www.mamboteam.com
 
poniedziałek, 22 maj 2017
 
 
Ostatni punk: Myśmy lecieli w rynnie jak w aqua parku Drukuj E-mail
niedziela, 03 listopad 2013
„To jest mój kraj, bo tu się urodziłem i tutaj pewnie umrę, ale dlaczego mam się ciszyć z tego, że to jest mój kraj, bo tutaj się urodziłem i tutaj pewnie umrę".

Myśmy lecieli w rynnie jak w aqua parku
1.04.2008









Z Czarkiem Rogowskim rozmawia Tadeusz Majewski.

Cezary Rogowski. Popularnie Czarek... Miejsce urodzenia, zamieszkania wiek?
- Lat 38, starogardzianin od urodzenia. Mieszkałem w bloku przy ulicy Wincentego Pstrowskiego, kiedyś przodownika. Dziś to aleja Jana Pawła II. Mieszkałem w tym bloku od 6. roku życia.

Hmm... Zawsze próbowałem sobie wyobrazić, jak się mieszka w bloku... To musi być barwne dzieciństwo. Tylu rówieśników, wspólny plac zabaw, rozmaite zabawy, pewnie poczucie wspólnoty... Nie znam tego, bo mieszkałem na osiedlach domów jednorodzinnych.
- ...Typowe dzieciństwo. Rzucaliśmy się kamieniami z "orzeszkami"... Na dzisiejszej ulicy Sienkiewicza było pole walki między Orzeszkowej i dziś osiedlem Jana Pawła II. W tych sprawach rzeczywiście było poczucie wspólnoty blokowej, a ogólnie? Jak to Polacy: tylko wojna jednoczyła. Na co dzień każdy chodził swoimi ścieżkami...

Plac zabaw rzeczywiście był. Przed każdym blokiem wyspano 200 metrów kwadratowych żwiru. Na tym wybudowano z białej cegły jedną piaskownicę i jedną zjeżdżalnię z betonowym ślizgiem. Częściej się na niej biegało niż zjeżdżało, bo w przypadku próby zjazdu wracało się bez spodni. To nie było śliskie jak lastriko, a porowate jak tarka. Kiedy zamontowano huśtawki, to siedzenia najpierw zostały okręcone naokoło stojaków, a potem je wyrwano. Zostały same stojaki, które później posłużyły jako bramki... Rzeczywiście, można powiedzieć, że nie było koleżeństwa miedzy tymi z domków jednorodzinnych a tymi z bloków, że to dwa różne światy. Czy była wspólnota? Nie. Zawsze tworzyły się gromadki, cztery – sześć osób rówieśników. Był podział na kategorie wiekowe. Dwa – trzy roczniki po sobie. W jakimś sensie była to hierarchia wojskowa. No i dziewczyny osobno i chłopcy osobno.


pali się tam
gdzie nie jest ciemno
za oknem mgła
jej jest wszystko jedno
siedzę tu sam
choć to nie jest pewne
piszę ten tekst
za daleko od sedna

na ścianie cień
w głowie mam piekło
muzyka gra
myśli się piętrzą
powietrze ciepłe
ale nie jest przytulnie
opływam w nostalgii
to są chwile poufne


Zbieram opisy gier pokoleń... W co wyście grali?
- Biegaliśmy po tych rowach, gdzie dzisiaj jest ulica Sienkiewicza, z kijami. Na ogół graliśmy „na dziurkę” i „o ścianę”... Robiło się dziurkę wielkości szklanki i rzucało się z określonej odległości. Jeżeli moneta nie wpadła od razu, to pstrykało się palcami. Ten, kto pierwszy strzelił do dziurki, zgarniał pulę. Najwyższa stawka wynosiła 10 złotych. Monety były z Mickiewiczem i Prusem. Mówię o latach 70... W latach 80. ukończyłem szkołę podstawową i chodziłem do „czerwonego” ogólniaka.



Lata 80... Niezwykła dekada. "Solidarność", stan wojenny, masowe wyjazdy, wreszcie przełom... W takich czasach dorastałeś. Co ciebie wtedy interesowało?
- Muzyka. Słuchało się „trójki”, Rozgłośni Harcerskiej, programu czwartego i przebojów "dwójki". Słuchałem w domu. Interesowały mnie raczej polskie zespoły. I zawsze bardziej ceniłem teksty niż muzykę.

