www.mamboteam.com
MIASTO SKÓRCZ  
niedziela, 20 październik 2019
 
 
BARBARA DEMBEK-BOCHNIAK. O Mieczysławie Światczyńskim Drukuj E-mail
sobota, 17 grudzień 2011
Świętujemy 75-lecie nadania praw miejskich Skórczowi. Poznajmy historię rdzennego mieszkańca tego miasteczka, który w roku nadawania praw miejskich miał dwa latka. Oto opowiadanie o Mieczysławie Światczyńskim, rocznik 1932, urodzonym w Skórczu, mieszkańcu ponad 140-letniego domu przy ulicy Starogardzkiej.
(materiał archiwalny)
























Mieczka, małego szkraba, rodzice posłali do przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne. Pamięta jeszcze wierszyk, którego go nauczyły:

Grzeczne dziecko, gdy wstanie

Nie prosi o śniadanie
Tylko rączki umyje
Buźkę, uszki i szyje
Uczesze się pięknie
Do paciórka uklęknie
Trzyma rączki złożone
Nie obraca się w stronę
Nie obraca, nie kręci
Bo ma zawsze w pamięci
Że Pan Jezus jest w Niebie
I za złe karać będzie

Mniej więcej w tym samym czasie do Skórcza na wizytację przyjechał biskup Okoniewski. Na dzisiejszej ulicy 27 Stycznia było uroczyste powitanie. Mały Mieczek mówił wierszyk. Później biskup przesiadał się do bryczki zaprzężonej w dwa białe konie i przez cały Skórcz wraz z orszakiem wieźli go do kościoła. Taką właśnie bajkową scenerię zapamiętał pan Mieczysław…

1 września 1939 roku Mieczek miał rozpocząć naukę w szkole. Wybuchła wojna. Lekcje już nie odbyły się. Okupacja. Przymusowe kształcenie w szkole niemieckiej, w której zatrudniono syna aptekarza Müllera. Zrazu uczył on dzieci po polsku i po niemiecku. Dzieciaki szybko łapały niemiecki, więc po roku wykładał już tylko w tym języku. W szkole mówiono po niemiecku, w domu po polsku, na ulicy jak się dało. Bywało, że za nieuctwo w szkole dzieciaki dostawały kijem lub witką lanie. Gdy już wszystkie rózgi były zużyte uczniowie musieli przynosić nowe. Sprytnie nacinali te nowe witki nożykiem, żeby przy biciu po palcach się rozpryskiwały. Najsroższy był wtedy nauczyciel, którego nazywano „Burak”. Stary Niemiec, alkoholik. Nie rozumiał ani słowa po polsku. Zaraz po szkole biegał na piwo.

Ojciec pana Mieczysława przed II wojną światową w swoim domu prowadził Sklep Towarów Kolonialnych. Z powodu żylaków nie mógł zasilić szeregów Wojska Polskiego. Do doświadczonego, bardzo szanowanego sklepikarza z ofertą pracy przyszła rodzina Alsdorfów. Byli to jedni z licznie zamieszkujących okolicę w czasie zaborów Niemcy. Alsdorfowie nie przepadali za Hitlerem. Nie mając wyjścia pan Feliks podjął pracę w ich sklepie z artykułami biurowymi, szkolnymi i zabawkarskimi. Pan Mieczysław wspomina ze śmiechem taką historyjkę:

- 20 kwietnia przypadały urodziny Adolfa Hitlera. W Skórczu nakazano wielkie świętowanie! Dzień wolny od pracy. Cichutko na ulicach, spokojnie. Samolotów nie było słychać w powietrzu, nic. Alsdorfowa mówi: „Herr Światczyński, panie Światczyński, niech pan ustroi nam tego Fhrera!”.
- Ale w sklepie, czy w domu? – chcę uściślić.
Oburzenie w głosie pana Mieczka:
- W sklepie! Gdzie?! W domu to była tylko Matka Boska i Krzyż! Tata ustroił ładnie duże okna w sklepie! Portret wstawił w ramy, po obu bokach flagi z hakenkreuzami. My przynieśliśmy z domu kwiaty w donicach, bo Alsdorfowa nie miała żadnych… Po Skórczu chodziła wtedy kontrola. Za ten wystrój tata dostał od miasta butelkę szampana i pudełko 50 grubych cygar! Alsdorfowa przyszła i powiedziała: „Ładnie pan tego świnia udekorował”. Kwiaty z wystroju okna przynieśliśmy potem do domu.
- Teść zawsze mówił, że te liście to koło Hitlera stały – mówi ze śmiechem pani Terenia. – Kiedy już przysychały pomyślałam, że trzeba je ratować, bo przecież w czasie wojny stały koło Adolfa. Odżyły. Dzisiaj tworzą bujna kępę. Ładnie rosną.

