www.mamboteam.com
 
piątek, 18 październik 2019
 
 
W kilku częściach opowiem Wam o Kocborowie – cz. 4 Drukuj E-mail
czwartek, 27 październik 2016


Na sukces Spółdzielni Spożywców "Jedność" w Kocborowie pracowało ogromne Pomocnicze Gospodarstwo Rolne, które nam, kocborowiakom, przede wszystkim kojarzyło się z Majątkiem i Ogrodnictwem, z częścią z dworkiem o nazwie Konradstein. Produkcja musiała być olbrzymia, jeżeli zapewniała żywność największemu szpitalowi psychiatrycznemu w Polsce i zostawało jeszcze na "eksport" do Starogardu.

Gospodarstwo było o wiele większe, niż nam się wtedy, w dzieciństwie, wydawało. W sumie dysponowało ok. 179 ha ziemi (12,34 ha gruntów Starogardu Szlacheckiego, 57 ha użytków rolnych na Łapiszewie, 81 ha w Żabnie i od 49 do 32 ha (różne liczby) na Świętym Janie – Św. Jan – dawny folwark, gdzie znajdowała się kolonia dla 140 pacjentów szpitala.
Tak więc przed wojną w całym ogromnym kompleksie Kocborowo wszystko kręciło się jak w szwajcarskim zegarku.




Wojnie i okupacji Wiśniewski w swoich wspomnieniach poświęca kilka zdań. Pisze o okropnych warunkach, w jakich przyszło mu żyć z trojgiem małych dzieci, o zwolnieniu z pracy, wydaleniu z mieszkania, przyznanego mu przed wojną przez pracownika szpitala samego prof. Tadeusza Bilikiewicza [pracował w szpitalu - przyp. T.M.], "zaliczeniu do grupy mieszkańców wrogo nastawionych do Niemców". Wróci do notatek 1 kwietnia 1957 roku, ale będą miały one już zupełnie inny charakter. To już nie będą wspomnienia, a obszerne pismo skierowane do dr med. Dłużewskiego, dyrektora Państwowego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Kocborowie, z nagłówkiem "Wniosek o rehabilitację".
Hm... "zwolnienie z pracy, wydalenie z mieszkania"... Księgowy mógł skończyć gorzej. Wybuch wojny nie przerwał pracy “Jedności”, jednak 10 września sklep w Kocborowie został przejęty przy dużych ilościach zapasu cukru przez Niemca Fritza Woyke. We wrześniu 1939 r. z mleczarni zakładowej, zlikwidowanej ostatecznie w 1942 r., wywieziono do Gdańska 15 ton sera jako pozostałość po czasach polskich.
"Wybuch wojny polsko-niemieckiej 1939 r. nie zakłócił w zasadniczym stopniu działalności zakładu" – pisze dr Józef Milewski w swoim opracowaniu na temat Kocborowa. – "(…) W niedzielę 3 września zjawił się w zakładzie, którego nie opuściła większość personelu pielęgniarskiego, niemiecki patrol wojskowy. Dopiero 4 września rano przybyli tu pierwsi SS-mani, a wkrótce cały oddział w sile 20-30 ludzi uzbrojonych w ręczną broń maszynową i ciężki karabin maszynowy. Pochodził on z gdańskiej jednostki Kurta Eichmanna. Przebywał w Kocborowie do 9 grudnia 1939 r., określając siebie jako 'Specjalne Komando dla Kocborowa' (Sonderkommando nach Konradstein) i dodatkowo jako 'Komando Podróży do Nieba' (Himmelsfahrs Kommando). Zakwaterował on na pierwszym piętrze gmachu administracyjnego zakładu. 5 września przybył Max Schiminski (ur. w Nowym Cisie koło Zblewa, 26.11.1940 otrzymał zezwolenie prezydenta Gdańska na zmianę nazwiska na Siemens), który został mianowany komisarycznym dyrektorem zakładu, oraz senator gdański prof. dr Grossmann odpowiedzialny za zadanie eksterminacji chorych. Schiminski ustalił wykaz chorych, kolejność eksterminacji i zajął się przygotowaniem miejsc egzekucji. W zakładzie w dniu wybuchu wojny było ok. 1350 chorych. Jesienią dowieziono 130 upośledzonych dzieci z oddziału filialnego w Gniewie, a 3 listopada 1939 r. ok. 700 chorych z zakładu w Świeciu. Pierwszy indywidualny mord w zakładzie został dokonany 10.10 na pacjencie o nazwisku Augustyn Krzyża. Pierwszego masowego mordu w Lesie Szpęgawskim dokonano 22.09. Był to w ogóle pierwszy mord dokonany na psychicznie chorych, w momencie, kiedy walczyła jeszcze Warszawa i bronił się Hel. W ramach 31 transportów pacjentów do tego lasu do 31.01.1940 r. wymordowano 1686 chorych, którym przed wyjazdem mówiono: 'Do innego szpitala'.
Dnia 16.10.1939 r. w Lesie Szpęgawskim zostali zamordowani dr Kopicz, inspektor Dunajski i pielęgniarz Tocha. Małżonków Gąsowskich rozstrzelano w ogrodzie zakładu 27.10.1939 r., byłego kapelana i ks. Kalinowskiego w Lesie Zajączek pod Skórczem 10.11.1939 r."





