www.mamboteam.com
GMINA STAROGARD GDAŃSKI  
STRONA GŁÓWNA
poniedziałek, 17 luty 2020
 
 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY
Sumin. Kazimierz Szarafin - gawędziarz

Kazimierz Szarafin -  drugi z dwóch naszych gawędziarzy w powiecie
Stwierdzenie, że Kazimierz Szarafin mieszka w Suminie, jest w pewnym sensie mylące. Bo jak mówimy Sumin, to mamy na uwadze zwartą wieś. Tymczasem Sumin 70, numer, pod którym mieszka gawędziarz, istnieje het, daleko od wyznaczającego centrum wsi kościoła.
Za komuny szło dobrze

- Tu, z krzyżówek, jest 2,5 kilometra do centrum wsi – wyjaśnia topografię Szarafin. - Do centrum Szteklina są ze 3 km, do Koteż – też ze 3, do Zielonej Góry – dokładnie 3.
Z okien domostwa gawędziarza dzisiaj widok jest co najmniej smętny – trochę chlapa, przymglony zarys lasu, jakieś zamarznięte jeszcze stawki, gdzieniegdzie samosiejki.  


Jest pan rolnikiem?

- Mam 17 hektarów z lasem i bagnami. Ziemi ornej 13 ha. Trochę IV klasy, reszta V i VI. Odziedziczyłem ją jako jedynak. Uprawiam.
W głosie pana Kazimierza nie słychać jakoś optymizmu.
- No bo póki była komuna, to szło dobrze. A teraz? A mam dwie córki. Natalia pojechała do Pinczyna, a Łucja (imie po babce) chodzi do zerówki.

Zdolności były

Kazimierz Szarafin ma
49 lat. Nie urodził się w Suminie. Przyjechał z rodzicami w 1975 r. spod Gniewu.
- Bo tam były na przemian paski ziemi: jeden PGR-ów, potem prywatny i tak dalej. Zaproponowali nam wykup, rodzice sprzedali i kupili tutaj.... Ale kiedy miałem 19 lat, to wszyscy myśleli, że powinienem pójść się uczyć dalej. Zdolności były. Ale z drugiej strony  ta ziemia... Kto by ją wziął? Ojciec też miał rozterki. Widział, że mam talent i że mnie nie interesuje rolnictwo, a przedmioty humanistyczne... Rolnikiem zostałem z konieczności.

Na „Ślubach panieńskich” się skończyło
Inna sprawa, że w Suminie te jego zdolności się przydały. Był otóż tutaj teatr...
- Graliśmy „Śluby panieńskie”. Gabrysia Firgon, wtedy panna Brandt, nasz radny Stanisław Sztormowski, Tadeusz Pawłowski, Ela Wikland i Kazimierz Wikland. Suflerem przeważnie była Janina Litkowska, obecnie żona Kazimierza Wiklanda... Ale to nie był pierwszy teatr. Wcześniej inny zespół wystawiał „Zemstę”. Sumin miał teatralne tradycje... Dziś złość mnie bierze, że z tego tylko to moje gawędzenie zostało... Występowaliśmy w szkole, potem jeździliśmy po wsiach. Byliśmy w Sucuminie, w Dąbrówce i w Piecach. Urwało się w 1978 roku, kiedy Tadka Pawłowskich brat się zabił na motorze. On robił zdjęcia. Skończyło się na tych „Ślubach panieńskich”.


Ależ te „Śluby...” utknęły panu w pamięci... 

- Trudno się dziwić. To była poważna sprawa. Dwie godziny sztuki, 5 aktów. Mnóstwo pracy. Skrzyknęliśmy się w grudniu, by już zacząć próby, a w kwietniu wystawialiśmy. Mieliśmy stroje. Ktoś po dziadku frak, ktoś coś innego, ja miałem przedwojenną marynarkę, spodnie i cylinder. Grałem Gustawa.  

A kto reżyserował?

- Pani Janina Zbylicka – tutejsza polonistka, teraz na emeryturze. Ona nas najbardziej wspierała.
Teatr przy kawie
- W latach 80. były jeszcze tak zwane „teatry przy kawie” w klubach RUCH-u. Byliśmy nawet na przeglądzie w Olsztynie. Ale to nie trwało długo. Poza tym to nie był teatr.

 Na czym to polegało?

