www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 18 grudzień 2018
 
 
NIEKONIECZNIE STAROGARD. Śluza, kanał, młyny - to jest oś historii tego miasta! Drukuj E-mail
wtorek, 31 lipiec 2018


Najpierw oszacowali rzekę. Zrobili to jak zawsze profesjonalnie, a więc absolutnie dyskretnie, żeby nie dostrzegł tego nikt z tubylców. Notatki z tych oględzin miały charakter ściśle tajny i w historii nie pozostał po nich ślad. Zresztą nie robi się operacyjnych  notatek i wielu tego typu dokumentów z myślą, żeby były świadectwem działań po kilku czy kilkunastu wiekach. 

Gdyby Peter Zwetza, do którego zwracali się na wszelki wypadek Peter von Zwetza i którego nazwiska nie mogli wymówić, tyle w jego głoskach było podejrzanej śliskości - śśśś Świeca - i pokrętnej nosowości - ęęęę Święca, gdyby zauważył ich, jak kilka razy stoją grupką na najwyższym wzgórzu od strony południa i oglądają, od razu pomyślałby, że te kilka hektarów ma dla nich jakąś olbrzymią wartość, na przykład dziesięciu  zimnokrwistych koni.

Rzeka biegła tu szczególnie wartkim i silnym nurtem, a w pewnym miejscu nawet spadała szeroką kaskadą i widać było, że z powodzeniem będzie można zamontować poruszające rozmaite mechanizmy koła nasiębierne, rozdwoić ją tworząc kanał i z niego zasilać w wodę fosę.



Jeden z 43 kartografów Wielkiego Mistrza skrupulatnie choć zmarzniętą dłonią nanosił na pergamin wszystkie istotne elementy roztaczającego się przed nimi urozmaiconego terenu. Spośród drzew, z cypla nad rzeką, na którym leżała wieś, w czyste, nieruchome niebo leniwie wkręcały się żółte strzępki dymu z palenisk. Prostacy – mruknął z pogardą von Terr. Oczywiście nie miał na myśli tylko suchego łajna, jakie służyło tubylcom do palenia ognisk. Prostacy, dzikusy, żyjący na uboczu cywilizacji.





To miejsce interesowało go najbardziej ze względu na ostro opadającą linię doliny rzeki. Już wyobrażał sobie prostokąt rynku, kościół, a nawet, dwa, ratusz, mur, fosę (trochę będzie problemów z fosą od strony południowej i zachodniej z uwagi na wyższy teren, ale przy technice, jaką dysponujemy, wtłoczenie wody to nie problem - myślał).

Potem sprawy, jak już w setkach takich sytuacji poszły prędko. Peter von Swetza z błyskiem w oczach przyjmował podarunki na oczach wieśniaków, którzy oszołomieni kumysem z przemytu ze Wschodu nie wyrażali żadnego sprzeciwu, zresztą cóż oni mieli do powiedzenia? Poza tym nawet gdyby byli trzeźwi, dlaczego mieliby protestować? Chyba nie przeciwko zamianie swoich nędznych lepianek i ziemianek na domy z cegły z kominami i z systemami ujęć wody i jej rozprowadzania do domów i odprowadzania ludzkich i zwierzęcych odchodów do rzeki, zaprojektowanymi przez tęgie głowy Europy. I ciągle udoskonalanymi, bo w naturze człowieka istnieje siła ciągłego ulepszania. Tu te systemy zostały między innymi udoskonalone ze 200 lat później przez niejakiego Nicolausa Copernicusa.

Niektórzy tubylcy, widząc, że te zmiany mają przynieść im korzyści i poprawić im jakość życia, chętnie przekwalifikowali się z leśnych myśliwych, hodowców kur i zbieraczy szyszek chmielu w robotników najemnych i w latach 1309 - 1310 zaczęli wznosić na podstawie sprowadzonego z Florencji mistrza architekta Teodota miasto – twierdzę, mieszczące się właśnie na tych 8,4 hektarach ich nędznej wioski.

Budowa zewnętrznego muru obronnego trwała 7 lat, od 1313 do 1320. Stanął imponujący – zbudowano go z czerwonych cegieł na kamiennym fundamencie. W newralgicznych pod względem wojskowym miejscach liczył 5 metrów wysokości i 2 metry grubości. Już same bastiony, fosa i mur robiły wrażenie, a przecież powstawały jeszcze cztery baszty – gdańska, narożna, wodna i tczewska, dwie z solidnymi bramami w kształcie ostrołuków i dębową kratownicą. Ukończono je w latach 1338 - 1340.

W sumie cała budowa miasta trwała 30 lat. Wcześniej, później lub mniej więcej w tym samym czasie na Żuławach, w Krainie Tysiąca Jezior, na ziemi ciągnącej się aż pod Królewiec i tu, wzdłuż Wisły, po jej obu stronach, powstawało mnóstwo innych takich miast – najbliżej w Tczewie, Gniewie, Kwidzynie, Sztumie i Nowem.

W nowych, podpiwniczonych domach zamieszkało niewielu z tamtych tubylców - pionierów budowniczych. 30 lat w budowlance mocno eksploatuje zdrowie, a szpital oferował żałośnie słabe usługi, co wcale nie oznacza, że około pięćset mieszkań w 150 kamienicach stało pustych. Wieczorami na Wielkim Rynku słychać było języki wszystkich prawie nacji Europy oraz dyskusje ludzi rozmaitych profesji – młynarzy, smolarzy, snycerzy, wędrownych kuglarzy, rycerzy i ich giermków, kamieniarzy, murarzy, kowali, dekarzy, balwierzy, pracowników pobliskich gorzelni, cegielni, huty szkła, płatnerzy, sukienników, prostytutek, złodziei i szulerów, a na Małym Rynku sprzedawców mięsa wieprzowego i dziczyzny, raków, ryb i warzyw, wyrobów z wikliny itd. Nawet nie spostrzegli, że inaczej już układały się ich wiązadła głosowe i usta, dodając do szumiących i cichych wyrazów gardłowe i mocne rrrr.      

Pomijając Wielki Rynek 107 na 107 metrów najciekawszym miejscem spotkań oraz letnich kąpieli było rozlewisko przy przemyślnie zbudowanej śluzie, sprzed której odchodził kanał w stronę młyna, gdzie się rozdwajał poruszając dwa nasiębierne koła, gatro - wynalazek dotąd tutaj, na peryferiach Europy i właściwie świata, nieznany, a opisany po raz pierwszy III w przed nasza era przez Filona z Bizancjum - a następnie po spełnieniu swoich zadań łączył się z płynącą leniwie rzeką. Kilka ładnych wieków później historycy napiszą: "tradycje młynarstwa sięgają w tym mieście 1283 roku, kiedy to wzmiankuje się o istnieniu tutaj młyna wodnego". Cóż za brednie skrybów historii! "Wzmiankuje się o istnieniu tutaj młyna wodnego" nie oznacza przecież, że powstał on akurat w roku sporządzenia zapisu! Śluza i młyn – to były wbrew pozorom miejsca dla miasta najważniejsze. Jedno dawało energię wody, drugie chleb. Śluza, kanał, młyn, a szerzej ujmując: rzeka - to oś historii tego miasta.

Tadeusz Majewski

2016-02-01

INNA HISTORIA NA TEMAT ZAŁĄCZONYCH MAP: http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php…

 
dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!