www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
piątek, 18 sierpień 2017
 
 
Gwiazdy na posadzkach (poszukując domu ze zdjęcia takie powstają historie!) Drukuj E-mail
środa, 05 kwiecień 2017


Gwiazdy na posadzkach

Jakimi, mój Przyjacielu, ścieżkami szedłeś, elegancko ubrany, z lewą dłonią ukrytą w kieszeni? Na tle jakiego domu ktoś Ci zrobił to zdjęcie? Byłem na sto procent pewien, że to willa przy ulicy Parkowej, zaprojektowana przez znakomitego architekta i społecznego działacza Jana Pillara w naszym przedwojennym mieście. Ale zawzięty internauta Leszek Kurant wybił mi tę pewność z głowy. Wykadrował zdjęcie i napisał, że w narożnikach jest 9 cegieł, a nie 11!


Stefan Bahr na tle domu... Na sto procent bylem przekonany, ze domu - willi Żyndów przy ul. Parkowej



Willa Żyndów dzisiaj

Tylko te 11 cegieł nie pasuje. Jak wyliczył Leszek Kurant, dom na zdjęciu za plecami Stefana Bahra ma 9


A to willa przy ul. Parkowej podczas budowy

 

I po zakończeniu budowy


Willa Żyndów od strony ul. Parkowej 


Ruszyliśmy więc wszyscy na poszukiwania – jedni dosłownie, pieszo, inni w Google Map. Ile w końcu może być takich willi w stosunkowo niewielkim mieście, postawionych w okresie międzywojennym? I wszyscy, ci wędrujący w realu lub jadący autami, zadzierali głowy, wypatrując charakterystycznych narożników w na pozór zwykłych domach.



Willa Marczaków

-

A może to willa Marczaków?!
Przy okazji tego specyficznego śledztwa rodziły się historie.
Po odrzuceniu willi przy ul. Parkowej stanąłem przy skrzyżowaniu ulic Świętej Elżbiety (wcześniej Czerwonych Kosynierów) i Gimnazjalnej (wcześniej Szymańczaka). To ten! – podejście drugie.
-
Sambor, ze 20 kilometrów od Lwowa. To w tym miasteczku mieszkali Jan Marczak i Karolina Bucci. W okresie rewolucji październikowej tysiące ludzi uciekało na zachód, wśród nich Jan i Karolina. Uciekli do Krakowa, gdzie wzięli ślub. Właściwie to skoligaciły się dwa bliskie sobie przez historię rody – Gucci i Bucci, gdyż Jan pochodził z rodziny Bucci. Ich pradziadowie przyjechali do Sambora z Włoch za czasów królowej Bony i budowali to miasto. O tym pochodzeniu lata później opowiadała dzieciom i wnukom Karolina, podpierając tę opowieść starą książką.
Jan skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a Karolina polonistykę. Po odzyskaniu niepodległości pojechali do Brodnicy, a w 1926 r. przybyli do Starogardu. Babka, wysiadając na dworcu ponoć rzekła: "Przyjechaliśmy budować polskość". Dzieci mieli troje: Wandę, Kazimierza – urodzili się w Brodnicy, oraz Zygmunta – urodził się już w Starogardzie.
Jan pracował jako sędzia, potem jako notariusz. Kupił kawał ziemi od ul. Świętej Elżbiety aż do rzeki Wierzycy, a w kierunku na północ aż do działki, gdzie dziś biznesmen C. wybudował nowoczesny bunkier. Potem zaczął budować nie byle jaki dom. Projekt ten sam, co willa przy ulicy Parkowej. Bliziutko, gdyż w obszarze zamkniętym ulicami Sikorskiego, Świętej Elżbiety i Gimnazjalnej sporą firmę budowlaną miał wspomniany wyżej architekt Jan Pillar.
Cegły przywożono lorami, płaskimi przyczepkami, ciągniętymi przez konie, z cegielni w Nowej Wsi Rzecznej. Ludzie znosili je z lor na nosidłach.



Wilia Marczaków od strony rzeki Wierzycy


Co ciekawe, najpierw wybudowano klatkę schodową. Wylano schody, a gdy beton już się zespolił, robotnicy nieśli po nich materiały budowlane i budowali cały dom. Ściany piwnic zrobiono z kamienia, łukowy strop samozaciskowy w cegłach. Stropy leżały na bardzo grubych drewnianych balach, na nich położono od góry deski, tak że podłoga była drewniana, zrobiono od spodu podbitkę z poszczypanych desek, żeby już nie pracowały. Grube mury miały cieplną szczelinę. Przez szerokie, przesuwane drzwi przechodziło się z pokoju do pokoju, a gdy je otwarto na całą szerokość, tworzył się jeden ogromny pokój. Był gaz, kanalizacja. Tynk narzucono już gotowy, z worków, dlatego, pomimo obstrzału willi w 1945 r. oraz czasu, trzyma do dzisiaj. Dotychczas tynk kładziono tradycyjnie – mieszało się na placu budowy wapno, piasek i cement. Na posadzce klatki schodowej niby pieczęć firmy zrobiono śliczną gwiazdę z kolorowego lastryko. Willę budowano przez 2 – 3 lata. Ukończono na kilka lat przed wojną.
Rodzina Marczaków zajmowała parter, a u góry mieszkał jakiś dowódca albo zastępca dowódcy szwoleżerów, gdyż zajeżdżano po niego bryczką.



