www.mamboteam.com
 
sobota, 11 lipiec 2020
 
 
Osiek. Nie idę do gminy po chleb Drukuj E-mail
czwartek, 07 grudzień 2006
W 1984 r. mieszkała z mężem Józefem w Osieku nad jeziorem Czarne. W 1985 r. kupili gospodarstwo w Osieku, na cyplu przy Kałębiu.
-  ...Na „Ryglu” - uściśla Stanisława. - Skąd ta nazwa? Podobno kiedyś był tu odcięty fosą folwark. I jeden przejazd, jak rygiel.
Teraz Stanisława Kurowska po raz kolejny rusza z tego „rygla” po fotel włodarza gminy

 
Gospodarstwo liczy 7 ha V i VI klasy. Z uwagi na tak słabą ziemię nastawili się na hodowlę zwierząt. Inna sprawa, że kupili gospodarstwo z chlewnią. Na hodowli znają się świetnie. Oboje skończyli Akademię Rolniczo-Techniczną w Olsztynie. W 1990 r.  Stanisława, pomimo tego „inż.” romantyczka (wydała dwie księżki - tomik wierszy w 1997 r. i tom wierszy i prozy pt. "A czas płynie..." w 2006 r.), dała się porwać ogólnemu klimatowi zmian i zaczęła działać w Komitecie Obywatelskim. A potem została wójtem gminy Osiek. Wybrano ją spoza rady, zdecydowaną większością głosów.

Stanisława Kurowska otwiera rocznik wydawanego w I kadencji „Informatora Osieckiego”. Na jednej ze stron czytamy program. Z perspektywy kilkunastu minionych lat - na tamte czasy nowoczesny. Istotne są też dokonania z czasu I kadencji.
- Przede wszystkim zrobiliśmy plan zagospodarowania przestrzennego gminy - wspomina Kurowska. - Ten plan otworzył możliwości rozwoju gminy. Dzięki niemu ludzie mogli też sprzedawać działki. Pani Maria Stańczuk z firmy „DOM” „zgarnęła” wnioski i przekwalifikowała je na działki letniskowe. Było ich prawie 200. Zbudowaliśmy gminne wysypisko odpadów komunalnych. Powstał wodociąg na osiedlu. Zajęliśmy się też drogami. Na tej od tzw. „autostrady” do budynku poczty położono nowy asfalt.

Niektóre samorzady I kadencji nie bardzo wiedziały, od czego zacząć zmiany. Mozolnie samemu dochodziły do wiedzy.
- Bo były to czasy, kiedy często prawo nie nadążało za życiem i nieraz do ustaw (uchwał) nie było przepisów wykonawczych. My wiedzieliśmy, co robić. Może dlatego, że gmina nie żyła w izolacji od sąsiadów. Wójtowie byli mocno zżyci. Wspólne spotkania dużo nam dawały. Wiadomo, gdzie współpraca, tam wyniki. Dotyczyło to zwłaszcza nas. Koszty niektórych  zadań dla małej gminy były do przełknięcia, kiedy realizowało się je z innymi. Wójtowie realizowali ciekawe pomysły. Na przykład z Cywińskim z Kalisk wymyśliliśmy Stowarzyszenie Gmin Borowiackich.
Przyznajemy, zaskakuje nas informacja o położeniu nowej nawierzchni na
ul. Partyzantów. Jak to się prędko zapomina... A była ponoć w takim stanie, jak dzisiaj tzw. stara szosa.

Skąd pani wzięła pieniądze na taki kawał asfaltu, kiedy jeszcze nikt nie śnił o unijnych środkach?
- Nękałam telefonami wojewodę Płażyńskiego, aż tu przyjechał. Pojechaliśmy po dziurach do Kasparusa. Wyglądało to dość zabawnie. Ja jechałam z kierowcą, Mietkiem, a Płażyński za nami. Chciałam, by go wytrzęsło. To po pierwsze. Po drugie - myślałam, że pomoże nam pobudować w Kasparusie remizę. I dostałam od Płażyńskiego pieniędze na ulicę do centrum wsi. A na remizę dostałam drewno od nadleśniczego Bronisława Schneidera z Lubichowa (bardzo dobrze mi się z nim współpracowało). Dostałam też znaczną kwotę na wysypisko, konkretnie na geomembramę. Wtedy to była rzadkość. Sprowadzano ją z zagranicy. Dzięki niej
mieliśmy wysypisko z prawdziwego zdarzenia. A w miejscach „newralgicznych” w
gminie ustawiłam kontenery na śmieci.

Znowu przeglądamy „Informator Osiecki”. Z tego samorządowego biuletynu  mieszkańcy dowiadywali się o wszystkim, nawet o pensjach włodarzy i urzędników. Pierwszy numer wyszedł 2.11.1990 r., ostatni 9.06.1994 r. W sumie 48 numerów. Dzisiaj - kopalnia informacji.



Hmm... Jechała pani wtedy z kierowcą... Ludzie plotkują, że nie ma pani prawa jazdy, w związku z czym zwiększy pani jako wójt V kadencji koszty UG. Kierowca to rzeczywiście zbytek dla takiej gminy...
- (Śmiech) Proszę obejrzeć moje prawo jazdy. I proszę zobaczyć, kiedy wystawiono.
Oglądamy. Faktycznie - prawo jazdy. Z 1982 r.
To skąd ta plotka?
- Bo wtedy samochodów było bardzo mało. A my jako urząd mieliśmy poleneza, który służył wszystkim pracownikom w sprawach służbowych. Teraz mogę jeździć swoim samochodem.

