www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
sobota, 23 styczeń 2021
 
 
V kadencja cd. Stachowicz prezydentem jak napisaliśmy Drukuj E-mail
poniedziałek, 27 listopad 2006
Ten tekst został opublikowany w magazynie "Kociewiak" (dodatek do "Dziennika Bałtyckiego") w piątek - na dwa dni przed wyborami pod tytułem "Nie uciekniesz przed regułami". I wszystko się sprawdziło...

Tadeusz Majewski
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć



W dwóch ostatnich numerach „Kociewiaka” pokazałem, jakie reguły rządziły wyborami do władz pięciu kadencji w Starogardzie. W kilku artykułach powstała polityczna historia miasta. Część ostatnia, którą napisałem przy współudziale zawodowego analityka, dotyczyła obecnych wyborów. Wiele spraw z bliskiej już przyszłości w tekście nie zostało do końca odkrytych, ponieważ gra jeszcze się toczy i nie mamy zamiaru wpływać na decyzje wyborców przez ujawnienie im już nam znanych ich oczywistych wyborów, jakie podejmą (a nuż zagłosują wbrew sobie, byleby nam zrobić na złość)... Tak, proszę Państwa, ich wyborcze decyzje nasz analityk znał jeszcze przed I turą wyborów, ba, twierdzi, że już wtedy wiedział, kto wygra II turę, a wyniki I tury potwierdziły jedynie słuszność jego analizy. Innymi słowy – wiemy (on i ja), kto pojutrze będzie prezydentem Starogardu. Wiemy, ale nie powiemy... do końca. Pokażemy tu - tylko albo aż  - według jakich reguł będziemy głosowali w niedzielę. Brzmi to może jak fantastyka, ale nasz analityk dobrze przewidział wyniki 4 lata temu i wyniki I tury wyborów tegorocznych, dlaczego więc nie wierzyć mu i teraz.

Ze zdumieniem słyszymy, jak już dzisiaj niektórzy chełpliwie dzielą skórę na żywym niedźwiedziu sądząc, że sprawdzi się reguła, która doskonale spełniła się w wyborach w 2002 r. Cztery lata temu mówiła ona o tym, że – uwaga, uwaga – liczby głosów na komitety wyborcze partii znacząco nie odbiegają od liczby głosów na kandydatów na prezydentów z  tych komitetów. W takiej sytuacji liczby te mówią, że partie (ich komitety) wysunęły NATURALNYCH KANDYDATÓW na prezydentów.

Tak było 4 lata temu. Kandydat na  prezydenta prawicy otrzymał blisko 100 procent głosów swego elektoratu (głosującego na jego komitet wyborczy), tak samo kandydat lewicy.
Po porażce kandydata prawicy, po niewejściu Pawła Głucha do II tury wyborów prezydenckich, przepływ jego elektoratu na kandydata w II turze był oczywisty. Ten elektorat nie mógł oddać w II turze głosów na kandydata lewicy.
Klarowny, bo dwubiegunowy wówczas układ sceny politycznej powodował, że łatwo było odgadnąć kierunek tego przepływu.
Takie rozumowanie naszego analityka sprzed 4 lat potwierdził potem sporządzony przez niego bilans głosów.

Natomiast w tych wyborach praca naszego analityka bardzo się skomplikowała, bo obecna scena polityczna jest diametralnie różna od tej sprzed 4 lat („czego nie widzą 'politolodzy' amatorzy sądzący, że sytuacja się powtórzy”).
Unaocznił to bilans głosów, jakie starogardzianie oddali w I turze. Pokazuje on, że kandydaci PIS i PO nie byli naturalnymi kandydatami swoich elektoratów.
Proszę spojrzeć.
W wyborach na prezydenta kandydat Gajda otrzymał 2073 głosy, a jego komitet wyborczy (PiS) otrzymał powyżej 3000. Kandydat Neumann otrzymał 2450 głosów, a jego komitet wyborczy (PO) też powyżej 3000.
Wynika z tego, że obu kandydatom w I turze „uciekło” po prawie 1000 głosów. Razem mieli manko ok. 1800 głosów.
Teraz warto postawić pytanie: Gdzie one „uciekły”?
Już spieszymy z odpowiedzią.
Kandydat Stowarzyszenia Kociewskiego Gabriel otrzymał 2435 głosów, a jego komitet wyborczy około 1500. Gabriel dostał superatę - 860 głosów. Kandydat Ligi Miejskiej Głuch otrzymał 1989 głosów, a jego komitet wyborczy około 1000. Wyborcy doszacowali go 878 głosami. Razem mają powyżej 1700 głosów.
Czy superaty Głucha i Gabriela nie wzięły się z manka Neumanna i Gajdy? Wielce prawdopodobne.