"Trójki" słuchała wtedy cała Polska. "Republika”, „Lady Punk" i mnóstwo innych... Twój numer jeden?
- Klaus Mitfoch („O Jezu, jak się cieszę...”), „Dezerter” - pamiętam wszystkie ich teksty. „Republika”... Był ścisły podział na zespoły komercyjne i niekomercyjne. Komercyjne, czyli takie, które puszczały radio i telewizja. Ale była też nowa, zimna fala, zespoły drugiego obiegu, undergraund. Ogólnie muzyka spowodowała, że byli punki i popersi, skiny i depesze. Ścisłe zaszeregowanie, segregacja jak różnogatunkowe bydło... Oczywiście słuchaliśmy listy przebojów „trójki”.

Tam śpiewali zdecydowanie najlepsze teksty. Sztandarowe tamtego pokolenia, o sytuacji społeczno-politycznej kraju. Ale teksty Ciechowskiego to była poezja. Brakowało w nich bezpośredniego, czytelnego przekazu i każdy mógł sobie te słowa inaczej interpretować. To dla mnie już konkretniejsze teksty pisał Mogielnicki dla „Lady Punk”. „Dezertera” w „trójce” nie było... Najpierw nazwali się „SS-20”, jak radzieckie rakiety nuklearne. Powiedziano im od razu, że z taką nazwą nie wystąpią nigdy. Zmienili na „Dezerter”, ale to też była nazwa wielce mówiąca.

Zaszeregowanie, segregacja... Ty do jakiej grupy należałeś?
- Wszystko, co się wtedy działo, było mocne. Mogę powiedzieć, że swoją maturą w 1989 roku obaliłem komunizm... Powstawały też mocne ruchy... Byłem z duszy punkiem, z duszy i z głowy. Z głowy też, bo to się wiązało z wyglądem. Miałem „pióra” dłuższe niż inni, ale nigdy sobie nie stawiałem „irokeza”. Filozofia? Negacja prawie wszystkiego. Popersi to była „Republika” – zero „pejsów” i długie grzywy jak miał Ciechowski. Skiny - łysi, depesze – dyskotekowcy, od „Depeche Mode”. Muzyka i wygląd – to było ważne. Po wyglądzie można było sklasyfikować przynależność do określonej subkultury. To była też filozofia.


kim ty teraz jesteś
dla kogo taki się stałeś
nic o sobie nie wiesz
czy może tak właśnie chciałeś

kim ty teraz jesteś
przez kogo taki się stałeś
nic od życia nie chcesz
czy może już wszystko dostałeś

kim ty teraz jesteś
uważasz się za ofiarę
to nadzieja zniszczyła ciebie
czy może kompletny brak wiary

Pomówmy o tej filozofii...
- Było tak, że im większe skupisko, tym więcej było w tym filozofii i ideologii, a im mniejsze, tym bardziej górę brał wygląd - moda. W takim środowisku, jak Starogard, przeważało to drugie. Ci pierwsi wiedzieli, że ruch punków wywodził się z Anglii z lat 60. i 70. ze środowisk robotniczych i miał określone znaczenie.

Mówiłeś, że dorastałeś w mocnych czasach... Czy ten wasz ruch miał jakieś odniesienie do zmieniającej się sytuacji?
- Nie. Dla mnie największy wpływ w ocenie sytuacji społeczno-politycznej kraju miało zdanie i poglądy rodziców. Dzisiaj młodzież w wieku szkoły średniej ma lepiej określony stosunek do tych spraw. Zdaje się, że jest bardziej przygotowana do dorosłego życia, niż ja byłem wtedy mając tyle lat, co oni dzisiaj. Ja byłem tabula rasa. Czułem się biernym obserwatorem, który nie miał wyrobionego zdania.

Dziś młodzi mają dostęp do różnych informacji, o wiele bardziej miarodajnych i wiarygodnych niż tamte, które ja miałem. Wtedy dorośli w tym byli, a myśmy się przyglądali. Myśmy lecieli w rynnie jak w aquaparku w tej niebieskiej rurze. Poza tym młodzi nadal byli indoktrynowani i nieświadomi. Akademie w szkołach, apel zaczynający się od hymnu. Ja do dzisiaj z sympatią wspominam dzień kobiet, policjanta, górnika. Inna sprawa, że czerwone szturmówki z pochodu 1 Maja topiliśmy w Wierzycy.

