www.mamboteam.com
 
poniedziałek, 27 maj 2019
 
 
BARŁOŻNO. Gmina ratuje wyrzuconych na bruk Drukuj E-mail
wtorek, 21 luty 2017


Rodzinę z trójką dzieci wyrzucono z wynajmowanego mieszkania na bruk. I to w środku zimy. W grudniu. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Jak to było możliwe? Zacznijmy od początku.

Małżeństwo, Małgorzata i Adam Flisikowscy szukali mieszkania do wynajęcia. Dla siebie i trójki swoich dzieci. Dla trzynastoletniego Filipa, dla siedmioletniej Michalinki i dla siedmiomiesięcznego Jasia. Szukali i znaleźli. Znaleźli lokal do wynajęcia w Wielbrandowie, gmina Skórcz. Z rozmowy z właścicielką tego lokalu wynikło, że to mieszkanie obciążone jest długami. Właścicielka oświadczyła, że długami obciążyli ten lokal poprzedni najemcy. Przede wszystkim nie płacili za energię elektryczną, więc Energa wyłączyła dostawę prądu. Państwo Flisikowscy uzgodnili z właścicielką, że opłacą te zadłużenia, a ona w zamian uwzględni to w ich opłatach miesięcznego czynszu.
Po tych uzgodnieniach nowi najemcy wprowadzili się do mieszkania. Nie był to luksusowy lokal. To mieszkanie właściwie nadawało się do remontu. Do poważnego remontu. Ale był to dach nad głową. Szczególnie należało wymienić okna, aby jakoś przeżyć zimę. I państwo Flisikowscy wymienili jesienią okna. Na własny koszt.
Teraz byli pewni, że w miarę bezpiecznie tu przezimują. Regularnie opłacali czynsz. Pan Adam miał dobrą pracę, jest piekarzem, a pani Małgorzata zajmowała się domem i dziećmi. Poznali tu nowych sąsiadów. Dzieci zyskały nowych kolegów. Powoli zakorzeniali się w Wielbrandowie. I nagle przyjechali do nich jacyś ludzie z Gdańska.
To było w grudniu ubiegłego roku. Powiedzieli, że stali się właścicielami tego mieszkania. Podobno przejęli ten lokal za długi dotychczasowej właścicielki, z którą państwo Flisikowscy mieli podpisana umowę wynajmu. Szok. Nic im właścicielka o tym nie mówiła. I co teraz? Nowi właściciele jednak uspokoili przerażonych, że nic się nie zmieni. Nawet powinno im poprawić się. Obiecali, że zrobią konieczny remont, aby im się lepiej mieszkało. Jednak, żeby zrobić ten remont, to oni muszą na miesiąc przenieść się do hotelu.
Nowi właściciele byli tak mili, że wynajęli i opłacili mieszkanie w starogardzkim hotelu i to na cały miesiąc. Aż do 8 stycznia 2017 roku. Państwo Flisikowscy niczego złego nie podejrzewając przenieśli się więc do hotelu. W mieszkaniu zostawili swoje rzeczy, bo panowie powiedzieli, że to im nie będzie przeszkadzało w remoncie. Oczywiście wcześniej podpisana została umowa z nowymi właścicielami na dalszy wynajem tego mieszkania po zakończeniu remontu. Wszystko wyglądało bardzo bezpiecznie.

