www.mamboteam.com
 
czwartek, 05 grudzień 2019
 
 
Muszę iść z duchem czasu Drukuj E-mail
czwartek, 30 sierpień 2007
Wierzbiny, gm. Osiek. - Kiedy widzę te wszystkie kociewskie serdaki, to aż mnie nosi!  – mówi hafciarka Renata Rezmer

Muszę iść z duchem czasu

Wierzbiny leżą w Borach Tucholskich z półtora kilometra od krzyżówki Osie, Osiek, Skórcz. Dojeżdża się nieutwardzonymi drogami, mijając po drodze tabliczki na drzewach z napisem "teren prywatny" i coś tam jeszcze (niedługo dodadzą – "będziemy strzelać"). Osada Wierzbiny wygląda pięknie. Widać, że dbają tu o styl. Architektura czysto kociewska. Tylko odpoczywające po ogródkach wozy mają niekociewskie sygnaturki GD i NE.

Kociewianka z Głodowa
Hafciarka mieszka pod numerem 13., też w starym, a  może nawet bardzo starym domostwie. Wróciła z babskich pogaduch w Skórczu. Panie dyskutowały, co dadzą na kociewski kram, jaki otworzą 9.09 na imprezie w Skórczu. Kociewskie jedzenie zrobią wspólnie z Barłożnem.
Siadamy w przyzbie. Ciekawe, czy to autentyczna kociewska hafciarka, czy "cepeliowa dama".
- Pochodzę z Głodowa Kościerskiego. Od 1945 r. wychowywałam się w Skórczu, póniej mieszkałam w Gdyni. Ten dom mam od 1970 r. – zaczyna pani Renata. - Można powiedzieć, że wróciłam z powrotem. Mieszkałam w Skórczu, jestem Kociewianką.
Kociewianką z Głodowa?
- A Głodowo gdzie leży? 9 kilometrów od Skarszew... No owszem, zawsze mi mówiono, że jestem Kaszubką, ale w książkach piszą, że to jeszcze Kociewie.
Omiatam wzrokiem przyzbę. Materiały, hafty, różne przedmioty, w rogu spod płótna ślepo patrzy monitor komputera (w pokoju stoi drugi – jak ta technika poszła...).
 
Czasami zejdą się na brydża
Rozmawiamy o wsi, o rdzennych mieszkańcach. Padają nazwiska. Brzóska, Nowopolski, dzieci Wiktorii Zaborowskiej. Wychodzi 17 stałych i osiemnaste w drodze. Stałych, czyli tych, co tutaj się urodzili i pożenili. Mieszkają na stałe w 5 domach. Na 22 domy. A więc w proporcji 1 do 4, a nawet do 5, bo przecież jej i jej męża Zenona do rdzennych nie można zaliczyć. W reszcie domów mieszka Trójmiasto i Elbląg.
Wynika z tego, że Wierzbin jako tradycyjnej wsi nie ma...
- Nie ma. Nie ma też życia towarzyskiego. Czasami sąsiedzi zejdą się na brydża i to wszystko. Tu mieszkają ludzie z miasta. Wprowadzili zakaz stawiania domów niekociewskich. Jeden tylko się wyłamał i postawił góralski. Szkoda, bo jest do czego tutaj sięgać. Nasz dom ma 220 lat.
Tu, w Borach. każdy dodaje domowi ze sto lat...
- Nic nie dodajemy. Rozmawiałam z byłym właścicielem, który tu mieszkał i wszystko o tym domu wiedział. Postawił go jego dziadek. Ściany są oryginalne, choć zakryte. A sufity nie widziały jeszcze farby.