Alsdorfowie mieszkali ze starą, schorowaną babcią. W styczniu 1945 roku zmuszeni byli uciekać. Staruszkę zostawili pod opieką Światczyńskich. 4 marca 1945 roku był dniem wyzwolenia Skórcza. Na ulicach radzieccy żołnierze, czołgi. O ósmej rano Skórcz był już wolny. Pan Mieczek z bratem i ojcem poszli jak co dzień zanieść starej Aldorfowej jedzenie. Zastali ją zakrwawioną w łóżku, z dziurą w głowie… Żołnierze radzieccy czuli wyraźną awersję do Niemców i języka niemieckiego, a ta bezbronna kobieta mówiła tylko w tym języku… Panowie Światczyńscy wzięli ją w prześcieradła, pochowali w ogródku. Przez długi czas na tym grobie sadzono kwiatki. Po wojnie Alsdorfowie niejednokrotnie przyjeżdżali do Skórcza i odwiedzali starych znajomych…

Powojenna edukacja pana Mieczysława odbywała się już w polskiej szkole. Początki były trudne. Wiedza zdobyta w szkole niemieckiej pozostawała w młodym umyśle właśnie w tym języku. Dla przykładu w niemieckim nie było „rz”, więc bywało, że pan Mieczek Pomorze czytał Pomor-ze. Kiedy nauczyciel Mykietyn pytał w szkole siedem razy osiem, to rachunki odbywały się najpierw w głowie po niemiecku, później dopiero padała odpowiedź po polsku. Mykietyn powiadał, że on umie wszystko nauczyć, tylko tabliczki mnożenia nie potrafi – bo tego każdy musi nauczyć się sam. W Skórczu było wielu dobrych matematyków: Stosik, Klejna, Dembicki…

W latach 1945-1947 pan Mieczysław był harcerzem. Harcmistrzem był Leon Chyła, jeszcze przedwojenny harcerz. Organizował on prześwietne obozy w Głuchem. Harcerze kąpali się, śpiewali, po lesie chodzili i zdobywali sprawności – jako zwiadowca, majsterkowicz… Pod namiot przyjeżdżał sam Mykietyn z cała rodziną!

Po ukończeniu 6 klasy pan Mieczek jako zdolny uczeń wstąpił do Gimnazjum Spółdzielczo-Handlowego (późniejsze Technikum Rachunkowości). Wkrótce przyjechał jego wuj z Białośliwia w powiecie wyrzyskim. Był właścicielem piekarni. Nie mając swoich dzieci postanowił przekazać ją młodemu Mieczysławowi. Ten musiał przerwać naukę w Skórczu i pracując u wuja wyuczyć się na piekarza – a to już w Nakle. Do pracy wstawał o 2 w nocy, popołudniami chodziłem do szkoły. Ówczesne władze dały jednak takie domiary podatku, że i piekarnia wuja w Białośliwiu, i sklepik ojca, i inne sklepiki w Skórczu – musiały splajtować. Piekarnie przejęły GS-y. Zmienił się system: 3 dni nauki w szkole, 3 dni praktyk.

W 1951 roku zaciągnięto pana Mieczysława na dwa miesiące w szeregi XXIII Brygady SP [Powszechna Organizacja „Służba Polsce”, państwowa młodzieżowa organizacja paramilitarna dla młodzieży w wieku 16 – 21 lat; przyp. red]. Społecznie budował elektrownię w Jaworznie, pracował w cegielni. Nie narzekał. Należałem do przodowników pracy. Nagrody były różne: a to książka, a to wyjazd na spektakl teatralny do Katowic, w to wycieczka do Oświęcimia.