Czyli to, że czułeś się punkiem, specjalnie nie miało związku z sytuacją polityczną... Kiedy zacząłeś myśleć o swoim zespole?
- W III klasie szkoły średniej pisałem już teksty i myślałem, żeby komuś je „sprzedawać”. Zespół założyłem w 1990 roku. „Kress”. Istniał kilka miesięcy i był typowo punkowy. Nie dotrwał do pierwszego koncertu. Skład... Sławek Bielaszewski grał u nas na basie, a później w „Jordanie” na gitarze. Drugi gitarzysta Rafał Heller potem, jak rozpadł się nasz zespół, utworzył „The Heller”, a wcześniej „PKS”. Po przerwie, w 1991 r., z kolegami z LO i z jednym z „Kressu” powołaliśmy zespół „Bez filmu”.

Ty na czym grałeś?
- Cały czas byłem tekściarzem i śpiewałem – ryczałem. I ogólnie traktowali mnie jako lidera... Ten zespół istniał około 10 lat. Oczywiście przechodząc różne zmiany personalne.

może jest coś za siódmą górą
może jest coś za siódmym lasem
może jest tam coś takiego
coś co zechcesz i będziemy razem

może rośnie kwiat na szczycie
jedyny o którym marzysz
może jest jakieś siódme morze
które wypiję i będziemy razem

może chcę spełnić to życzenie
może chcę zrobić to dla ciebie
ale czy to będzie kluczem
czy ja będę w siódmym niebie


Dokonania?
- Bez większych dokonań. Graliśmy na różnych przeglądach, ale nigdy nie zdobyliśmy żadnej nagrody. Nie wydaliśmy płyty, nie było nas w mediach, więc trudno się dziwić, że ci, którzy przychodzili na nasze koncerty, odbierali moje teksty, które wykrzykiwałem, piąte przez dziesiąte. Koncerty mieliśmy główne na terenie województwa pomorskiego, najdalej w Bytowie, Gdyni i Sopocie. W Starogardzie najwięcej. Graliśmy przed koncertem „Dezertera”, którego zaprosiłem do Starogardu i była wielka klapa. Graliśmy też przed "Bielizną”.

Jestem jednak uparty i znowu pytam o filozofię, twoją... Co chciałeś powiedzieć przez te teksty?
- Że mnie to wszystko boli. Taka ironia połączona z płaczem. Dokładnie tak czuję do dzisiaj. Śmiech przez płacz. „To jest mój kraj, bo tu się urodziłem i tutaj pewnie umrę, ale dlaczego mam się ciszyć z tego, że to jest mój kraj, bo tutaj się urodziłem i tutaj pewnie umrę” to słowa „Dezertera”, które oni w kółko powtarzają. One są odpowiednie do mojego widzenia tego kraju. Zresztą nie tylko kraju, wszystkiego. Do każdej sytuacji, w jakiej się człowiek w życiu znajdzie – czasem jest fajnie, ale częściej mogłoby być jeszcze lepiej. Człowiek dokądś leci, dąży, o czymś marzy, łudzi się i... umrze.

Przestaliście istnieć...?
- W 2001 roku. Zagraliśmy koncert na 10-lecie w SCK-u, a potem zorganizowałem „Ostatni taki koncert”, w którym obok nas wystąpiły zespoły „Taganka Bules Band” i „Jordan” grający reggae. Dlaczego koniec? Proza życia.

W Starogardzie jakoś nie może się narodzić eksportowy zespół... A przecież są warunki.
- My nie graliśmy w Starogardzie. Nasz zespół to był taki podziemny front. „Kress” zagrał u Stefana Galińskiego, miał dwie próby w Bobowie, „Bez Filmu” też nie znalazło miejsca w Starogardzie tylko u Jasia Radzewicza w Kaliskach. Tam też zagraliśmy pierwszy koncert. To było niezwykłe. Prawie 200 osób przyjechało pociągiem, ze Starogardu, Tczewa i innych miejscowości. W Starogardzie nie ma tyle osób. To fenomen tego miasta, że nigdy nie było środowiska. Nawet kiedy przyjechał „Dezerter”, to więcej ludzi przyjechało z Tczewa niż przyszło ze Starogardu.

rozsypałem się jak piach
znudziłem się jak film
rozpętałem się jak wojna
jestem taki jak wszystko

kompromituję się na wyrost
walczę o ostatnią lokatę
ostrzegawczo rozbijam sobie nos
jestem taki jak wszyscy

najpierw straciłem ciebie
potem straciłem was
szczęśliwie straciłem siebie
wiedziałem że to ryzyko

zmieniłem obuwie
wstawiłem zęby
mam ciepłe majtki
czuję się względnie pewnie

Za piątkowym wydaniem Polska Dziennik Bałtycki
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!