Gwiazda na posadzce klatki schodowej


Jan chodził do pracy, Karolina zajmowała się dziećmi. Wynajmowała dziewczyny do pomocy, ale nie na stałe. "Muszę co chwilę służbę zmieniać" – mówiła.
Jan założył sad i w wolnych chwilach zajmował się pszczelarstwem, a Karolina zajmowała się ogórkami, narcyzami i tulipanami z Sambora. Kilkadziesiąt lat później, w latach 60., kiedy wyprowadziła się do Poznania, rzekła do synowej: "Helcia, wykop mi narcyze". Te narcyze i tulipany wędrowały z nią z Sambora, przez Kraków, Brodnicę, Starogard do Poznania.
Na wakacje jeździli do Sambora. Wsiadali się w Tczewie do lukstorpedy i rano byli już na miejscu.
Syn, Kazimierz, zaczął naukę w "czerwonym liceum", a Wanda (później Cybulska) w Collegium Marianum w Pelplinie. Kazimierz często brał kajak i płynął Wierzycą, która wcale nie była taka czysta, jak ją opisywali różni bajarze. Od gazowni spływały rzeką oleiste plamy.
Niemcy weszli do Starogardu 3 września. Jana od razu wzięli do Stutthofu. Był sędzią, więc dobrze go pamiętano. 3 Maja organizowano defilady, a Niemcy stali w sieniach i się podśmiewali. Sądził ich za obrazę majestatu Rzeczypospolitej. Przewoski i Nagórski mówili mu: "Uciekamy. Jesteś na liście proskrypcyjnej", a Jan na to: "Co wy mówicie?! Przecież Niemcy to taki kulturalny naród".
Rodzinę wydalili do małego domku na podwórzu, a w październiku kazali się wynieść do Generalnej Guberni. Pojechali do Tomaszowa Mazowieckiego. Kazimierz pracował tam jako szofer, a jego mama, Karolina, w urzędzie.
Na początku okupacji z willi siedzibę zrobił sobie Selbstchutz, a po jego likwidacji Gestapo. Miejsce to wybrano nieprzypadkowo. Niby ubocze, ale bliziutko do Abisynii, gdzie przeprowadzono pierwszą brutalną akcję, i do baraków przy ul. Gdańskiej, skąd wzięto dziesięciu przypadkowych ludzi i zamordowano ich w Lesie Szpęgawskim od strony wsi Kokoszkowy. To położenie miało też i inna zaletę dla Selbstschutzu. Podobno w piwnicy katowano więźniów, a na parterze weryfikowano rasę rozebranych do naga kobiet.
Po wojnie, w kwietniu – maju Kazimierz przyjechał zobaczyć, co dzieje się na rodzinnych włościach. Jego ojciec Jan już żył w innym świecie. Jeszcze w czasie okupacji, w 1941 r., przysłano rodzinie Marczaków prochy z Mauthausen – obóz wydobywczy. Podobno Niemcy namawiali go do "przecwelowania" – znał niemiecki perfekt, do tego prawnik, cenny byłby nabytek... ... "Cholera jasna, powinien podpisać" – mówiła Karolina. Ale to "podobno", tak samo, jak to, że miał kontakt z Grotem Roweckim i że z obozu pisał do domu. Do Tomaszowa przysłali puszeczkę z prochami.
Dom wyglądał strasznie. Gdy Kazimierz stanął na ceglanym stropie piwnicznym, ujrzał niebo. Cały w środku został wypalony. Przyjechała Karolina i energicznie zabrała się do pracy. Wzięła kredyt z Banku Gospodarstwa Krajowego i w 1947 wszystko odremontowano. Ale cały czas mieszkała w malutkim domku w podwórzu, Kazimierz, który zdał maturę w 1947 - 1948 roku, też. Często wyjeżdżał do Tomaszowa, gdzie jego żona, Helena, pisała plan 6-letni. Po urodzinach syna Grzegorza chcieli się wprowadzić do swojej willi, ale się nie udało.
