www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
sobota, 11 lipiec 2020
 
 
Ponad 140 Kocborowiaków Drukuj E-mail
wtorek, 13 marzec 2007

Taka rozmowa w budynku dyrekcji kocborowskiego szpitala.
- Panie wie, jestem kocborowiakiem?
Cisza.
- Wie pani, kto to jest kocborowiak?
- No tak, to pewnie takie, kto kiedyś siedział u nas na oddziale...
Uff, jak to się pozmieniało. Chyba trzeba wyjaśnić dokładniej. I koniecznie przypomnieć, że kiedyś w Polsce nie mówiło się „Kocborowo koło Starogardu”, a „Starogard koło Kocborowa”.

Z Henrykiem Koryziakiem rozmawia Tadeusz Majewski.



 Henio, kto ten zjazd wymyślił?
- Adam Dłużewski i ja. Rozmawiałem z Adamem czasami telefonicznie, czasami jak tu był przejazdem. Rozmawiałem też ze Stasiem Pupplem i z innymi. Kocborowiacy przyjeżdżają tutaj zwłaszcza na Wszystkich Świętych. Mnie osobiście bardzo zmobilizowało do zorganizowania tego zjazdu zdjęcie z 1957 r., na którym przed moim domem, Kocborowo nr 6, stoją wszystkie dzieci z tego domu. W budynku nr 7 mieszkali m.in. Wiśniewscy 7, w nr 8 m.in. wy, Majewscy, dalej, w nr 9 – m.in. Dłużewscy. Na tym zdjęciu stoi m.in. Stasiu Puppel, dziś dziekan na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest też Danka albo Bożena Leszczyńska. Chcę po 50 latach z tymi samymi ludźmi w tym samym miejscu zdjęcie. Będzie okazja. I wszyscy żyją.

Czy ty i oni macie poczucie, że jesteście kocborowiakami?
- Oczywiście. Spędziliśmy w tym - jak to dwa tygodnie temu nazwałeś w „Dzienniku Bałtyckim” - miasteczku całe dzieciństwo i młodość. Ci ze Starogardu też nas tak traktowali. Michnowski żartował: „A wy, doktory zza torów...”. Tamte Kocborowo budzi do dzisiaj silne emocje. Rzeczywiście w tym miasteczku brakowało tylko szkoły. W Starogardzie nie było lodowiska, a w Kocborowie pan Baumann już lał. W latach 50. Dłużewscy na korcie w parku grali w tenisa. Mam zdjęcie, chyba z 1953 roku, na którym Jacek Dłużewski stoi z rakietą. Mówiłem mu, że dobrze grał w tego tenisa, a on na to, że dobrze to grał w Emiratach Arabskich. W Kocborowie było wszystko. Sala rozrywek, gdzie pan Zenon Kużaj przygrywał nam na akordeonie, a my tańczyliśmy w strojach krakowskich, było boisko, gdzie za dyrektora Dłużewskiego organizowano zabawy integracyjne, również z pacjentami, były dożynki na boisku, podczas których grała orkiestra Groczyców. Baumann, Tadzio Gliniecki i ja prędzej niż bracia Pospiszilowie graliśmy na korcie w rowerową piłkę nożną. W Kocborowie istniał szczególny klimat. Można wymieniać przykłady integracji z chorymi. Pacjenci w ramach terapii pomagali w pracach domowych typu pranie, sprzątanie, nosili w menażkach obiady, sprzątali park, chodniki i ulice, a  pacjentki pracowały w ogrodowni, gdzie rządził pan Gładyszewski. Odrębność Kocborowa się skończyła, jak pracownicy tzw. monopolu spirytusowego zbudowali Działki Kocborowskie. Przerwa między Kocborowem a miastem została zabudowana. Do tego czasu, jeszcze w latach 60., idąc ze szkoły prosiliśmy rolników, wracających pustymi wozami po ziemniakach, „panie, weź mnie do Kocborowa”. Wskakiwaliśmy i wyrzucali nas przy dyrekcji.

