www.mamboteam.com
 
sobota, 19 październik 2019
 
 
Z Колодіївкi do Lubichowa, czyli pani Wioleta poszukuje zdjęć i odpowiedzi Drukuj E-mail
wtorek, 21 marzec 2017


Pani Wioleta, która na swoim profilu na Fb ma czarne włosy, duże, piwne oczy i szerokie brwi (twarz jakby wyjęta z "Cichego Donu") poprosiła mnie o stare zdjęcia Lubichowa. Przesłałem kilkanaście, w zamian otrzymałem kilka, jakich w swoich zbiorach nie posiadałem. Po tej grzecznościowej wymianie zdjęć pani Wioleta zaskoczyła mnie prośbą w innej sprawie...

– ...Piszę w innej sprawie, ale też dotyczy starych zdjęć. Czy ma Pan jakiś dostęp do zdjęć ze szkoły podstawowej w Lubichowie, ale tych starych? To znaczy chodzi mi o zdjęcie klasy mojego ojca, który już nie żyje. Urodził się w 1925 roku. W VII klasie musiał być z rocznika 1938, jeśli się nie mylę. Trudno mi cokolwiek więcej napisać. Fajnie byłoby takie stare zdjęcie z tatą mieć. Wiem też, że śpiewał w chórze kościelnym w Lubichowie, ale nie wiem w jakich latach. Połom Jan Wiktor.... Wszystkie stare zdjęcia poginęły z czasem, a rodzice od dawna już nie żyją i tak naprawdę nie mamy żadnych pamiątek. Ojciec miał pięciu braci i siostrę, ale wszyscy też już nie żyją, a z pozostałą rodziną urwał się kontakt. A ci, z którymi mam jakiś kontakt, również nie posiadają takich zdjęć... Ojciec pochodził z Zelgoszczy.
– To potrzebne zdjęcie klasy z Zelgoszczy – odpisałem, nie śniąc nawet, że ta sprawa, choć dotyczy Lubichowa, może być punktem przełomowym kilku zatrzymanych opowieści, m.in. "Sagi o Lubichowie".
– No właśnie.... nie pomyślałam. Ojciec mógł chodzić do Zelgoszczy. Ale wpadka, he... Mam jedno zdjęcie mojego ojca z młodych lat, a na odwrocie jest napisane PAMIĄTKA Z DNIA 2. 6. 43 JAVENITE albo JAVENITC. JAN POŁŁOM. Nad "o" kreska...
– Jakiś punkt zaczepienia mamy.
– Aha, moja matka była Polką, ale pochodziła z Ukrainy. Nie wiem, czy ojciec tam był, czy co... Aż wstyd się przyznać, że człowiek nie wie nic na ten temat. Ale były takie czasy, że rodzice nie opowiadali za bardzo o sobie, a ja byłam wtedy za mała, żeby o takie sprawy pytać. I teraz z tego ta niewiedza...
– A mama jakie miała panieńskie nazwisko?
– Albin Krystyna, ur. 2 kwietnia 1941 r.
– To pewnie z Wołynia jak moja mama...
– Wydaje mi się, że Tarnopol. Bo tam mama kiedyś pisała listy do przyrodniej siostry (też już nie żyje). A miejscowość Kołodijiwka. Nie wiem, czy dobrze napisałam....
– Tarnopol, powiat Skałat, wieś Orzechowiec, Kaczanówka – mówią Pani coś te nazwy? – wyrwało mi się, gdyż kilka dni temu skończyłem reportaż o Józefie Pukale i Polakach wygnanych z tamtych stron.
– ...i tam też mieszkała moja babka, mamy matka... Nie, absolutnie nic nie mówią...



Jan Wiktor Połom. Jedno z kilku zdjęć taty, jak ma pani Wioleta

Wrzuciłem Kołodjiwka w Google. Wyskoczyło: "Kołodziejówka (ukr. Колодіївка, Kołodijiwka) – wieś na Ukrainie, w obwodzie tarnopolskim, w rejonie podwołoczyskim."
Niesamowite! Bliziutko Orzechowca!

