www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
poniedziałek, 17 luty 2020
 
 
Rada Miejska I kadencji Drukuj E-mail
piątek, 10 listopad 2006

W poszukiwaniu wyborczych reguł

Tadeusz Majewski  - magazyn Kociewiak - piątkowy dodatek do Dziennika Bałtyckiego

t. Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć , Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć


 
Mamy demokrację. W wyborach może brać udział każdy, kto ma do tego prawo. Zarówno jako wyborca, jak i kandydat na radnego. I tak się dzieje. Co kilka lat miliony wybierają, a setki tysięcy stają do wyborczej weryfikacji, począwszy od wyborów sołtysa, na prezydencie Rzeczpospolitej skończywszy. Setki tysięcy ludzi biorą udział w tym niezwykłym castingu mając nadzieję, że to właśnie ich dostrzeże niezgłębione oko elektoratu. Zupełnie jakby to była loteria. Tymczasem w rozmaitych sztabach lepsi lub gorsi analitycy próbują znaleźć reguły, jakie tym wszystkim rządzą. No bo chyba rządzą. Popatrzmy na historię wyborów w Starogardzie i ułamkowo w starogardzkim powiecie. Może sami znajdziemy w tym jakieś reguły.


26 lat temu
Nic nie dzieje się poza czasowym kontekstem. Niczego, również, a może zwłaszcza w polityce, nie powinno się rozpatrywać bez analizy zjawisk w dłuższym czasie. Dla polityki starogardzkiej w III Rzeczpospolitej bardzo ważne są lata 1980 i 1981.
Naczelnikiem miasta jest Stefan Milewski (krótko, bo zostaje wicewojewodą), do ścisłej czołówki liderów „Solidarności” należą Paweł Głuch i Jolanta Szostek. Po obu stronach rowu „PRL-owska władza – Solidarność” można znaleźć mnóstwo innych nazwisk, które pojawią się dziesięć lat później i pojawiają się do dzisiaj. Zupełnie jakby zapakowali się do wehikułu czasu i bez zmian przeskoczyli te dziesięć lat, zabierając oczywiście ze sobą głęboki rów, jaki między nimi istniał w czasach pierwszej „Solidarności”.


Powstaje coś niezwykłego
Jest listopad 1989 r. W Starogardzie ukazuje się pierwsze po wojnie niezależne drukowane pismo – dwutygodnik „Informator Pomorski”. W „Informatorze”, redagowanym przez członków i sympatyków Komitetu Obywatelskiego (m.in. przez autora tego tekstu i Jacka Legawskiego) pojawiają się liczne informacje KO. Jest np. taki oto komunikat: „Informujemy PT Czytelników, że w lipcu br. zawiązał się w naszym mieście i rozpoczął działalność Komitet Obywatelski. Skupiają się w nim ludzie różnych orientacji dążących do utworzenia autentycznego ruchu samorządowego, do urzeczywistnienia idei demokracji i sprawiedliwości społecznej”. A w odezwie KO z 19 października 1989 r. czytamy, że KO skupia około 20 członków. Spotkania odbywają się w każdy czwartek w sali 21 Urzędu Miasta przy ul. Gdańskiej.
Na spotkania przychodzą jako ewentualni liderzy przywódcy pierwszej starogardzkiej „Solidarności” - Leon Wicznowski, Jolanta Szostek i Paweł Głuch. Pojawiają się też pomniejsi rangą z tamtych czasów i inni. Przychodzą: Jerzy Jakubowski, Zbigniew Kozłowski, Jan Ossowski, Jacek Marczek z Zespołu Spichrzy i Młynów, Eugeniusz Galuba z NSZZ „Soldarność” 1989, Ryszard Halasz i Jerzy Wójcicki (pracujący w 1990 r. nad TV-satem), Henryk Kurkowski, Grażyna Hoppe, mecenas Paweł Piotr Janikowski.    Sporadycznie pojawia się Witold Baranowski, którego fala demokratycznej odnowy wiosną 1981 r. osadziła na stanowisku przewodniczącego MRN (ludzie wybierali go, by I sekretarz PZPR nie łączył jednego i drugiego stanowiska  - casus tow. Tadeusz Szkutnik). Przychodzi też Piotr Aszyk, szef okręgu KPN Starogard i tymczasowy szef okręgu gdańskiego. Ma za sobą – deklaruje - 29 zaprzysiężonych KPN-owców.
Na Zebraniach KO panuje przeświadczenie, że powstaje coś niezwykłego, że tworzy się  wolną Polskę. I że w pierwszych wyborach KO będzie zdecydowanie najważniejszą siłą. Takie zresztą było przekonanie w całym kraju.