- Siedzi grono przy stoliku, coś sobie powiada ciekawego, co miało przygotowane, a innych, siedzących dookoła, miało to zainteresować. Mówili jakiś kawały, coś śmiesznego, coś wziętego z życia. Widzowie oczywiście nie mogli nic powiedzieć. Mnie się to nie podobało się. W ogóle to był taki przymus. Każda pani w takim klubie chciała się czymś wykazać. I to się wkrótce rozpadło.
Mam to wszystko w głowie

W nowym systemie w Suminie przez długi czas było cicho. Potem reaktywowano dożynki, były Dni Seniora i inne imprezy, i przyszli do pana Kazimierza – ostatniego dzielnego aktora.
- Przyszli do mnie, żeby mnie zaangażować i żebym coś ułożył. Na daną okoliczność. Teraz to nawet mnie ścigają, żebym sobie to wszystko spisał.

 Jak to? Więc pan nic nie spisuje? To jak pan tworzy?

- Nie spisuję. Siadam sobie i w głowie tworzę gadkę do danej sytuacji. Potem sobie odpocznę, na drugi dzień dodam i jest całość.
Więcej gadali o polityce

 Teraz jest pan sumińskim gawędziarzem. Mieszka pan daleko od centrum wsi. Skąd pan bierze tematy, kiedy nawet na piwo trudno dojść?

- Na piwo chodzić nie muszę, bo tu codziennie przyjeżdża sklep. Ma wszystkie towary. Ale do wsi człowiek idzie. Dwa razy, bo córka chodzi do szkoły. Poza tym jestem przewodniczącym komisji rewizyjnej OSP i chodzę na zebrania. Spotykamy się też przy piwie i dowiaduję się o różnych śmiesznych sprawach.

Wieś jest rozplotkowana?

- To są plotki doraźne. Dziś coś wybucha, potem gaśnie, wychodzi na świat coś innego. Wieś bardziej była rozplotkowana za komuny. Wtedy więcej gadali na tematy polityczne.

 Niemożliwe, przecież teraz mamy demokrację i wreszcie można sobie ulżyć!

- Ale jest odwrotnie. Wtedy wszystko w PRL-u było złe, a dobre to, co przed wojną. I ciągle tak gadali. A teraz, jak przyszła demokracja, każdy jest cicho. Wtedy byli ONI, a teraz wszyscy zrozumieli, że każdy musi sobie stworzyć życie sam. Nawet o Lepperze już nie mówią, jak niedawno. Bo ten Lepper też się zmienił. Kiedyś na drogę wyprowadzał, w ogień szedł, a dziś?

Ranking tematów
 To o czym się teraz na wsi dyskutuje?

- Najważniejsze teraz są ceny - tuczników, zboża. Ceny – przy 3 zł za kilogram żywca - to temat bytowy. Ludzie się dzielą informacjami, gdzie lepiej sprzedać. Teraz każdy orze, jak może. Na drugim miejscu, jeżeli idzie o tematy, jest praca. Ludzie też sie informują, do kogo iść... Tak, dorabiają sobie, przeważnie na budowach... Trudno się dziwić. Kiedyś w Suminie była zlewnia mleka i około 60 dostawców, teraz został jeden, więc kogo będzie interesował ten temat? Więc na drugim miejscu jest wymiana informacji, gdzie praca i gdzie warto...

A gdzie warto?

- Przeważnie tam, gdzie dają 5 złotych.

To popularna stawka w 2005 roku... O czym jeszcze się rozmawia przy piwie?

- O wsi. Na przykład o remontach w szkole. My chcemy, żeby tu się utrzymała szkoła, gimnazjum.

 A o polityce lokalnej, radzie gminy?

- O tym to nie. Tylko w roku wyborczym, jak ktoś się tam „załapie” i koniec...  To niedobrze, że się nie dyskutuje, że ten czy tamten będzie radnym...

 W innych gminach o radach i radnych się dyskutuje...

- Tu nie, bo ta gmina jest specyficzna. Urząd Gminy znajduje się w Starogardzie.

 Co dalej na naszej liście plotkarskich tematów?

- O ludziach, na przykład, że sąsiad z sąsiadem się pokłócił.
Z dialogu w monolog

Tworzy pan w głowie gadki „na okoliczność”. Co to znaczy?

