www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
piątek, 18 październik 2019
 
 
DOMINIKA GLAZA. Początki partyzantki w Borach Tucholskich Drukuj E-mail
niedziela, 07 maj 2017


Przeczytajcie brawurowy tekst na temat partyzantów na Kociewiu Dominiki z Osiecznej. Napisała do w I klasie ogólniaka!
-

W lasach otaczających Osieczną ukrywało się wielu zbiegłych ludzi. Być może dlatego, że były idealnym miejscem do ukrycia (sama Osieczna jest ze wszystkich stron otoczona lasami i leży daleko od innych miejscowości). Możliwie też, że również względu na pomoc wiejskiej ludności, dzięki czemu ukrywający się nie byli skazani na głód.

26 października 1939 r. do Brzeźna (kiedyś powiat starogardzki, obecnie tucholski) przyjechali Niemcy z Osowa Leśnego i Borzechowa. Wyprowadzili czterech mieszkańców Brzeźna do lasu w kierunku Osiecznej - Pawła Glinieckiego i Franciszka Warczaka oraz ich synów, Józefa Glinieckiego i Feliksa Warczaka.

Najpierw zastrzelili ojców. Synom kazali wykopać groby dla nich i dla siebie.

Feliks, załamany stratą ojca, rzucił się na jego ciało, by uścisnąć go po raz ostatni. Wówczas Niemiec uderzył go karabinem i kazał mu wstać, bo teraz na nich przyszła kolej. Hitlerowiec na chwilę się zagapił, a chłopak wykorzystując okazję uderzył go w twarz i kuzyni uciekli do lasu. Byli jedynie w kalesonach i koszulach. Choć spodziewali się już śmierci, dostali szansę od losu. Wtedy właśnie ci dwaj młodzi mężczyźni dali początek partyzantce pomorskiej. Nie mieli czego szukać w wiosce, ukrywali się w lesie, rozpoczęli walkę.

Z czasem tworzyło się coraz większe grono ukrywających się w lesie. Żywność otrzymywali od miejscowej ludności lub polowali.

W 1943 r., podczas powrotu lasem do wioski w okolicy Sarniej Góry Warczak został złapany przez niemieckiego leśniczego. Nie miał wielkich szans, ale spróbował. Niemiecki leśniczy zagapił się i Feliks rzucił się do ucieczki. Niemiec gonił go i postrzelił w nogi. Niemiec stanął nad nim i... nie zabił go od razu. Zawiadomił innych. Rannego zawieziono do szpitala w Świeciu. Hitlerowcy mieli zamiar wyleczyć Warczaka i postawić go przed sądem dla przykładu. Sprytny Polak, gdy chcieli już go wziąć, przekonywał, że nie jest jeszcze w stanie się chodzić. W międzyczasie przez sanitariusza powiadomił swojego brata, gdzie przebywa. Przekazał mu informację, którego dnia i o której godzinie ma się stawić przed szpitalem i jakie rzeczy ma przynieść ze sobą. W ustalonym dniu brat przyszedł pod szpital, lecz Feliks był stale pilnowany. Brat Feliksa czekał na okazję. I nadeszła. Niemcy na chwilę otworzyli drzwi i brat Warczka poturbował ich, wziął bata na plecy i uciekli do lasu.

Razem z Warczakiem ukrywał się Antoni Warachewicz, pochodzący z Suchobrzeźnicy. Pracową w tartaku w Łobodzie. Został aresztowany za sabotaż, następnie przewieziony do Tucholi na żandarmerię. Warachewicz także wykazał się sprytem. W lesie za Śliwicami poprosił o pozwolenie na udanie się za krzaki za potrzebą. Na moment go wypuścili, każąc zostawić buty. A on i tak uciekł, boso. Krótko przebywał z Warczakiem, gdyż złapano go przed Świętami Bożego Narodzenia w 1943 r. Chodził po okolicznych domach i prosił o jedzenie w miejscowości Gzele. Złapano go osadzono w obozie Stutthof. W marcu został stracony przez ścięcie. Wówczas na osieckich płotach pojawiły się ogłoszenia mniej więcej o takiej treści:

"Dzisiaj został ścięty Polak Antoni Warachewicz za napady z bronią, gwałty, kradzież" itp.

Gdy zapytałam opowiadającego tę historię pana Jana Włocha, czy oskarżenia te były prawdziwe, odpowiedział: "Mieszkańcy go nie żałowali. Nie był dobrym człowiekiem. Potrafił okraść, a i plotki we wsi chodziły, że zgwałcił jakąś kobietę. Poza tym gdy go złapali, wydał wszystkich, którzy mu pomagali".

Oddział Warczaka robił się coraz większy. Liczył już około 20 ludzi, a wraz z innymi grupami partyzanckimi ich liczebność mogła wynosić nawet około 50 osób.

Pewnego razu obserwujący las ludzie Warczaka zauważyli krążący samolot, z którego wyskakiwali spadochroniarze. Partyzanci podeszli do miejsca lądowania ludzi z nieba, okrążyli ich i z bezpiecznej odległości obserwowali. Feliks Warczak gromko zapytał, kim są. Odpowiedział dowódca tamtych. Spadochroniarze byli radzieckimi żołnierzami. Rosyjski dowódca poprosił Warczaka, aby jego grupa przestałą mierzyć z broni i podeszła bliżej. Po chwili 6-osobowa grupka radzieckich żołnierzy pod dowództwem kapitana Wiktora dogadała się z naszymi. Po rozmowie Rosjanie ruszyli za Polakami do ich bunkra i tam zamieszkali z nimi.