- Fajnie było! – mówi pan Mieczysław - Mundury dali, kazali w namiotach mieszkać, codziennie była gimnastyka, strzelanie, wszystko było! Takie małe wojsko. Pobudowaliśmy bardzo dużo! Nową Hutę budowały brygady, Warszawę… A dzisiaj, to wszystko, co my pobudowaliśmy, sprzedają… Za czasów SP nie było telewizji, telefonów. Ale były panny! Brało się harmoszki i się szło pograć.

Pan Mieczek chętnie grywa do dziś – umie zagrać wszystko ze słuchu. Pierwszą harmonijkę dostał gdy miał 10 lat – podczas okupacji. Tata kazał mu próbować grać - nauczył się szybko. Pierwsza melodyjka, którą opanował to było „Es klappert die Mhle” – niemiecka piosenka o tym, jak młyn chodzi i chrobocze tak, klapruje…

Cztery lata od wyjazdu do wuja pan Mieczek wrócił do Skórcza. Dostał pracę w piekarni. Pracował z panami: Ratajczakiem z Pączewa, Saganowskim z Wielbrandowa, Szwarcą, Szpicą – wszyscy pomarli, został już tylko on sam… Przy piekarni był sklepik, pracowało w nim Gergielowa. Od 22.00 wieczorna zmiana piekła chleb, a od 4j bułki, szneki, chałeczki, rogale. Na początku ciasto wyrabiano w wielkich dzieżach rękami - na 120 bochenków dwukilogramowego chleba. Później weszły maszyny, a chleby zmniejszano do półtorakilogramowych, później kilogramowych, teraz są półkilogramowe… Pan Mieczysław jest mistrzem piekarnictwa, czeladnikiem cukierniczym. Zawodowe szlify zdobywał w Głuchołazach, Wiśle, Bielsku Białej. Pracował w piekarni do 1991 roku, do emerytury.



Pan Światczyński szedł zawsze tam, gdzie śpiew i muzyka. Od 1952 roku należał do chóru kościelnego. Na pewien czas, z powodu braku dyrygenta, chór zawiesił działalność, by później ponownie rozbrzmieć pod opieką pani Romanowskiej. Przy okazji - z księży skórzeckich panu Mieczkowi utkwił w pamięci bardzo dobry ksiądz Stefan Urbański. Miał hobby – hodowlę gołąbków. Zaczął grodzenie cmentarza, wylał betonowy chodnik, malował kościół, wyremontował organy, chór, prezbiterium. To on zapoczątkował zwyczaj, że kolekta z mszy pogrzebowej była przeznaczana na mszę za nieboszczyka, która miała odbyć się miesiąc po pogrzebie. Później podchwycono to w okolicznych parafiach i do dzisiaj jest tam praktykowane.

Przygodę z chórem pan Światczyński kontynuował w działającym przy Związku Emerytów chórze Szpaki. Niestety, od roku nie śpiewa – z powodu bardzo słabego wzroku nie jest w stanie czytać tekstów… W repertuarze Szpaków była i piosenka o Skórczu, której tekst napisał Franciszek Kosecki, śpiewaną do melodii „Paloma, Paloma”:


Gdy pierwszy raz w życiu

Zobaczysz tę naszą dolinę
Tu przystań na chwilę
Usłyszysz – melodie w niej płyną.

Zrozumiesz, jej słowa są proste,
Przyjazne od wieków,
Nie będziesz żałował,
Że chwile odpoczniesz, człowieku.
(…)

Skowronek dla ciebie
Tez śpiewa swe trele wysoko
On kocha dolinę
Tą naszą skórzecką, głęboką.

Bo ona, bo ona ze śpiewu
Naprawdę szczęśliwa
Orkiestra, śpiewanie
W dolinie niech nigdy nie zginie!
(30 lipca 2004)

Pan Mieczysław kontynuował też muzykowanie. By móc nauczyć się gry na trąbce, wstąpił w 1955 roku w szeregi Ochotniczej Straży Pożarnej - formowała się tam orkiestra. Grał w niej do niedawna – problemy ze wzrokiem... Orkiestra OSP uświetniała różne zawody, otwarciach remiz, święta 1 Maja, 22 Lipca, procesje Bożego Ciało, pogrzeby, peregrynacje świętych obrazów.

