www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
piątek, 15 grudzień 2017
 
 
Rekonstrukcja Starogardu. Wąwóz Piekiełki ciągnął się trzy kilometry Drukuj E-mail
sobota, 25 listopad 2017

La belle eopque (piękna epoka, piękny czas) to nazwa nadana okresowi od zakończenia wojny francusko-pruskiej w 1871 roku do wybuchu I wojny światowej. Przed owym pięknym czasie miasteczko Starogard było zwarte, z zabudową wtłoczoną w średniowieczny, pokrzyżacki prostokąt gotyckich murów.

W drugiej połowie XIX wieku zabudowa zaczęła się jakby niechętnie, chaotycznie i biednie się rozrastać przy kilku wylotowych ulicach – odnogą Frydrychstrasse (Kościuszki), w stronę Pelplina i Skórcza, równie chaotycznie odnogą Wilhelmstrasse (Chojnicka) w stronę Chojnic, a po rozpoczęciu budowy szpitala na majątku Conradstein (Kocborowo) w 1895 roku odnogą ulicy z bogatą zabudową przy ul. Gdańskiej (Hallera), ciągnącą się od Baszty Gdańskiej i śluzy w stronę poczty, a tu, po gwałtownym skręcie w prawo (pod kątem prostym) przechodzącej w ulicę Banhofstrasse (Hallelra) i po około stu metrach rozdwajającej się w odnogi bogatych ulic Gimnazjalnej, Skarszewskiej (dziś Sikorskiego) i Gdańskiej właściwej, gdzie zbudowano przyszły magistrat (data?). Czwarta odnoga ulicy zaczęła mocniej wychodzić na Tczew. Przy niej w 1864 roku zbudowano browar, a przy ujściu kanału przebudowano odwieczny młyn w potężne, największe w tej części Europy młyńskie zakłady Wiecherta. Wchłonięty został Amt – Starogard Szlachecki z podmiejskim szpitalem. Za Amtem stała Mleczarnia. Naturalną, bo zamykającą tyły posesji i terenów fabryk, m.in. huty szkła, pomniejszej jednak rangi była odnoga Drogi Owidzkiej, ciągnąca równolegle do Fredrichstrasse, łącząca się z nią w okolicach Małego Dworca, powstałego po budowie linii kolejowej Starogard – Skórcz.

Więc, co oczywiste, we wszystkie kierunki świata – Wilhelmstrasse na Berlin (zachód), nędzną drogą przy XIX-wiecznym cmentarzu na Lubichowo (południe), Friedrechstrasse – Kościuszki na Pelplin i Skórcz (wschód – południe), Tczewską (wschód), Gdańską, (Banhofstrasse) Dworcową, Skarszewską i przesunięta później Gdańską (na północ).

Ów niewielki wydawałoby się kwadrat gotyckiego założenia miasta (ok. 400 na 400 metrów) trzeszczał już z ciasnoty. Nie dość, że stały w nim w znakomitej części domy mieszkalne i zasadniczo na tej przestrzeni toczył się handel – na rynku i bliziutko niego, na placu naprzeciwko Sądu i Więzienia
to na dodatek w koszarach zbudowanych w 1870 roku na gotyckich murach od strony ulic Pańskiej (Warszawskiej, Sobieskiego) i Wilhelmstrasse (Chojnicka) zakwaterowano husarów – żołnierzy jak w każdym prawie mieście Prus. Niby senna La belle epoque, ale potężne imperia nie zapominały o rozbudowie swoich armii, również na prowincji. Stratedzy nie spali. Patrzyli daleko w przód, tworząc różne warianty przyszłości. Wiedzieli, że nic nie trwa wiecznie, również Piękne Epoki, i że zawsze musi trwać podskórny stan wojskowy dla porządku i na wypadek ewentualnych dalszych podbojów świata. Inna sprawa, że wojsko w tamtych czasach było szkołą życia, miejscem nabywania umiejętności walki, stania w karnym szeregu i zdobywania później odpowiednich dla każdego stanowisk oraz zaszczytów. W Pięknej Epoce mężczyzna w mundurze robił wrażenie.

