www.mamboteam.com
GMINA STAROGARD GDAŃSKI  
STRONA GŁÓWNA
sobota, 21 wrzesień 2019
 
 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY
Słoma czyli biomasa

Szpęgawsk to wieś stosunkowo nowoczesna. Jest skanalizowana, ma biologiczno-mechaniczną oczyszczalnię ścieków (która obsługuje również pobliskie Zduny), powstają nowe domy. We wsi znajduje się też spory zakład pracy, a mianowicie największy w województwie Dom Pomocy Społecznej. Na dzień dzisiejszy mieszka tu 206 podopiecznych (najwięcej mieszkało ich 245), którymi zajmuje się 111 pracowników.

 W DPS-ie 23 listopada ruszyła kotłownia

- Zgodnie ze wskaźnikiem – mówi dyrektor DPS-u Maria Rutkowska. - Kiedyś było 0,7 pracownika na jednego podopiecznego, dziś jest 0,5 (tu uwaga – liczy się tylko pracowników bezpośrednio związanych pracą z podopiecznymi, a więc dział opiekuńczy i terapeutów).

Krótka historia DPS-u

- Tutejszy Dom Pomocy Społecznej powstał wiosną 1962 roku – informuje dyrektor Rutkowska, która napisała na temat Domu monografię. - Wówczas istniał tylko sam pałacyk z dobudówką, w którym mieszkało około 100 podopiecznych - samych panów. W 1976 roku zostały oddane do użytku nowe obiekty – dwa okazałe pawilony połączone łącznikami. Zamieszkały i kobiety. W latach 1983 – 86 przeprowadzono pierwszy remont dworku, drugi odbywa się aktualnie.

Dzięki tym remontom nie ma tu problemu, jaki dotknął Dom Pomocy Społecznej w Rokocinie, też mieszczący się przecież w pałacyku. Podczas pierwszego remontu w latach  1983 – 86 po prostu wyburzono w środku ściany i od nowa urządzono wnętrze. Dzisiaj odpowiada wymogom, jeżeli chodzi o pokoje i łazienki.

Jak to funkcjonuje

Przy odrobinie wyobraźni można wyłowić mnóstwo tematów związanych z funkcjonowaniem tego typu ośrodka, pomijając kwestie opieki. Takie dajmy na to wyżywienie, takie pranie, sprzątanie, ogrzewanie, transport, księgowość... Cały system, dzięki któremu to się „kręci”. Pytamy o sprawy podstawowe.
- Kiedyś w pałacyku mieściła się pralnia, kuchnia i pomieszczenia gospodarcze – mówi jeszcze trochę o historii pani dyrektor. - Teraz pralni już nie ma. Wymagała remontu, ale bardziej opłacało się skorzystać z zewnętrznych usług pralniczych. W drodze przetargu wygrał usługodawca z Łeby. Odbiera i przywozi rzeczy trzy razy w tygodniu.
Nasi, pomimo że piorą tak blisko, przetarg przegrali. Widocznie koszt transportu brudnych i czystych ciuchów w tej branży nie jest dzisiaj tak istotny. 
- W pawilonach znajduje się kuchnia, część administracyjna i mały oddział żeński na 16 osób.

Duże jest dobre
Dzisiejszy DPS w Szpęgawsku jest w pełni nowoczesny. Ale czy nie za duży? Wszak po „parcelacji” DPS-u w Pelplinie, który mieścił się w byłym i w końcu odzyskanym przez Kościół Collegium Marianum, powstawały raczej małe DPS-y - w Starogardzie, Wyrębach Wielkich i w Rudnie.  

- Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej gospodarzy się większym DPS-em – uważa pani Maria. - Małe zespoły są drogie w porównaniu z dużymi. Dotyczy to prawie wszystkiego, z czym wiążą się koszty, między innymi administracji, nocnych dyżurów, kuchni... A propos  kuchni - tu pracuje 6 kucharek dla 206 osób, a w małym, liczącym załóżmy 15 podopiecznych, też musi pracować kilka. Duży ośrodek, zajmujący z parkiem 6 hektarów,, mający sporo rozmaitych pomieszczeń, jest też znacznie atrakcyjniejszy, jeżeli idzie o organizację zajęć dla podopiecznych. Latem mogą sprzątać w parku, odpoczywać na ławeczkach, jesienią mogą grabić, co jest przecież terapią. 

