www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
niedziela, 22 październik 2017
 
 
BŁĘDNO. Tak jak przed laty widziała za każdym jałowcem partyzanta Drukuj E-mail
poniedziałek, 13 marzec 2017


Takich bajecznych zakątków jak Błędno, które nadal rzadko odwiedza człowiek, już niewiele znajdziesz. Jeden znajdzie tu niezwykłe pejzaże i okazy przyrody, inny wspomnienia.


Niezwykła pętla rzeki

Wprost nie do uwierzenia, że natura potrafi wyczyniać takie cuda. Rzeka Wda, płynąc swoim wartkim nurtem, nagle gdzieś za Łubami, a przed Błędnem zawija, jakby pomyliła swój bieg i próbowała go zmienić, tworzy dziwną pętlę, jakiś zawijas...

Słusznie zostało ono nazwane Krzywym Kołem i wcale nie zrobił tego żaden badacz, naukowiec. Po prostu zrobił to przed wiekami prosty lud. Trudno opisać cudo, trzeba tu przyjechać i samemu zobaczyć. Poza owym “zjawiskiem” jest tu sporo unikatowej roślinności, podlegającej ochronę, m.in. wawrzynek – wilcze łyko, kruszczyk rdzawo-czerwony, lilia złogów, a przede wszystkim znana nam wszystkim majowa konwalia. Na 10 hektarach rozpościera się rezerwat przyrody, utworzony został zarządzeniem Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego 1 lutego 1960 roku.

- Tutaj wszystko jest zadziwiające - mówi mieszkanka Gdyni, w sezonie Kucharka z “Zielonej Szkoły”.
- Widziała pani jedynie namiastkę tej cudowności. Alejki nad rzeką są przeurocze. Na ich poboczach niezliczone kwiecie. U góry ptaszki się nawołują, w dole żeremia borów. Cud. Naprawdę nie chce wracać do zakurzonego miasta. Takich zakątków jest już w Polsce naprawdę mało.

Można mieszkać blisko i nie widzieć


Pani Aleksandra Mazur, 74-letnia mieszkanka Osieka, nie mogła sobie darować, że tyle lat przeżyła i jeszcze nie widziała Krzywego Koła, a mieszka w oddaleniu zaledwie 17 kilometrów. Tym bardziej, że po wojnie organizowano w Krzywym Kole, na ogromnej polanie, tzw. zabawy ludowe. Jej rówieśnicy jeździli, ona sama nie..

Dzisiaj – spacerując ze mną po rezerwacie – tyż podziwiała uroki tego miejsca, ale ona patrzyła na nie inaczej, bo odżyły wspomnienia.
Tak jak przed laty widziała za każdym jałowcem partyzanta. Ze łzami w oczach opowiadała, jak w okresie okupacji, narażając własne życie, na zmianę, z siostrami, rowerem bądź pieszo, przemierzała kilometry, aby dotrzeć w okolice w okolice Błędna, Zdrójna, Suchobrzeźnicy, Kasparusa, przywożąc partyzantom chleb, jajka, masło, twaróg, kawałek świni. Nie mogło być tego dużo, bo w razie wpadki w ręce Niemców czekałyby dziewczyny obóz.

Pani Adela wspomina

Taki los spotkał mieszkańca Kasparusa, Mazurowskiego, u którego ona lub jej siostra niejednokrotnie zostawiała przyniesione produkty. Mazurówny zawsze chodziły pojedynczo, aby nie wzbudzać podejrzeń. Dlaczego się narażały? Robiły to przede wszystkim dlatego, że ich jedyny brat, Wacek, chłopak do tańca i do różańca, zrzucił na pierwszym urlopie mundur niemiecki i wstąpił do partyzantki, oddziału Alfonsa Kwiczora działającego pod pseudonimami “Czarny” i “Jaremi”.

- To właśnie w tym czerwonym dużym budynku, stojącym niedaleko rezerwatu, gdzie dziś mieści się “Leśna Szkoła”, mieszkał i pracował nadleśniczy, który strzelił do Wacława, zadając mu śmiertelny cios – opowiada pani Adela. – To jest jeszcze bardziej bolesne, ponieważ niespełna 19-letni chłopak wcale nie zginął podczas walk, zasadzek, w których brał często
udział. W dniu 30 czerwca 1944 roku Wacek pełnił dyżur. Przechodził; z jednego bunkra do drugiego. Przejeżdżający nadleśniczy zatrzymał się i krzyknął “Halt”. Wacław spanikował... próbował strzelić, tamten go wyprzedził. Chłopiec otrzymał kulę w brzuch. Biegł jeszcze parę metrów, powstrzymując krwawienie rękoma. Potem jeszcze trochę się czołgał. Chłopcy przynieśli go do ziemianki. W straszliwych męczarniach umierał.

Zabili, ale nie tego

Partyzanci postanowili pomieścić śmierć jej brata, ich ukochanego jedynego, w którym pokładały wielką nadzieję, brata. Dziewczyny dobrze zapamiętały miejsce – niedaleko Zdrójna – by po wojnie przywieźć ciało na cmentarz w Osieku. Najbardziej przykre dla matki, jak i dla sióstr było przymusowe milczenie, najpierw przed Niemcami, a potem przez długie lata przed władzami PRL.
Jak tu cieszyć się przyrodą, kiedy koszmary wojny wcale nie przybladły? Myślałam, że już trochę zapomniałam, ale wystarczy przyjechać tymi samymi dróżkami leśnymi, zobaczyć budynki i wszystko nagle odżywa – mówi p. Andzia.
Teresa Wódkowska
26.06.2006

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!