www.mamboteam.com
 
piątek, 15 listopad 2019
 
 
To jest nasze - Bączek w reportażu 2004 Drukuj E-mail
czwartek, 13 wrzesień 2012

Bączek, gmina Skarszewy. Już na Powiatowych Dożynkach w Bolesławowie werdykt jurorów wzbudził kontrowersje – jak to Bączek najpiękniejszą wsią w powiecie? Werdykt wojewódzkiej komisji zbił nas z pantałyku – drugie miejsce w województwie?! Co takiego jest w Bączku, że zajął taką niesamowita pozycję?




Bączek. Nieco ponad 400 dusz. Dojeżdżamy z szosy Starogard - Skarszewy. Po lewej pałacyk właściciela firmy Graso Zenona Sobieckiego, zabudowania, park. Wszystko za wielkim ogrodzeniem, pod czujnym okiem elektroniki. To w grę w ocenie komisji wchodzić nie mogło. Na skrzyżowaniu - Bączek - Czarnocin; Bączek - Zapowiednik - Skarszewy - konkurują dwa sklepy. No i - nie ma co ukrywać - ludziska jawnie piją piwo. Przykry widok. Druga w województwie wieś mogłaby zrobić tu jakiś przynajmniej prowizoryczny wyszynk. Pani w sklepie na pytanie, kto jest tu głównym bohaterem sukcesu, mówi bez zastanowienia: - Andrzej Świeczkowski. Mieszka, proszę pana, w trzecim bloku.

Oglądamy

Bloki są cztery, popegeerowskie. Stoją kawałek od skrzyżowania z szosą na Zapowiednik. Zanim odwiedzimy Świeczkowskiego, dokonujemy lustracji. Nieźle. Bloki odmalowane, drzwi wejściowe do klatek ładne. Jest szaro, typowo jak na tę porę roku, więc nowości na osiedlu wyłapujemy stopniowo. Chodnik, teren zabawowy dla dzieciaków, żywopłoty i iglaki przed blokami, a dalej, nieco za czwartym blokiem - boiska. To do piłki nożnej ma bramki z siatką, a za bramkami drugą siatkę, żeby piłka nie wpadała w szkodę. To wszystko. Dużo – mało?



Jedna z imprez wiejskich. Krzysztof Goldschmidt rozbija cegły.


Jestem prezesem

- Jestem prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej w Bączku - przedstawia się Andrzej Świeczkowski.

Siedzimy w mieszkaniu Świeczkowskich. To, co przed chwilą powiedział, zaskoczyło nas. Od kilkunastu lat tęgie głowy dywagują, jak by tu się pozbyć spółdzielni - tych postsocjalistycznych tworów, a pan Andrzej sobie prezesuje.

- Tu był Kombinat Rolny Skarszewy. Bloki powstały w latach 70. Po upadku PRL-u przejęła je Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Chciała się tego pozbyć, bo musiała dopłacać. Zaczęli naciskać, żeby powstały wspólnoty. A ja 1 lipca 1995 r. zawiązałem spółdzielnię mieszkaniową.

- Ale prawie wszyscy poszli w te wspólnoty (w blokach wspólnotowych mieszkańcy wykupują mieszkania i wybierają gospodarza, który zbiera od nich pieniążki i reguluje należności u dostawców ciepła, prądu itd.). Myśmy się nawet dziwili, bo łatwiej przecież coś robić w większej wspólnocie, na przykład kilku czy kilkunastu bloków. Czyli w spółdzielni. Nie mówiąc już o sile przebicia na zewnątrz...

- Ja wtedy myślałem prosto: kiedy zawiążemy wspólnoty, nie będzie żadnych dotacji do dociepleń i do c.o. Zrobiliśmy zebranie i przedstawiłem tę propozycję. Wówczas wszystkie mieszkania były już wykupione. 80 zł za l m kw. Mieszka w nich 48 rodzin. Pomysł im pasował. Wybrano zarząd i radę nadzorczą. Od tego czasu dziewięć razy chcieli mnie na prezesa.

Dlaczego spółdzielnia?

Prezes opowiada o perypetiach z ciepłem, jakie mogły spotkać Bączek. Agencja kupiła im trzy piece olejowe i była ich właścicielem. Na początku cena była urzędowa. A co by było potem, po uwolnieniu cen? Gdyby nie powstała spółdzielnia, to kto wie, czy dzisiaj niedoszłe wspólnoty w Bączku nie ćwiczyłyby „wariantu kleszczewskiego". (Przypomnijmy, że w ubiegłym roku w Kleszczewie - gm. Zblewo - całe potężne osiedle zerwało z dostawcą ciepła z kotłowni olejowej i każdy robił sobie własne ogrzewanie w mieszkaniu.)