W Starogardzie, jak w prawie każdym innym miasteczku i mieście, ćwiczenia żołnierzy oraz ich przemarsze stanowiły największą atrakcję dla ich mieszkańców, przyciągały młodych, budziły marzenia o podbojach świata, dla Prus, szerzej Niemiec - Afryki.

Przy tym już przegęszczeniu w kwadracie miasta trzeba było gdzieś te wojska wyprowadzić, rozlokować poza ciasnotą murów, poza kantynę (daleko później kino). Przed odległym Stadem Ogierów zbudowano Strzelnicę – miejsce rekreacji, przeglądów oraz ćwiczeń, ale przede wszystkim koszary przy Wilhelmstrasse (Chojnicka) z ujeżdżalnią koni oraz ciąg wysokich, murowanych kamieniec – też przy końcu Wilhelmstrasse. Na części zbocza Wąwozu Piekiełki, blisko ulicy Wilhelmstrasse (ul. Parkowa) Izaak Arie Goldfarb postawił dla swoich pracowników 8 drewnianych domów z papowymi damach o ostrym spadzie, a po drugiej stronie von Hertzberg z Nowej Wsi (Neustorf) dom Świętego Franciszka, przytulisko, przez które przewinęło się pół mieszkańców miasta.

Szczyt Pięknego Okresu dla miasta przypada na przełom wieków. W gotyckim kwadracie masowo przebudowywano kamienice. Dobudowano wysokie drugie piętra, bogato zdobiąc fasady, tu i tam dodając wykrzywione gęby maszkaronów, zdobiąc lukarnami dachy, śmiało wysuwajac balkony z żelaznymi liśćmi i kwiatami, wymieniając drzwi na bardziej ornamentowane, tu i tam kończąc konkretne przebudowy ostatnim akcentem – datownikami – 1895 – 1904.
Co odważniejsi na zewnątrz wznosili pierwsze pałace, ale i tak blisko centrum, Chmieleccy przy Wilhelmstrasse, Chróścielewscy (?) Pałac pod Słońcem przy przedłużonej ulicy Dworcowej (Banhofstrase), blisko magistratu (?).

Boom budowlany przyczynił się do rozwoju cegielni w okolicznych miejscowościach (Nowa Wieś, Sucumin, Janin, Jabłowo), tartaków na przedmieściach i rozmaitych zakładów rzemieślniczych - stolarskich, dekarskich, smolarskich i innych.

Kolej Berlin – Królewiec, powstała w 1872 r., i jej odnoga na Skórcz – Smętowo (?), o dziwo nie spowodowała jakiegoś wielkiego ruchu budowlanego (piszemy o domach mieszkalnych), chociaż z pewnością przyczyniła się do budowy fabryk, przede wszystkim Fabryki Wódek i Likierów Winhelhasena.

Linia żelazna Berlin Królewiec i jej odnoga Starogard - Skarszewy poharatała, spłaszczyła i rozdziewiczyła z tajemnic Wzgórze Świętego Jana z polowym majątkiem gospodarczym szpitala Conradstein (Kocborowo).

Gdy pociąg jadący od strony Berlina wytaczał się z Semlińskiego Lasu i zbliżał się zbliżając do dworca Banhoff Pr. Stargard, podróżni odchylając firanki okien i widzieli łagodnie falujące wzgórza na południu, sięgające równie wysoko nieba jak iglica ewangelickiego kościoła świętej Katarzyny, a po chwili wielką Górę Piaskową po drugiej stronie Doliny - Wąwozu Piekiełki. Zbliżając twarz do szyby widzieli w dole doliny parskającą pianą na zakrętach rzekę Wierzycę, niczym nieróżniąca się w swoim charakterze od rzek górskich.