Stałych mieszkało ponad pół setki
Renata Rezmer opowiada teraz, jak w latach 70. wyglądała ta osada. Byli jeszcze rolnicy (za szosą rosło żytko), kilku mężczyzn pracowało w lesie, kilkunastu w Skórczu. Kobiety zajmowały się domami. Żadna nie pracowała gdzie indziej. Dzieci mieli pięcioro, czworo... Tu znowu padają nazwiska: u Sząszora, Nowopolskiego, Dubielów, Brzóski, Zaborowskich... W tamtych latach mieszkało tu zdecydowanie ponad 50 osób. Potem prawie wszystkie te rodziny sprzedały swoje domy i poszły w świat. A z Wierzbin faktycznie zrobiło się prawie letnisko.
- Sprowadziłam się tu z powodu złego stanu zdrowia. Pracowałam z nakazu pracy jako księgowa w PGR Długie Pole na Żuławach. Źle mi się te Żuławy kojarzą. Szpary w popękanej ziemi z wychodzącą z nich zgnilizną. Nawet trafiła mi się powódź. W takich warunkach źle działało moje serce. Lekarz rzekł, że jeżeli chcę żyć, to mam uciekać do lasu.
Ale papierosy pani pali...
- Bo się lepiej czuję. Serce mam jak dzwon. Kiedy tu zamieszkałam, zaczęłam się uczyć w Technikum Rachunkowości Rolnej. Podziwiałam Marię Romanowską, profesorkę, która nigdy na nikogo nie podniosła głosu.

Nasz haft jest bardzo nieciekawy
Od kiedy pani haftuje?
- Od ponad 50 lat, od 9. roku życia. Regularnie od 30 lat. Jestem na emeryturze i muszę z czegoś żyć.
Czy to jest haft autorski?
- Nie. Haftuję według wzorów. Mam masę teczek z wzorami. Żaden nie jest dla mnie tajemnicą, również kociewski, opracowany przez Małgorzatę Garnyszową czy Marię Wespową. Świetnie znam też haft kaszubski. Oni mają znacznie więcej wzorów. Nasz jest bardzo ubogi i trzeba to zmienić. Z Renatą Łangowską i Barbarą Pawłowską chcemy opracować nową teczkę haftów kociewskich. Kilka plansz, prototypów, jest już gotowych. Nie chcemy zmieniać typowych kociewskich elementów, czyli chabrów, kąkoli, ostów i kłosów. Nie chcemy nic dodawać. Mamy zamiar tworzyć nowe wzory z motywów, jakie już są. Z tego kwiatek, z tamtego kłosek i powstaje nowa kompozycja.
Kaszubi nie mają chabrów i ostów?
- Nie mają. Ich haft co do motywów jest inny i bardziej kolorowy. Nasz jest bardzo nieciekawy. Dlatego chcemy zrobić kompozycje, którę będą się podobać. Moim marzeniem jest skomponowanie haftu na strój skórzecki. I to zrobię. Będzie ciekawszy niż ten, który wszędzie oglądam, z tymi choinkami z przodu.
Choinki się pani nie podobają?!

Strój nie może być paskudnie nudny
- Kiedy widzę te wszystkie kociewskie serdaki, to aż mnie nosi. Kiedy widzę te sterczące choinki, to wołam - ludzie! A można by na tych strojach wyhaftować ciekawe kompozycje.
Może być ciekawy strój ludowy?
- Przyjaciółka hafciarka z Wadowic (przyjedzie na festyn do Skórcza) zrobiła dla mojej córki strój bronowicki. Na plecach mały wyhaftowany motyw, z przodu wielkie chwosty z czerwonej wełny, ozdobione jak się należy cekinami i wstążkami. Pojechałam z córką do zerówki w Niepokalanowie. Jak nauczycielka zobaczyła ją w tym stroju, to aż usiadła z wrażenia. Z małego motywu można zrobić cudo, a z elementów można skomponować cały strój.
Ale tradycja...
- Powinna być zachowana, żeby nie zginęła, ale strój nie może być paskudnie nudny dla oka. Nie tylko zreszta strój. Obrusy, pościel, zasłony też. To wszystko może być zdobione haftem. O, to jest mój ukochany motyw – jarzębina na szarym płótnie. Wzór przysłali mi ramach wymiany, kiedy uczyłam haftować listownie. Od 1983 r. przez 15 lat pisała do mnie cała Polska.
Nauka haftu listownie?
- Przysyłali mi kawałek płótna, ja robiłam próbki ściegów i wysyłałam do dalszego wykonania. Oni przysyłali z powrotem, żeby się dowiedzieć, czy to jest dobrze zrobione. Najczęściej przysyłali z Krakowskiego, ze Śląska, czasami z Łódzkiego, trochę z Mazur, bardzo mało z Warszawy. Z Pomorza wcale. Dostawałam listy nawet z wiosek.
A kto wpadł na taki pomysł?
- Czasopismo "Gospodyni". Mieli taki kącik. Pisałam, że szukam wzoru na zasłony i że jak ktoś nadeśle, to za to nauczę haftować. I tak się zaczęło...

