www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
piątek, 24 luty 2017
 
 
NASZE DYSKUSJE. Sąsiad – naturalny wróg Drukuj E-mail
czwartek, 23 październik 2014
Nasze dyskusje na Facebooku
Jest to tymczasowa wersja przekopiowanej dyskusji na Fb do portalu. Dość łatwo przekopiowywać treści z portalu na FB, trudniej - odwrotnie. Pracujemy na tym, żebyście Państwo mieli tu te dyskusje dobrze opracowane graficznie i z wrzuconymi na FB zdjęciami. 


Sąsiad – naturalny wróg



Na stronce Pani Moniki Tomczak-Betlejewskiej natrafiłem na ciekawą dyskusję Pań i Panów o ewentualnej imprezie w Starogardzie, na której rodzice pokazywaliby dzieciom gry ich dzieciństwa, żeby oderwać je od elektronicznych gadżetów. I rzecz jasna jako Łowca Awatarów wziąłem w tej dyskusji udział, ba, nawet zaoferowałem pomoc jako samozwańczy mistrz Kocborowa gry w noża, gry w puchę (alias dudka), gry na rzucanki, prawdopodobnie mistrz Starogardu w klipę oraz gier, o których istnieniu być może nie wiecie, a także jako uważny obserwator powstawania, rozwoju i zamierania podobnych imprez - np. w Osiecznej i Szlachcie (Kapele, Święto Grzyba - które wymyśliłem, Marsz po zdrowie - na zdjęciach). W tej dyskusji wrzuciłem link do mojego reportażu o grach, którego bohaterem jest ś.p. Bogusław Faltynowski (tytuł postu wziąłem z Jego wypowiedzi). Tu dodam jeszcze link do tekstu o grach, w którym wypowiada się Krystian Pomierski. Być może ktoś tu jeszcze napisze o grach, jakich w obu tekstach nie wymieniłem. Zaprosiłem dyskutantów w środę na godz. 17 do Ogniska Pracy Pozaszkolnej, by omówić kwestię zorganizowania tej imprezy, gdyż pomysł wydaje mi się interesujący. Jeżeli ktoś z Was byłby zainteresowany, serdecznie zapraszam. A oto dwa linki do tekstów o starogardzkich grach podwórkowych:
1/ http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=692&Itemid=33
2/ http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=691






  • Piotr Albrecht Pamiętam, że w "siódemce" graliśmy na przerwach w tzw. kwadrat Walczaka. Może nie jest to gra podwórkowa, chociaż można w nią grać także na podwórku Na kartce rysowało się kwadrat 5x5, w środkowym wierszu wpisywało się pięcioliterowy wyraz, a potem dodając jedną literę, należało ułożyć w ciągu jak najdłuższe słowo. Im dłuższe słowo, tym więcej punktów. Gra w naszej szkole była równie popularna, jak w tym samym czasie, układanie kostki Rubika.
