U Olka
środa, 02 sierpień 2006
Przyjeżdżają z dużych miast, na początku na wakacje, w weekendy. Potem już na dłużej, aż w końcu mówią: “Jestem stąd”. Z tych dużych miast przywożą coś, czego nie da się zmierzyć czy przeliczyć na pieniądze, a mianowicie dobry gust
 


TAKIE COŚ z GS-owskiego! 
Mieszkam więcej tutaj
Stoją sobie w Małym Bukowcu małe “Delikatesy u Olka”. - To od imienia męża – Ole, Duńczyka – wyjaśnia Iwona Andersen (“tak, tak, jak ten od baśni”), właścicielka sklepu. Pani Iwona jest zameldowana w Gdyni, ale “właściwie to mieszka więcej tutaj”. Andersenowie odkryli Bukowiec przez sąsiadkę w Gdyni, której rodzina ma tu działki letniskowe. Po pewnym czasie wybudowali w Bukowcu dom, w którym przebywali w każde wakacje i w każdy weekend.
Wykupimy, spróbujemy
– A pomysł na sklep zrodził się podczas rozmowy z Urszulą Gorth, która była naszym sołtysem i prowadziła sklep geesowski. Powiedziała, że GS pada i że warto by to wziąć. Pomyślałam – wykupimy, spróbujemy. Przy okazji uratujemy miejsce pracy pani Urszuli. Chcieliśmy też pokazać, że coś można zrobić, ładny sklep z otoczeniem. I zrobiliśmy. Jeszcze tak niedawno sklepy były oblepione pijaczkami, a teraz? Teraz sobie usiądą, pogadają, “wymieszają się”.
Jest pięknie
Siedzimy na zapleczu Delikatesów, w ogródku przysklepowym. Jest pięknie – czyściutko, wszędzie malowane w ciemny brąz drewno, za plecionym ogrodzeniem rozciąga się szeroko widok na otaczający Jezioro Niedackie rezerwat przyrody. Pani Iwona, ładna brunetka o pogodnym usposobieniu, przyznaje się, że to ona jest autorką tego wszystkiego, co nas otacza. - Chociaż mąż też kombinuje, co by tu zrobić - dodaje.
Gdzie tu zyski
- Kupiliśmy budynek od GS-ów w 2001 roku, zrobiliśmy remont, sporo zainwestowaliśmy. Zrobiliśmy to niespecjalnie dla zysków, no bo gdzie tu zyski w tej maciupeńkiej wioszczynie (poza sezonem przychody spadają do jednej trzeciej). Mówiliśmy sobie - podziałamy, jak się uda, to dobrze, jak nie, to nie. Przy jakichś obliczeniach nie braliśmy pod uwagę utargów GS-owskich. Na bazie ich danych w ogóle by się nie ujechało. Pomyśleliśmy, że jak poprawimy i upiększymy otoczenie, zrobimy ogródek przysklepowy, to może za ileś tam lat te inwestycje się zwrócą.
Satysfakcja
Dzisiaj pani Iwona ma satysfakcję, że to posiada. Szkoda, że nie ma konkursu na najładniejsze obejście sklepu. Może by wygrała. Znajomi z Trójmiasta przyjeżdżają i mówią, że nawet tam nie ma czegoś takiego. Mają na myśli widok na rezerwat, ale nie tylko. Altanka, iglaczki, ciepły kolor kory, gustowne siedziska pod wielkimi parasolami, wiatka z rollbarem (piwo z kija) to wszystko robi wrażenie. Robi też na wczasowiczach i miejscowych. Patrząc szerzej – cały pogeesowski budynek został docieplony, ładnie pomalowany, włącznie z wiejską salką, gdzie można sobie pograć w tenisa stołowego (klucz ma sołtys).
Nie wszystkim pasuje
Dobry gust – to jest ta wartość, o której napisaliśmy we wstępie. O dziwo, “Delikatesy u Olka” nie wszystkim się podobają. No, może wszystkim za wyjątkiem jednej rodziny. I to rodziny nie stąd. Zawsze są pewni ludzie, którzy w imię swojego spokoju nie chcą zaakceptować zmian. Nie chcą na przykład dyskotek w salce wiejskiej, gwaru z ogródka. I zaczynają się wtedy nieprzyjemne sprawy. Na przykład zarzut: jakim prawem ta pani kupiła wiejską własność? Nie dość, że odnowiła szpetotę, to jeszcze takie coś. Komuś nie może się pomieścić w głowie, że ona swoje pieniądze wydała na rzecz publiczną. Ale na to nie warto zwracać uwagi.

Wysłany przez kociewiak opublikowano środa, 02 czerwiec, 2004 - 10:51