 Kiedy zrodził sie pomysł zorganizowania zjazdu?
- Myśleliśmy o tym już dawno. Zaczęliśmy go realizować jesienią ubiegłego roku. Nie sadziliśmy, że to nabierze takiego rozgłosu. Początkowo miało to być skromne spotkanie tylko tych mieszkających od majątku (Konradstein, byłe gospodarstwo pomocnicze szpitala – przyp. red.) do budynku dyrektorskiego, gdzie mieszkali Dłużewscy i Wołkowie. W sumie dla mieszkańców 5 budynków z dyrekcyjnym. Ale w związku z tym, że jednak nie tylko my bawiliśmy się w parku i na kocborowskich boiskach, postanowiliśmy urządzić zjazd kocborowiaków ze wszystkich podwórek, włącznie z tzw. koloniami (ul. Kryzana – przyp. red.) i z Łapiszewem.

Przecież Łapiszewa wtedy nie było...
- Były dwa ostatnie budynki po prawej stronie. Za nimi rzeczywiście ciągnęły się tylko pola.  Mówiliśmy na Łapiszewo „łapiduchy”  – obrzeża Kocborowa. To tam chodziło się z latawcami, a zimą grało się na stawku w hokeja. W miejscu obecnego cmentarza komunalnego faktycznie było lądowisko. Siadały tam „Gawrony”, które robiły opryski. Czasami można było się nimi przelecieć. W linowieckim lesie stała drewniana wieża triangulacyjna.

 Ile obecnie masz na liście osób?
- 140 poinformowanych. Ale będzie więcej. Nie zostali jeszcze poinformowani Wołkowie, Kuczwscy, Wanda Sztejerwald... Myślę, że przyjedzie sporo osób. Dlatego robimy wszystko na sali rozrywek, a nie, jak pierwotnie planowaliśmy, w sali konferencyjnej. Adam mówi, że bardzo ważne są identyfikatory. Przecież wielu się nie rozpozna. Najmłodsi będą mieli 50 lat, najstarsi ponad 60. Niektórzy nie widzieli się pół wieku.

 Dochodzą jeszcze nowi?
- Po ostatnim artykule w „Dzienniku Bałtyckim”. Miałem niedawno taki telefon: „Heniu, ty o wszystkich pamiętasz, a zapomniałeś o mnie”. Dzwoniła  Krystyna Arendt. Mieszkali nad nami. Jej ojciec miał „jawę”. Albo zadzwonił Wiesiu Wiśniwski: „Proszę pana, pan mnie nie ujął w spisie kocborowiaków”. Mieszkał naprzeciw gospodarstwa pomocniczego.

 A skąd taki przedział wiekowy? Różnica wieku około 15 lat.
-  Adam przyjął właśnie taki, żeby ten zjazd miał sens. Żeby ci, którzy się zjadą, mieli jakieś wspólne, pokoleniowe doświadczenia. Najstarsi, Ola Wołek, Jacek Wołek, Wandzia Sztejerwald, Jerzy Gburek, Rysiu Wierzba, Gerard Wierzba, Lila Miszewska, Ilona Dumieńska, Jasiu Rosochowicz  to są roczniki wojenne.

 W programie jest napisane: „zjazd międzynarodowy”.
- A tak, bo przyjadą z Niemiec, USA i innych krajów. Z USA przyjedzie chyba Krzysztof Kuczewski, syn pani Kuczewskiej, dyrektor szpitala po Kryzanie. 

Jak udało ci się „zrekonstruować” tyle nazwisk?
- Chodziłem po podwórkach z notesem, przypominałem sobie, kto mieszkał, i na miejscu spisywałem, żeby nazwiska mi nie umknęły. Potem w kontaktach telefonicznych inni  przypominali mi następne nazwiska.

