www.mamboteam.com
 
wtorek, 18 czerwiec 2019
 
 
Tajemnice Kocborowa. Mocne trzeba mieć nerwy [Suma wielu historii. Notatki] Drukuj E-mail
niedziela, 10 wrzesień 2017


Mieszkający w Żabnie Włodzimierz Lipka (ur. 1926 r.) oraz jego syn Zbisław opowiedzieli mi dzisiaj w wielkim skrócie tyle historii, że muszę zrobić sobie tutaj szkic na przyszłą i dłuższą rozmowę.



 

1. Zdjęcie przed szkołą w Żabnie - 1935 r.!

Na zdjęciu kierownik szkoły Jan Kaczmarek. Pochodził z Poznańskiego. Podczas I wojny światowej postrzelony w prawą rękę. Pisał kredą na tablicy podtrzymując jedną ręką drugą. Wzruszające. Włodzimierz Lipka stoi czwarty z prawej, chłopiec w białym półkołnierzyku. Szkoła dwuklasowa, dwóch nauczycieli.
Pan Włodzimierz: - Chodziłem do tej szkoły od I do IV klasy, a od 1936 do 1939 r. do szkoły w Starogardzie. Potem 4 miesiące do szkoły niemieckiej... Jan Kaczmarek został uwięziony we wrześniu 1939 przy Kościuszki 30a, a stąd wywieziony do Lasu Szpęgawskiego, gdzie czekały na nich, kilkunastu, wykopane rowy. Musieli się położyć twarzą do ziemi w rowie i czekali na śmierć. Usłyszeli nadjeżdżający motocykl. Przyjechał goniec. Kazali im wychodzić. Wzięli go z powrotem do więzienia. Podpisał zobowiązanie, że niczego nie widział. Potem pracował przy robotach kolejowych, chyba jako kucharz, nie chciał rzucać się w oczy, żeby Niemcy sobie o nim nie przypomnieli. Po wojnie uczył do 1962 r. Miał dwie córki, Janinę i Marię. Wyprowadził się z Żabna do Starogardu. Tyle mi opowiedział po wojnie.


2. Niklewski - leżał przysypany ziemią na kilku warstwach trupów

- Opowiedział mi też Niklewski (nie pamiętam imienia), nauczyciel ze szkoły w Szpęgawsku, że leżał przysypany ziemią... Otrzymał postrzał blisko karku, stracił przytomność. Pod nim leżało kilka warstw zamordowanych. Gdy odzyskał przytomność, zaczął odgarniać z siebie piach. Niemcy zbyt mało ziemi przysypali i się nie udusił. Był wieczór, Niemcy już odjechali. Niklewski wyszedł z dołu, do końca wojny się ukrywał.





3. Rozmawiałem z Łupaszką jak z panem przez stół w Osiecznej w maju 1946 roku


- Jan Włoch z Osiecznej [kilka razy pisałem o nim, był też reportaż, LINK NIŻEJ, POD TEKSTEM - T.M.] to mój szwagier – moja żona, Zofia, była z domu Włoch. Józef Włoch, listonosz, to teść mojego taty, a mój dziadek.





4. Tata - pielęgniarz w mundurze

- Tata, Aleksander, był pielęgniarzem oddziałowym na Oddziale nr IX w Kocborowie. Łysy jak kolano. Grał w szpitalnej orkiestrze dętej na tenorze [mam zdjęcie tej orkiestry - T.M.]. Nosił, jak wszyscy pielęgniarze, granatowy mundur, srebrne guziki z orzełkiem, amarantowe wypustki, gwiazdki oznaczające lata służby, dystynkcje, czapka okrągła, granatowa z amarantowym otokiem. Orzełek. Sprowadził się do Żabna w 1930 r. z Iłownicy z kościerskiego. Ożenił się z Cecylią Landowską. Wszyscy pielęgniarze nosili mundury. Pracował jako pielęgniarz do 1941 – 1942 [?] roku. Znał bardzo dobrze Augusta Krzyżę – pierwszego zamordowanego pacjenta w szpitalu w Kocborowie, słynnego władcę podziemi kocborowskich, geniusza podrabiającego klucze [LINK O KRZYŻY POD TEKSTEM - T.M.]. Były precyzyjnie zrobione, po mistrzowsku, w wielkim pęku, klucze, kluczyki, wytrychy.

T.M.: - A skąd Pan wie?

- Tata przyniósł po jego śmierci te klucze do domu. Miałem je w ręku. Byłem szurem, bawiłem się nimi... August przed wojną często jeździł z kierowcą ciężarówką do Starogardu po zakupy. Gdy kierowca zachlał, pacjent wsiadał za kierownicę i przyjeżdżał z nim do szpitala... Kiedy mówiło się do niego po dobroci, to był jak do rany przyłóż. Za co go zabili...