Po obliczaniach zrezygnowano też z zewnętrznych usług żywieniowych. Oczywiście, oczywiście -  podstawową działalnością są tu usługi opiekuńcze, ale to nie znaczy, że należy wszystko inne dawać firmom zewnętrznym, co dzisiaj stało się „trendy” wśród przeszkolonych na wieczorowych kursach zarządzania dyrektorów publicznych placówek. Poza tym – w przeciwieństwie do prania - mieszkańcy DPS-u są przyzwyczajeni do tutejszej kuchni. Pomagają też kucharkom – na ile mogą, na przykład w myciu naczyń.
Ogólnie – mają zajęcia. Również i przez to ten DPS jest ich domem nie tylko z nazwy. 

- Zainteresowanie przyjęciem do naszego Domu Pomocy Społecznej jest coraz większe – zauważa pani dyrektor. –  Kto do nas trafia? Najwięcej osób mamy z Trójmiasta.
I – to akurat nie wiąże się z tematem tego tekstu, w którym piszemy o ekonomii  – coraz więcej osób przewlekle chorych psychicznie.
Zwariowane czasy, zwariowane tempo, „siada psyche” - jak to określają młodzi. 

Klimat  – nasza zmora

Roczny budżet szpęgawskiego DPS-u wynosi, nie licząc inwestycji, około 4 mln złotych. To pieniądze prawie takie, jakie ma malutka gmina. Pieniądze duże, obalające mit, że nasze młode kapitalistyczne państwo jest za mało opiekuńcze. 
Niestety, aż 14 procent z tej kwoty szło dotąd na ogrzewanie (niecałe 600 tysięcy złotych). Proporcje zapewne podobne jak w budżecie przeciętnej rodziny posiadającej dom czy mieszkanie w bloku.

Cóż, taki mamy klimat. Gdybyśmy mieszkali w takiej Tunezji, z 10 procent przychodów mielibyśmy więcej na przykład na konsumpcję. Plus drugie tyle z inwestycji docieplających (urządzenia grzewcze, okna, drzwi, styropiany itd.)
W szegawskim DPS-ie, jak w każdym przeciętnym domu, sporo się robiło i robi jeżeli chodzi o obniżenie kosztów ogrzewania.

Ciepłownia jak laboratorium

16 lat III Rzeczpospolitej to w dużej mierze rozmaite prace związane z ucieczką przed urealnionymi i ciągle rosnącymi kosztami ogrzewania (że też nikt jeszcze nie napisał najnowszej historii Polski pod tym właśnie kątem). Podobnie działo się w DPS-ie w Szpęgawsku.

- Ocieplono wszystkie budynki za wyjątkiem pałacu, bo ma odpowiednio grube mury – ciągnie pani Maria. - Wymieniono kanał ciepłowniczy od ciepłowni do ostatniego pawilonu. A  we wrześniu tego roku, po modernizacji kotłowni, uruchomiono dwa piece.

Oczywiście sama kotłownia też ma swoją historię. Do 1994 roku ten duży obiekt ogrzewał DPS spalając miał węglowy. Było normalnie – węgiel ze Śląska, dym w niebo. W 1994 r. zdarzyła się w niej rewolucja. Otóż uruchomiono tu, jako jedną z pierwszych w województwie, kotłownię olejową. Zrobiło się nowocześnie. Wnętrze wyglądało jak laboratorium. Czysto, przyciski nowoczesnych urządzeń, zielone rośliny, wchłaniające niewielkie ilości dwutlenku węgla. No i wreszcie ekologiczne niebo nad miejscowością.

Pułapka

Mało kto wtedy przewidywał, że te kotłownie to będzie pułapka nieraz dla całych osiedli. Klasyką jest tu historia osiedla popegeerowskiego w Kleszczewie, gdzie biednych ludzi uszczęśliwiono właśnie czymś takim i gdzie biedni ludzie dwa lata temu przeszli w dramatycznych okolicznościach na indywidualne ogrzewanie własne (wyliczyli nam, że kosztuje ich to teraz minimum 200 złotych mniej miesięcznie na mieszkaniu).

Uciekli z pułapki - rosnących cen oleju.

- W roku, kiedy uruchomiono u nas ogrzewanie olejowe, olej kosztował 0,49 złotych za litr, a dzisiaj kosztuje 2,60 złotego. Do tego jego cena cały czas rosła – opowiada pani dyrektor. - W związku z tym we wrześniu tego roku podjęto decyzję o ponownej modernizacji kotłowni i zamontowano dwa piece na biomasę.
Biomasa. Pod tą nazwą kryje się słoma, zrębki drewna, brykiety z drewna itd. Przerobiona kotłownia ruszyła 23 listopada. Oczywiście w obecności władz powiatowych, pod które podlegają DPS-y.