Druga strona czeka na wyjście
Druga strona, czyli jeszcze PRL-owska władza, zachowuje się jak wojsko, które podpisało bezwarunkową kapitulację i teraz długo czeka na rozkaz opuszczenia przegranego obozu (czytaj – ratusza). Na czele tego przegranego wojska stoją: prezydent Ryszard Dobrowolski, wiceprezydent Hukała, wiceprezydent do spraw inwestycyjnych Eugeniusz Żak. Do decydentów i ideologów zaliczani są też: przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej Albin Lubiński i Edmund Falkowski – inspektor szkolny i działacz TMZK.  Wśród oficerów liniowych KO widzi szefa starogardzkiego Urzędu Skarbowego Stefana Adrycha, szefa starogardzkiego sanepidu Grzecznowskiego, dyrektora OSiR-u Wilhelma Własienkę, dyrektora kina  Michała Sadownika, dyrektora KS Agro-Kociewie Wiesława Licę, dyrektora centrum kultury Jerzego Cherka. Liczą się też prezesi spółdzielni: GS - Marian Łukaszewski, „Społem” Antoni Popławski. KO nie zwraca uwagi na SM „Kociewie”. Krótko jeszcze szefuje w  RUSW ppłk K. Wołłejko (zwolniony za doprowadzenie budynku RUSW do kompletnej ruiny). Na wniosek KZ NSZZ MO zastąpił go kpt. Zenon Chrzanowski. 
Komitety Obywatelskie powstają prawie wszędzie. W Skórczu działają m.in. . Andrzej Wojnarowicz, Maria Różycka, Tadeusz Łangowski i Radosława Szymura; w Smętowie Granicznym Jerzy Zieliński, w Zblewie Wiesław Ossowski i Teresa Danecka. Dokładne opisanie tego ruchu pozostawiamy historykom. Do ostrej walki – można się domyślać -  dojdzie w gminie Zblewo, gdzie silny jest PSL i w gminie Starogard, gdzie silny jest naczelnik Ryszard Stubiński i jego otoczenie

Miasto z jednym neonem 
Nikt jeszcze nie wie, jaka przyszłość czeka Starogard. Miasto, gdzie na Rynku (wówczas Placu 1 Maja) świeci jeden jedyny neon – „Merkury”.  Nikt nie wie jeszcze, że stopa bezrobocia  - jak informuje Lucyna Mliczek, kierownik Wydziału Spraw Zatrudnienia, Spraw Socjalnych, Zdrowia i Opieki Społecznej – wynosząca na 28.02.1990 roku 403 osoby (na 30 tysięcy zatrudnionych w rejonie, czyli w dzisiejszym powiecie), to śmiesznostka w porównaniu z tym, co będzie nas czekać za lat kilkanaście.
Co się jeszcze wtedy dzieje. 1 stycznia 1990 r. rozpoczyna działalność Terenowe Biuro Poselsko-Senatorskie przy Placu 1 Maja 22, w lokalu NSZZ „Solidarność”. 3 lutego 1990 r. mieszkańcy wsi Lipinki Szlacheckie żądają reaktywowania gminy Bobowo, która w 1976 r. została połączona ze gminą Starogard. W Bobowie też istnieje KO – działają m.in. Teresa Pączek i Tadeusz Stachelek. To oni podpisują się pod pismem, w którym sprzeciwiają się  sprzedaży obiektów i sprzętu stanowiącego własność GS Bobowo. W lutym 1990 r. na scenie pojawia się Zenon Sobiecki. Jako biznesmen chcący społecznie doradzać. Ma pomysły, Pierwszy, który „sprzedaje”, dotyczy parkowania na Rynku. „Są sprawy do załatwienia od zaraz. Skoro i tak wszyscy łamią prawo i parkują, nie lepiej umundurować kilku dzielnych emerytów, którzy z godnością będą egzekwować pieniądze za parkowanie?”. W lutym – uwaga – próbna, godzinna emisja programu satelitarnego z wieży w Trzcińsku. Co jeszcze... Co jeszcze... Janusz Michna, właściciel masarni w Pelplinie, rozpoczyna rozbierać „Ratuszową”. Chce w tym miejscu zbudować obiekt ze sklepem masarskim i barem szybkiej obsługi (i wydawać w nim równie zupy dla biednych). A Stanisław Karbowski prowadzi Amatorską Orkiestrę Dętą przy przy centrum kultury i gra w Filharmonii Bałtyckiej.