Wspominamy dalej. II kadencja... Kurowska nieoczekiwanie nie wzięła udziału w wyborach.
-  Czułam  się zmęczna.
Trudno uwierzyć. Każdy wójt walczy o reelekcję. To reguła mająca związek z ambicją i - co tu gadać - z apanażami.
- Ale ja chciałam odpocząć... A apanaże? Nie idę do gminy po chleb. Chleb mam tutaj (na gospodarstwie - rozmawiamy w jej domu -  przyp. Red.)
.
Więc ma pani naturę społecznika?
- Tak, lubię pomagać ludziom... Gdy byłam wójtem, przez pewien czas brałam połowę swojej pensji i wspomagałam biednych.
Lepiej o tym nie mówić, bo niektórzy powiedzą, że to podejrzane... Decyzja o pani rezygnacji wielu zaskoczyła. Wójtem został Grzegorz Ostrowski. Interesowała się pani wtedy gminną polityką?
- Zajęłam się wychowywaniem wnucząt.
Chyba dzieci?
- Nie, wnucząt. Syn Tomasz z rodziną mieszka u góry domu. Córka Aldona z rodziną przy ul. Strażackiej. Dzieci szybko zrobiły ze mnie babcię.

Ale mieszkańcy gminy zapewne zwracali się do pani po jakieś opinie. Uchodziła pani za autorytet.
 - To pani tak mówi... O opinię to nie. Ale oczywiście miałam swoje zdanie na
temat tego, co się działo. Jak każdy. Gdy działo się coś pozytywnego, to się  cieszyłam. Na przykład Ciemnogród otworzył nam drzwi na całą Polskę. I mieszkańcy starali się zarabiać.

 W 1998 r. Kurowska wystartowała do III kadencji rady powiatu. Przegrała z lekarzem Leszkiem Walińskim. Otrzymała dużo głosów, ale nie dostała się przez przelicznik. Chciała w powiecie zdbywać środki dla gminy. Do IV kadencji wystartowała z własnego komitetu. Przeciwnicy? Wójt III kadencji Janusz Kaczyński i Juchacz. Z Kaczyńskim przegrała różnicą ok. 70 głosów. Dziś przyznaje, że popełniła błąd. Zabrakło spotkań z mieszkańcami. Za bardzo uwierzyła ludziom, którzy mówili, że wszyscy przecież ją znają i i tak wygra. A wybory rządzą się własnymi prawami...

Mamy 2006 r. Znowu stanęła pani do walki. Dlaczego?
- Ile można sprzątać? (śmiech) Ja naprawdę chcę tu dużo zrobić. Może nawet spowodować, żeby młodzi tak z tej gminy nie uciekali za chlebem (w  1990 r. Było ok. 2750 mieszkańców, teraz jest ok. 2500).

W I turze byli: Piotr Serocki z Kasparusa, Beata Czachor z PiS, właścicielka cukierni w Osieku, Kaczyński i pani - z Komitetu Wyborczego Wyborców Kurowskiej. Czy tym razem spotykała się pani w kampanii z wyborcami?
- O tak... Mamy 12 sołectw. Zorganizowałam 11 spotkań (Cisowy przyjechały do Bukowin)... Obiecywałam swoją solidną pracę i że gmina będzie się szybciej rozwijać. Gruszek na wierzbie nie obiecywałam. Wolę coś zrobić i wtedy niech się ludzie cieszą. Jeśli człowiek obieca i nie zrobi, to jest hańba... Program oczywiście nakreśliłam.

I turę nieznacznie pani przegrała. Ale to jeszcze nic nie znaczyło. Podczas tej I tury zdarzył się pani rywalowi wypadek.
- Zastanawiałam się, czy prowadzić dalej kampanię wyborczą ze względu na to dramatyczne zdarzenie. Serdecznie współczuję rodzinie zmarłego i panu  Kaczyńskiemu... Przerwałam kampanię na tydzień...

A potem okazało się, że Kaczyński nie może kandydować, bo ma wyrok.
- Wiem, wiem, zapyta pan, jak to przyjęłam... Z żalem... Nie, nie oceniam.

Teraz, pojutrze, ostatnie wybory w powiecie - na wójta gminy Osiek. Tym
 razem w II turze (a raczej w III|) naprzeciw pani stanie Beata Czachor z PiS, która zdobyła w I turze niewielką liczbę głosów. Ale teraz może być różnie. Kaczyński zawsze miał mocny elektorat, który by go posłuchał.
- ...Jestem zmęczona przedłużającą się kampanią. Myślę, że wyborcy również... Tymi spekulacjami też... Jeden z dziennikarzy wspomniał, że Kaczyński może „scedować” swoje glosy na rzecz pani Czachor. Zapytałam go: „A dalczegożby nie na mnie?”. Nasze kontakty były sporadyczne, ale poprawne. Na spotkaniach nie uraziłam słowem pana Kaczyńskiego. A proszę spojrzeć, jakie były relacje między panią Czachor a panem Kaczyńskim... Powiem pani więcej. Jeśli zostanę wójtem, to chcę pomóc panu Kaczyńskiemu w zdobyciu pracy.
 Chce pani usłyszeć kilka plotek na pani temat?
- Proszę...

Cały tekst czytaj jutro w "Kociewiaku" - dodatku do piątkowego wydania "Dziennika Bałtyckiego"
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!