Pytanie drugie: Dlaczego ci pierwsi kandydaci mieli manka? I czy w II turze ci, którzy nie głosowali na kandydatów PO i PiS, a głosowali na ich komitety (wybory na radnych), czyli ci, którzy z determinacją „wyprowadzili” swoje głosy na kandydatów do innych obozów, wrócą do tego kandydata, od którego odeszli? Inaczej: Czy kandydat, który przeszedł do II tury z deficytem swojego elektoratu (komitetu wyborczego) może je odzyskać?
Odpowiedź jest oczywista: A niby dlaczego? Jeżeli w I turze nie podobał mi się Majewski, to dlaczego ma mi się podobać w II turze? Jakiś gładki się zrobił, wypiękniał czy co?
Powrót głosów, które „uciekły” Majewskiemu z jego komitetu wyborczego w I turze, jest bardzo, ale to bardzo wątpliwy. Powiedzmy nawet jak starożytni Rzymianie: „To se nie wrati”. 

A teraz popatrzmy na inne komitety i kandydatów tych komitetów na prezydenta miasta.
Dwa raczej lewicowe komitety wyborcze liderów Milewskiego i Karbowskiego nie mają swoich kandydatów na prezydenta, ale zgarniają razem... 2160 głosów. Pytanie: Jaki kandydat na prezydenta jakiego innego ugrupowania dostał te głosy?

I komitet wyborczy Stachowicza. Otrzymał 1628 głosów, ale sam Stachowicz – 4733. Superata – przeszło 3000! Skąd wzięły się te głosy? Można by powiedzieć, że od Milewskiego i Karbowskiego, ale superata jest większa (3000 do 2160). Czyżby więc Stachowicz otrzymał prawie 1000 głosów od elektoratu komitetów PO i PiS? A może od jakichś wolnych „strzelców”, którzy głosowali tylko na prezydenta, co miało miejsce?
 
Następne pytanie. Czy w II turze Stachowicz straci te ponad 3000 głosów superaty? Odpowiedź. Oczywiście, że nie. Te głosy są najcenniejsze, bo zostały „odkaszlone”, wyrwane z elektoratów konkurencyjnych.

Teraz widać już jak na dłoni, że sytuacja jest zupełnie inna niż 4 lata temu.

Popatrzmy jeszcze na liczby całościowe.
W I turze na prezydentów ważnych głosów oddało 13 680 osób.
Można sobie wyobrazić zdumienie naszego analityka, kiedy podsumował, że na komitety wyborcze głosowało w I turze 12 753 osób... Około 1000 głosów mniej! Tak, prawie 1000 głosów osób głosujących „wcięło”.
Pytanie: Dlaczego prawie 1000 osób głosowało tylko na prezydenta, a wybór kandydatów do rady miejskiej nic dla nich nie znaczył? Czyżby nie interesowały ich jakieś partyjne komitety?
Nasz analityk odpowiedział na pytanie, gdzie te głosy zostały „ulokowane”. Gdzie? ...No nie, nie będziemy na dwa dni przed II turą wszystkiego odsłaniać.

Po wykryciu tego tysiąca jeszcze bardziej się wszystko gmatwa. Wysuwanie w tej sytuacji  przedwyborczych „pewników” (np. wszystkie głosy centroprawicy zostaną oddane na kandydata PO, bo będzie jak w wyborach 4 lata temu) – tu zacytuję analityka - „świadczy o politycznej naiwności i mechanicznym oraz trywialnym potraktowaniu elektoratu”.

