Ślady materialne i niematerialne
środa, 02 sierpień 2006

 Kościół p.w. św. Marcina w Barłożnie w słoneczny dzień lśni jak perełka barokowej architektury. – Początek tego kościoła to XV w. – zaskakuje nas ks. proboszcz Jarosław Kreft. – Północno-wschodnia część jest gotycka. Ta część, która się rzuca w oczy, została dobudowana w XVIII w.

 

No tak, człowiek przejedzie, przejdzie i już nie ogląda się za sobą.

Ksiądz Jarosław (63 l.) jest kapłanem 40 lat. Zawsze w kościołach, gdzie należało coś robić. W Przechowie (pod Świeciem) powstawała “celuloza”. Ksiądz wspomina, że często o 15.00 przyjeżdżała grucha z betonem. Nie było już robotników i beton wyrzucali w lesie. Martwiło, że marnował się budulec, z którego powstałby kościół. Potem ks. Kreft pracował w parafii katedralnej w Pelplinie i 17 lat w Kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Grudziądzu. Za jego czasów powstały w Grudziądzu 4 kościoły.

- Do Barłożna przyszedłem w 1984 r.- To moja pierwsza i jedyna parafia, gdzie jestem proboszczem. Jedyna, bo na pewno już nigdzie nie pójdę. Każdy ksiądz przechodzi swoją drogę. Niektórzy dłuższą, bo ja byłem tylko w trzech parafiach. Biskup, dając dekret, bierze pod uwagę doświadczenie. “Idziesz tam, bo tam jesteś potrzebny. I ty to zrobisz”. W pracy kapłana nie jest istotne przywiązanie do miejsca. Do Barłożna przeszedłem, mając doświadczenia w budowaniu, doprowadzić do jako takiego stanu kościół. I już jestem tu 20 lat.

 Jakie ksiądz zanotował w pamięci pierwsze wrażenie z przyjazdu do Barłożna?

- Przyjechałem z miasta na wieś, ale pochodzę ze wsi, spod Nowego Miasta Lubawskiego. Z dużego gospodarstwa (byłem synem “kułaka”, bez szans przyjęcia do gimnazjum). Myślałem że od razu wszystko będzie mi bliskie, ale przez te 20 lat mojej nieobecności na wsi ta wieś strasznie się zmieniła na skutek mechanizacji. Nie zmieniło się tylko to, że wieś była znacznie bardziej przywiązana do Kościoła niż miasto. I nadal jest. Tutaj nie ma okoliczności i wszystkich tych ujemnych wpływów, które odciągałyby od Kościoła, nie ma tylu pokus. Co tutaj ludzie mają? Niemniej przed kapłanami stają coraz większe wyzwania. Do wsi też wchodzi laicyzacja.

Kościół dzisiaj pięknie wygląda.

- Nie tylko kościół, całe otoczenie. Jest parking przed kościołem, kostka przed wejściem do kościoła. Odnowiona plebania i podwórze. Włożyłem w to dużo pracy. Myślę tylko o tym, żeby oddać się i służyć tej parafii.

 Przy kościele jest cmentarzyk. Jakże te cmentarzyki się różnią od pozamiejskich nekropolii. I przez takie usytuowanie chcąc nie chcąc żywi obcują z umarłymi prawie na co dzień.

- Ten cmentarzyk jest zamknięty. Pozostało tylko kilka pomników przedwojennych ziemian – Boltów, Frostów i, co ciekawe, pomnik tylko jednego przedwojennego proboszcza... Sto metrów od kościoła jest cmentarz. Ta łączność jest i to widać w niedzielę. Po mszy świętej wiele osób z kościoła idzie na cmentarz. Jest więź.

Cmentarz mamy ze sto metrów od kościoła. Parafianie po mszy często tam idą.

 Księża w różny sposób walczą głoszą Słowo Boże. Wychodzą poza mury kościoła, organizują stowarzyszenia, imprezy, nawet kluby sportowe. Walczą z postępującą laicyzacją na – rzec można – świeckim gruncie.

- Ja może się do tego nie nadaję, żeby wpływać na codzienne zachowanie ludzi. Traktuję moje duszpasterstwo jako głoszenie Słowa Bożego i w zasadzie unikam wskazywania ludziom, jak mają się zachować w sprawach niekościelnych. Może na to ma wpływ wiek, może osobowość. Charakter, temperament wpływają na styl kapłaństwa. Jestem poza tym z pokolenia kapłanów, dla których działalność pozakościelna była zamknięta. Może dlatego nie czuję nowych form ewangelizacji. Inna sprawa, że nieraz sobie myślę, że jako ksiądz muszę być ostrożny. Na przykład musze uważać z tymi poświęceniami, bo mogę pobłogosławić obiekt, który będzie źle wykorzystany. Ja głoszę Słowo Boże i ludzie albo je przyjmą i będą według tego postępować, albo nie przyjmą.

W jakim stopniu to przyjmowanie albo nieprzyjmowanie wiąże się z wiekiem?

- W dużej mierze. Są nawet odejścia, świadome i nieświadome, etapy obojętności religijnej, a potem przychodzi czas dojrzewania i stabilizacji. Jestem tego świadomy. Inaczej rozmawia się z człowiekiem młodym, dorosłym, a potem z człowiekiem w okresie starszym. Staram się w swoich kazaniach dojść i do tego człowieka wątpiącego i do tego, który już ma swoją postawę ugruntowaną. Nie wiem, jak to odbierają ludzie. Wszystko zależy od tego, kim jest ten, kto słucha. Nieraz ktoś mówi: “A ksiądz dzisiaj tak ładnie powiedział...”. To ciszy. I tu taka refleksja. Jednak jest tak, że każdy, który przychodzi, ocenia kapłana po tym, co on zrobił. Dobrze, że są ślady, te materialne, ale mi się wydaje, że to co zrobiłem dla ducha, jest nawet ważniejsze. Ksiądz powinien przede wszystkim pracować w sferze ducha.

 

 

Wysłany przez kociewiak opublikowano wtorek, 27 lipiec, 2004 - 11:02