  • Tadeusz Majewski Kwadrat Walczak - bardzo ciekawe. Szkoda, że nie zaprosiłeś mnie wtedy do tej gry Może miałem dyżur na górnym korytarzu
  • Piotr Albrecht Na górnym korytarzu też graliśmy, ale najchętniej na lekcjach języka polskiego
  • Piotr Król Na " polaku " w kwadrat Walczaka a na przerwie, kiedy Pan Tadeusz dzielnie pilnował porządku, szło się na fajkę do ogródka, albo za magazynki, tam gdzie się przełaziło przez mur, jak nam zamurowali "nasze" wejście😀
  • Tadeusz Majewski A TAM, NA STRONCE PANI MONIKI-BETLEJEWSKIEJ SOBIE POPISAŁEM, BO KTOŚ TAM MNIE WKURZYŁ WPISEM - NIE CYTUJĘ, A OMAWIAM - ŻE POWINNO SIĘ ZMIENIĆ WŁADZE, ŻEBY DZIECI SIĘ RUSZAŁY. WIĘC M.IN. NAPISAŁEM: "Żeby dzisiaj coś uprawiać, trzeba mieć po prostu chęć. I wcale nie musi to kosztować, np. w Bytoni jest kort tenisowy za darmo, w Piesienicy czekają na "klientów" urządzenia do nabywania sprawności siłowej, w Starogardzie w lewo od Lubichowskiej, od domku, w którym mieszkał Kazimierz Deyna, pustkami świeci świetnie urządzony ogródek jordanowski. Np. w hali w Lubichowie trenuje się zapasy na cząstce jej powierzchni, bo jest pozytywny maniak trener tego sportu, w halach Bobowo, Pączewo, Kopytkowo, Osiek, Osieczna, Szlachta, Kaliska jak w okresie poza latem uprawia w weekend 30 osób, to jest ok (no, może nie w Osiecznej). Tydzień temu w jednym z gimnazjów na 18 dziewcząt 3 (trzy) ćwiczyły na wuefie, reszta miała zwolnienia od mam a może koleżanek. Po prostu nie ma nawyków i się nie chce. Kiedy byłem trenerem tenisa stołowego w LKS Agro-Kociewie, do 16 stołów podchodziło ok. 50 członków mojej sekcji - od dzieci po dziadków. Jak się z wuefu robi michałki, to takie efekty, a rodzice niech się walną w pierś - tu nie pomogą pogadanki, a po prostu na rower i jechać z dziećmi (co z radością coraz częściej widzę w STG), albo na kort - gram z córką, trenowałem ją od dziecka w stołowego, to sama chce grac, tylko w ziemnego. Nie zgadzam się z p. Gabrysią - gdy na naszym osiedlu pojawił się pierwszy telewizor, obejrzeliśmy swoje i dalej gnać bić się na pały albo kopać piłkę. Teraz mamy do czynienia z czymś groźnym - totalną zmianą stylu życia z czynnego na bierny, co dotyczy przede wszystkim osób o braku silnej woli i bojących się realnego życia, uciekających w świat sieciowej fikcji, ze środowisk wiejskich oraz niezamożnych. W pewnej gimnazjalnej klasie zrobiłem test - dwie dziewczyny przeprowadziły czat w sprawie zabawy - gdziekolwiek, w domu, w szkole lub innym miejscu. Oni w tym czacie pisali (śledziłem onlajn), że należałoby poprosić o pomoc wójta i - drugie - napisać projekt dyskoteki. A w ogóle wyszło, że nikomu się nie chce, bo lepsza zabawa w wirtualu. To nie ich wina - w świecie dorosłych jest tak samo. Znam całe wyludnione wsie, bo wszyscy czatują do siebie albo grają w gry - dorośli. To już pandemia, ale mało kto ją dostrzega. A oto pierwszy tekst o grach mojego pokolenia: http://www.oko-lice-kultury.pl/.../basic-html/page86.html
    oko-lice-kultury.pl
  • Monika Wójtowicz-Miłek to nie jest prawda Tadeusz, zrób sobie statystykę...taki sondaż wśród swoich "znajomych" na fb. jest to już spora reprezentacja
  • Monika Wójtowicz-Miłek gra na pieniądze ...hazard - "szajba", czyli rzut metalowym krążkiem (ok 6 cm średnicy) do wykopanego w pewnej