Robię to, co jest na topie
Dużo ma pani tu prac?
- Mam są na wystawie w biblitece w Skórczu. Poza tym moje hafty można obejrzeć na mojej stronie internetowej reniar.fotosik.pl (www.fotosik.pl).  Tu panu nie pokażę, bo mamy za słaby internet i nie mogę na tę stronę wejść. Za długo trwa ściąganie... Szkoda, że nie mamy szybkiego łącza, bo mogłabym sobie buszować do woli, zrzynać motywy i opracowywać zupełnie inaczej.
A w ogóle jest jakieś zainteresowanie haftem?
- Małe. Dziś panie są wygodne. A przy hafcie  trzeba podejść do żelazka.
To dlaczego pani to robi?
- No bo jednak jakieś zainteresowanie jest. Poza tym to lubię. Mogę siedzieć przy hafcie dzień i noc, byle oczy wytrzymały. Nie da się zliczyć, ile zrobiłam prac. Najciekawsze?  Może dwie ślubne sukienki, jedna haftowana, a druga szydełkowana. Robię to, co jest na topie. U ubiegłym roku robiłam kostiumy kąpielowe w stylu koniakowskim. Zrobiłam ich sporo. W Starogardzie widziałam podobny wzór, tylko rzadszy, z motylkiem. Zbyt rzadki, żeby coś przykryć. Kosztował 70 zł. Moje były bardziej przyzwoite. Suknia ślubna kosztowała 700 złotych, ale 200 zł kosztowały nici. Zrobiłam serwety wykonane wzorem richelieu, dusiki, kolczyki i stroiki na warkocze wykonane metodą frywolitkową, dwuczęściowe kostiumy kąpielowe wykonane wzorem koniakowskim, sukienkę z bawełny czeskiej w kolorze ecru, wykonaną w całości szydełkiem, serwetę, której pierwowzór wykonany został ponad 100 lat temu na Syberii. Różne rzeczy. Proszę spojrzeć na to. Ze starych spodni z kreszu uszyłam spódnicę i ozdabiam ją kółkami szydełkowanymi... Muszę iść z duchem czasu, a nie trzymać się serwetek na ołtarz. Byłam w Koniakowie i obejrzałam sobie, czego ludzie chcą. Te panie zawsze robiły arcydzieła i się cenią. Na przykład ta moja serweta kosztowałaby u nich  2000 zł.
Ale tam była cała wojna  starych hafciarek z młodymi, które robiły stringi.
- Te starsze zarzucały młodym, że zbeszcześciły ołatrzowe serwetki, bo robiły stroje na gołe ciało.
Jest pani artystką?
- O tym niech mówią ci, którzy oglądają moje prace.
Tadeusz Majewski

Fot. 1. Proszę spojrzeć na to. Ze starych spodni z kreszu uszyłam spódnicę i ozdabiam ją kółkami szydełkowanymi... Fot. Tadeusz Majewski

Fot 2. Dusik, kolczyki i stroik wykonane metodoa frywolitkową. Fot. MK/Komp-lex

Fot 3. Dwuczęściowy Kostium kąpielowy wykonany wzorem koniakowskim. Fot. MK/Komp-lex

Fot. 4. Serweta wykonana na wzór pochodzącej sprzed stu laty z Syberii. Fot. MK/Komp-lex

Fot. 5. Suknia ślubna wykonana w całości szydełkiem z czystej wełny czeskiej w kolorze ecru. Fot. MK/Komp-lex

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego











 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!