Jak zwykle zabiegani w swojej codzienności mieszkańcy miasteczka by odpocząć na chwilę przystawali przy wysokim murze przy farze - kościele św. Mateusza, rzucić wzrokiem na zaczynające się tuż za rzeką podmokłe łąki, uwięzione w Dolinie Piekiełek. Nie mogli ogarnąć jej do końca okiem, gdyż z tej perspektywy ginęła za Górą Piaskową. Patrzyli później (?) na 250-metrowy pomalowany na biało drewniany most, biegnący przez te łąki od Mostu Chojnickiego – od ul. Wilhelmstrasse (Chojnickiej), do ulicy Gdańskiej na wysokości stolarni Munchua i budynku Poczty (?). Dalej, na prawym brzegu Dolny, widzieli olbrzymi neogotycki biurowiec Fabryki Wódek i Likierów - Monopolu z czerwonej cegły z białymi lamówkami. W dole, przy płytkim zakolu Wierzycy, istniało kąpielisko, nazywane Małym Sopotem. Na lewym, bardzo ostrym brzegu widzieli tyły zabudowań Wilhelmstrasse, niesamowicie ostro schodzące stopnie schodów, wiodące z ich małych i ciasnych podwórek aż do rzeki, do pomostów z kajakami.

Czasami ponad Wąwozem Piekiełki krzyżowały się wektory spojrzeń mieszkańców miasteczka stojących na bruku pomiędzy gotycką fara a murem obronnym i podróżnych w salonkach pociągów – ponad wielkim Wąwozem Piekiełki. Tyl;ko wektory, nie spojrzenia, za daleko, żeby się ze sobą zetknąć.

Wąwóz Piekiełki ciągnął się trzy kilometry. Od strony miasta – jak wspomniałem wyżej – zaczynał się pod gotyckim murem podmokłą łąką, ostrym brzegiem Wilhelmstrase (Chojnicka) po lewej, łagodną i zabudowaną Ratą po prawej, szedł zakolem pod Fabrykę Wódek i Likierów, brał hals posłuszny zakrętowi rzeki, mając po lewej stronie Górę Piaskową, potem się zwężał i meandrował zgodnie z rzeką, a następnie, po rozszerzeniu, dochodził do Nowej Wsi. Wśród gęstych lasów nad stokiem Wierzycy i przy drodze polnej między Starogardem a Nowąwsią (w zapisach starych kronikarzy łączą dwa rzeczowniki – kalka nazwy z niemieckiego). Leśniczówka należała do majątku Nowawieś (Neudorf), a zamieszkiwał ją leśniczy Wawrzyniec, którego nazywali “diabłem z piekła”. Ludzie mówili, że piekielnie tropił kłusowników i leśnych złodziei i stąd wzięło się takie przezwisko. Wawrzyniec był z tego przezwiska bardzo dumny. Od niego wzięła się też nazwa Wąwóz Piekiełki, a po około 30 latach Piekiełki. Przezwisko diabeł z piekła stało się powszechnie znane wszystkim mieszkańcom miasta i okolic po pewnym zdarzeniu, jakie miało miejsce zimą 1892 roku.

Leśniczy Wawrzyniec, który lubił mocne trunki i dobre jadło, wracał z miasta po sutej libacji ową drogą polną na saniach ciągniętych przez konia. W połowie drogi na ostrym zakręcie sanie się wywróciły, a pod nimi znalazł się leśniczy. Pijany nie mógł się wygramolić.
Przypadkowy przechodzień, słysząc krzyki i straszne przekleństwa, doszedł do wywróconych sań, by nieszczęśnikowi przyjść z pomocą. Zrobiło się już upiornie ciemno. Odważny przechodzień zapytał, kto tam leży. Wściekły leśniczy zakrzyknął: “Jestem diabłem z piekła”, myśląc zapewne, że pod tą nazwą, znaną w całej okolicy, będzie wiadomo, o kogo chodzi. Przechodzień, nie będący z tej okolicy, tak się wystraszył, że czyniąc znak krzyża świętego, uciekł, pozostawiając nieszczęśnika na pastwę losu. Leśniczy skończyłby sromotnie pod sankami, gdyż mocno był pokaleczony, ale miał szczęście w nieszczęściu.
Na miejsce wypadku trafiła grupa mężczyzn z miasta, którzy wybrali się późnym wieczorem do nowowiejskiego lasu po drewno – poprzednio upewniając się, że pan leśniczy bawi w Starogardzie w lokalu przy ulicy Tczewskiej w wesołym towarzystwie i że tak prędko nie wróci do swej leśniczówki – gdyż zazwyczaj wracał dopiero nad ranem.
Tegoż wieczoru libacja skończyła się nadzwyczaj wcześnie i to był powód, że złodziejaszki drewna spotkali “diabła” leżącego pod saniami, które rozpoznali natychmiast.
Zmiłowali się nad nim, obrócili sanie, a widząc leśniczego strasznie pokaleczonego i ledwie żyjącego, ułożyli go ostrożnie i odwieźli do Starogardu oddając pod opiekę lekarską.
Od tego czasu nazwano wąwóz wraz z leśniczówką “Piekiełkami”. Nazwa istnieje po dzień dzisiejszy, tylko z tym, że nie ma tu już ani leśniczówki, ani “diabła z piekieł”. Przebywa tu na polanie w wąwozie ludność miasta Starogardu, by wypocząć, a w Wierzycy zażywać przyjemnej kąpieli. “Piekiełki” mieszkańcy miasta nazywają “małym Sopotem”.