    odległości dołka ), my rozrzucaliśmy pieniążki 1 zł (wow) wokół i szajbą uderzając o monetę "wprowadzaliśmy" do dołka , kto miał forsę ten wygrywał

  • Monika Wójtowicz-Miłek to nie jest prawda Tadeusz, zrób sobie statystykę...taki sondaż wśród swoich "znajomych" na fb. jest to już spora reprezentacja
  • Monika Wójtowicz-Miłek gra na pieniądze ...hazard - "szajba", czyli rzut metalowym krążkiem (ok 6 cm średnicy) do wykopanego w pewnej
    odległości dołka ), my rozrzucaliśmy pieniążki 1 zł (wow) wokół i szajbą uderzając o monetę "wprowadzaliśmy" do dołka , kto miał forsę ten wygrywał
  • Monika Wójtowicz-Miłek "pchełki" - plastikowe krążki średnicy zbliżonej do dzisiejszych 20 groszy, o brzegach zaokrąglonych, że naciśnięcie krążka drugim krążkiem powodowało skok - wygrywał ten,
    który wbił najwięcej skaczących krążków do pudełka (będącego jednocześnie pudełkiem
    do przechowania krążków),
  • Monika Wójtowicz-Miłek "pędzenie koła" - bieg z prowadzonym przed sobą ustawionym pionowo krążkiem (najczęściej był to element fajerki z kuchni węglowej lub koło od roweru bez opony); krążek toczył się po ziemi i był utrzymywany w pionie przez trzymany w wyciągniętej ręce pręt odpowiednio wygięty na końcu; wygrywał ten, który biegł najszybciej i najdalej bez "skuchy"
  • Tadeusz Majewski Szajbę da się dorzucić do kanonu gier podwórkowych, o czym mówi zresztą sama nazwa , ale pchełki to była - o ile pamiętam - gra do kupienia w sklepie i bardzo grzeczna, udomowiona , podobnie jak bierki.
  • Monika Wójtowicz-Miłek dla dziewczynek:) zabawa "w klasy" (rozrysowany kredą jakby krzyż podzielony na numerowane segmenty, po
    których się skakało kolejno, z obrotem na końcu, na jednej nodze; i nie można było stanąć na linii
  • Anna Lembicz Ja to już tylko namiętnie grałam w gumę - stare, nowe, najnowsze i parę innych kombinacji, których nazw już nawet nie pamiętam Było też coś, co pamiętam bardzo mgliście - w kole stało parę osób, ktoś rzucał patykiem, biegli wszyscy potem przed siebie i zaznaczało się zdobyczne terytorium. Ktoś kojarzy? Jeśli chodzi o współczesne dzieci, zgadzam się z Panem, Panie Tadeuszu - to my, rodzice jesteśmy od tego, by dać dzieciom przykład, by zachęcić je do ruchu. Duże znaczenie ma środowisko, w jakim się mieszka. U nas na podwórku jest mnóstwo dzieciaków, przychodzą po siebie, umawiają się, że "zaraz, tylko odrobię lekcje". Wieczorem do domu nie chcą wracać
  • Monika Wójtowicz-Miłek to była gra w wojnę koło to kula ziemska, dzieciaki to "agresorzy" w pierwszej wersji rzucało się nożem ...
  • Tadeusz Majewski Żaden nóż, żadna wojna! Pamiętasz Aniu zapewne grę w kluchę, starogardzką odmianę palanta. I z tą starogardzką wcale nie żartuję, bo na ogólnopolskim turnieju tenisa stołowego w Lidzbarku Welskim na dzień przed rozgrywkami pokazałem moim chłopakom w praktyce tę grę, a oni od razu ją opanowali, a pod wieczór z wielkim zapałem grali już z chłopakami z całej Polski, którzy tej gry nie znali. W kole stał wymiatający z pałą i kluchą (romboidalnie zakończonym krótkim kijkiem), a w polu gry kilku - kilkunastu zawodników, którzy tę wybitą przez wymiatającego kluchę próbowali złapać (inna punktacja, gdy ktoś złapał w obie dłonie, inna w lewą, inna w prawą). O tej grze jest mowa w reportażach, do których wiodą dołączone linki. Brakuje wyjaśniających rysunków, jakie mam nadzieję sporządzić na spotkaniu w środę w OPP, na które wszystkich zainteresowanych starożytnymi grami zapraszam
