www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 22 sierpień 2017
 
 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY
Małgorzata Hillar - nasza poetka

Michał Spankowski organizuje kolejną imprezę kulturalną.

To jest mój powrót

Z prezesem Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego im. Małgorzaty Hillar rozmawia Tadeusz Majewski.

Nie dość ci Wiosny Poetów?
- Takich i podobnych imprez powinno być więcej...
Tym razem co to będzie za impreza?
- Obiecałem na drugiej Wiośnie Poetów w czerwcu tego roku, że nasze stowarzyszenie w ramach programu popularyzacji literatury na Kociewiu w grudniu zaproponuje Zblewskie Dni Literatury pod nazwą „Kociewski Pegaz”. I proponuje - 17 grudnia, w sobotę, w Gminnym Ośrodku Kultury w Zblewie. 

Odbędzie się tam otwarcie wystawy dorobku Wydawnictwa Diecezjalnego Bernardinum z Pelplina, w tym samym dniu impreza „Poetów Trzech” - benefis trzech poetów kociewskich - Jana Majewskiego, Romana Landowskiego i Andrzeja Grzyba. Zostanie też przedstawiona inscenizacja teatralna oparta na motywach poezji Małgorzaty Hillar pod tytułem „Janka Podniebna”.

Wykona ją grupa Prób Teatralnych „Zamiast” ze Zblewa. Wieczór wieńczyć będzie wspólny opłatek stowarzyszeń pozarządowych – nie tylko ze Zblewa, również ze Starogardu i Tczewa. Impreza ta, a raczej imprezy, wieńczą kalendarium imprez 700-lecia Zblewa. Patronat honorowy nad Dniami Literatury mają: Polskie Radio Gdańsk, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich i Urząd Gminy Zblewo.

„Janka Podniebna” - co to za sztuka?
- Scenariusz popełniłem ja. Wykorzystałem w nim przede wszystkim wiersze poetki Małgorzaty Hillar, urodzonej w Piesienicy w gminie Zblewo. Poza tym sięgnąłem po utwory  Jana Majewskiego, Romana Landowskiego, Andrzeja Grzyba, jak również Cypriana Kamila Norwida i Agnieszki Osieckiej. Spektakl ma przedstawić główny walor poezji Małgorzaty Hillar, a mianowicie świetnie pokazane uczucia w lirykach miłosnych. Oczywiście nie da się przejść obok innych jej pięknych wierszy, pełnych refleksji, zadumy nad kondycją człowieka we współczesnym świecie i przemijaniem.

Zespół teatralny nazywa się „Zamiast”. Ciekawa nazwa... To grupa o trwałym charakterze?
- W zajęciach zespołu „Zamiast” uczestniczy młodzież ze Zblewa i Starogardu. Pracuję z nimi w zaprzyjaźnionym Gminnym Ośrodku Kultury w Zblewie od dwóch miesięcy, tak więc trudno mówić o stałym charakterze. W sobotę pokażę typową scenę poetycką, formę niestety coraz mniej spotykaną. Teraz przecież jest moda na jakieś teatrzyki uliczne, instalacje, różne interdyscyplinarne formy, gdzie przeplata się muzyka, światło, dźwięk i różne cuda.

A nam chodzi głównie o żywe słowo, tak potrzebne w świecie szybkich esemesów i maili. Chodzi o to, żeby to piękno słowa, żywe, wyeksponowane na scenie, było zauważalne. Stąd też taka nazwa zespołu. Młodzież uczestnicząca w zajęciach zapragnęła zamanifestować tym „Zamiast”, tą nazwą swojej grupy, że ma do zaproponowania coś innego, coś zamiast tego, co proponują dookoła, a mianowicie wątpliwej jakości telenowele, kolorowe pisemka i spłycone wiadomości w tabloidach.

Od pewnego czasu konsekwentnie promujesz twórców kociewskich, to trzeba przyznać.
- A promuję. Były już dwie Wiosny Poetów, teraz są pierwsze Dni Literatury... To ważne imprezy, chociażby przez to, że na takich spotkaniach można poznać poetów, porozmawiać z nimi, kupić ich książki i dostać dedykację.

Grudzień to kiepska pora dla poetów
- A właśnie że dobra... Dlatego nie robimy tych Dni  w maju czy ogólnie mówiąc w  sezonie  letnim, ale późnią jesienią. Przecież jesienno-zimowa aura bardziej skłania do zanurzenia się w pięknie poezji i prozy niż słoneczne dni.

Może i dobra. Argumentacja też... Jak tak policzyć imprezy tego typu w powiecie, mówię o otwartych spotkaniach z literatami, to... nie ma czego liczyć. Jest Biesiada Literacka w Czarnej Wodzie, twoja Wiosna Poetów i teraz te Dni. Był fenomenalny cykl spotkań literackich w starogardzkiej księgarni „Atena” Zofii Janikowskiej.  Bardzo ich brakuje. W stolicy Kociewia pod tym względem pojawiła się potężna luka. 
- Rzeczywiście takich spotkań, które mają wymiar regionalny i przybliżają twórczość pisarzy kociewskich, jest bardzo mało. I nie tylko w powiecie, ale w ogóle w regionie. Są tylko Biesiady Literackie w Czarnej Wodzie i Wiosna Poetów organizowana przez nasze towarzystwo. To jedyne miejsca, gdzie nasi twórcy mogą się spotkać z czytelnikami. Te Dni to trzecia propozycja. Poza tym mają one wypełnić oczywistą lukę w pamięci zbiorowej, dotyczącą patronki naszego towarzystwa Małgorzaty Hillar – poetki świetnie znanej w kraju, a zupełnie zapomnianej w regionie.

