HISTORIA ZAPOMNIANA.Do PGR-u w Jabłowie przyjeżdżali Niemcy, Czesi, była Polska Kronika Fillmowa
piątek, 07 marzec 2014

Państwowe Gospodarstwa Rolne wreszcie upadły. Nie ma już kolektywnej gospodarki, nie ma świń, krów. Co lepsze wzięli dzierżawcy, reszta się wali albo już się zawaliła. Jakby na marginesie gospodarczego krachu PGR-ów dogorywała PGR-owska kultura. Nikt jej nie bronił i w tekście też jej nie bronimy. Odnotowujemy po prostu "piastowski", wydawałoby się absurdalny okres pałacu w Jabłowie. A na postawienie pytania - dlaczego za Balcerowiczem, który niczym Chmielnicki szedł, burzył i wycinał, nie szedł ktoś drugi, który budował? - już jest za późno.


















Myszy zjadły Popiela

Pałac w Jabłowie ma bogatą historię. Należał kiedyś do rodziny Jackowskich, wielkich Polaków, patriotów.

Po powstaniu starogardzkim Jackowskim skonfiskowano majątek, ale ci chytrze wydali córkę za zaprzyjaźnionego Niemca, Herzberga. Z kolei córka Herzbergów wyszła za Polaka Koralewskiego i pałac na powrót wrócił do istniejącej gdzieś tam w umysłach patriotów macierzy. Losy starogardzkiego powstania przypomina dziękczynna figura, umiejscowiona niegdyś przy rozstajach dróg Pelplin – Skórcz, a podczas II wojny światowej przeniesiona do parku, gdzie stoi do dziś.

Po II wojnie światowej pałac podzielił los setek jak nie tysięcy innych – stał się siedzibą administracji PGR-u. W przeciwieństwie jednak do setek innych w latach 70. został kapitalnie wyremontowany. W ostatnich latach obiekt zaczął biedować, aż – za czasów Balcerowicza – nie tylko w sensie przenośnym go zamurowało. Obecnie znajduje się pod opieką konserwatora zabytków, co wiele nie znaczy, może jedynie to, że nie można go rozebrać albo przewieźć w całości na przykład do USA.

Pałac wyraźnie się rysuje, co tutaj znaczy, że pęka. W budynku jest zimniej niż na dworze, o czym świadczy para osiadła na szybach okien na zewnątrz.

Z drzwi pałacu zapomniano zdjąć tabliczki z napisami: "Dom Kultury" (nie istnieje od 1975 roku), "Biblioteka" (nie istnieje od 1990 roku) i "Przedszkole" (nie istnieje od 1994 roku).

W okresie PRL-owskiej prosperity w pałacu był pierwszy PGR-owski Dom Kultury w Polsce.

Ostatnią sztuką, jaką odegrał zespół teatralny z pałacowego PGR-owskiego Domu Kultury, był znany polski horror o myszach, które zjadły Popiela. 




Dąbrówka i Ziemowit

Jedynymi mieszkańcami pałacu są Dąbrówka i Ziemowit. Mieszkają na górze, w środkowej części zabytku, w mieszkanku ogrzewanym piecykiem gazowym. Na co dzień pałac jest zamknięty. Trzeba mieć poczciwą twarz, żeby Dąbrówka Maciejewska-Porożyńska wpuściła nieznajomego do środka.

Dąbrówka jest Dąbrówką po Piastach, ponieważ urodziła się w Poznaniu w czasie okupacji. W czasie okupacji w Poznaniu trzeba było nadawać imiona z odpowiedniej listy, na której roiło się od imion Piastowiczów, a jak nie z tej listy, to można było tylko Kazimierza i Marię. Ziemowit jest synem Dabrówki – jak dynasta do dynastia.


Opis sytuacji

Dąbrówka przyszła do pałacu w Jabłowie w styczniu 1974 roku z Poznania (ukończyła Uniwersytet Poznański Wydział Historii, Studium Kulturalno-Oświatowe). W budynku istniała wówczas wiejska świetlica i klub GS-owski, gdzie sprzedawano towary żywnościowe i pierwszej potrzeby, wyłączając "Trybunę Ludu" i inne gazety.

Przyjmował ją do pracy komuch, ale mądry dyrektor, magister inżynier Jerzy Józefiak. Był taki mądry, że nawet kazania księdzu pisał.

Dąbrówka pierwsze kroki skierowała do księdza magistra świętej pamięci Teofila Richtera, wspaniałego człowieka. Ksiądz powiedział jej jak ma działać, żeby to jej działanie niosoło pożytek. Wprowadzenie w środowisko przez księdza było dla nie niezwykle ważne.

Działo się to wszystko, gdy dyrektor magister inżynier Jerzy Józefiak w 1970 roku wybudował w Jabłowie miejskie bloki i ściągał fachową kadrę, na przykład w dziedzinie nauki i kultury znakomitego pedagoga, kierowniczkę przedszkola, ściągnął z dalekich Żuław.




Aklimatyzacja

Dąbrówka zaaklimatyzowała się w Jabłowie. Miało być pięć lat pobytu, zrobiło się dwadzieścia pięć. Jako młody pracownik kulturalny zaczęła od dożynek. Ksiądz przyszedł na nie po cywilnemu, bez koloratki, pod krawatem. Pech chciał, że usiadł koło towarzysza Masłowskiego, wtedy wielkiej partyjnej figury. Siedzieli obok siebie i dyskutowali. Potem Masłowski zapytał Dąbrówkę, co tam, szukał ten pleban. A co, nie wolno mi dobierać sobie przyjaciół? - odparła.


Klucz

PGR Jabłowo to był klucz, do którego należały: Hermanowo, Smląg, Urbanowo, Klonowka i Rywald. Klucz podlegał pod Inspektorat Starogard z siedzibą w baraku koło Młynów w Starogardzie,.