  • Anna Lembicz A chyba tym razem nie ma Pan racji Bardziej do wspomnień pasuje mi to, co opisała Pani Monika. Za to pańska "klucha" przypomniała mi o "bulwie", zwanej w innych częściach kraju zbijakiem (a może i jeszcze inaczej?). Świetna zabawa dla amatorów siatkówki - stoimy w kółku i odbijamy. Kto sknoci, wchodzi do środka i przykuca. Gracze zewnętrzni mogą "zbijać" tych w środku, ścinając. Muszą się jednak liczyć z tym, że nieudany atak (pudło) spowoduje, iż sami znajdą się wewnątrz kręgu. Piłka przechwycona przez środkowych daje im za to "wolność"
  • Małgorzata Legawska Gra w wojnę była świetna! Zawsze patyki,nie noże. Każdy chciał być Polską albo Związkiem Radzieckim;)
  • Małgorzata Legawska Klasy były w prostokąt, kratki w krzyż to Chłopek - obie gry kilka lat temu były na stałe wyrysowane na jednej z asfaltowych alejek w parku,jeszcze moich młodych nauczyłam w to grać;)
  • Tadeusz Majewski Miłe Panie Między Dudkiem (Puchą inaczej) i Kluchą (piszę wielki literami z szacunku do tych gier a bulwą czy wojnami jest taka różnica, jak między BMW X6 a trabantem Od dawna się dziwię, że jeszcze nikt nie reaktywował tych gier w wersji nowoczesnej. Obie te gry spokojnie można po modyfikacjach wpisać do kanonu gier na lekcjach wf. O wiele lepsze jeżeli chodzi o ruch od np. siatkówki. 3 lata temu uczniowie gimnazjum mi wyliczyli, ile minut statystycznie porusza się podczas takiej lekcji z siatkówką młody człowiek. Prosty rachunek - lekcja 45 min, odejmujemy 5 min na działania przygotowawcze (sprawdzanie obecności itp.) = 40 min, wybór drużyn - 5 min = 40, przestoje w grze - 10 min = 30 min; przy idealistycznym założeniu, że grupa liczy 12 osób, a więc tylu, ilu gra w siatkówkę, dzielimy 30 : 12 = 2,5 min na "łebka". Czy są jakieś pytania?
  • Mariusz Kurowski Niech im pan nie wierzy, w gimnazjum nie ma statystyki jest takie powiedzenie "małe kłamstwo duże kłamstwo statystyka". Z takiej statystyki to ja mogę wyliczyć, że skoro w biegu kociewskim brało udział 90 biegaczy a bieg trwał średnio 45 minut to każdy biegacz biegł przez 0,5 minuty
  • Tadeusz Majewski Bieg to co innego, panie Mariuszu. Z przyjemnością patrzę na lekcje wf w Kleszczewie, gdzie biegają w plenerze - ruszają się wszyscy . A siatkówkę nieraz sam oglądałem. Jeden serwuje (dobrze, jak trafi , 11 stoi przyczajona - spadnie - nie spadnie , ew. któryś uczeń, jak widzi, że na niego idzie piłka, wykona jakiś obronny ruch Czasami zawiązuje się akcja na 3 - 4 kontakty i to równoważy chwile absolutnego bezruchu całości Proszę gdzieś incognito zajechać do szkoły, przycupnąć w kącie i poobserwować. Przy okazji ujrzy pan jeszcze jedno zjawisko - dziewczyny na ławach ze zwolnieniami od "mam" Oczywiście nie generalizuję, ale ogólnie uważam, że siatkówka jest dobra na zajęcia pozalekcyjne dla osób, które już coś umieją grać.
  • Anna Lembicz Ale gdzieś się tych podstaw trzeba nauczyć! Chociaż w kwestii siatkówki to ja chyba nie jestem zbyt obiektywna
  • Tadeusz Majewski Czyżby trafiona zatopiona? Zapomniałem napisać, że chodzi mi o siatkówkę w wydaniu dziewczyn
  • Anna Lembicz Chodziło mi o to, że siatkówkę uwielbiam od dawna i zawsze schodziłam z boiska nieźle zmachana, więc ciężko mi sobie wyobrazić te "statystyczne 2,5 min."