W budynku siedzibę znalazł jakiś urząd miejsko-gminny oraz mieszkanie szef ubecji Mazurowski. Mało tego. Do małego domku na podwórzu, w którym na pięterku w jednym pokoju mieszkała Karolina, a w drugim Kazimierz i Helena z dwojgiem już dzieci, Grzegorzem i Jackiem (ur. 1955 r.), wprowadzili się do pokoju na parterze Kaczan i Mazurek, partyjne szychy.
Kazimierz cały czas czekał na Andersa. Nie chciał się włączyć w rzeczywistość, jakiej nie akceptował. Dlatego zajmował się sadownictwem – całe życie. Karolina czasami rozmawiała z zamieszkującymi parter. – "Dlaczego do mnie strzelacie?" – pytała. Było to w trakcie odbudowy domu. Nachlali się i strzelali w sufit. Takie wtedy w tym kwartale zamieszkałym przez ubecję toczyło się życie. Mazurowski z naganem chodził po ulicy Szymańczaka, gdzie mieszkała sama ubecja. Kursy robili i zostawali prawnikami. Nie tylko zresztą paradowali z tymi naganami. O ich wypadach w Bory Tucholskie w innym tekście opowiada Jerzy Kosobucki. Za budynkiem policji są garaże i być może pod ich posadzkami spoczywają zamordowani przez ubecję – tak opowiadano cicho w mieście.
Urząd gminy czy miejsko-gminy w willi mieścił się do 1956 roku.
Rodzina Marczaków zastanawiała się, co zrobić, żeby otrzymać swój dom. Karolina poszła z prośbą do Januchtowej, na marginesie – kapo w Oświęcimiu, tak jak Cyrankiewicz. Odmówiła. "Wy burżuje, wam się nie należy!" – krzyczała. Poszła więc Helena, z klasy robotniczej, na marginesie – z pochodzenia ze szlachty z Siedmiogrodu, z rodziny kwarcianych. Tłumaczyła Januchtowej krótko: "Jeden pokój, dwoje dzieci, klasa robotnicza". I Marczakowie dostali wreszcie mieszkanie – dwa pokoje, zajebiście wielkie, z wyjściem na ogród.
Kazimierz, jak wspomniano, do końca życia pracował w swoim sadzie. Z hektara i z jednej krowy utrzymywał rodzinę. W piwnicach przechowywał jabłka. Często odwiedzał ich Węsierki, właściciel Modrzewiowego Dworku w Szteklinie. Kiedyś pokazał Kazimierzowi dowód kontrybucji świni od Łupaszki, który trzymał za obrazem jak relikwię. Pieniądze dostanie po odzyskaniu niepodległości - mniej więcej napisano.
Przyszła odwilż, krowy Kazimierz nie musiał już chować. Mały Jacek odważnie pod nią podłaził. Na parterze w willi zamieszkał też Florek. Do Starogardu przyjechał z nakazu. Brał udział w powstaniu warszawskim. Pracował jako lekarz w szpitalu zakaźnym na zapleczu szpitala przy ul. Hallera i przez ogród szedł do pracy. U góry mieszkali urzędnicy.
-
Czy na tle tego domu stoisz, mój Przyjacielu? Niestety nie! Owszem, dom taki sam, narożniki na wysokości schodzących się okien są z cegieł, jak na zdjęciu z Tobą, ale cegły w trakcie budowy willi pokryto warstewką mineralnego tynku. Szukam dalej, teraz gwiazd na posadzkach...

