www.mamboteam.com
 
wtorek, 22 październik 2019
 
 
HELENA MUELLER: Kościół w Lubichowie został pobudowany w najtrudniejszych czasach... Drukuj E-mail
poniedziałek, 25 lipiec 2016


Po raz wtóry poszukiwaliśmy studniarza i po raz wtóry go nie było. Starsza kobieta przecząco pokiwała głową. - Studniarz pracuje w Elektronie i przed południem nie można go zastać - powiedziała. Spoglądała na nas z zaciekawieniem, więc zapytałem, kto w Lubichowie mówi jeszcze gwarą i pamięta dawne czasy. Zapytałem ot, tak sobie, na chybił trafił. I trafiłem w samą dziesiątkę.


MARIANNA NA ROWERZE

Helena Mueller (przez "umlaut") wkrótce kończy 83 lata. Na pytanie, czy jest Niemką, zdecydowanie odpowiada nie. Jej babcia, owszem, była ewangeliczką, ale ona jest z domu Piotrzkowska, jej prapraprapradziad pochodził z Austrii i nazywał się Petrus, i stąd właśnie Piotrzkowski.
Pani Helena bardzo dobrze pamięta stare Lubichowo. Świetnie pamięta opowieści o wsi, gdyż od dziecka lubiła rozmawiać ze starszymi. Od nich zna stare historie, które opowiadała zresztą historykowi doktorowi Józefowi Milewskiemu oraz odwiedzającym ją harcerzom.
Jedna z tych historii mówi o początkach...
Przy ulicy Jeziornej znajdował się folwark, a wokół niego - mówiąc w przenośni - rozpoczęło się stopniowo nawarstwiać lubichowskie życie. Na początku ludzi było troszkę, bieda z nimi sobie żyła, z piasków szła. Niektóre części ziemi nazywano Ryjewem, bo trzeba było ziemię ryć (wykopywać torf - przyp. T.M).
Inna historia mówi o ogromnym pożarze, który część wioski obrócił w zgliszcza. Niedługo w Lubichowie będzie odpust związany z tamtymi wydarzeniami. A było to konkretnie tak...
Onegdaj wszyscy mieszkańcy wioski poszli do kościoła, a na folwarku kazali zostać parobkowi, żeby pilnował krów. Ten zamknął je do stajni i ją podpalił. Spaliła się stajnia, po niej drewniana szkoła, a po niej pół wsi. Stara szkoła stała w miejscu, gdzie teraz stoi nowa. Tyle legenda (?), półprawda (?), prawda (?). Zdarzenia te mogły zajść około dwieście lat temu.




Marianna, matka pani Heleny, na rowerze

Lubichowo, podobnie jak Skórcz, leżało na "bursztynowym szlaku", co dawało szanse rozwoju. Niestety, miejscowość tej szansy nie wykorzystała, niemniej w okresie międzywojennym rywalizowała ze Skórczem. Zanim jednak przejdziemy do tego okresu, koniecznie trzeba wspomnieć o organiście Zagórskim, który w czasach zaborów uczył śpiewu po polsku na Buckich Bagnach, leżących przy drodze do Kalisk. Na Buckich Bagnach albo inaczej na Murawach. Praca organisty Zagórskiego nie poszła na marne. Po odzyskaniu niepodległości polskość wybuchła jak w innych miasteczkach. Odżyły organizacje: Sokół, Kółko Śpiewacze pod wezwaniem św. Cecylii, Towarzystwo Kupców i Rzemieślników, do którego należeli m.in.: Zenon Pielecki - kupiec i rolnik, Franciszek Laskowski - właściciel młyna i tartaku, Teofil Ziegmuller, Aleks Komorowski - też właściciel "młynów z kominami". To byli ci najbogatsi. Dzięki nim ludzie mieli pracę. Deski Laskowskiego wędrowały wagonami nawet do Wolnego Miasta Gdańsk. Rzemieślników w Lubichowie było wielu. Prowadzili między innymi trzy piekarnie oraz kilka masarni (Kuchta, Bąkowski, Świetlik, Piotrowski). Była i bekoniarnia, ale do niej towar przywożono z Kościerzyny.