Przerywamy na razie relację według wspomnień Wiśniewskiego i, w tym odcinku, według Józefa Milewskiego, ponieważ po publikacji poprzednich odcinków otrzymałem na czacie kilka podpowiedzi i zapytań od Barbary.

pn. 21.13
Barbara: – Wiem, w którym miejscu rozstrzelano Gąsowskich. Zostali pochowani – zakopani w parku za domem. Po wojnie pochowano ich na cmentarzu w Kocborowie. Nie mieli dzieci. Wiem też, że więcej na ten temat wie P. Gburek. Kiedyś zarządcą był tam Różycki – mój wujek. Opowiadał nam historię tamtych lat, ale nie wszystko pamiętam.
– Cokolwiek pamiętasz, to napisz.
– Jest artykuł w Kociewiacy.pl. Są zdjęcia zrobione na terenie Majątku. Na jednym przy grobli ze świniami stoi A. Różycki z dziećmi. Na drugim jest pokazany staw. Tam jedną z osób jest też Różycki. Po lewej stronie, właśnie tam za drzewami, biegła ścieżka do ogrodnictwa. Po drugiej stronie tej ścieżki zakopano ciała Gąsowskich. Troszkę wyżej była druga ścieżka, tuż za dworkiem, około 20 metrów od domu – tam ich wyprowadzono i rozstrzelano. Gdy słuchałam tej opowieści, byłam gdzieś "na poziomie" szkoły podstawowej", chyba w 4 klasie. Mocno wrył mi się w pamięć taki fragment.. – bo do dziś to pamiętam – ...chodzi o szczegół, że pani Gąsowskiej spadł z nogi but, który bardzo długo tam leżał. Dopiero jak się uspokoiło, ów but wujek Różycki zakopał w miejscu, gdzie ich pochowano. W tym też miejscu położono bardzo duży kamień, żeby wiedzieć, gdzie zostali zakopani. Tuż po wojnie zwłoki zostały przeniesione na kocborowski cmentarz. Po rozstrzelaniu państwa Gąsowskich kazano pakować wszystkie cenne rzeczy znajdujące w dworku i wywieziono. P. Gburek wie chyba więcej na ten temat, bo jego rodzina mieszkała w owym czasie w pobliżu, chyba w drugim domu od majątku idąc w stronę portierni.... Między stawkiem a domem rosły stare drzewa. Dwa z nich zasługiwały na szczególną uwagę – buczyny z rozłożystymi gałęziami. Można było po nich łazić, a nawet na nich siedzieć. Zbieraliśmy orzeszki buczynowe zajadając się nimi. Drzewa jak drzewa, ale te były szczególne – one mówiły. Otóż kora tych drzew została bardzo okaleczona przez napisy. Od dołu aż niemal do wysokości pierwszych gałęzi widniały wyryte napisy. Daty, imiona. Napisy w języku zarówno polskim, jak i niemieckim. (...) Nie można teraz na ten teren wchodzić, a jestem bardzo ciekawa tych miejsc. Ciekawe, czy leży tam jeszcze ten kamień, czy stoją tam jeszcze te drzewa. Ostatni raz tam byłam, gdy Henryk Drążek niby kupił dworek. (...) Wtedy też ostatni raz poszłam jakby pożegnać te wszystkie zakątki.... Gdybyś chciał się skontaktować, podaję nr tel.
– Bardzo dużo napisałaś, dziękuję! Może tam te napisy jeszcze są?
Barbara: – Ale czy pan Chajewski [obecny właściciel Majątku] – T.M.) by w ogóle pozwolił tam wejść?
– Myślę, że pan Chajewski będzie chciał poznać historię związaną z tym miejscem. Napiszmy o tym, może nas wpuści.
(...).
Barbara: – Robimy drzewo genealogiczne. Zajmuje się tym moja kuzynka mieszkająca w Niemczech. Ja szukam w Polsce, ona tam. Niemcy mają bardzo duże zasoby starych dokumentów, więc pomogła mi i to odszukała.