- Jak któryś ze strażaków brał ślub, to szliśmy na kawalerkę. Przed domem graliśmy marsza, wypiliśmy wódeczkę. Później na weselu graliśmy w kościele - i marsze, i pieśni maryjne. Niektóre piosenki pisał nam znawca i kultywator folkloru kociewskiego - Jan Schulz. Wszyscy koledzy z orkiestry byli fajni! W pamięci utkwił mi przegląd orkiestr w latach 60-tych w Dzierzgoniu. To były czasy, kiedy na występy nie jeździło się autobusami tylko samochodem ciężarowym z plandeką. Zamiast siedzeń na pace były deski. Było bardzo fajnie! Weszliśmy na scenę. Stały na niej 3 skrzynki wina. Później był przemarsz orkiestr z muzyką przez miasto. Naszym dwóm chłopcom szło się szczególnie ciężko, bo mieli schowane w tubach od basów po 5 butelek wina - tego ze sceny i idąc tylko udawali, że grają. Wino zostało rozdzielone równo między wszystkich w orkiestrze! Na innym przeglądzie orkiestr i zespołów przedstawiałem, mówiąc gwarą, gawędę Bernarda Janowicza o sikawce. Ile wtedy było śmiechu na widowni!

Ostatnim występem pana Mieczysława była gra na pogrzebie kolegi z zespołu - Klemensa Piórka. Za aktywną służbę w OSP (wieloletni przewodniczący Komisji Rewizyjnej oraz skarbnik) i grę w orkiestrze pan Światczyński został uhonorowany brązowy, srebrnym i złotym odznaczeniem od Straży, ma srebrny krzyż przyznanym przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W zeszłym roku jako jeden z dwóch strażaków w województwie otrzymał medal honorowy im. Bolesława Chomicza „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek”, nadawany przez Prezydium Zarządu Głównego Związku OSP RP. Teraz, m.in. z Alojzym Koseckim, jest Członkiem Honorowym OSP w Skórczu.





W swojej kolekcji pan Światczyński ma też specjalny order - „Przyjaciel przedszkola”! Przez 15 lat niósł dzieciom radość przychodząc w okresie bożonarodzeniowym w przebraniu Mikołaja! Dzieci siadały na kolano, mówiły wierszyki, śpiewały piosenki! Ta przygoda zaczęło się, kiedy do przedszkola poszła pierwsza wnuczka pana Mieczka - Agnieszka. Wnukowi Maciejowi dzieci w przedszkolu zazdrościły tego, że dziadek przywoził go na rowerze, kiedy one przyjeżdżały z rodzicami samochodami. Kiedy z powodu bardzo słabego wzroku pan Mieczysław przestał być Mikołajem, to pewnej Gwiazdki dzieciaki z przedszkola przyszły z laurkami do swojego Mikołaja. Bardzo wzruszyły tym naszego bohatera.

- Tyle radości Pan podarował ludziom w Skórczu! A żal Panu czegoś?
Żal, że orkiestra OSP się nie rozwija. Młodzież nie jest zainteresowana grą. Kiedyś było nas w zespole 24-25, dzisiaj jest tylko 11 osób… Żal, że nie ma takiego porządnego, 4-głosowego chóru… Że nie ma dobrego muzyka, który by uczył grać na akordeonie, fortepianie – tak jak uczył Próchnik, czy Mazurkiewicz… Tego najbardziej żal…
- Chciałby Pan mieszkać gdzie indziej?
- Nie! Ja sobie nie wyobrażam życia gdzie indziej! Mój syn Wojtek – wicemistrz Polski juniorów w skoku wzwyż w 1989 roku – też nie chciałby żyć w innym miejscu. Wczoraj pojechaliśmy z nim w lasy. On trenował biegi, a my sobie z Terenią szliśmy wokół jeziora. Nigdzie nie jest tak pięknie, jak tutaj w okolicy…

Razem z panem Mieczysławem i jego żoną Terenią oglądamy stare zdjęcia rodziny Światczyńskich. Piękne zbiory! Wiele zdjęć z początku XX wieku. Na jednym z nich uwieczniono wyjątkowe zdarzenie – około 1917 roku samolot Albatros CIII lądując awaryjnie na przygodnym terenie w okolicach Skórcza, przewrócił się przez nos na plecy. Taki wypadek to kapotaż. Niezwykła gratka dla mieszkańców Skórcza. Przy dwupłatowcu uwiecznił się i ojciec pana Mieczysława.



Barbara Dembek-Bochniak
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!