Tadeusz Majewski




A może na zdjęciu ze Stefanem Bahrem chodzi o do przy ul. Słowackiego?

NIEKTÓRE  KOMENTARZE Z FACEBOOKA - PROFIL AUTORA - T. MAJEWSKI


Tadeusz Majewski Gwiazda - rozeta w kole na posadzce w klatce schodowej willi Marczaków
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek Podobną ,lub taką samą gwiazdę widziałem na rynku ....w holu dawnego sklepu milicyjnego ....(symbol lorzy masońskiej. )
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski A gdzie był na rynku sklep milicyjny?!
Krystyna Dusowska
Krystyna Dusowska Po stronie PSS SPOŁEM - sklep1- Teraz nie wiem , ale była niedawno gdzieś tam żabka
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek W latach 90/tych nazywał się (chyba ....Adam i Ewa )
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski Nie było mnie tutaj niestety w latach 70., ale chyba mam zdjęcie tego sklepu. Fajna nazwa dla sklepu milicyjnego Adam i Ewa :)
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek Spróbuję poszukać fotografie ....
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek Z lewej lub z prawej strony tego budynku jest wejscie do lokalu gastronomicznego ,w którym jest widoczna (gwiazda) na podłodze holu
Małgorzata Glanert
Małgorzata Glanert To był konsum milicyjny ,Telimena i później Adam i Ewa to było obok .
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek Zgadza się ....właśnie w jednej z tych kamienic ,,,jest taka sama gwiazda na samym wejsciu
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski Mariusz Lepek Bardzo ciekawe. Musze tam podejść. To nie jest żaden znak loży masońskiej \
Małgorzata Glanert
Małgorzata Glanert Mariusz Lepek Tam gdzie Konsum była taka gwiazda
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski Jeśli była, to zapewne jest. Co to dzisiaj za sklep?
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek Wejście do lokalu gastronomicznego ...nazwy nie pamiętam
Małgorzata Glanert
Małgorzata Glanert Tadeusz Majewski Też tak uważam to nie jest znak loży ,
Mariusz Lepek
Mariusz Lepek Tak czytalem w gazecie K.
Małgorzata Glanert
Małgorzata Glanert Można porównać róża wiatrów w pierwotnym wykresie
Tadeusz Gramatowski
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski Hm, nie znam się na gwiazdach. Dlaczego chaosu?
Tadeusz Gramatowski
Krystyna Dusowska
Krystyna Dusowska w tamtych czasach można było na coś trafić - ja kupiłam materiał z żorżety na obrusy i 5 metrów płótna białego , z którego dałam szyć pościel ...
Krystyna Dusowska
Krystyna Dusowska Jak dobrze pamiętam to obok był sklep elektroniczny - gdzie kupowałam swój 1 telewizor czarno - biały
Małgorzata Glanert
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski Hm... to niekoniecznie według Windrose. Za dużo rozbieżności, ale mogę się mylić. Ciekawy jestem innych gwiazd na posadzkach. Być może był to taki znak firmowy Jana Pillara
Małgorzata Glanert
Małgorzata Glanert Oglądałam gwiazdy chaosu ,jedna jest podobna ,
Leszek Kurant
Leszek Kurant Murarz i mularz znaczy to samo. ;-)
Tadeusz Majewski
Hen Ryk
Hen Ryk Gwiazda ośmioramienna w kole
Dla pogan moc tego symbolu (koła) miała absolutna wartość kosmicznej jedności, ewolucji, astrologii.
Hen Ryk
Hen Ryk Gwiazda ośmioramienna
Zwana także Gwiazda Chaosu-chaosferą-stary potężny talizman używana przez praktykantów magii chaosu.-siła przenikająca cała olbrzymia przestrzeń kosmosu. Symbolizuje niewyobrażalnie płodna próżnię, zwana również „Różą Wiatrów” jest masońskim znakiem równouprawnienia. Magicznym Paktem Iluminatów Thqnaterosa, którzy uznają ją za swój „symbol i zwierciadło magiczne”.
Maciej Synak
Maciej Synak "uznają ją za swój „symbol i zwierciadło magiczne” - zwyczajne złodziejstwo uprawiają,
Lila Maria Dywelska
Lila Maria Dywelska Oktagram, chociaż ta nazwa nie jest aż tak popularna.
Standardowa gwiazda o ośmiu ramionach jest w logu Red Hot'ówm lecz z tego co się orientuję została zrobiona na szybko bez przemyślenia. A co symbolizuje?
Potocznie nazywana jest "odbytem a
...Zobacz więcej
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski W kompleksy można wpaść :( Tylu fachowców od gwiazd, a ja myślałem, ze to tylko lastrykowa ozdoba :(
Leszek Kurant
Leszek Kurant Symbolika w służbie ludzkości to bardzo ciekawy temat. https://www.youtube.com/watch?v=Uz8gE92lVDY Majster powiedział pod nosem i był uparty. - Tutaj damy taki ładny romb. - Byłem trochę wkurzony, że się na to zgodziłem, mimo wszystko uwielbiam prostotę. Co się potem okazało? Romb symbolizuje jajo – życie, Drzewo Życia, witalność, wigor, długie życie. Kształt jaja (rombu) symbolizuje elipsę – po której kroczy przez rok słońce, no i humor mi się poprawił. :-)
Tadeusz Majewski
Tadeusz Majewski
Hen Ryk
Hen Ryk Lata międzywojenne i wcześniejsze bardzo obfitowały w wszelkie znaki masońskie,okultystyczne..masa tego była.
Leszek Kurant
Leszek Kurant Zgadza się. Na przykład B’nai B’rith została rozwiązana przez władze polskie w 1938 (Dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego), działalność została wznowiona w roku 2007 przy udziale innego prezydenta.
Anna Lembicz
Anna Lembicz Moje pierwsze skojarzenie - róża wiatrów :)
Leszek Kurant
Leszek Kurant "U zwierząt nie istnieją symbole przekazywane przez tradycję
z pokolenia na pokolenie. Gdyby ktoś zechciał szukać różnicy
pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, w tym właśnie

znalazłby to rozgraniczenie." - Konrad Lorenz :-)

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!