www.mamboteam.com
 
wtorek, 22 październik 2019
 
 
Spacerując dołem we mgle. Godziszewo - być może najprędzej rozwijająca się wieś (36 zdjęć) Drukuj E-mail
czwartek, 18 grudzień 2014


Przystanąłem na szlaku trochę dłużej, żeby przyjrzeć się bliżej Godziszewu. A zaczęło się od telefonu od uroczej pani Marzeny Czyżewskiej z Tczew, właścicielki biura nieruchomości w Tczewie. Pani Marzena telefonicznie zapytała, gdzie pod Starogardem leży miejscowość Malinka.
Przystanąłem na szlaku nieco dłużej, żeby bliżej przyjrzeć się Godziszewu. A zaczęło się od telefonu od uroczej pani Urszuli z biura nieruchomości w Tczewie. Telefonicznie zapytała, gdzie pod Starogardem leży miejscowość Malinka.

- Pani Urszulo - odparłem - znam tu każdą dziurę, kutel, jak to u nas mówią, i mogę zapewnić, że Malinki nie tylko nie ma pod Starogardem, ale i w naszym powiecie.
Po kilkunastu minutach znowu
odezwała się melodyjka komórki. Tym razem założyłem sztuczne uszy, bo w trakcie jazdy absolutnie nie wolno rozmawiać bezpośrednio przez aparat, a poza tym ze sztucznymi uszami o wiele lepiej słychać.
- Klient mówi, że jest - up
ierała się pani Urszula. - Mówi, że ta Marinka leży przy drodze na Turze. To bardzo poważny klient z Trójmiasta. Upatrzył sobie tam jakieś piękne miejsce. Oni jeżdżą przez tę waszą krainę i szukają pięknych miejsc, jakich macie mnóstwo. To zawodowi łowcy miejsc. Gdyby pan tam przejeżdżał, proszę zapytać, czy to do kupienia.
-
Myślałem, że Malinka, a okazuje się Marinka! Proszę potwierdzić, że to Marinka. Przeliterować, bo słabo słyszę!
- Tak,
m (jak Maria), a (ja Alina) ...rinka – przeliterowała pani Urszula. - Prześlę panu emajlem zdjęcie, jakie wykonał ten klient z okna auta. Są na nim dwa stawy i jakiś las.
Trochę dziwne, że klient nie poszukał przez GOOGLE czy w ogóle z satelity, może nawet własnej. Bogaci ludzie mają już swoje satelity. Z drugiej strony na pewnym poziomie zamożności takie sprawy załatwia się przez profesjonalistki, zawłaszcza tak urocze, długonogie i nowoczesne jak pani Urszula.
Kilka dni później oglądałem Wioskę Okien w Wędkowach. Co za problem podskoczyć
stąd do Turza - pomyślałem. I pojechałem. Jadę, jadę, a tu znak... Marianka. MARIANKA, nie Marinka i Malinka! Dlaczego ja tej miejscowości, przysiółka właściwie, nie znam?! Jakiś kiepski żart i skandal. Po chwili sam sobie spokojnie odpowiedziałem na to pytanie. Raz - nie znasz, bo to prawdopodobnie jedyny odcinek drogi, którą jeszcze nigdy nie jechałeś (zawsze z szosy Swarożyn - Wędkowy - Boroszewo skręcałem przez las na Ciecholewy); dwa - to droga na Turze, a więc już powiat tczewski (och, to myślenie administracyjne!).
Wziąłem z siedzenia wydrukowane zdjęcie, wykonane przez poważnego klienta z Trójmiasta. Na zdjęciu
widniały dwa stawy, grobla, dom w budowie, zieleń w tle i ucho lusterka auta. Dwa stawy i dom się zgadzały, ale ta zieleń nie za bardzo. Robiono chyba jesienią, teraz wyglądała jakby ktoś przeniósł tutaj fragment amazońskiej dżungli. Wrażenie wiązało się ze specyficzną porą roku. Wszystko teraz dyszało od gwałtownej wegetacji. Stałem na wzgórzu i patrzyłem na dzikie uroczysko, wstrząsane nieustannymi i prędkimi konwulsyjnymi orgazmami w wodzie, na ziemi i tuż nad ziemią, a na tym wszystkim unosiła się gęsta para z milionów niewidzialnych, dyszących, zielonych ust. Do tego przepocone, duszne powietrze. Pejzaż zatykający w piersiach dech.

Wyjąłem komórkę i przekręciłem do pani Urszuli.

- Pięknie tu. Kumaki już się odzywają. Wieczorem od ich rechotu pewnie zatrzęsą się te jeziora.

- Muszę poprawić..  Jeziora nie mogą się trzęść. W pogodny majowy wieczór od rechotu zalotów trzęsą się szuwary. Tak będzie lepiej – autorytatywnie stwierdziła pani Urszula. - Muszę kończyć. Mam ważne branżowe spotkanie.
Kilkaset metrów dalej zajechałem na podwórze, gdzie wystraszona dziewczyna poinformowała mnie o właścicielach. Mieli gospodarstwo blisko Turza. No tak, jednak powiat Tczew - triumfowałem w duchu.
Na podwórzu właścicieli stały dwa auta. Przedstawiłem się wybierając jedną z kilkunastu wersji siebie (tu najlepszy był agent d
s. nieruchomości).
- Mój klient, bardzo poważny klient z zagranicy, pyta, czy tamten teren jest na sprzedaż.
Jest w stanie zapłacić każdą cenę... w ramach oczywiście zdrowego rozsądku - poprawiłem się i fachowo zawiesiłem głos.
- To, proszę pana, nie jest do sprzedania. To ziemia rodzinna. Moi synowie pracują w Norwegii i budują tam dom. Absolutnie tego nie sprzedadzą!
- Oke
y, a może zna pani tu, w Mariance, właściwie już Turzu, Turze widać stąd gołym okiem - ach, jaki wspaniały widok na jezioro, wzgórze, łąkę z baranami - podobny teren?

- Niestety, nie znam. To jest Marianka, a nie Turze.
- Wiem, że Marianka,
przecież świetnie znam Mariankę, ale prawie Turze.
- Nie, proszę pana. To część Godziszewa.
Aż mnie zatkało: Go - dzi - sze - wo!
Z domostwa wyszła elegancko ubrana kobieta, lat
około 35, rzuciła lekko w przestrzeń "dzień dobry", wsiadła do względnie nowego Das Auto, zawinęła oponami na podwórzu i po chwili stała się znikającym punktem na szosie na Turze. No tak, co to dziś za odzywka "mój klient z zagranicy". Każdy właściwie dzisiaj jest z zagranicy. Zagranica dziś dla Polski kak kiedyś dla Rosji Polsza - kurica nie ptica. Muszę zmienić wersję inwokacji agenta ds. nieruchomości na na przykład "mój klient z Ameryki". Ameryka ciągle jeszcze brzmi poważnie. A potem już nie wiem co - może jakaś galaktyka, gwiazdozbiór, Kocborowo?
To zdarzenie kazało mi przyjrzeć się Godziszewu znacznie bliżej. Naprawdę warto je
obejrzeć i to w różnych odsłonach. Teraz ta najbardziej pesymistyczna. Godziszewo centrum - dół, mgła, magia. Czary mary...










































































































































































 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!