@

W okresie I wojny światowej w ogromnym trójkącie wyznaczonym przez linię kolejową, ul. Skarszewską oraz Gdańską wybudowano Lazaret Bannhof. Było to jak na tak małe miasto niesamowite dokonanie inżynieryjne.
W prędkim czasie postawiono około 30 baraków i otoczono jej wysokim ogrodzeniem z blaszanych paneli. Część z tych baraków miała ściany z blachy, część z drewna. Budowano je szybko, według standardowego projektu – był to czas I wojny, a I wojna potrzebowała wielkie barakowe lazarety. II wojna – baraki w obozach koncentracyjnych.
Baraki to bardzo proste budownictwo szkieletowe, ze ścianami z metalowych lub drewnianych prefabrykatów.
Baraki Lazaret Banhoff zaskakują bardzo dużymi oknami i wypustami o kwadratowym przekroju na dachach – według jednych świetlikami, według innych urządzeniami z klimatyzacją.
Po zakończeniu I wojny światowej baraki z blachy zostały zdemontowane i wywiezione. Drewniane baraki, stojące przy ulicy Gdańskiej, pozostawiono.
Baraków w mieście było znacznie więcej.
Zostały również baraki przy ul. Pańskiej (Warszawskiej, Sobieskiego), za szkołą nr 2 i przy ul. Szwoleżerów i przy ul. Parkowej, przy ul. Tczewskiej i murowany barak – tak zwany "leżący wieżowiec" – na terenie byłej ujeżdżali koni (następnie tak zwanego "chemika" – technikum) chemicznego, dziś nowoczesne osiedle – Park Center.
W okresie II Rzeczypospolitej w barakach mieszkali najbiedniejsi robotnicy i bezrobotni. Kilka z nich – przy ul. Parkowej, Szwoleżerów, Gdańskiej - służyła jeszcze długo w czasach PRL-u jako mieszkania komunalne.
W baraku za szkołą nr 2 mieścił się nawet Dom Harcerza, a po nim Młodzieżowy Dom Kultury Dzieci i Młodzieży. W baraku przy ulicy Gdańskiej ulokowano dworzec PKS, a w baraku przy ulicy Szwoleżerów biura PKS.
W baraku przy ul. Tczewskiej ulokowano biura Przedsiębiorstwa Gospodarski Komunalnej i Mieszkaniowej.
Ostatnim zamieszkałym barakiem, postawionym w okresie I wojny światowej, był ten przy ulicy Parkowej. Ostatnim pełniącym funkcję handlową był barak stojący przy ul. Sobieskiego.
Baraki częściowo rozwiązywały mieszkaniowe problemy miasta w okresie międzywojennym. Gotycki prostokąt miasta wraz z mackami głównych ulic nie był w stanie wytrzymać naporu migracyjnego i demograficznego.