Bój to był ich ostatni
Jedynym mocnym zdarzeniem z tamtego czasu jest „bój” o „biały dom”, czyli budynek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Starogardzie. W szczegółach wyglądało to tak.
28 grudnia 1989 r. Komitet Obywatelski zwraca się do Komitetu Wojewódzkiego PZPR z żądaniem przekazania tego obiektu na cele społeczne. W styczniu 1990 r., po otrzymaniu pisma w tej sprawie od prezydenta Starogardu (PZPR nie chce zrezygnować ze „swojej” własności), kierownictwo KO podejmuje decyzję w sprawie pikiety „białego domu”. KPN czynnie wspiera działania.  24 (25?) stycznia czteroosobowa szpica opanowuje drzwi i wdziera się do środka. Za nimi idą inni, w liczbie 17 konfederatów. Panie w środku są zszokowane. „Będziecie nas bić?” - pytają. Następnego dnia konfederaci nie wpuszczają delegacji z Gdańska i nie boja się pogróżek. W ścisłym kierownictwie akcji bieżącej są: J. Kopytkowski, L. Aszyk i Sławomir Neumann. O okupacji, która kończy się 1 lutego, jest głośno nawet w programach ogólnopolskich. Członkowie KPN-u, domagając się przekazania budynku na cele społeczne, zbierają propozycje dotyczące wykorzystania go przez starogardzian. Jest ich 1057 kartek. Oto wyniki sondażu.
312 – przychodnia specjalistyczna
144 – ośrodek zdrowia
128 – dom kultury
78 – lokale dla partii politycznych i stowarzyszeń
51 – na cele oświaty
50 - przedszkole
39 – na cele młodzieży (kluby)
39 – dom dziecka
28 – dom starców
26 – hotel robotniczy
24 – dom pomocy społecznej
22 – szkoła
17 – mieszkania rotacyjne
11 – szkoła muzyczna
8 – żłobek
4 – szpital
2 – szkoła społeczna
2 – miejska biblioteka publiczna
Inne: bank, siedziba TKKF, ZUS, RSUW, państwowe pogotowie opiekuńcze)
Komu się śnił w tym budynku Urząd Skarbowy?!

Klarują się siły
Czas, ten polityczny, przyspiesza. 17 lutego w „Informatorze” pojawia się szokujący tekst Wiesława Wostala, pierwszego kandydata na prezydenta. Szokujący, bo w PRL-u nikt takim językiem nie mówił do ludu. „Nie chciałbym, aby decyzje o obsadzaniu tak poważnych funkcji zapadały w ciszy gabinetów – pisze Wostal. - Chcę wywołać na ten temat publiczną dyskusję”. Autor tekstu wzywa innych kandydatów do walki na programy i argumenty, żeby znowu ktoś nie został prezydentem z mocy układów. .”..Innych od poprzednich, ale zawsze układów”. Coraz częściej, kiedy mówi się o prezydencie, pada nazwisko Paweł Głuch. A po drugiej stronie cisza. Nawet gdy 23 marca Henryk Kurkowski – 7 klas. „prostota jest moja wartością” - stwierdza na łamach „Informatora”: „Ludzie z nomenklatury godni są czyśćca. Szefowie muszą odejść. Niektóre wydziały Urzędu Miasta trzeba całkowicie wyczyścić. Oni się już nie zmienią. (...). Oczywiście nie wszyscy muszą odejść, ale trzeba im zrobić zamęt koło tyłka.” 
W nurt przemian chce się włączyć NSZZ „Solidarność”. Do kampanii wyborczej przystępuje też Klub Inteligencji katolickiej w Starogardzie. Nie wyklucza się działania koalicyjnego.
Tymczasem 26 marca w Spółdzielczym Domu Kultury przy ul. Reymonta odbywa się spotkanie działaczy i pracowników kultury. Celem spotkania jest wysunięcie kandydatur do przyszłego samorządu terytorialnego. Organizatorem jest podobno... Komitet Obywatelski (potem się okaże, że to nie tak). 27 marca w salce katechetycznej parafii św. Katarzyny zawiązuje się nowa partia – Chrześcijańsko -Demokratyczne Stronnictwo Pracy. Spośród 8 osób wybrano 4-osobowy tymczasowy zarząd. Tworzą go: Jacek Marczak, Rudolf Byczyński, Zbigniew Fierka, Jan Ossowski. Przewodniczącym komisji rewizyjnej zostaje Henryk Listewnik. Przed wyborami ChDSP ma całkiem ciekawych ludzi. Poza wymienionymi są jeszcze: Jan Krzykowski, Marek Sułek, Maria Oszowska, Augustyn Szmuda, Piotr Cychnerski i Mirosław Ciechanowski.