– Ciekawe, dlaczego tych Gąsowskich zamordowano. Czy może coś o tym słyszałaś?
Barbara: – Właśnie nie. Może coś Gburek pamięta. Ostatnio widziałam Gburka na pogrzebie mojego wujka Stanisława Różyckiego – syna tego, który jest na zdjęciach i właśnie zagadałam go o tym. Stąd wiem, że wie więcej. Spróbuję się jeszcze dodzwonić się do córki Różyckiego, może ona coś pamięta.... Wiem, że gdy wkroczyli Niemcy na teren Gospodarstwa, to wszystkich wysiedlali do szkoły w Żabnie.
– O, to bardzo ciekawe! Może potraktowali gospodarstwo jako obiekt w charakterze wojskowym, zaopatrujący szpital i armię.
– To by się zgadzało. Napisy na drzewie wyglądały jakby przy nich stacjonowało wojsko i każdy coś tam napisał...
-
śr. 20:58
Barbara: – Rozmawiałam z moją ciotką i kuzynką. Gąsowscy prawdopodobnie zginęli dlatego, że w porę się nie spakowali i nie zdążyli wyjechać z majątku. Gąsowscy mieszkali w pałacyku, czyli w tej mniejszej – niższej części domu. Wyższa część była dobudowana.Tam mieszkała służba. W domu tym była też sala balowa. Malowane sufity i ściany - wyglądały jak freski.
– Nie wiesz może, czy Gąsowcy byli właścicielami, czy zarządcami majątku?
Barbara: – Wszyscy mówią, że właścicielami, ale tak do końca nie wiem. Kuzynka, ta z Niemiec, mówi, że to sprawdzi. Jest jeszcze ciekawostka. W sali balowej stał fortepian, na którym ktoś grał. Po wojnie ten fortepian Różyccy przenieśli do swojego mieszkania. Grała na nim Różyckich córka, syn i wnuczka. (...)
– Zebrałaś bardzo dużo informacji.
Barbara: – Tadeusz, zawsze się mówiło, że zarządcą był Różycki. Gąsowscy mieszkali w pałacyku, więc wszystko wskazuje na to, że byli właścicielami. (...) Zdjęcia też jakieś są, ale dopiero na Święta Zmarłych przywiozą. (...) Gadałyśmy dzisiaj z kuzynką chyba 2 godziny i wspominałyśmy, równocześnie twierdząc, że ten nasz Majątek stał zawsze jakby obok Kocborowa. Podzieliłyśmy też nasze wspomnienia o nim jakby na trzy etapy. Pierwszy to ten, kiedy rządził Anastazy Różycki – było pięknie, pałacyk zadbany, wykoszona kosą trawa, wygrabione ścieżki, co roku oczyszczany staw za domem i basen p.poż – pięknie. Różycki umiera – zaniedbanie całkowite. No a trzeci okres to już ruina.
– Ten trzeci okres opisywałem w gazetach, jak w latach 90. zadamawiały się tam małe firmy. Mam fotkę, zaraz Ci prześlę. Wysyłam.
Barbara: – Masakra, aż ryczeć się chce.... Jeżeli Gąsowscy byli właścicielami, to dziwię się, że nie ubiegali się po schedę po nich krewni. Przecież brat żył – zmarł w 1949 i miał dwoje dzieci.
– Jeszcze mam zdjęcie tego dworku z okresu zaborów, tylko muszę poszukać.
Barbara: – Poproszę.
– Spróbuję znaleźć.
Koniec rozmowy na czacie
Cdn.

LINKI DO WSZYSTKICH CZĘŚCI TEJ OPOWIEŚCI



cz. 4 (tu jesteś)

http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=897&Itemid=33


cz. 3

http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=894&Itemid=33


cz. 2

http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=893&Itemid=33


cz. 1

http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php?option=com_content&task=view&id=889




 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!