Rzeczywiście taka ona nasza?
- Oczywiście. Tu się urodziła w 1926 roku, tu mieszkała. Opuściła te strony w 1939 roku, kiedy jej rodzina została przesiedlona do Generalnej Guberni. Tak na marginesie – w przyszłym roku nasze towarzystwo przygotowuje kilka imprez związanych z 80. rocznicą jej urodzin. Warto tu nadmienić, że poetka zmarła w Warszawie w 1995 roku, a została pochowana w Józefowie, gdzie leżą jej rodzice, byli właściciele majątku w Piesienicy. Mamy na jej temat sporo informacji. Towarzystwo nawiązało też bliski kontakt z synem poetki - pisarzem Dawidem Bieńkowskim.



Sporo się dzisiaj wokół niej dzieje. W ogóle mamy w Polsce i u nas, na Kociewiu, renesans jej poezji. Świetnym dowodem na to, że jej poezja żyje, jest działalność popularyzatorska polonistów z Publicznego Gimnazjum nr 1 w Starogardzie, które zorganizowało w maju bieżącego roku wieczór poetycki z okazji 10. rocznicy śmierci poetki.  W szkołach starogardzkich odbywały się również konkursy poetyckie im. Małgorzaty Hillar, zaś Miejska Biblioteka Publiczna w Starogardzie zaproponowała stosowną do rocznicy wystawę jej twórczości. A jeszcze parę lat temu, gdyby zapytać nawet polonistów, czy znają poezję Hillar, to chyba wzruszyliby ramionami. Dzisiaj obserwujemy jej powrót. Przynajmniej w tych kręgach, które jeszcze czytają poezję.

A są takie kręgi?
- Niewielkie, ale są... Cóż, mamy społeczeństwo, które z różnych powodów, na ogół dotyczących codziennej egzystencji, poezją się nie interesuje. Są takie kręgi, na przykład grupa teatralna Ireneusza Ciecholewskiego, która przygotowuje program poezji śpiewanej opartej na twórczości Hillarowej.

Ale to – sam przyznajesz – kręgi bardzo niewielkie. Z poezji zrobiła się sztuka tajemna.
- A kiedy była inna? Ile osób za życia Mickiewicza czytało „Stepy akermańskie”? Sztuka tajemna...  Może to i dobrze? A kto komu kazał, żeby to była sztuka użytkowa? Poezja jest dla ludzi wrażliwych i nadwrażliwych. Dla osób, które obok codziennych zajęć i spraw znajdują czas na wchodzenie w tajemnicę, na odkrywanie pod pięknem słów refleksji  autora.

A skąd u ciebie wzięła się fascynacja akurat Małgorzatą Hillar? Tylko dlatego, że jest z Piesienicy?
- To jest mój powrót...
Słucham?
- Ja tu jestem u siebie. Mój ojciec, Leon, urodził się w Karolewie w 1913 roku. Chodził do tej samej szkoły, do której uczęszczała później Hilllarowa, chrzczeni byli w tym samym kościele w Pinczynie. U nas w rodzinie pierwszy raz nazwisko Hillar pojawiło się we wspomnieniach ojca. Opowiadał o organizowanych przez rodzinę Hillarów tradycyjnych uroczystościach takich jak Noc Świętojańska, o dożynkach, różnego rodzaju festynach.

Hillarowie mieszkali w pałacu za miedzą, bo Piesienica graniczy z Karolewem na rzeczce Piesienicy. Szkoda, że z tego pałacu zostało tak niewiele. Była na przykład wysoka wieża, z której rozciągał się piękny widok na dolinę rzeczki Piesienicy z młynem przy moście. Tam poetka – o czym nadmienia w swoich wspomnieniach – uciekała, aby w ciszy pisać pierwsze wierszyki. Tam na przykład powstał wierszyk o żabie, której musiała owinąć nóżkę. Zacytuję:

Kiedy byłam dzieckiem
pisałam wiersze na strychu
żeby się nie śmieli

Godzinami rozmyślałam
jak wyleczyć chorą nogę żaby
siedzącej w rowie

Dziś jak wtedy
pragnę rąk, które głaszczą
słów ciepłych i miękkich
jak owcza wełna

W jest twórczości czuję oborę, wieś. Ona przepięknie potrafiła mówić o ziołach, o kwiatach polnych. Któż o tym tak pięknie napisze, jak nie ona? I dodam jeszcze jedno – to poezja uniwersalna. Podobne wspomnienia może mieć człowiek mający swoje korzenie na Podolu czy na Wileńszczyźnie. Tu nie ma natrętnego regionalizmu – tego nieustannego podkreślania w każdym utworze, że coś jest na Kociewiu. Brakuje mi tu w regionie pisarzy, którzy potrafiliby się wybić poza tak ujmowany regionalizm. 

Fot. 1
Michał Spankowski (53 l.) - całe życie animator kultury, ale „nie w pompatycznym tego słowa znaczenia, tylko w praktycznym”. Między innymi dyrektor Domu Kultury w Tczewie pod koniec lat 80. Fot. Tadeusz Majewski

Fot 2
To co zostało po pałacu Hillarów. Fot. Tadeusz Majewski





INNE DANE
DATA PUBLIKACJI: 2005-12-11 16:15:20
SERWIS: zblewo.kociewiacy.pl




UPIEA v. 0.7
© Piotr Madanecki 2006
 
 
Top! Top!