Przesłuchania kandydatów na kandydatów
Od 22 marca na posiedzeniach KO trwają przesłuchania kandydatów na kandydatów na radnych. Prezentują się m.in.:  Henryk Kurkowski - rzemieślnik, Jerzy Jakubowski - nauczyciel, Paweł Głuch – Famos, Jerzy Wójcicki - inżynier, Andrzej Wąsik – rolnik indywidualny, Henryk Grzonka – elektromechanik, Andrzej Stawiński – pracownik Polfy, Jolanta Szostek – chemik. Z przepytywania radnych. Na jednych z przesłuchań Paweł Głuch mówi: - Zrobimy wszystko, aby wyłonić najlepszych kandydatów. Proponuję, aby kandydaci prezentowali się na ochotnika.
Jedna z odważnych, Joanna Data z „Neptuna”, mówi: „Natychmiast zwolniłabym dyrektora naczelnego i całą dyrekcję. Dlaczego? Oni kpią sobie z nas. (...) Ludzie są bierni. Nie wierzą w to, co się dzieje. A ja po raz pierwszy mam nadzieję, że te młyny Pańskie chociaż mielą powoli, to dokładnie.”
Nauczycielce Irenie Krzykowskiej marzy się szkoła, do której uczeń przychodziłby z przyjemnością i której byłby podmiotem, a nie przedmiotem.
Niespodziewanie również i mecenas Paweł P. Janikowski obiecuje walczyć o stan oświaty: - „Zrobię wszystko, aby przy szkole Podstawowej nr 8 wybudowano basen. Przecież połowa dzieci ma wady kręgosłupa.”
Pan B. Heksel zaskoczony został pytaniem, czy wiedział, będąc pracownikiem „Famosu”, o wyposażeniu „białego domu” w meble z jego fabryki,. „Nie popieram tego, co robią władze lokalne. Jeżeli zostanę radnym, będę dążył do ich zmiany.”
J. Kubik z Elektronu: - „Uczciwości, tego najbardziej pragnę.”
Również pani Grażyna Hoppe stawia na uczciwość: - „Uczciwość to jest komfort psychiczny, który pozwala patrzeć innym w oczy. Swoją Ojczyznę i swoje miasto kocha się jak matkę. Kocha i już.”
Pani Lidia Lewandowska – lekarka stawia na otwartość i bezstronność. „Teraz, gdy jest szansa na zmiany, chcę w tym uczestniczyć”.
P. Głuch przedstawiając kolejnego kandydata Zygmunta Przewoskiego zwrócił uwagę na rodzinne tradycje. Krewni pana Przewoskiego byli radnymi przed wojną.
Z Przewoski: „Chodzi mi o to, aby stworzyć godne rozrywki dla młodzieży. Sale bilardowe, kręgielnie czy 'cudowne' dyskoteki. Podobne zamierzenia ma Jerzy Jankowski, który również chce się zajmować sportem, a przecież obaj panowie do nastolatków nie należą.
O problemach robotników mówi J. Neske z Polfy: - „Dzieje się wiele rzeczy, z którymi trudno się pogodzić. Chcę przez swoją działalność pobudzić ludzi pracy, chcę pokazać, że prosty robotnik się liczy, że może coś zrobić.”
Przesłuchano prawie 40 osób.