Dąbrówka na dobre zajęła się kulturą. W październiku 1971 roku jechała w nagrodę za pracę na wycieczkę kulturoznawczą Wilno – Leningrad – Moskwa. Zabrał ją dyrektor Wojewódzkiego Domu Kultury (koniecznie chciał w Moskwie po pijanemu na scenie odstawić czarnego łabędzia).

Dąbrówka dostawała dyplomy, choć nie była czerwona. Na namowy mówiła, że się nie zapisze, bo księdzu na Boże Ciało nosi baldachim.


Primo vista

W maju 1971 roku przyjechała Komisja z Wojewódzkich Związków Wojewódzkiego Domu Kultury, żeby przeweryfikować pałacową świetlicę na dom kultury. Po weryfikacji w Jabłowie powstał pierwszy w Polsce PGR-owski dom kultury.

Dąbrówka wiedziała, co znaczy pracować w domu kultury. Od niej zaczął się jazz w Jarocinie, gdzie krótko pracowała. "Ta nasza pani Dąbrówka rządzi i jakiś klub jazdowy robi" – mówił jest towarzysz Bartkowiak w Jarocinie. - "Panie Bartkowiak, będzie jazdowy, jak rowery dostaniemy" – odcinała się działaczka. - Wszędzie tacy mądrzy rządzą – komentuje dzisiaj tamte doświadczenia z władzami. - Albo jak mógł być dla mnie autorytetem w kulturze zdun Michał Nawrocki? - dodaje.

Czym się zajmował Dom Kultury w Jabłowie? Była na przykład szkółka jeździecka. Dyrektor sprowadził z Kadyn konie - pod siodło, sportowe, jednego anglika. Spokojna Lulka była dla młodzieży. Kiedy raz Dąbrówka z Lulką pojechała do pokrycia, było śmiechu co niemiara – delikatna pani od kultury wzięła się i uciekła z miejsca z miejsca końskiej kopulacji.

Kółko plastyczne prowadził nauczyciel Liceum Ogólnokształcącego ze Starogardu Marek Kruger. Zespołów muzycznych było kilka. "Kastory" – nie od Kastora, tylko nazwisk: Kochanowski, Sokołowski, Trochowski – dwóch Trochowskich było) grały muzykę typowo rozrywkową, taneczną, na zabawy. Piekarz ze Starogardu, Sadowski, zawiózł zespół kabaretowy. Instruktorem muzycznym był niejaki Jan Hafke. W ramach współpracy udzielał się zespół z Owidza.

Bibliootka (była już przed Dąbrówką) utrzymywała się najdłużej, bo do grudnia 1990 roku przy Klubie RUCHU. Tu zaczęła wielką, społeczną przygodę z teatrem lalek Kazimiera Prabucka, wtedy Beyrowska. Na początku był to jedyny taki teatr w powiecie starogardzkim, potem powstał bardzo dobry w Kaliskach. Powstał też zespół "Kociewianki". Maestro Jan Schulz, który w Starogardzie prowadził zespół Kociewie, gratulował, że dziewczyny z Jabłowa potrafią zaśpiewać a capella – bez instrumentów, prima vista.



Wśród Judymów i Siłaczek

Do 1975 roku Jabłowo znaczyło więcej niż Powiatowy Dom Kultury. Przyjeżdżali Czesi i demokratyczni Niemcy oglądać pegeerowski dom kultury. Odbył się nawet ogólnopolski zjazd dziennikarzy sportowych, by opisać koński klub w Jabłowie i planowaną przez dyrektora budowę kortów tenisowych. - Było ich do tego tańca i do wódki – wspomina Dąbrówka. W marcu 1972 roku przyjechała ekipa Polskiej Kroniki Filmowej. Pokazywano konie, pokazywano też zespół hafciarek, który prowadziła sprzątaczka, hafciarka i zarazem prawa ręka kierownika. To ona posadziła przed Kroniką te swoje dziewczyny, które śpiewały i haftowały.

Dąbrówka została laureatką plebiscytu Judymów i Siłaczek.


Rozbicie

W 1975 roku Dąbrówkę zwolniono. - Byłam zbyt niepokorna – mówi. Ale miało to też związek z narodzinami Ziemowita. Potem działo się wszystko tak, jakby komuś zależało na rozbiciu jabłowskiej kultury. Hafke wysłano do Miradowa, do świetlicy, Kazię do Nowej Wsi – na instruktorów dochodzących. Może chcieli takie domy kultury mieć i tam? Dąbrówka została sama. To się tak nazywało – pod hasłem rozszerzania kultury się ją niszczyło. A przecież tam też były świetlice, tyle że się w nich nic nie działo oprócz zabaw.


Dzisiaj

Pałac w Jabłowie ma ciekawą historię, również i tę najnowszą. Kwitła w nim kultura, że aż ze Starogardu z Domu Kultury przyjeżdżali. - Kulturę finansowało państwo, PGR-y płaciły do państwa, a na końcu roku państwo refundowało – tłumaczy Dąbrówka. - Gdyby to był normalny kapitalizm, to taka placówka nie musiałaby upaść. Może nie powinna działać z takim rozmachem, może nie powinna działać w takim wielkim wymiarze.

Dzisiaj pałac jest prawie pusty, niszczeje. Zimniej w nim niż na dworze. Jest nieopalany od tego sezonu grzewczego, kiedy wyniosło się przedszkole. Lokatorów wyprowadzili. - Ja się nie wyprowadzę – mówi Dąbrówka. - Chyba że będę chcieli na siłę. Ale im też nie zależy na tym.

Tadeusz Majewski

1995 r.