- I jako spółdzielnia dostawaliście dotacje?

- Dwa tysięcy złotych na ścianę szczytową. Dostaliśmy 80 procent kosztów. Ale tylko na jeden szczyt, bo dotacje się skończyły. Za to dwa lata wykorzystaliśmy dopłaty do centralnego ogrzewania. Jeszcze kiedy mieliśmy ogrzewanie olejowe. Potem, gdy cena oleju szła w górę i już nie było dotacji, postanowiliśmy przejść na ogrzewanie miałowe. Dzięki temu już po 2000 roku płaciliśmy za przykładowo M3 250 zł.

- Czyli na tych dopłatach skorzystaliście stosunkowo niewiele. Można by po tym okresie dopłat rozwiązać spółdzielnię, ale widocznie ta struktura ludziom się spodobała. Co spółdzielnia im daje?

- Jest wygodna. Mieszkania są własnością ludzi, a spółdzielnia administruje. Opłaca rachunki za ciepło, kanalizację, śmieci i wodę. Jedynie za prąd każdy płaci swoją drogą. Poza tym robimy tu inne rzeczy, jak to w spółdzielni.

- Na blokach nie ma anten, które szpecą. Macie może kablówkę?

- Na walnym zgromadzeniu zakazałem montowania anten na dachu. Od tego niszczyły się nieraz świeżo posmarowane dachy i faktycznie, źle to wygląda. Gdybym nie zabronił, to kto by dostał opieprz, jakby dach przeciekał? Zaproponowałem, żeby się złożyć po 30 zł, postawić jedną antenę satelitarną i rozprowadzać sygnał kablem. I to jest dobre. Wszyscy mają 11 kanałów. Płacą po 2 zł za konserwację. Jak ktoś chce więcej kanałów, to może sobie założyć talerz.

Wędrujemy klatką schodową

Każdy spółdzielca w SM Sączek jest właścicielem mieszkania i 1/12 gruntu pod blokiem (w bloku jest 12 mieszkań). Zapisane notarialnie. Wspólne są klatki schodowe.

- Zejdźmy tak klatką schodową. Gdzie indziej w niektórych blokach straszą. Tu są ładne.

- Malujemy. Drzwi wejściowe są z aluminium. Wnęki wyłożone płytkami z klinkieru. Płyty gresowe. To mają wszystkie bloki,

- A okna?

- We własnym zakresie. Nie mamy na to funduszu. Ale i tak większość ma wymienione.


To jest nasz teren

Kiedyś za blokami widać było kopce na ziemniaki, a za nimi oczyszczalnię ścieków, do której jest podłączone osiedle. Kopce źle wyglądały.

- To jest nasz teren i trzeba było go uporządkować. Wyrównaliśmy go do poziomu oczyszczalni i szosy, i za jednym zamachem siedem lat temu urządziliśmy boiska - mówi prezes. - Postawiliśmy bramki, stalowe ramy z siatką, słupki na boisku do siatkówki, słupy do kosza. Wszystko we własnym zakresie.

- Ale to wszystko kosztuje? Na przykład bramki w jednej wsi kosztowały 7 tys. zł.

- Zrobiliśmy z setek rur, które wyciągnęliśmy ze zbędnych kanałów grzewczych po ciepłowniach olejowych. Na terenie tego kompleksu sportowego postawiliśmy lawy, zadaszenie z drewna. Jest tam też palenisko. W tym roku urządziliśmy też plac zabaw dla dzieci. Na początku była piaskownica z opon, teraz to wygląda inaczej. W piwnicy mamy siłownię. Na terenie sportowym organizujemy festyny wiejskie. A wcześniej robiliśmy je w Bolesławowie. Przy blokach nasadziliśmy krzewy. Ładnie już wyglądają, no nie? Robimy też wewnętrzne konkursy, na przykład na najładniejsze balkony


Idziemy do siłowni

Jest już ciemno. Schodzimy do piwnicy, gdzie mieści się siłownia. Po drodze prezes opowiada jeszcze o wewnątrzosiedlowym chodniku. Powstał częściowo z płyt, które przykrywały zbędny kanał ciepłowniczy, a częściowo z polbruku. Jest oświetlony.

- Oświetlenie też we własnym zakresie - po raz kolejny mówi pan Andrzej. - A w planie? Mamy położenie chodnika od sklepu aż do końca boiska i nowy przystanek.

No proszę, jak to sobie w Bączku radzą. Nic tylko wspólnoty zmieniać na spółdzielnie, co zresztą radziliśmy kleszczewiakom. Tylko ta nazwa konkursu...

Nie na najpiękniejszą wieś. Nazwa powinna być znacznie poważniejsza. I ranga też.

Tekst i foto Tadeusz Majewski, Marek Grania, Kociewiak 10 grudnia 2004

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!