 Przyjedzie Stasiu Puppel - profesor.
- Być może przyjdzie trzech profesorów. Może Ryszard Wierzba z akademii ekonomicznej, może dwie córki dyrektor Kuczewskiej. Na oczy mnie nie widziały, ale jaki mają ciąg do Kocborowa! Ostatni raz były tutaj w 1995 roku, na 100-lecie Kocborowa.

 To miasteczko miało w różnych dziedzinach swoich pionierów. Mówiłeś o tym, że ktoś miał „jawę”... To był pierwszy motor?
- Pierwsze chyba były wuefemki. Nie tylko w Kocborowie. Myślę, że to były jedne z pierwszych wuefemek w powiecie. Dostali jej z przydziału ministerstwa oświaty Jacek Gregor. Edmund Falkowski, a w Osiecznej mój wujek Leon Szarmka.

 Ale mieliście chyba pierwszy telewizor. Dzieciarnia chodziła tam na dobranocki. Pokazywały się dwa palce z piłeczkami pingpongowymi, Jacek i Agatka, i było „uuuu...” – rozczarowanie. Pokazywała się Myszka Mickey i wywoływała zachwyt.
- To był „Klejnot”.

 Będę też osoby zaproszone.
- Tak, emeryci i pracownicy szpitala, którzy nas pamiętają. Ksiądz proboszcz też się zaangażował. Mówił, że to dobrze pasuje, że to będzie rozciągnięte na obchody 25-lecia parafii. I dobrze. Zaczniemy od mszy. A w kaplicy w Kocborowie zmieści się niecałe sto osób. Będzie oczywiście Józef Sulewski, organista po Stanisławie Drążkowskim, który wyemigrował do Australii. On nas wszystkich pamięta. Podobnie Zenon Kużaj – zawsze rozpoznawał nas po głosie. Będzie wielu innych. 

Koryziak 1
Henryk Koryziak: Mnie bardzo zmobilizowało do zorganizowania tego zjazdu zdjęcie z 1957 r., na którym przed moim domem, Kocborowo 6, stoją wszystkie dzieci z tego domu. Chcę po 50 latach z tymi samymi ludźmi zrobić w tym samym miejscu zdjęcie. Fot. Tadeusz Majewski


To zapewne będzie niezwykłe wydarzenie – I Międzynarodowy Zjazd Kocborowiaków  - „Kręgski Młyn” w dniach 27 – 29 kwietnia tego roku.

Przypomnijmy „rozkład jazdy”.
20.04, godz. 15 – zakwaterowanie w agropensjonacie.
27.04 godz. 21 – powitanie gości, rozdanie identyfikatorów oraz kolacja.
28.04 – godz. 9 – spotkanie uczestników przed Kościołem Najświętszego Serca Pana Jezusa na Łapiszewie, godz. 10 - msza św. w intencji bliskich i pracowników szpitala w Kocborowie. Zaproszeni goście: dyrektorzy: M. Rudnik,  R. Szminda, R. Lubawski, dr F. Ścigała, S. Mach – kierownik przedszkola, Daniela  Chrapkiewicz – posłanka na Sejm, J. Sulewski, pracownicy, emeryci szpitala. Krótka przemowa proboszcza dr Józefa Pika.
Godz. 11.20 – przejście na teren szpitala, zwiedzanie wybranych oddziałów, spacer po parku przyszpitalnym.
Godz. 12.30 – spotkanie w dyrekcji w sali konferencyjnej (poczęstunek), obok w sali ekspozycja zdjęć z lat dzieciństwa i lat szkolnych.
Godz. 14 – czas wolny – przejażdżka bryczką, odwiedzanie grobów najbliższych, zdjęcia grupowe i zbiorowe.
Godz. 18 – uroczysta kolacja w rytmie muzyki lat 60. i nie tylko... 29.04 godz. 10 – śniadanie pożegnalne.
 
Informacji na temat zjazdu udziela Henryk Koryziak, tel. 058 56 25 166, kom. 606 727 010.    Są też w portalu www.kociewiacy.pl na stronie Kocborowa.


 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!