to dajemy numery telefonu do innych. I odwrotnie.

Jak minął ten okropny pod względem pogody sezon?
- Miałem 100-procentowe obłożenie.

Miejscowi w Ocyplu mówią, że specjalnie nie da się na tych mieszkających w ośrodkach zarobić, bo macie własną gastronomię, stołówki.
- Stołówki mają  tylko trzy ośrodki - Metrix, Jubilat i Partner. To jest wygodne dla wczasowiczów. Ale nie przesadzajmy, u mnie są serwowane tylko obiady.
 
Kiedy pan to dzierżawił przez cztery lata i był pan na własnym rozrachunku, to jaki znak panu wychodził w finansach: minus czy plus?
- Minus.

A jednak pan to kupił. Ile pan zapłacił za ten ośrodek?
- Dżentelmeni o pieniądzach nie mówią...  Cena takich ośrodków waha się od 400 tys. złotych do 1 miliona. 

Kto kupuje coś deficytowego za takie pieniądze?
- Myślałem, że z roku na rok będzie lepiej, że ludzie będą zarabiać coraz więcej.  Przeliczyłem się. Oprocentowanie nadal jest wysokie, wynosi od 15 do 16 procent. Liczyłem, że odsetki od kredytu w znacznym stopniu zmaleją, a dochody wzrosną na tyle, że  będzie można spłacać raty. Wszyscy, którzy podejmowali takie decyzje, liczyli, że w tym kraju z roku na rok ludziom będzie się żyło lepiej. Barierą jest w dalszym ciągu ubożenie społeczeństwa. Ogromnej części społeczeństwa nie stać na 2-tygodniowe wczasy w naszych ośrodkach za 500 - 600 złotych.

Trudno spłacać raty, a co dopiero mówić o inwestycjach...
- Nie ma możliwości. Utrzymanie bazy, spłata kredytu i odsetek nie pozwalają na modernizację i przystosowanie ośrodka do wymogów unijnych.

A są takie wymogi?
- Ja tu mówię o oczekiwaniach klienta europejskiego. Jakieś modernizacje są, ale to za mało. 

To kto przyjeżdża?
- Do mnie z przyzwyczajenia. I dla klimatu. Najbardziej zanieczyszczonym miastem w Polsce jest Łódź (a nie na Śląsku, jak się ogólnie sądzi). Sporo tu przyjeżdża z Łodzi z zaleceniem zmiany klimatu. Ma tu samą igłę i żywicę.

"Agroturystyka" bez kulawej kury

 Znane ośrodki, są klienci, ale finansowo kiepsko. Co dalej?
- Do tego płacimy ogromne podatki od nieruchomości. 15,50 zł za 1 m kw. Ja płacę na rok 45 tys. Prosiliśmy o zmniejszenie czy zniesienie podatku na okres zimowy, bo nie ma klientów. Odpowiedź zawsze jest negatywna. Borykamy się z bardzo poważną konkurencją ze strony pseudoagroturystów. 
?!
- Wielka prywatna willa pod szyldem agroturyzmu przyjmuje całorocznie gości nie ponosząc żadnych kosztów. Kulawej kury nie ma na podwórzu, ale to jest "agroturyzm". Mamy kontrole Sanepidu, Inspekcji Pracy, Straży Pożarnej i WOPR-u, oni nie. Każdy z nas,  właścicieli ośrodków, poważnie myśli o wyprzedaży domków na terenie ośrodka. W takim przypadku gmina otrzymywałaby 5,5 zł podatku za domek letniskowy, a nie 15,50. Za to, że człowiek stara się utrzymać to w całości, zostaje jakby ukarany.

Co pana motywuje, żeby utrzymać to w całości?
- Kupiłem nie po to, żeby sprzedawać. Dzieci by mi nie darowały. Zrobimy wszystko, żeby utrzymać całą tę bazę turystyczną i pomału, systematycznie  ją modernizować.

Co dajemy gminie

A powiat pomaga?
- Nie mamy żadnego kontaktu ze starostwem... Były próby powołania Lokalnej Organizacji Turystyki na Kociewiu. Miała pozyskiwać klientów i organizować targi turystyczne. Co z tego wyszło? Pompa. Raz na spotkaniu ze starostą zadałem pytanie: Panie starosto, gdzie jest  turystyczna baza noclegowa powiatu? Nie odpowiedział.  A jest tylko w ośrodkach wypoczynkowych. Nikt o nas nie myśli. Jesteśmy skazani sami na siebie. 

Gmina potrzebuje podatki, na m.in. inwestycje... Chcielibyście płacić mniejsze? A co oprócz podatków dajecie gminie i Ocyplowi?
- W sezonie w ośrodkach pracuje stąd ze 20 osób. Do tego ilu pracuje w handlu i gastronomii? Mieszkańcy mi mówią, że nie mogą się doczekać sezonu, bo wtedy działa dyskoteka, Bar Jagoda, gry elektroniczne, ostatnio restauracja U Hanki, można napić się piwa. A na 4 - 5 festynach, organizowanych przez OSP, też zarabiają ocyplacy. Dodajmy do tego reklamę gminy i miejscowości. Puściłem w ośrodku w obieg ankietę. 80 procent dowiedziało się o ośrodku i Ocyplu z internetu. Mam swoją stronę. Do tego mieszkańcy mają w pełni strzeżone kąpielisko. Tu dopiero jest bezsens. Pomosty są ośrodkowe, każdy właściciel kąpieliska musi je remontować, przeprowadzić atestację pomostu, dna, ponosić koszty, a kąpielisko musi być ogólnodostępne. Tu są cztery takie kąpieliska, z tym że przy moim ośrodku jest najładniejsze, nasłonecznione  prawie do godziny 21. Utrzymanie kąpieliska kosztuje w granicach 3-4 tys. zł. Ale ogrodzić i kasować nie mogę.

Dużo robicie. A co byście zaproponowali gminie za "wakacje podatkowe"?
- Mnóstwo. Na przykład piękną ścieżką zdrowia, wioskę indiańską, saunę, siłownię, kawiarenkę internetową. Zacząłbym też modernizować własną bazę z wykorzystaniem mieszkańców Ocypla, bo tu są fachowcy, Ludzie by mieli zatrudnienie. A jeden człowiek zatrudniony u mnie to jest rodzina, a rodzina to jest czterech ludzi.
Może wójt i rada  to przemyślą. Życzymy dobrej pogody w przyszłym sezonie.
Tekst i foto Tadeusz Majewski, W.K.

1. Wojciech Mazgaj:  "Sporo tu przyjeżdża z Łodzi z zaleceniem zmiany klimatu. Ma tu samą igłę i żywicę". Z tych zdań wyciągnęliśmy "igłę i żywicę" do tytułu, aby podkreślić, że choć to takie niby nic, a jednak ma wielka wartość.

2. Domki w tutejszych ośrodkach są ładne, ale unijnego turysty nie przyciągną.  

3. Pan Wojciech oprowadza po swoim ośrodku. W tle murowany pawilon. Gdyby w niego zainwestować, powstałby ładny hotel.

Tygodnik Kociewiak - dodatek do Dziennika Bałtyckiego





INNE DANE
DATA PUBLIKACJI: 2005-01-29 21:20:18
SERWIS: lubichowo.kociewiacy.pl




UPIEA v. 0.7
© Piotr Madanecki 2006
 
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!