Nie uwzględnili oni jeszcze innych reguł, na przykład reguły o mniejszej liczbie wyborców w II turze. 
Popatrzmy ponownie. W I turze głosowało na prezydenta miasta 13 680 osób.
- W II turze – mówi analityk – do wyborów na ogół idzie mniej osób (przede wszystkim nie idą głosować „fundamentaliści”, czyli osoby bardzo związane z kandydatami, którzy nie przeszli do II tury). Jest to od 7 do 10 procent mniej. Niby bagatela, ale to mniej o ok. 700 głosów. Pula głosów pojutrze stopnieje. Ok. 700 głosów, które oddano w  I turze, nie wejdzie do gry. Pytanie, który z kandydatów ich nie dostanie?
Jeżeli będzie z tą frekwencją inaczej, to znaczy, że Starogard wymyka się regułom i nad naszym miastem wisi jakaś zorza dodatnia lub poświata ujemna.

Nasz analityk stoi przed korkową tablicą, na której ma wielką planszę z budkami. „Siedzą” w nich poszczególne komitety wyborcze, kandydaci na prezydentów, a pod nimi liczby.  Niżej w budkach znaki minus (manko) lub plus (superata). I strzałki z jednej budki do drugiej – to kierunki prawdopodobnych przepływów elektoratów. W drugiej tabeli ma liczby pomniejszone według zasady mniejszej frekwencji w II turze. Pomieszczenie wygląda jak kabina kierowników metra. Analityk głowi się nad mechanizmami, jakie zadziałały w I turze. Na przykład nad tym, dlaczego Gabriel dostał ok. 2000 głosów na prezydenta, a do rady miejskiej tylko 147 głosów i od kogo on dostał tę superatę – od prawicy czy od lewicy. Podobnie Paweł Głuch. Do rady miejskiej dostał 170 głosów, a jako kandydat na prezydenta prawie 2000. To samo pytanie: Czy dostał superatę od prawicy, czy od lewicy?

Liczby, liczby, liczby. A może ta I tura to był tylko konkurs piękności? Wiele na to wskazuje. Liczby podpowiadają, że rozkład głosów miał niewiele związków z charakterem politycznego zaplecza kandydatów: ich czasami rzekomą prawicowością, centoprawicowością czy centrolewicowością. Tu nie da się powiedzieć, że ten prawica, tamten prawica, a jeszcze inny centroprawica i mamy 7500 głosów, i skóra niedźwiedzia już wisi na ścianie. Takie myślenie byłoby uprawnione, gdyby – powiedzmy jeszcze raz - ilość głosów na kandydatów na prezydentów w I turze była tożsama z ilością głosów na ich komitety wyborcze. Chociaż  też byłoby to nadużycie myślowe, bo dajmy na to elektorat Stowarzyszenia Kociewskiego to nie żadna prawica, a typowa zbieranina, coś jakby pospolite ruszenie. Jest on wewnętrznie tak różny, jak poglądy jego kandydata na prezydenta. Myślenie, że ten cały elektorat przejdzie na Neumanna jest w tym przypadku przesuwaniem klocków według pobożnych życzeń.

- Tak przesuwali klocki przed I turą – kończy analityk. - Zaczynali symulacje od siebie, co jest kardynalnym błędem. Siebie zawsze bierze się na końcu. Wystawiali kandydatów na prezydenta nie biorąc pod uwagę tendencji spadkowych ich popularności. Tego nie wolno robić. W efekcie stanęło kilku kandydatów po jednej stronie. Takie jest dzieło naszych wielkich, uczonych starogardzkich politologów.
- Zwycięzca wygra różnicą 1500 głosów. Mogę się pomylić o wartość tych głosów, które w ostatniej chwili jeden z nich dostanie lub straci ze względu na kardynalne błędu medialne popełnione w ciągu ostatnich pięciu dni przedwyborczych. Generalnie jednak nie będzie miało to wpływu na końcowy wynik wyborów.
Analityk odsłania kartkę z nazwiskiem zwycięzcy II tury.
No tak...

PS. W ostatniej części przepisałem podpis spod zdjęcia z „Tygodnika Kociewskiego” z 2002 r. informujący, że m.in. Jarosław Gabig poprosił swój elektorat, by głosować na Karbowskiego. Tak nie było. Po drugie powiedziano mi, że w 1994 r. to nie radni 3XR podjęli decyzję, by głosować na Pawła Głucha, a lider tego ugrupowania Zenon Sobiecki. Uwagi te zostaną uwzględnione przy szerszym opracowaniu tematu.
 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!