– Kołodijwka. Mama Pani jest Wołynianką, Polką, być może przesiedloną w 1944 lub 1945 roku. Akurat skończyłem tekst na temat osób z tamtych stron...
– Nawet chyba mam stare zdjęcie cerkwi w tej wsi. Już skanuję i wysyłam.
– Dziękuję. Jadę za godzinę do Józefa Pukały. Wielce prawdopodobne, że jechali razem w tym samym pociągu.
– Mogę zeskanować jeszcze dwa zdjęcia z matką.... Moja mam to ta z lewej strony, a na tym drugim od lewej: moja ciocia, babcia, mama. Więcej już nie mam takich zdjęć. Pamiętam tylko, że moja mama, kiedy była mała, zachorowała na tyfus. Tak mówiła.
– Pani rodzice mało mówili, bo się bali. Tak samo jak w Jeziercach i innych wsiach na Pomorzu, gdzie przesiedlono Polaków z Wołynia. Jest pani pół-Wołynianką, tak samo jak ja.
– Zaskakują mnie te informacje. Może pan odkryje jakąś ciekawą historię. Trochę dziwnie się czuję, jak piszę o moich rodzicach. I trochę mi wstyd, że obca osoba (czyli Pan) tyle wie. Ale co się dziwić, skoro jakoś nigdy się tym nie interesowałam, aż do wczoraj, kiedy zaczęłam z córką oglądać te stare zdjęcia. Tak mnie jakoś coś naszło.
– Przecież Pani napisałem, że nikt z tych osób nie opowiadał nikomu o swojej historii, nawet dzieciom, więc trudno się dziwić. A czy Pani tata na pewno przed wojną mieszkał w Zelgoszczy? Może też przybył stamtąd?
– Raczej z Zelgoszczy. Tam mieszkali kiedyś moi dziadkowie (rodzice taty), aczkolwiek coś tam kiedyś było mówione o Niemcach. Chyba też tak było, że dziadkowie mieszkali tu, w Lubichowie, gdzie ja, ale nie jestem pewna, czy dobrze pamiętam.... Mojej mamy ten pan Józef raczej nie znał, bo z moich obliczeń wynika, że moja mama miała wtedy około 2 lata. No ale zobaczymy, co powie.
– Mamy nie, ale rodzinę może znać.
– Rozumiem... Jeszcze jedno, babcia nazywała się Albina Albin, a dziadek Józef Albin. I mieli chyba dwie córki, moją mamę i drugą córkę, Lubomirę... Nie, wróć: Anię albo Hanię. A przyrodnia siostra mamy miała na imię Lubomira, a drugiej nie znam. .... Do jednego muszę się przyznać. Kiedy wpisałam w przeglądarce WOŁYŃ itd., to się przeraziłam oglądając te straszne zdjęcia.... Nie miałam pojęcia, że to poniekąd dotyczy mojej rodziny....




Kołodijiwka, cerkiew




Jan Połom i Krystyna Albin na Ukrainie, w Kołodijówce


Kołodijówka. To dziecko to Krystyna Albin, mama pani Wiolety. Trzyma ją mama Albina Albin



Z lewej Krystyna Albin. Prawdopodobnie Kolodijowka



Pani Wioleta: Od lewej moja ciocia, babcia, mama.

...

– Byłem w Jeziercach... Cóż, pan Józef tylko potwierdził, że Kołodziejówka leży bliziutko Orzechowca. Wymieniał wioski, które jechały tym jego pociągiem, ale wszystkich nie pamiętał. Trudno się dziwić. W każdym razie to są strony, w których urodziła się Pani mama i w których mieszkała jej rodzina prawdopodobnie od pokoleń. Jeżeli przeczyta Pani w moim portalu tekst – jego relację, to w pewnym sensie pozna Pani strony, z których wywodziła się Pani mama.
– No właśnie przeczytałam...

...

– Pani Wioleto. Przesłała mi Pani pocztówkę z hotelem - Lucking's Hotel - w Lubichowie, który zniknął prawdopodobnie na początku XX wieku. Czy ma Pani oryginał? Chodzi mi o skan dobrej rozdzielczości. Niedawno toczyła się burzliwa dyskusja u mnie na Fb na temat tego hotelu. Nikt nie wiedział o jego istnieniu. Bardzo mi zależy na dobrym skanie tej pocztówki. Nie ma Pani? Nie ma... A skąd ma Pani to zdjęcie zrobione z pocztówki?
– Pamiętam! Pocztówkę ma pan Szefer, ten starszy. Wiem, że urodził się w 1925 roku. Mieszka nad sklepem naprzeciwko banku.
– Pan Kazimierz Szefer. Znam. Jeszcze dzisiaj tam podjadę. ... A może jest jakieś zdjęcie Pani mamy z dzieciństwa?
– Jakieś mam, ale w bardzo złym stanie. Jest na nim moja babcia z moją mamą (jako dziecko). Na odwrocie coś napisane, ale po ukraińsku, jeśli się nie mylę.
– Widziałem fotki w gorszym stanie. Grafik wyczyści. Podjadę i zeskanuję w dobrej rozdzielczości. – A jak da się je trochę ulepszyć, to mogę liczyć na kopię?
– Oczywiście.
– Za godzinę pojadę do Lubichowa i wpadnę do Pani. (...)