  • Mariusz Kurowski Tia... przycupnę w kącie i powiedzą, że przyjechałem podglądać siatkówka to najbardziej techniczna gra jaką znam. techniczna w tym sensie, że potrzebne są umiejętności, których nie wyćwiczy się w 1h. Rzucać w piłkę ręczną każdy potrafi, podobnie w koszykówkę ale już wyskoczyć i ściąć to wyższa szkoła. Koordynacja jest potrzebna. Ja i tak twierdzę, że najważniejsze są chęci a możliwości się znajdą. Kiedy biegałem ... no prawie profesjonalnie długie dystanse, to wystarczyło się pokazać na zawodach a już dwóch trenerów stało obok i zachęcało do przejścia do ich "stajni"
  • Anna Lembicz A skoro przy sporcie jesteśmy - byłam dziś przez chwilę w Starej Kiszewie i widziałam pewną ciekawą inwestycję, która czeka na oficjalną ceremonię otwarcia. Nie wiem, czy powinnam pisać więcej, bo może Pan Tadeusz szykuje jakiś materiał na tę okoliczność
  • Piotr Król A była taka gra, kiedy nie było wystarczającej ilości "zawodników", żeby rozegrać meczyk dwiema drużynami. Mówiliśmy na to "warszawiak". Gra na jedną bramkę. Bramkarz wyłaniany był w taki sposób, że wszyscy po kolei żonglowali piłką. Ten, który podbił piłkę najmniejszą ilość razy stawał na bramce. Rozgrywka właściwa polegała na tym, że trzeba było strzelić bramkarzowi pewną ilość goli " z główki " i z nogi. Utrudnieniem było to, że piłkę można było odbić dowolną ilość razy pod warunkiem że piłka nie dotknęła ziemi, jeśli dotknęła to zawodnik nie mógł już dotknąć bezpośrednio piłki i akcję trzeba było rozpoczynać od nowa. Jeśli ten, który akurat oddał strzał na bramkę, nie trafił w jej światło a bramkarz piłki nie dotknął, stawał się bramkarzem. Dla bramkarza była kara za wypuszczenie tej ustalonej liczby goli. Kara polegała na tym, że bramkarz wypinał swą szanowną cześć ciała a drużyna po kolei trafiała go w rzeczoną część piłką, kopiąc ją z całej siły z odległosci chyba 3 metrów. I tu też była pułapka, bo ten który nie trafił, szedł na bramkę.
  • Małgorzata Legawska Nienawidziłam wuefu, a już najbardziej gier zespołowych. Choć miałam ZAWSZE mądrych nauczycieli, którzy oceniali mój wkład pracy, a nie efekty. Nikt mnie nie mieszał z błotem, bo mi nie wychodziło. Jak mi się wreszcie udała zagrywka w siatkówce, to moja nauczycielka cieszyła się bardziej ode mnie. Starałam się bardzo - dla moich nauczycielek właśnie:) Może dzięki nim mimo niepowodzeń nie znienawidziłam ruchu i żyję dość aktywnie. I doczekałam się syna sumiennego - z umiejętnościami na miarę moich i drugiego syna - sportowca z zamiłowania. Dobry nauczyciel, trener - może więcej niż wszelkie kampanie społeczne, myślę...
  • Piotr Albrecht Była jeszcze jedna gra z piłką, ale bez bramki. Jeden zawodnik miał w posiadaniu piłkę i jego zadaniem było trafienie w inną część ciała niż nogi któregoś z pozostałych siedzących na trawie. Broniący się mieli za zadanie nie tylko nie pozwolić trafić się, np. w głowę, ale też jak najdalej wykopnąć piłkę, by atakujący sobie pobiegał, bo mógł rzucać tylko z tego miejsca, w którym złapał piłkę. Gra nazywała się "dupniak".