Dwa KO. Polityczny majstersztyk
Liczba mieszkańców Starogardu w dn. 1 kwietnia1990 – 49950. Radnych ma być 32. czyżby 32 będzie z KO?
Przed wyborami wychodzi, że oprócz tego KO, o którym tak szeroko tutaj piszę, jest jeszcze drugi KO  - Komitety Osiedlowe! Polityczny majstersztyk Spółdzielni Mieszkaniowej „Kociewie”! Koniec mniemania, że do boju o mandaty radnych stanie tylko ten słuszny KO.
Autor przedwyborczego felietonu w „Informatorze” owszem, cieszy się, że przed samymi wyborami powstało kilka różnych sił politycznych, a co za tym idzie i programów, ale wyraża też troskę – okazało się, że nomenklatura pod postacią działaczy SM „Kociewie” nie ma zamiaru odpuścić. Ba, jest całkiem nieźle zorganizowana, jeżeli w tak krótkim czasie  potrafiła się zorganizować i wystawić listy, gdy tymczasem Komitet Obywatelski męczyły się z tym przez długie miesiące.

Po wyborach, Starogard wypadł dziwnie
Krajobraz powyborczy nieco rozczarowuje. KO wziął sporo, ale gdzie indziej wzięli wszystko (np. Sopot).
29 maja w Urzędzie Miasta radni dostają nominacje. Po lewej siedzą radni z Komitetów Osiedlowych (8), w centrum – radni ChDSP (3), z prawej – KO (19). Co do miejsc zajmowanych przez radnych z  PSL (1) i SD (1) nie należy jeszcze wyciągać wniosków. O dziwo, nie ma radnych z KPN-u (odwiedzał miasto Moczulski, wywiad z nim robił Zbigniew Kozłowski). Starogard wypadł dziwnie. Po pierwsze: bardzo niska frekwencja (zawiedli zwłaszcza młodzi), pod drugie głosowano raczej na bloki, a nie na partie i bloki. Inna sprawa, że później ludzie z Komitetów Osiedlowych będą wierniejsi wodzowi niż ci z KO. 
Na scenie nie pojawili się byli ludzie władzy z PRL-u, ci, którzy będą walczyć za cztery lata. Na te pierwsze wybory gdzieś się zaszyli. Nieważne. Najważniejsze, że przez te pierwsze wybory skończyły się czasy enigmy zwanej „władzą ludową”.

Radni I kadencji:
Irena krzykowska – KO
Bernard Hecksel – KO
Stanisłąw Kubkowski – KO
Czesław Jabłoński – K.Osiedl.
Henryk Grzonka – K. Osiedl.
Barbara Marczak – KO
Brygida Laaser – KO
Zygmunt Przewoski – KO
Tadeusz Kosecki – K. Osiedl.
Henryk Listwenik ChDSP
Grazyna Hoppe – KO
Henryk Ładyszkowski -  KO
henryk Kurkowski – KO
Maria Oszowska – ChDSP
Bernard Kurcwald – K. Osiedl.
Jerzy Jakubowski – KO
Jarosław Deska – KO
Paweł Piotr Janikowski – KO
Jolanta Szostek – KO
Andrzej Stawiński – KO
Ewa Gracz – K.Osiedl.
Ryszard Halasz – K. Osiedl.
Paweł Głuch – KO
Joanna Data – KO
Tadeusz Majewski – KO
Tadeusz Molin – SD
Barbara Bieńkowska – K.Osiedl.
Lidia Lewandowska – KO
Jerzy Wójcicki – KO
Lech Iwański – K. Osiedl.
Mirosław Ciechanowski – ChDSP
Marek Hinc – PSP-KPN
Potem rozdano role. Prezydentem został Paweł Głuch – 26 za, 3 przeciw, przewodniczącą RM  – Grażyna Hoppe.
W innych gminach też przeważnie notujemy zwycięstwa KO. Spektakularne, bo z godnym przeciwnikiem - w gminie Zblewo (KO zdobył 14 mandatów, a Komitet Ludowy – 5).

 

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!