...

W mieszkaniu pani Wiolety na stole leżało kilka zdjęć, wśród nich to bardzo stare. Było też kilka dokumentów i mapka katastralna z 1912 r., z zaznaczeniem ziemi Połomów. Pani Wioleta niestety nie dodała żadnych istotnych informacji na temat rodziców, które uzupełniłyby te podane na czacie.
...

Ruszyłem do centrum Lubichowa, do pana Kazimierza Szefera, który akurat dzień wcześniej ukończył 91. urodziny ("w rzeczywistości mam 19 lat" - potem zażartował).
Siedzieliśmy w biurze i rozmawialiśmy na różne tematy. Na początku zapytałem o zdjęcie z Lucking's Hotel, bo ten obiekt bardzo mnie intrygował. Stał kiedyś taki wspaniały, neoklasycystyczny, z kolumnami i pilastrami i... wyparował, nawet ze zbiorowej pamięci. Oryginał tej pocztówki z widoczkiem hotelu według pani Wiolety miał posiadać właśnie pan Kazimierz. Problem w tym, że starszy pan nic o tym nie wiedział. Ale obiecał przeszukać zdjęcia i przygotować co ciekawsze na następne spotkanie.





Lucking's Hotel w Lubichowie. Kilka miesięcy temu toczyła się burzliwa dyskusja na temat, gdzie stał. W końcu werdykt był taki - został przebudowany przez Marksa. Zdjęcie tego hotelu według pani Wiolety miał mieć pan Kazimierz Szefer

...

Ponieważ świat jest mały, a Lubichowo jeszcze mniejsze, okazało się, że mamy z panem Kazimierzem wielu wspólnych znajomych, uściślając znajomych z moich reportażowych opowieści. Podaję dwa przykłady. Panny Borkowskie, słynne starogardzkie Anki, bohaterki reportażu pt. "Królowe balów maskowych". Okazało się, że to rodzina (mama Leokadia Szefer z domu Borkowska). Albin Ossowski, Honorowy Obywatel Starogardu, właściciel Modrzewiowego Dworku w Szteklinie, pracujący przed wojną w zakładzie wikliniarskim Franciszka Borkowskiego, krewnego Szeferów. Reportaż pt. "Tu mieszkała pani Czartoryska, pani Beata Tyszkiewicz".
Krzysztof Szefer pokazywał tacie w komórce zdjęcia wyżej wymienionych osób na moim portalu. Rozmawailiśmy także o Ignacym Orlikowskim, budowniczym Lubichowa, no i oczywiście o Janie Wiktorze Połomie. Zdjęcia, na którym byłby w dzieciństwie, poszukiwała pani Wioleta.

- Mam takie zdjęcie – rzekł pan Kazimierz. – Jan Połom był moim kolegą. Siedzieliśmy w jednej ławce. Pierwszej, bo obaj byliśmy najniżsi. Wie pan, przed wojną siedziało się według wzrostu.
- Dzisiaj też tak jest, panie Kazimierzu – zauważyłem.
- ...Potem on jakoś nie urósł, a ja wystrzeliłem do 178 centymetrów. Teraz jestem o 2 centymetry niższy. Syn, Krzysztof, ma 182, a drugi syn – 188. Ze wzrostem różnie bywa. Mama Jana Połoma była niska, ojciec wysoki. Jego ojciec hodowali w Zelgoszczy konie dla wojska. Połomowie mieli też w Zelgoszczy część jeziora, a tu, w Lubichowie, również dom. Przeprowadzili się z Zelgoszczy do Lubichowa, tam, gdzie dom ma pani Wioleta, żeby mieszkać bliżej kościoła. Przygotuję to klasowe zdjęcie z Janem Połomem i ze mną.