- Ostatnia była na dożynki. Mówiłem o agroturyzmie, oczku w głowie sołtysa Firgona.
Tu pan Kazimierz przechodzi z rozmowy w monolog:
Wieś nasza zasobna, bogata, do olimpiady się przygotowuje. Stadion w parku wybudowali, hotel dziesięciogwiazdkowy dla gości. Jezioro u nas - toż to istny Balaton, plaża nad nim - prawie Lazurowe Wybrzeże, Karczma „Pod Wygodą” ma jadło i trunki za pół darmo, sklepy u nas o najniższych cenach w kraju. A jak zacne ludzie tutaj mieszkają! (...) 

przewodnicząca Koła Gospodyń, Przewodniczący Kółka Rolniczego, to dwa koła - jakby połączyć ramą współpracy, toż to prawie i rower  by dało... (...) To są ekologiczne lipy (Sumin - dzielnica Lipy – przyp. red.), dzielnica nieoświetlona (no tam jedna lampa je), żeby ekosystemu nie zakłócać. Mamy tu naszą odnowę biologiczną, oferujemy tutaj kąpiele błotne w sadzawce pełnej pijawek, bieganie boso po szyszkach ze zbieraniem grzybów dla teściowej, siedzenie na mrowisku z popijaniem koziego mleczka... O atrakcja Sumina – pieczenie wieprzka po sumińsku.
Takie wieprzek dostaje do koryta 40-procentowej z Pomosu Starogard. Jak on sobie tak trzepnie kilka setek w zależności od potrzeb i wagi, urywa mu się film. W tym czasie następuje humanitarny ubój gospodarczy. Wieprzek przechodzi na łono patelni. Po spożyciu kawałka takiego mięsa każdy agroturysta nabiera tyle energii, że natychmiast leci zamówić się do naszych licznych gniazdujących rodzin bocianich dostawę małego dzidziusia do domu.

Przed chwilą tylko dostałem telefon, że jednemu z naszych pensjonariuszy urodziły się czworaczki – wszystkie cztery żony czują się dobrze.

Na festynach jest wesoło

Uff... Dość, dość... I długo pan tak na imprezach gada?

- Do 15 minut... Dalej... Z tego powodu przed nami jest perspektywa rozwoju całego przemysłu lekkiego w dziedzinie pampersów, pieluszek i tak dalej. Z uzyskanych z tego przemysłu zysków Sumin rozbuduje się tak, że Starogard będzie tylko jego małą dzielnicą. A w przyszłości Sumin będzie stolicą zjednoczonej Europy...

Uff... Dość.

- Mówią na mnie gawędziarz, ale tak naprawdę nazywam się Gustaw Polejwoda, urodziłem się w roku tysiąc dziewięćset którymś, już jako małe dziecko zdradzałem szczególne zdolności do nauki i prowadzenia interesu. Proszę państwa, ja wiedzę w szkole podstawowej zgłębiałem dogłębnie, po dwa lata w każdej klasie. Ale po 16 latach ze szkoły podstawowej mnie wypisali. Do wojska mnie nie wzięli, bo miałem  dwie lewe ręce i dwie prawe nogi. Ja żem chodził na prawo, ale wszystkim żem załatwiał na lewo...

A coś o straży? Ma pan czapkę strażacką...

- O tym też mam gadkę... Zebrała się śmietanka naszej wsi. Od samego początku wybuchła ostra polemika, która po krótkiej chwili została przerwana kontuzją dysku w słynnym kręgosłupie prezesa naszej straży pożarnej. Ten osuwając się z bólu na wznak czubkiem buta zahaczył swego najserdeczniejszego przyjaciela,  byłego prezesa straży pożarnej w czapkę strażacką w okolicach oka. Wyobraźcie sobie państwo - obaj przyjaciele wylądowali w szpitalu. Jedna sala szpitalna, łóżko przy łóżku, twarz przy twarzy, wspólna miska, jedna dola, jeden stojak na kroplówki. I ta kroplówka scementowała ich przyjaźń, że aż dziś trwają sprawy w sądzie o zarejestrowanie ich związku prawnie.

I na festynach jest wesoło?

- Jest wesoło. Bo w tych gadkach jest o konkretnych sytuacjach. I jest satyra. 

A o becikowym pan coś na wiosnę układa?

- Becikowe? Nie wiem, czy to śmieszne.
Pan Kazimierz pozuje nam do zdjęcia z córeczką Łucją. Chyba jedyny taki wiejski gawędziarz w powiecie, który układa teksty o wsi i potem je mówi do publiki dla jej przyjemności. I tylko dla niej – rozgłosu mu nie trzeba, bo „wielki rozgłos, mała wartość”.
Tadeusz Majewski, Kamila Sowińska
Na podstawie tygodnika Kociewiak piątkowe wydanie Dziennika Bałtyckiego




INNE DANE
DATA PUBLIKACJI: 2006-02-22 10:15:00
SERWIS: gminastarogard.kociewiacy.pl




UPIEA v. 0.7
© Piotr Madanecki 2006
 
 
Top! Design by Mamboteam.com! Top!