www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
środa, 13 listopad 2019
 
 
Belz- Bełz. Ukraińsko-polskie rozmowy przy baszcie Skazańców w Skarszewach Drukuj E-mail
wtorek, 04 sierpień 2015


Plac przez zamkiem w Skarszewach to świetne miejsce do urządzania imprez kulturalnych. I wczoraj tam się taka odbyła – powiatowy konkurs gwary kociewskiej. Jeszcze trzeba by zainstalować budkę z lodami i saturator, konieczne w takim skwarnym dniu.

 

Inna sprawa, że dobre lody mają w lokalu oddalonym ok. 100 m rynku. Wiszą tam też bardzo ciekawe reprodukcje pocztówek ukazujących miasteczko z przełomu XIX i XX w. No i kopia planu Skarszew z 1810 r., którą natychmiast ściągnąłem ze ściany i zrobiłem jej zdjęcie, żebyście wiedzieli, jak to miejsce wyglądało ponad już 200 lat temu. I, jak to było w Starogardzie, zakonnicy doskonale wiedzieli, że to miejsce idealne nadające się pod zabudowę. Wznieśli zameczek, kościół, całe miasteczko, okalając je murem  -1,1 kilometra. I tak samo jak w Starogardzie wykorzystali rzekę - tu Wietcisę, dopływ Wierzycy.




Po wykonaniu zdjęć na imprezie ruszyłem obejrzeć, co nowego w tym miasteczku. Święty Jan Paweł II prawie tak ładny jak ten w Lubichowie, młyny stoją jak stały, ryneczek wypiękniał, co widać na zdjęciu.

 


Schodziłem niżej, a potem uliczką, przy której nad oknami parteru jednego z domów widnieje napis "Wilhelm Joost Sattlermeister" (na nasze będzie Wilhelm Joost, mistrz rymarski albo siodlarski). Ktoś wyraźnie nie dostrzegł, że wiele się zmieniło w historii i generalnie piszemy i czytamy już tutaj po polsku.





Zszedłem jeszcze niżej, zupełnie blisko kościółka, który wpisał się do księgi rekordów Guinnessa, bo wzniesiono go w 24 godziny, do miejsca, gdzie w dziwacznym domku, w dużej części zbudowanym na gotyckim murze, mieszka osiem osób. Pisałem o nim reportaż w 2002 roku. Od tamtego czasu trochę się zmieniło - mówili mi mieszkańcy opalający torsy siedząc na schodach. Nowy burmistrz położył na uliczce asfaltowy dywanik, na grzebiecie gotyckiego muru wyrosły spore brzózki, a tuż przy wschodniej ścianie w dziurze pomiędzy gotyckimi cegłami ulokowały gniazdo pszczoły. Pokazała mi je pani z dzieckiem na ręku, mieszkająca w tym osobliwym, bo średniowiecznym domostwie, a jeden z mieszkańców radośnie zauważył, że będą z tego mieli lipcowy miód.


Pani z dzieckiem na ręku zauważyła, że nie zawiadamia czynników odpowiedzialnych za takie sprawy, bo usługa przeniesienia pszczelej rodziny kosztuje prawie stówę, tak samo jak usługa zlikwidowania dziwnych czarnych larw, lęgnących się w gotyckiej ścianie jej pokoiku. Oni tylko doradzają, czym należy owe larwy podlać i przyfajczyć. Ależ byłoby widowisko – płonące krzyżackie larwy, wylatujące z gotyckiego muru. 


Po chwili zajechałem łąką od strony przelotowej szosy Tczew – Kościerzyna pod  Basztę Skazańców, gdzie rozbili spory namiot robotnicy remontujący obiekt. Wiwat Jego Ekscelencja Pan Burmistrz Jacek Pauli! – wreszcie wzięto się za renowację murów po 25-letniej bezczynności.
Krzątający się przed namiotem barczysty mężczyzna, lat ok. 30, z wschodnim akcentem rzekł, że oczywiście, jak najbardziej mogę robić zdjęcia, ba, wyraził nawet zdziwienie, że o to pytam, przecież niedawno tutaj byłem. Oczywiście nie wyprowadzałem go z błędu. Dokładnie mi dokładnie, co tutaj robią – jak zbijają cegłę XIX w., żeby dojść do tej czysto gotyckiej.




Z namiotu wyszło dwóch następnych mężczyzn, jeden wysoki i żylasty, typ rzadko u nas spotykany. Wdaliśmy się w pogawędkę.
– Nie, tych ciuchów z linki proszę nie zdejmować – rzekłem, gdyż żylasty zauważył, że nie za bardzo pasują do zdjęcia.
Nie ściągać, bo robocze i nie ma się czego wstydzić. Wy skąd? - wskazałem na tablicę rejestracyjną z pierwszą literą L.
– Z Zamościa.
– No tak, z Zamościa, ale chyba jeszcze dalej ze wschodu.
– Słyszał pan o miasteczku Belz? Jesteśmy z tego miasteczka.
– Chyba Bełz – poprawiłem.
– Nie Bełz, a Belz.
– Bełz.
– Belz.
– Bełz.
– Belz!
– Bełz!! Jest nawet piękna pieśń żydowska Miasteczko Bełz. Śpiewa Gołda Tencer. Takim, wiecie panowie, drżącym, przejmującym jak cholera głosem. Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz
Maleńka mieścina gdzie moja rodzina i dom mój był
Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz
Ach, ileż to razy nad rzeczką jam marzył, o szczęściu śnił
Wspomnienia jasnych lat minionych
choć tak mi drogie są
Biedne serce me stęsknione boleśnie ranią i tną

 


– No dobrze – rzekł żylasty polubownie. – U was Bełz, u nas Belz. Pan wie, gdzie Belz, to pan wie, skąd jesteśmy.
– Tak się składa, że wiem.
Tu rzuciłem nazwy miejscowości – Równe, Sarny, Kowel. Ukraińcy się ucieszyli. Mieszkają blisko Równego.
– Moja mam była tam dwa lata temu.
– Pana mama? Żyje?
– Tak. Mieszkała w Hucie Stepańskiej. Znacie?
– Nie.
– Pojechała do swoich rodzinnych stron, których nie ma.

Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz
Maleńka mieścina gdzie moja jedyna kochała mnie

– No tak, panowie, wyjadę po tym bruku? Podwoziem nie zahaczę? Bo na łące droga dopiero powstaje.
– Wyjedzie pan.
– No i widzicie, mamy teraz oto dwie największe emigracje w Europie – rzuciłem na do widzenia. - Pierwszą stanowią młodzi Polacy, którzy wyjeżdżają do Anglii, Niemiec i Norwegii, drugą jesteście wy, przyjeżdżając do nas. Nieoficjalnie już was u nas ponad milion.
– Tak, ale my też tu właściwie przejazdem – stwierdził żylasty. – Też wielu z nas stąd jedzie na Zachód.

Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz
Dopiero teraz patrzę w internecie, że ten Bełz to ani Bełz nasz, ani Belz ich. Przypadkowa zbieżność nazw. Chodzi o Bełz w Mołdawii. Chociaż właściwie nie – to jedno i ciągle to samo miasteczko. Miasteczko Bełz.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!