Krzysztof Szefer pokazuje panu Kazimierzowi zdjęcia "Anek" w moim reportażu "Królowe balów maskowych"



Długo szukaliśmy Kazimierza Szefera z jego synem Krzysztofem. Pan Kazimierz pracował w sporym ogrodzie na zapleczu domu... To niezwykłe siedzieć z człowiekiem i pokazywać w internecie autobus w Lubichowie z lat 30. i usłyszeć komentarz: - Przecież pamiętam. Raz dziennie szedł – rano do Gdańska, a po południu z powrotem. Przyjeżdżał od strony Zblewa. A po chwili o sukcesach naukowych wnuka i wnuczek, z których jedna zna 7 języków, a druga studiuje w Dolinie Krzemowej w Kalifornii.

...

Spotkaliśmy się kilka dni później w mieszkaniu państwa Szeferów. Niestety pan Kazimierz nie miał pocztówki z Lucking's Hotel. Musiało zajść jakieś nieporozumienie. Mało tego, w ogóle o takim hotelu nie słyszał, choć urodził się w 1925 roku. Restauracji było kilka, największą miał Marks. To zapewne w jego budynku kiedyś istniał hotel. A przedwojenne zdjęcia zostały tylko dwa.
- Tylko dwa z wielkiego, przedwojennego rodzinnego zbioru. Tak prędko nas zabrali do Potulic, gdzie siedzieliśmy trzy lata, że nie zdążyliśmy się spakować – wyjaśnił pan Kazimierz.
Tylko dwie fotki, ale za to o niezwykłej wartości. O jednym, zrobionym w domu tuż przed wywózką do Potulic, będzie mowa niżej, na drugim, klasowym, miał być tata pani Wiolety, Jan Połom. Ale tu rozczarowanie...
– Jan Połom chodził do szkoły w Zelgoszczy. Przeniósł się do nas rok później (w roku szkolnym 1938/39).
Czyli na tym zdjęciu Połoma nie ma.
Rozczarowanie, ale z drugiej strony zdjęcie bardzo cenne i koniecznie trzeba je opisać.
Na boisku przed szkołą w Lubichowie z klasą stoi nauczyciel Mueller, we wrześniu 1939 roku zamordowany w Lesie Szpęgawskim. O jego żonie pisałem reportaż pt. "Marianna na rowerze". Dwóch chłopców pod krawatami to bracia Szeferowie. Ten z prawej to Kazimierz, w środku Edwin. Hm, pod krawatami, a boso...




W rodzinie Szeferów wszyscy grali na skrzypcach, a niektórzy na pianinie. Na rodzice pana Kazimierza, Władysław i Leokadia, syn Edwin i córka Halina i... ups - kogoś nie zapisałem



Przed szkołą w Lubichowie, 1938 rok. Po prawej siedzi Kazimierz Szefer, w środku siedzi jego brat, Edwin. Nauczyciel Mueller - zamordowany w 1939 r. w Lesie Szpęgawskim
- Mówiono, że nauczyciela Muellera zamordowano w Lesie Szpęgawskim, gdyż spoglądał przez okno swojego domu przy ulicy Dworcowej, gdy leciały samoloty i jakaś Niemka zgłosiła, że je obserwuje. Mój wujek, Borkowski z Zelgoszczy, brat Franciszka Borkowskiego ze Starogardu (ojca trzech córek, słynnych Anek), też już został przewieziony na miejsce kaźni, ale miał ogromne szczęście. Siedział w ciężarówce i akurat zatelefonowali z Berlina, że mają wstrzymać zabijanie. To także uratowało kierownika szkoły w Lubichowie, chyba Lewickiego. Też siedział w ciężarówce. Być może jego uwolnienie załatwił sołtys Lubichowa Dydrych [Ditrich ?].
Zapytałem też pana Kazimierza o Ignacego Orlikowskiego, budowniczego dwóch pięknych kamienic w Lubichowie, bohatera jeszcze niedokończonej "Lubichowskiej sagi".
- Ignacy Orlikowski robił rysunek (projekt) tego domu [w którym teraz jesteśmy – T.M.] mojemu ojcu, Władysławowi, a jego syn ożenił się i zamieszkał w Tczewie. Projektował tam dworzec PKP – rzekł pan Kazimierz.
Niebywałe! Nie dość, że jakiś wieśniak Ignacy – architekt ?, budowniczy ?, rzeźbiarz ? (ciągle jeszcze dokładnie nie wiemy, ale jesteśmy już blisko!), a tu na dodatek jego syn.
...