Zdjęcie prawdopodobnie z 1921 r. Towarzystwo Rzemieślników Samodzielnych w Lubichowie. Od lewej siedzą: Teofil Ziegmueller, Franciszek Laskowski, Józef Drozd, Leon Nadolny, Zenon Pielecki; stoją: (?), Franciszek Piotrzkowski, Marks (ojciec Aleksa), Hapka (później wójt Zblewa, zamordowany przez Niemców w 1939 r., (?)

W okresie międzywojennym Helena Mueller była wielkim społecznikiem. - Wie pan, kto to jest społecznik? - zaskakuje pytaniem i sama na nie od razu odpowiada: - To taki człowiek zwariowany.
Pani Helena działała w Straży, Sokole i w Kole Śpiewaczym. Przez te wszystkie organizacje w Lubichowie zawsze coś się działo, panował wielki ruch. Teraz niestety młodzieżą nikt się nie zajmuje, możliwe, że to telewizja odciąga ją od działania i powoduje, że młodzież z siebie nic nie daje. - Młodzież teraz nie potrafi śpiewać, nie ma zespołów na wsiach, nie ma nic

Pani Helena jeszcze po wojnie prowadziła amatorski teatr w Lubichowie. W stalinowskich czasach odważyła się wystawić spektakl z figurą Matki Boskiej. Przede wszystkim lubiła wystawiać Fredrę. Zespoły cieszył się zainteresowaniem w czasach przedtelewizyjnych. Z zawodu była bibliotekarką, a to zawód półzwariowany...

Kupcy lubichowscy prowadzili przy ulicy Starogardzkiej cztery restauracje. Przed każdą znajdowała się winiarnia, gdyż wina nie piło się z piwem. Piwo i wódkę, trunki mało eleganckie, piło się przy szynkwasie. W tych budynkach z restauracjami były stałe pokoje, gdzie grało się w karty i szachy, były też sale ze scenami, największa u Brunona Marksa. Wieczorami w Lubichowie kwitło życie towarzyskie.
- Teraz to wszystko "Dziennika" słucha - czy będzie Olszewski, czy nie - mówi Helena Mueller. - We wtorki i w piątki odbywały się ćwiczenia śpiewu, w środy sportowe ćwiczenia Sokoła, zawsze był ruch, nawet młodzież jednoczyła się w towarzystwach. W Stowarzyszeniu Młodzieży Katolickiej również działali nauczyciele.

Kościół został pobudowany przez parafian w najtrudniejszych, kryzysowych czasach. Zostało wyznaczone tyle i tyle dni do przepracowania przy jego budowie. Młodzież też chodziła. Cegłę przywozili wagonami. Dziewczęta załadowywały i rozładowywały. Nikt nie pytał za ile, nikt nie mówił, brzydka robota. Robotnicy gasili wapno, wszyscy pracowali. - Ojciec był inwalidą i musiał najmować pracowników, żeby robili za niego robili – opowiada pani Helena.

Ulice były oświetlone tak jak i teraz. Przy jeziorze były skocznie - jedna trzypiętrowa. Kabiny na palach i łodzie do wynajęcia (10 groszy od godziny) od jedno- do dziesięcioosobowej należały do Szczepińskiego. Przy jeziorze panował wielki ruch, podobnie jak i w lesie, gdzie społecznie urządzono plac i dzieci chodziły tam z lampionami. Przy kościele utworzono nawet orkiestrę dętą...
Oglądamy zdjęcia. Jedno chyba z 1921 r. Towarzystwo Rzemieślników Samodzielnych w Lubichowie i pani na rowerze, matka Heleny - Marianna.
Tadeusz Majewski
Gazeta Kociewska, 1992 r.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!