- W tym czasie, gdy mieszkaliśmy w hotelu, byłem kilka razy w Wielbrandowie. U znajomych. I wie pan, że jakoś nie zauważyłem, aby w naszym mieszkaniu coś remontowano. To mnie nieco zaniepokoiło - mówi pan Adam. - Coś mi tu nie grało. W dniu 22 grudnia przyjechałem tam i na wszelki wypadek wymieniłem zamki w drzwiach na nowe. Teraz tylko ja miałem klucze od naszego mieszkania. W Wigilię przyjechaliśmy wszyscy do Wielbrandowa. Do znajomych. Przy okazji podjechaliśmy do naszego mieszkania. Wysiadłem z samochodu i zdębiałem. Na stalowej bramie powieszony był łańcuch z kłódką. Powieszono też kartkę z napisem "Teren prywatny". Drzwi do mieszkania były wyraźnie wyważone i zamknięte na kłódkę. Na drzwiach wisiała kolejna kartka z telefonem do właściciela. Według mnie to było włamanie. Żona z dziećmi została w samochodzie, a ja zatelefonowałem na policję. Policja przyjechała dosyć szybko. I nagle też pojawił się jakiś mężczyzna. Inny niż ci z Gdańska. Powiedział, że jest przedstawicielem swojej żony, a ona jest właścicielką tej posesji. Kolejny szok. Najpierw jacyś faceci z Gdańska mówią, że są właścicielami, teraz jeszcze ktoś inny. I wszystko dzieje się poza nami. Nikt nas nie informuje. A przecież ja miałem podpisaną umowę na wynajem tego mieszkania z panami z Gdańska i obiecany powrót tu po remoncie. Pokazałem policjantowi tę umowę. Policjant popatrzył i powiedział, że powinniśmy się jakoś dogadać z tym panem, co teraz mówi, że jego żona jest właścicielem lokalu. Wtedy ten pan, przedstawiciel swojej żony, powiedział, że skontaktuje się z nami po świętach. Co miałem zrobić? To było w Wigilię. Rozstaliśmy się bez żadnego porozumienia.



Państwo Flisikowscy spędzili święta Bożego Narodzenia w Starogardzie. W hotelu. Po świętach otrzymali esemes od nowego właściciela, że mają zabrać swoje rzeczy, które zostały przeniesione do garażu. Teraz już byli pewni, że zostali sprytnie oszukani i dosłownie wyrzuceni na bruk. Powrót do Wielbrandowa, do mieszkania, na które mieli podpisaną umowę najmu, był niemożliwy. Tym bardziej, że nowy właściciel oświadczył, że absolutnie nie czuje się winny, gdyż był pewien, iż kupuje ten lokal bez lokatorów i nie zamierza go wynajmować, a wręcz przeciwnie, planuje jego rozbiórkę, o czym już poinformował odpowiednie urzędy.

- Tak właśnie zostaliśmy oszukani i staliśmy się bezdomni. W środku zimy - mówi pan Adam. - To był początek roku. Tylko do 8 stycznia mogliśmy przebywać w hotelu. A co później? Zaczęliśmy szukać jakiegoś innego mieszkania. Ale kto wynajmie mieszkanie rodzinie z trójką dzieci. Nie mieliśmy szans. A tu zima. Mróz. Gdzie my się podziejemy. I wtedy zadzwonił telefon. Dzwonił Sławomir Czechowski, wójt gminy Skórcz. On znał nasze kłopoty, bo mu o nich powiedział Marcin Urban, sołtys Wielbrandowa. To było na początku stycznia. I wójt powiedział, że spróbuje nam pomóc. Umówiliśmy się na spotkanie. W Barłożnie. Wójt pokazał nam tam mieszkanie, które moglibyśmy zamieszkać.

- Mieszkanie było fajne, ale, no wie pan, ono wymagało remontu - dodaje pani Małgorzata. - Powiedziałam to panu wójtowi, a pan wójt odpowiedział, że ma właśnie w planie wyremontowanie tego mieszkania. Bardzo ucieszyłam się.

Po opuszczeniu starogardzkiego hotelu państwo Flisikowscy zamieszkali chwilowo u mamy w Starogardzie.




Cierpliwie czekali na informację o zakończeniu remontu i zamieszkanie w Barłożnie. W mieszkaniu z tak zwanego gminnego zasobu mieszkaniowego.

- Długo nie czekaliśmy. Na początku lutego pan wójt poinformował nas, że remont już jest prawie zakończony i mamy przygotować się do przeprowadzki. Już 13 lutego, w poniedziałek przyjechaliśmy do Barłożna. Gdy weszłam do mieszkania po remoncie, to aż nie chciałam wierzyć własnym oczom. To była ogromna zmiana. Byłam bardzo szczęśliwa - mówi pani Małgorzata. - Słów mi zabrakło, aby podziękować panu wójtowi. Niech więc pan teraz napisze, że z całego serca dziękujemy panu wójtowi za tak wspaniałą pomoc. Jeszcze miesiąc temu martwiliśmy się, że zostaniemy bezdomni, a dzisiaj mamy takie piękne mieszkanie.

A wszystko dzięki życzliwym władzom Gminy Skórcz z wójtem, Sławomirem Czechowskim na czele. Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękujemy.

Stanisław Sierko



 
wstecz   dalej »
REKLAMA



 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!