-

W 1905 r. Franek Biernacki wbijał scyzoryk, nazywany przez dzieci “prygen knet” (nożyki dobre na żaby), bawiąc się w jednej z licznych zandkuli – wyrobisk żwiru na Górze Piaskowej. Scyzoryk kupił sobie na targu za “ósmaka”, tj. 25 fenigów. Na górę wspinały się furmanki po piach i żwir. Zandkule były to wyrobiska żwiru. Kilka furmanek zjeżdżało w stronę Wilhelmstrasse wioząc piasek do huty szkła.
Trzydzieści lat później Wacław Hinc będzie się bawił tak samo, nazywając zandkule kiskulami. Był wtedy 5-6 lat stary, kiedy rodzice, Leokadia i Franciszek, zaczęli budować pod numerem 25 (obecnie 19)... Teren Góry Piaskowej był jałowy i wcale nie równy. Tworzyły go górki, doły, ogólnie nieużytki. W latach międzywojennych miasto wybierało tu piasek, glinę, huta szkła również. Przy zjeździe do Wąwozu Piekiełki urządzono wysypisko śmieci.
W 1934 roku rozpoczęto tu wielką budowę, zakończoną w 1939 roku. To wówczas nazwano ten teren Abisynią, co nie miało nic wspólnego z toczącą się akurat wojną abisyńską. Proletariat, budujący Gdynię – mówił Józef Kamiński - mieszkał w naprędce skleconych dzielnicach i nazywał je po swojemu, na przykład Budapeszt czy Meksyk. W Starogardzie nazwano dzielnicę Abisynia, bo domki były małe i na piasku.
Wacław Hinc, jedyny mieszkaniec Abisynii, który był świadkiem powstawania osiedla, opowiadał, że początku powstało stowarzyszenie - coś w rodzaju związków zawodowych działkowców. Ludzie otrzymali działki za 1 złotych i zaczęli budować – przy przyszłych ulicach Św. Jana (Ściegiennego), Działkowej, Piaskowej i Rzecznej, a już przy Polnej i Murarskiej budowało miasto. Miasto budowało bliźniaki, identycznie jak w całej Abisynii. Oryginalne domki z tamtego czasu można łatwo rozpoznać po kopertowych dachach. Każdy działkowiec budował indywidualnie. Budowali bezrobotni, biedacy, renciści i inwalidzi. Osiedle tanich domów. Każdy dostawał działkę. Kto chciał żwir, dostawał żwir, kto chciał piasek – dostawał piasek. Miastu musiał zapłacić za ziemię. Ile? Złotówkę. Pierwsze domu budowali przy ulicy Piaskowej, ale już nie żyją – Kosater, Szramka i Niemiec Ratz) wyprowadził się, a kupił Karbowski..
Z Abisynii pociągnięto wąskie tory i lorkami transportowano piasek do podniesienie gruntu Doliny Piekiełki – od podmokłych łąk przy gotyckich murach aż po Piekiełki – mały Sopot. Wysypano park i aleje ciągnące się wzdłuż Wierzycy. Robiono to w ramach robót publicznych. Lorki zjeżdżały z góry i nieraz trzeba było je mocno przyhamowywać.
Według Józefa Kamińskiego kolej rzeczy była inna. Na skutek wybierania piasku powstało zagłębienie pod ogródek jordanowski (w latach 90. "Puchatek"), gdzie dzieci grały w ryterrojbe (w rycerzy i bandytów). Potem ten teren przekazano Towarzystwu Ogródków Działkowych i rozpoczęła się budowa dzielnicy. Teren dla nich był fascynujący, gdyż na zandbergu można było się wykąpać na Piekiełkach, gdzie stały drewniane łazienki należące do Walińskiego. W ogóle rzeka wiązała się z atrakcjami. Przy moście z parku do Chojnickiej stolarz Holtz wypożyczał kajaki. Często płynęli w górę rzeki aż do Zandbergu.
Niektórzy budowali na pruski mur – miejsca między belkami wypełniali cegłą albo pacą, w zależności od tego, na co kogo było stać. Każdy budował według swojej kieszeni. Warunek: nie można było przekraczać metrażu. Przed wojną Monopol dobrze płacił, to teść budował z cegły. Są dwie cegły na płasko w murze, między nimi 8 centymetrów szczeliny. Dom jest bardzo suchy i ciepły.

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!