  • Piotr Król Graliśmy w "dupniaka" na trawniku pod trzepakiem😀
  • Tadeusz Majewski Panowie, przecież to są gry z czasów współczesnych! Zapraszam w środę do OPP o godz. 17 - poznacie gry, o jakich wam się nie śniło. I kaskę weźcie, to was nauczę , jak się ją przegrywa w grze na dmuchanki Dobranoc
  • Piotr Król Piotr, a pamiętasz zabawę w "króla-lula" takie kalambury... "dzień dobry królu-lulu" "dzień dobry dzieci-śmieci, gdzieście byli i coście robili" "byliśmy w np. Kuchni i robiliśmy to" i tu dzieci-śmieci pokazywały czynność, którą wykonywały a król-lul zgadywał o co chodziło.
  • Piotr Król Dmuchało się pieniążki, żeby jeden na drugim spoczął.
  • Piotr Król Mariusz, a ten trzepak służył nam jako bramka w grze w "warszawiaka"
  • Piotr Król Panie Tadeuszu, gry z czasów współczesnych bo i my "moderne" chłopaki
  • Monika Wójtowicz-Miłek ZOŚKA tez grano może nie w tej wersji co napisano w Wiki, ale pamiętam nogą się namachałam http://pl.wikipedia.org/wiki/Zo%C5%9Bka_(gra)
    Zośka – gra zręcznościowa polegająca na podbijaniu nogami lotki wykonanej z pęczka kolorowej włóczki obciążonego ołowianym krążkiem.
    pl.wikipedia.org
  • Monika Wójtowicz-Miłek A TRZEPAK wow nam dziewczyną służył do ćwiczeń na spódnicach kto pamięta?
  • Monika Wójtowicz-Miłek no i została gra w JOJO tą na pewno wszyscy znają, bo w pewnym momencie uległa udoskonaleniu tak KLASY dostałyśmy płytki do przesuwania ...
  • Piotr Albrecht Na fontannie to graliśmy w kapsle
  • Piotr Albrecht A w pobliżu uprawialiśmy skok w dal z huśtawek.
  • Piotr Król Na fontannie też się ganialiśmy a kto wskoczył na środek ten był bezpieczny. Czasem stało tam trzech chłopaków i nikt więcej się nie mieścił.Nie każdy umiał tam wskoczyć.
  • Tadeusz Majewski Nie myślcie, że my tu sobie dyskutujemy tylko dla dyskusji. W efekcie powyższej dyskusji (na temat gier) doszło do spotkania w Ognisku Pracy Pozaszkolnej. Uczestniczyli w niej: p. Monika Tomczak-Betlejewska, p. Mariusz Kurowski, p. Lucjan Piekutowski, p. Tadeusz Majewski i członek koła dziennikarskiego OPP Miłosz Szachta. Materiał o tym spotkaniu ukaże się jutro w portalu kociewiacy.pl.
  • Tadeusz Majewski Mariusz Kurowski wyjaśnia, w co grał w latach swojej młodości.
  • Tadeusz Majewski Tadeusz Majewski wyjaśnia zasady gry w kluchę (klipę). Nikt z pozostałych o tej grze nie słyszał. Fot. Milosz Szachta
  • Pioter von Ossovsky W niedzielę odbył się Dzień Gier Planszowych. Można zagrać w gry z naszego dzieciństwa jak również te współczesne planszówki- równie atrakcyjne. Ae jak to już się utarło w naszym Królewskim mieście frekwencja taka sobie..
  • Andrzej Kowal Kowalski Klucha! Gralismy w to w Skorczu w latach 70-tych. Super. Nie pamietam juz zasad. Moze by tak je opublikowac?!!!