- Szwntnerowa w książce "Zbrodnia na Via Mercatorum" sugeruje, że zdenerwował ich ucieczkami w kocborowskie podziemia.

- Było też co innego. Przed wojną pracował na jakiejś wsi u Niemki jako parobek. Zabił ją, nie był normalny. Po polsku rozumiał, ale wolał mówić po niemiecku. Zamordowano go na Oddziale XXI.

- O tym, że zabił, Szwentnerowa nie napisała...


5. Świadek uśmiercania dzieci kiwnął strażników i uciekł z więzienia

- Tata opowiadał o tym, co działo się na oddziałach dziecięcych szpitala. Były dwa pawilony dziecięce [dwa domostwa za domem, w którym mieszkałem! - T.M.]. Tam robiono eksperymenty na dzieciach. Pielęgniarz Wendt dużo widział i opowiadał tacie, a tata mi. Wendt w 1939 r. został wzięty do niewoli jako żołnierz polski, z niewoli przyszedł do Kocborowa jako niemiecki pielęgniarz, pracował u taty. Mówił tylko po niemiecku. Tata myślał, że to Niemiec. Po wyzwoleniu, gdy go zamknęli w wiezieniu, nagle zaczął gadać po polsku, zrobił się Polak, kiwnął strażników i uciekł. Tacie opowiadał, gdy u niego pracował na oddziale, że do pawilonów dziecięcych przychodził oberfleger [p. Włodzimierz zapomniał nazwiska), wybierał sobie dzieci do eksperymentów medycznych, zabierał do separatki, gdzie dostawały rozmaite zastrzyki, a na końcu fenol. W tym czasie nie otrzymywały nic do jedzenia i picia. Strasznie cierpiały.


6. Jak wyglądał egzamin na volksdeutscha


- To pana zainteresuje. Jak odbywał się egzamin niemiecki. Na egzamin wchodziliśmy, nasza rodzina, jako ostatni. Siedzieli, jeden żółty - SA, dwóch czarnych – SS. Pytania tylko po niemiecku. "Jak rozmawiacie w domu"? "Po polsku". Jako jedyni z całego Żabna nie podpisaliśmy. O, jeszcze Salomea Kończal, która pochodziła z Poznańskiego. Wielu tu mieszkało Niemców. Wielu złożyło wnioski dużo wcześniej.


7. Uprawa wikliny w Żabnie przed wojną

T.M.: - W reportażu o Ankach Borkowskich napisałem, że Borkowski ze Starogardu miał uprawy wikliny w Żabie. Czy wie Pan coś o tym?

Wyrabiał w Starogardzie z niej meble.

- Rosła za torami kolejowymi, w błotku przy stawie. Widziałem z pociągu, jak dzierzgają wiklinę, bo dojeżdżałem z Żabna do szkoły nr 2 pociągiem.


8. Mikołaj Iwanowicz Barbaczenko, miejscowość Popowo Swobda, Kurska Obłast


– Mikołaj Barbaczenko był Ukraińcem. Niemcy wzięli go tu na roboty. Przyjaźnił się z tatą. W 1945 wstawił się za Erną Litke, pacjentką, służącą u Splitera [?] Rosjanie chcieli ją zgwałcić i Mikołaj stanął w jej obronie. Dostał kulę w samo czoło. Zakopano go w żwirowni koło kościoła na Łapiszewie, przy tzw. umarłej drodze. Chciałem go odnaleźć, tego Mikołaja. Coś tam znaleziono, jakieś kości. Tata pokazywał mi jego, Mikołaja, i swoje inicjały na pniu leszczyny rosnącej w zakolu Wierzycy pod Żabnem. Teraz tej leszczyny nie ma, zrobiono rozlewisko.

- Czy inicjały też rosną, gdy rośnie drzewo? Ostatnio się nad tym zastanawiałem... Takie blizny pamięci.

- Oczywiście, rosną... Drugi Ukrainiec uciekł z niemieckiego wojska. Zabito go niedaleko. Leży pod orzechem włoskim.


9. Szermany, mina, ludzie w kawałkach


- Na drodze z Kocborowa, na odcinku do Linowca, Niemcy trafili kilka szermanów. Stąd to widzieliśmy. Daleko od Skarszewskiej, ale kiedy na drzewach nie ma liści, dobrze widać ruch na szosie. Dwa stały przy drodze od ulicy Skarszewskiej do Kręga. Na Skarszewskiej doszło do strasznej tragedii. Cztery osoby trafiły na minę. Zbierano kawałki ich ciał. Zmieściły się w jedynym prześcieradle.

Tadeusz Majewski

-
TU LINK DO TEKSTU O JANIE WŁOCHU
:
http://kociewiacy.pl/gminy/osieczna/index.php…

TU LINK DO TEKSTU O AUGUŚCIE KRZYŻY: http://kociewiacy.pl/gminy/starogard_gdanski/index.php…

 
wstecz   dalej »
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!