www.mamboteam.com
 
poniedziałek, 23 wrzesień 2019
 
 
BARBARA PAWŁOWSKA, GRAŻYNA KOŚCIELNA. O ewangelickim cmentarzu na Ryzowiu Drukuj E-mail
poniedziałek, 10 październik 2016


W 1846 roku ukształtowała się wśród zamieszkującej w Skórczu i okolicach ludności niemieckiej protestancka wspólnota wyznaniowa i powstała ewangelicka gmina kościelna. Pierwsze lata istnienia parafii zdominowały sprawy organizacyjne. Niektóre wlokły się latami jak choćby kwestie własności ziemi i nieruchomości należących do skórzeckiej parafii.
Np. darowizna obszarnika A. Rüssa doczekała się wpisu do księgi wieczystej dopiero w 1881 roku. Wiadome jest, że w tej darowiźnie istniała działka wielkości 25 a 50 m usytuowana na Ryzowiu z przeznaczeniem na cmentarz ewangelicki. Nieznana jest dokładna data powstania tegoż cmentarza, lecz można przypuszczać, że zaczął on pełnić swoją rolę od samego początku istnienia parafii. W 1907 roku uległa zwiększeniu powierzchnia cmentarza, kiedy na jego poszerzenie gmina zakupiła od V. Wiencke działkę wielkości 37 a 68 m. Tyle mówią źródła historyczne.

Ponad stuletnie życie parafii ewangelickiej ustało w 1945 roku. Łatwo można się domyślić, że miało to jakiś związek z zakończeniem II wojny światowej i istotnie tak było. Na krótko przed przybyciem Armii Czerwonej ludność niemiecka ewakuowała się na tereny Niemiec, a w wyniku działań ofensywnych zniszczeniu uległ kościół ewangelicki. To, co pozostało po tamtej parafii, to właśnie cmentarz. Miejscowi nazywali to miejsce w odróżnieniu od cmentarza katolickiego - „kirchacz” (prawdopodobnie od słowa niemieckiego Kirche – Kościół).

Trudno dziś mówić o jakimś „obowiązku” miejscowej ludności wobec tamtego uświęconego miejsca. Zainteresowanie katolickich mieszkańców Skórcza tym cmentarzem było dokładnie takie, jak i całą gminą ewangelicką – po prostu współistnieli razem w określonym czasie. Później nikt nie czuł się upoważniony do ingerencji w sprawy związane z innym wyznaniem. Ponadto w skomplikowanych powojennych latach nastąpiło przewłaszczenie ziemi i nieruchomości pozostałych po gminie ewangelickiej. Natomiast nic nie ustalono w sprawie opieki nad tym cmentarzem. Pozostał więc w takim stanie, w jakim widzieliśmy go jeszcze do niedawna, na długie lata. Musiało upłynąć dużo czasu, abyśmy stali się gotowi stanąć wobec takiego problemu jak: „Niemiec i innowierca – to też mój bliźni”.

W 1995 roku, a więc w pięćdziesiąt lat po II wojnie, po raz pierwszy odwiedziłam to miejsce, choć mieszkam tu od 1948 roku. I nie wynikało to wcale z potrzeby modlitwy ekumenicznej. Po prostu poszłam tam, aby zrobić zdjęcia dokumentalne. Była jesień. Liście opadały z drzew i tworzyły gdzieniegdzie kolorowy dywan. Spod liści wystawały różnej wielkości kamienne nagrobki. Niektóre groby były otoczone żelaznym ogrodzeniem i posiadały prawie nieczytelne już tabliczki. Z trudem dawało się odczytać nazwiska pochowanych tam osób. Cmentarz zarastał, choć Przyroda starała się jak tylko mogła, by powstrzymać tam rozwój chwastów. Wszędzie, na całej powierzchni cmentarza, płożył się tłumiący inną roślinność bluszcz; otaczał każdy grób, a nawet wspinał się na większe drzewa. Muszę przyznać, że wówczas towarzyszyła mi taka myśl: „Panie Boże, Ty dbasz o to miejsce dopóki nie znajdziesz człowieka, który by się tym zajął”.

W ubiegłym, 2012 roku, pojawił się w Skórczu jakiś potomek osoby spoczywającej na cmentarzu ewangelickim i całkiem przypadkowo trafił do pana Gerarda Reimusa. Od tego momentu zaczęła się historia porządkowania tego cmentarza. Wszyscy wiemy, że pan Gerard ma twardy i nieustępliwy charakter; że potrafi nastawać w porę i nie w porę, dopóki cel nie zostanie osiągnięty. Tak więc chwała panu Reimusowi, że potrafił zmobilizować odpowiednie władze , które z kolei zadecydowały o pracach porządkowych na ewangelickim cmentarzu.

Barabara Pawłowska
Fot. Grażyna Kościelna





















 
wstecz   dalej »
REKLAMA



 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!