Zrzuty żołnierzy na spadochronach na tych obszarach stawały się coraz częstsze. Tak przybyli tez żołnierze polskiej armii ze Wschodu. W jednej z grup był niemiecki szpieg. Zamieszkał z partyzantami, zdobył informacje i uciekł do Błędna, do niemieckiego nadleśniczego. Zawiadomił go, kim jest i przekazał mu zebrane informacje oraz wyjawił miejsce pobytu partyzantów.

27 października 1944 r. Niemcy zorganizowali obławę pod Błędnem. Tego dnia w rejonie Łuby – Brzeźna – Laski - Zazdrość – Stara Rzeka odbyła się największa bitwa partyzancka na Pomorzu w okresie okupacji. W obławie brała udział żandarmeria, elewi szkoły policyjnej, żołnierze Wehrmachtu, odziały Jagdkommando (źródła różnie podają - od 700 do 1000 żołnierzy). Okrążone zostały trzy radzieckie grupy desantowe i dwa partyzanckie oddziały: Feliksa Warczaka z Brzeźna (20 osób) i H. Bukowskiego. Walka trwała cały dzień. Poległo wielu Niemców, a "od naszych poległ jeden z Kasperusa", którego imienia pan Jan Włoch nie jest w stanie sobie przypomnieć. Ciężko ranny został powstaniec z Suchobrzeźnicy i ranna w rękę Weronika Redzimska ze Zdrójna (gmina Osieczna). Weronika wraz z siostrą Marią uciekły ze Zdrójna do brata Czesława, by pomóc w walce. W nocy partyzantom udało się wydostać z oblężenia.

Po jakimś czasie do Zdrójna przyjechali Niemcy. Wśród nich był szpieg spadochroniarz. Jego zadaniem było rozpoznanie po twarzach, kto był partyzantem lub kto im pomagał. Na szczęście nikogo nie rozpoznał, gdyż ci, którzy mogli zostać zdemaskowani, poukrywali się. Ranna Weronika zmarła w stodole na sianie z powodu braku pomocy lekarskiej. Konała w obecności siostry w straszliwych męczarniach. Została pochowana pod lasem. Po wojnie, 8 kwietnia 1945 r., po ekshumacji jej prochy złożono na cmentarzu w Osiecznej. W czasie obławy pod Błędnem Warczak był dowódcą, przewodził zarówno Polakom, jak i Rosjanom.

W czasie wyzwolenia naszych terenów Feliks Warczak wraz z oddziałem radzieckim doszedł do Osiecznej. Wieczorem 19 lutego jego oddział nocował nad rzeczka Prusiną, koło zabudowań Augustyna Kołodziejczyka, przy ruinach młyna. Rano skoro świt wyruszyli w kierunku centrum Osiecznej, wyzwalając ją. Warczak doszedł aż do Klanin, a stamtąd wrócił do domu, do Brzeźna. "Warczak – straszny był partyzant. Po wojnie raz rzekł do Kaźmierczaka: 'Słuchaj Stasiu, żeby wszyscy zabili tylu Niemców, co ja, to by nie było Niemiec'". Opowiadał też Stanisławowi, jak to z Osieczną, na torze kolejowym Osieczna – Szlachta ustrzelił za jednym strzałem dwa jelenie.

Po wojnie Warczak został sołtysem w Rywałdzie, a potem kupił dom w Skórczu i tam zamieszkał. Te całą historię opowiedział panu Janowi Włochowi, a pan Jan opowiedział z kolei ja mi.

Feliks Warczak był bohaterem, podobnie jak inni partyzanci działający w naszych lasach. Współpracowali z nimi miejscowi Polacy, przepłacając to nieraz życiem.

Dywersji kolejowej na stacji Osieczna dokonał 12 listopada 1943 r. Niemczyk, gminny komendant TOW Gryf Pomorski na tym terenie. Z Polakami walczącymi na tym terenie walczyli nie tylko żandarmi z posterunku w Osiecznej, ale także oddział Jagdkommando z Krówien. Partyzanci działali też w miejscowości Szlachta, w gminie Osieczna. Mieszkańcy Szlachty aktywnie współpracowali z polski partyzantami, a od września 1944 r. także z desantem żołnierzy polskich grupy "Wołga" ppor. Jana Miętkiego.

Dnia 22 września 1944 r. grupa Miętkiego połączyła się w lasach koło Szlachty z oddziałem partyzanckim Jana Meggera - "Manna". Oparciem dla ludzi Miętkiego była rodzina Piesików mieszkająca w Szlachie. Pomagała im głównie łączniczka "Małgosia" (Maria Czyżewska), której brat, Leon, należał do żołnierzy desantu.

Jesienią 1944 r. Ludzie Miętkiego dwukrotnie złożyli "wizytę" użytkownikowi cegielni Burknerowi (brgermeister), wymuszając na nim uwolnienie więzionych zakładników polskich. W szkole w Szlachcie kwaterował oddział Jagdkommando, a mimo to kilka domów dalej, na strychu domu nr 45 Piesików nie przerywała pracy 5-osobowa grupa tego desantu, obsługująca radiostację nadawczą (od 5 stycznia 1945 r. do połowy lutego). Dnia 22 lutego 1945 r. Jan Miętki ze swymi ludźmi przeszedł front niemiecko-radziecki w rejonie Szlachty.

Dominika Glaza


Dominika Glaza o sobie
Pochodzę z Osiecznej, obecnie mam 22 lata. Jestem rodowitą Kociewianką, bardzo podkreślającą swoje pochodzenie Pracę tę pisałem w I klasie liceum, był to rok 2012/13. Miała to być praca o Żydach w Osiecznej w czasie wojny, ale takowych nie było, więc powstała praca o partyzantach. Obecnie jestem studentką Akademii Marynarki Wojennej. Temat wojny i tamtych czasów pozostał mi nadal bliski. W tym roku bronię pracę licencjacką z tematyki stosunków polsko-żydowskich.





 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!