www.mamboteam.com
 
wtorek, 22 październik 2019
 
 
Baczność Szwoleżerze Rokitniański Stefanie Kosobudzki! - 3 Drukuj E-mail
środa, 05 październik 2016


Żołnierz 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich podoficer Stanisław Kosobucki był magazynierem oraz prowadził szkolenie strzelnicze. Jako magazynier trzymał się z podpułkownikiem Niemczykiem, we wrześniu 1939 roku dowódcą obrony Starogardu - opowiada Jerzy Kosobucki. - To od niego po wojnie otrzymaliśmy informację, że Kosobucki leży w lasach koło Warszawy.

Stanisław był bardzo wysoki, mierzył metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Wyróżnia się wzrostem na zdjęciu ze szkoły podoficerskiej w Grudziądzu. Zawarł związek małżeński z Ludwiką w 1937 roku. Żoną szwoleżera nie zostawał byle kto. Nie było tak, że się żenił z byle kim i byle kto.
Kosobuccy otrzymali mieszkanie w kamienicy z piękną werandą, stojącej naprzeciwko budynku, w którym po wojnie była siedziba Milicji Obywatelskiej i do niedawna Policji. Mieli cztery pokoje, łazienkę, kuchnię i tę werandę. I piękne, dębowe meble, których po wielu latach nikt nie chciał kupić.
Trzymali się z kilkoma rodzinami. Pamiętam - mówiła mi mama – byli Masław, Szyjkow, wachmistrzowie. Był też Niemczyk, wówczas Niemiec (nazwisko zmienił po wojnie). Oni wszyscy świetnie się znali. Ci wachmistrzowie są w książce o szwoleżerach, Kosobuckiego niestety pominęli. To było towarzystwo na wysokim poziomie. Wśród nich moja mama - była super jako mama i kobieta.
W 1939 roku Stanisław poszedł na wojnę i już nie wrócił. Nie zdążyli mieć dzieci, tak że nie był moim tatą. Urodziłem się w 1945 roku.
Skąd się wziąłem jako syn Ludwiki Kosobuckiej? Moja mama, Ludwika Kosobucka miała w Czersku siostrę, Stanisławę Gradowską. W rodzinie Gradowskich posypało dziećmi, urodziłem się również ja. Stanisława dogadała się ze swoją siostrą Ludwiką, żeby wzięła mnie na wychowanie. Tak więc Stanisława Gradowska jest moją mamą biologiczną, a Ludwika przybraną. Było nawet poświadczenie z sądu, ze jestem synem Ludwiki Kosobuckiej.
Moja mama w czasie okupacji musiała przyjąć angedojcz i podjęła pracę w sklepie tytoniowym przy ulicy Chojnickiej. Świetnie mówiła po niemiecku i umiała prowadzić buchalterię. Właściciel sklepu był z niej bardzo zadowolony. Po pewnym czasie zabrano go na front wschodni. Kiedy wrócił, zaproponował mamie wyjazd do Niemiec. Nie, nie chodziło o jakąś miłość z jego strony. Miał żonę, jednak nie za bardzo nadającą się do pracy w handlu.
Po wojnie nadal mieszkała w dym domu z piękną werandą. UB czepiało się - jak to może być, że żona przedwojennego żołnierza może mieszkać w służbowym mieszkaniu, tym bardziej, że to był teraz dom z mieszkaniami dla pracowników UB. Źle to dla niej mogło się skończyć, ale mama zadzwoniła do Niemczyka do Warszawy, który był wówczas wysoko postawiony w UBi. I nie wyrzucili. Miała sobie spokojnie poszukać zastępcze mieszkanie. Dokwaterowali jej dwóch lokatorów – pracowników UB. Mam czasami takie dziecięce obrazy z pamięci. Ci UB-owcy często jeździli motorami w Bory Tucholskie na nocne wypady na Łupaszkę. Mieli psa – owczarka niemieckiego. Raz owczarek wskoczył na łóżko i zaczął targać nakrycie. Dostał od babci, mamy mojej mamy, Marty Butkowskiej, ledry. Gdy UB-wcy po tych nocnych eskapadach wracali rano, byli zabłoceni, a czasami zakrwawieni. Jeden z nich, Beno, gdy w latach 50. poszedł do cywila, dostał domek za zasługi dla PRL-u pod Oliwą. Kiedy miałem 14 lat, Beno przyjechał w odwiedziny. To on, gdy mieszkał u nas, proponował mamie małżeństwo. Nie skorzystała. Zresztą wtedy jeszcze nie była pewna, czy jej mąż nie żyje. Dowiedziała się o tym dopiero 20 marca 1947 roku, przyszło zawiadomienie z Warszawy [kopia dokumentu w poprzedniej części - przyp. T.M.]. Moja mama nie wyszła za mąż do końca życia. W ogóle w tym domu i okolicznych mieszkało UB. Mieszkał z żoną szef UB Kurek, bezdzietne małżeństwo. Dość często zabierali mnie do siebie do mieszkania na łakocie. Ale kiedyś przyjechała kontrola, któryś z kontrolerów rozpoznał Kurka jako współpracownika gestapo. Zginął prawdopodobnie w kopalni.
Moja mama Ludwika Kosobucka długie lata była kadrową w Młynach. Musiała zrezygnować z tego stanowiska, gdy pojawiła się z rekomendacji PZPR-u pani Gergelowa, skądinąd całkiem porządna kobieta. Mamę przeniesiono na stanowisko w żłobku i przedszkolu przy Młynie. Zmarła w 1979 roku, w roku, gdy zimy stulecia.

Dom z piękną werandą z tyłu, w którym przed wojną mieszkali Kosobuccy, a po wojnie przez jakiś czas Ludwika Kosobucka z synem Jerzym. zamieszkali tu też ubowcy.

Naprzeciwko domu, gdzie mieszkali Kosobuccy, stoi budynek odnowiony dziś budynek, po wojnie siedziba MO i UB



Jeszcze jedno zdjęcie szwoleżera z podpisem na odwrotce






Szwoleżer Kosobucki w szpitalu



Niżej: "Nie było tak, że się żenił z byle kim i byle kto..."


Baczność Szwoleżerze Rokitniański Stefanie Kosobudzki! cz. 1

Baczność Szwoleżerze Rokitniański Stefanie Kosobudzki! cz. 2


 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!