  • Tadeusz Majewski Andrzej Kowal Kowalski - Dałem linki do 2 reportaży, w których dokładnie są omówione zasady gier, m.in. kluchy. Rysunki będą - spóźniam się z materiałem Milosza Szachty - rysowaliśmy w OPP. Ale i tak rysunki niewiele dadzą. Trzeba po prostu zagrać i porobić zdjęcia poszczególnych faz tej gry i innych, a przede wszystkim dudka, bo dudek to gra królewska, coś ja piłka nożna wobec innych dyscyplin sportu. Klucha jest na 2. miejscu. Obie - uważam - spokojnie można unowocześnić i by się przyjęły.
  • Andrzej Kowal Kowalski Trzeba zagrac!!! Gdzie i kiedy? Czekam na sygnal, tylko z wyprzedzeniem bo musze doleciec... Swietny pomysl! Pozdrawiam z Kijowa!
  • Tadeusz Majewski Pioter von Ossovsky - Proponuję zintegrować działania, jakkolwiek - myślę - gry planszowe mają o wiele mniejsze szanse niż gry naziemne , a to z tego m.in. względu, że wiele jest już w wersji elektronicznej. Kiedyś ze zdumieniem oglądałem, jak dwóch chłopców grało w Obozinie w statki na odwróconych od siebie monitorach. Poza tym gry planszowe itp. wymagają czasu, np. szachy, w które kiedyś grało mnóstwo osób, a dziś? Kto będzie siedział przy szachownicy godzinami wyłączając gadżety? Szkoda, ze ta królewska gra zamiera, chociaż w Trójmiejście w kilku szkołach szachy są grą obowiązkową na lekcjach. Może jeszcze partie błyskawiczne, ale to też jest przecież w internecie.... Mam prośbę - czy mógłby Pan zrobić filmik pokazujący fazy gry w dudka i klipię/kluchę? Zademonstruję, bo nikt już prawie tego nie zna.
  • Tadeusz Majewski No właśnie chciałem Panu, Panie Andrzeju, zaproponować grę w celach sportowo-instruktażowych , ale zauważyłem, że mieszka Pan w Kijowie Ja się dostosuję. Gdy tylko Pan przyjedzie, zagramy na jakimś placu w Starogardzie albo Skórczu. Zrobimy show i rozpropagujemy tę grę.
  • Andrzej Kowal Kowalski Zapraszam do Gluchego! Mamy tu fajne poletko ("tu", bo tam moj dom). Super! Musze popatrzec w kalendarz. Media zagonimy wspolnie;-) Moja stodola pomiesci wszystkich. Badzmy w kontakcie.
  • Andrzej Kowal Kowalski Popytam kolegow z dziecinstwa i sasiadow czy cos pamietaja. Swietny pomysl na impreze i promocje Kociewia!
  • Tadeusz Majewski Andrzej! Ale numer - teraz dopiero przyjrzałem się twarzy Andrzej Kowalski, niegdyś z Dziennika Bałtyckiego. Myślałem, że mieszkasz w Chorwacji czy gdzieś na Bałkanach! Ile razy wyjeżdżałem na Bałkany, zawsze myślałem - zdobędę nr tel. i Ciebie odwiedzę.
  • Andrzej Kowal Kowalski To sem ja! Tak sie dziwilem troche, jak mnie Panem tytulowales, ale myslalem, ze taka konwencja... Balkany juz spokojne. Teraz zapraszam na Ukraine czyli naprawde bliski wschod. Ostatni moment, bo wkrotce wyjezdzam na ten oficjalny Bliski Wschod. Gdzie tez oczywiscie zapraszac bede.
  • Pioter von Ossovsky Panie Tadeuszu mogę tylko na razie terminy gonią... W grudniu mamy premierę... do tego czasu uwiązany jestem.
  • Pioter von Ossovsky A co do gier: Carcassonne, Pociągi, Blokus, Osadnicy... Planszówki a wciągają Myślę że jest wielu amatorów tych gier...

  • Napisz komentarz…



    • Napisz kome
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!