- Już dzisiaj można mówić, że koszty ogrzewania całego zespołu obiektów, przy zachowaniu takiego samego zatrudnienia – czterech pracowników - są o kilka razy niższe w porównaniu z ogrzewaniem olejem opałowym. Ale dokładny szacunek będzie po miesiącu.
Kilka razy niższe! Fachowcy mówią, że przy dobrej jakości biopaliwa powinno być 6, a nawet 7 razy taniej.  

Biomasa  

Szef techniczny DPS-u Janusz Jerzy Zieliński oprowadza nas najpierw wokół dużego budynku, gdzie mieści się kotłownia, pompy głębinowe, stacja uzdatniania wody i agregat  prądotwórczy – zapasowe źródło energii.
- Żeby tak opalać jakieś obiekty, trzeba mieć duże pomieszczenie na biomasę. Tu mamy takie miejsce.

Faktycznie, widzimy, ba nawet wchodzimy do potężnego pomieszczenia. Palacz Mariusz Szuszczewicz z psem Edim pozuje nam do zdjęcia na tle biomasy (od tego dnia tak będziemy nazywać słomę, obojętnie, czy jest w dużych, czy w małych balotach, czy w kostkach – biomasa i tyle).
Idziemy z drugiej strony. Pan Janusz pokazuje dwa niedawno zainstalowane piece. Są sporych rozmiarów, zamontowane na parterze, z drzwiami otwierającymi się na dworze. Pan Mariusz otwiera i demonstruje. Balot pali się dwie godziny. (Fachowcy mówią, że powinien trzy, trzy i pół).  

Ale to są na razie szacunki. Zobaczymy po miesiącu.
Dowiadujemy się, że kotłownia zużywała 840 litrów oleju opałowego na dobę, a słomy spala w  analogicznym czasie 2400 kilogramów. Tyle trzeba dziennie na ogrzanie pawilonów i ciepłej wody.
Akurat stoi ciągnik ze słomą, po polsku -  z biomasą. Aż się wierzyć nie chce, że to takie proste. Mamy przecież w kraju mnóstwo słomy. Można nią ogrzewać całe wioski i osiedla. Zieliński potwierdza – można. Pod warunkiem, że są odpowiednie pomieszczenia do składowania biomasy.

Na wszelki wypadek

Piątego grudnia odbędzie się przetarg. Zostanie wyłoniony dostawca biomasy na przyszły rok do kotłowni DPS-u w Szpegawsku. Janusz Jerzy Zieliński  pokazuje nam leżącą blisko kotłowni kupę popiołu z biomasy – świetny nawóz. Po chwili prowadzi nas na piętro ciepłowni, która kiedyś działała na miał, potem na olej, teraz na biomasę. Faktycznie, jest tu jak w laboratorium, ale już nieczynnym. Świadczą o tym więdnące, nie mające czym oddychać paprocie. Oglądamy dwa kotły na olej – trudny do przewidzenia zaułek naszego ciepłownictwa. Co one tutaj jeszcze robią?
Okazuje się, że zostały na wszelki wypadek. No bo gdy na przykład przyjdzie bardzo, bardzo mroźna zima, to co wtedy? 

Poza tym rodzi się następne pytanie. Jak się zachowają ceny słomy - przepraszamy – biomasy? Wszak mamy kapitalizm. Wzrośnie popyt, wzrośnie cena... No nie, nie przesadzajmy. W końcu biomasa to nie olej, którego – co tu gadać – będzie w skali globalnej coraz mniej.   

Dorota Skolimowska

Foto 1
Maria Rutkowska - dyrektor DPS-u w Szpegawski uważa, że duże jest ekonomiczniejsze niż małe. Przynajmniej jeżeli idzie o DPS-y. Fot. Dorota Skolimowska

Fot 2
Palacz Mariusz Szuszkiewicz pokazuje nam magazyn, gdzie składowana jest biomasa. Towarzyszy mu pies Edi. Fot. Dorota Skolimowska

Fot. 3
Pan Mariusz otwiera drzwi kotła na biomasę. Fot. Dorota Skolimowska 





INNE DANE
DATA PUBLIKACJI: 2005-12-05 16:10:20
SERWIS: gminastarogard.kociewiacy.pl




UPIEA v. 0.7
© Piotr Madanecki 2006
 
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!