Jeszcze tego samego dnia wieczorem zwróciłem się z prośbą do Zbyszka Es z Anglii:
- Zbyszku, jednak ten Połom chodził do 1938 roku do szkoły w Zelgoszczy. Przyślij mi fotkę. Napisałeś, że taką masz. A to ta klasowa z Lubichowa w zamian.
Zbyszek Es kończy książkę o międzywojennym nauczycielstwie i uzupełnia materiał zdjęciowy.
Analiza porównawcza trzech zdjęć (doszło jeszcze zdjęcie ze strony www szkoły podstawowej w Zelgoszczy) dała odpowiedź negatywną. Na żadnym z nich nie ma taty pani Wiolety.

...

Na Fb pod jednym ze zdjęć, przedstawiających młodą parę na Ukrainie, Jana Połoma i Krystynę z matki Albiny Albin, bardzo ciekawą informację wpisał zajmujący się genealogią w gminie Lubichowo Piotr Alfuth.
- Z Kołodziejówki pochodziła rodzina Słowik, których potomkowie mieszkają we Wdzie, i kilka innych rodzin, które po wojnie przybyły na tereny powiatu starogardzkiego.

Tak więc Wołyniacy nie tylko zamieszkali w Jezierach, Lipiej Górze i Tomaszewie w gminie Zblewo.
Z rozmowy na ten temat z panem Kazimierzem:
- Jak to się stało, panie Kazimierzu, że Jan Połom sprowadził sobie w 1967 roku żonę z Wołynia, z województwa tarnopolskiego, z Колодіївкi, Kołodijewki, Kołodziejówki?
- Mówił o Rosjance. Pojechał po nią do Związku Radzieckiego, na Ukrainę. Zapoznał ją przez kogoś z Mościsk. Pojechał i tam wziął ślub. Potem mieli problem – nie chcieli jej puścić. Musiał pisać do ministra. W końcu się udało. Ona tam, na Ukrainie, pracowała w kołchozie. Zbierała i przenosiła kamienie na szosy. Była bardzo silna.

Prawdopodobnie Jan Połom zdobył do niej kontakt od naszych kociewskich Wołyniaków, o których napisał Piotr Alfuth.
Załączone dokumenty mówią, że Jan i Krystyna wzięli ślub w 1967 r., a polskie obywatelstwo Krystynie przyznano w 1979 roku, czyli po 12 latach od zamążpójścia. Uroki KDL-u.
...

Drugie zdjęcie ze zbiorów Szeferów, jakie przetrwało wojnę, przedstawia rodzinę grającą na skrzypcach. Grali na nich wszyscy, a niektórzy dodatkowo na pianinie. Są na nim rodzice pana Kazimierza, Władysław i Leokadia, syn Edwin i córka Halina. Pana Kazimierza nie ma, gdyż akurat robił tę fotkę mając głowę schowaną w "worku i odliczał: raz, dwa, trzy... i błysk magnezji. Z tego aparatu wychodziły dobre zdjęcia, wszystkie bardzo ładne.
Do Marty Orlikowskiej, z którą ciągnę "Lubichowską sagę", napisałem: - Byłem dziś u pana Szefera. Powtórzył, że syn Ignacego Orlikowskiego był architektem i zaprojektował dworzec kolejowy w Tczewie. Nie może sobie przypomnieć imienia, ale twierdzi, że mieszkał w Tczewie.
Szkoda, że po wpisaniu w Google "dworzec kolejowy w Tczewie" wyskakuje tylko dworzec z czasów pruskich. Nie ma tego wybudowanego w okresie międzywojennym. I szkoda, że przy wielu cennych obiektach nie ma nazwisk architektów i budowniczych.
Zeskanowałem jeszcze jedno zdjęcie u pana Kazimierza.
Lubichowskie Koło Śpiewackie "Cecylia". "Wiem też, że śpiewał w chórze kościelnym w Lubichowie" – pisała pani Wioleta. Może tu jest jej tata?






Lubichowskie Koło Śpiewackie "Cecylia". No, Lubichowiaki, rzucić się do opisu - kto tu jest kim?!

...
- Pani Wioleto. No i tak to się skończyło. Niestety, nie udało się znaleźć Pani taty z lat szkolnych, chociaż mamy z klasowe zdjęcia szkoły w Lubichowie z 1937/39 i z Zelgoszczy 1938/39. Brakuje z Lubichowa 1938/39... W tym chórze nie ma Pani taty?
- Witam, właśnie czytam. Trudno...

Tadeusz Majewski
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!