www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 25 luty 2020
 
 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY
Małe hoteliki sympatyczniejsze


Na odcinku berlinki w powiecie starogardzkim jest już sporo miejsc noclegowych: u P. Drewka w Czarnej Wodzie, w Bytoni – U Jakuba i kwatera J. Bary, Gramburg w Zblewie,

Amazonka, Zajazd Podolski, Hubertus w Rokocinie, 5 hoteli w Starogardzie (Rekord, REN, hotel Agro-Kociewie i Bachus plus pokoje noclegowe nad klubem bowlingowym) oraz w Szpęgawsku przy Karczmie Kociewskiej. Ma powstać luksusowy hotel w pałacu w Sucuminie. Widać, że to biznes rozwojowy. Mówi o tym Jolanta Bara, która zupełnie sama prowadzi hotelik w Bytoni

Jolanta Bara pochodzi z Inowrocławia. Kiedyś, jadąc z Niemiec, zwróciła uwagę na Bytonię. Bardzo jest się spodobała – ten zjazd z górki od strony Czarnej Wody, okolica z pradoliną rzeczki i lasem. Nieczęsto spotyka się takie ładne miejscowości. Postanowiła tu zamieszkać. I tak się stało. Wybudowała domek, po czym zaczęła rozglądać się za pracą. Nic nie znalazła. Wobec tego postanowiła sama sobie zorganizować miejsce pracy. Zaczęła się zastanawiać, co to by miało być. Pierwsza koncepcja – autokomis. Niestety, okazało się, że jest to – przynajmniej w Bytoni – biznes nieopłacalny. Zrezygnowała. Zaczęła teraz rozważać inny pomysł – hotelik. Atuty: budynek już jest, ładna miejscowość, a przede wszystkim berlinka, no i ona – osóbka energiczna, jak to się mówi - kreatywna, lubiąca kontakty z ludźmi i bardzo dobrze radząca sobie z kuchnią. To były elementy jej biznesplanu. Wkrótce przeszła do czynu. Na początku oddała do użytku 3 pokoiki, teraz jest ich sześć. Dochodziła do tego stopniowo. Przy większej ilości miejsc noclegowych musiałaby zmienić kwalifikację z agroturystki na hotel. Na początku było trochę niepokoju. Przez dwa tygodnie nikt jakoś nie chciał tu zajrzeć.

Obiekt jest rozpoznawalny dzięki realizacji kilku prostych, aczkolwiek oryginalnych pomysłów. Po pierwsze – napis nad drzwiami głosi, że można tu już przenocować za 20 złotych. Po drugie - rzucające się z szosy drewniane niby indiańskie tipi (rodzaj wigwamu), gdzie goście mogą sobie posiedzieć przy ogniu i upiec kiełbaski. Po trzecie – w zagrodzie łazi struś, ptaszysko od dwóch lat pełniące tutaj funkcję jak najbardziej reklamową.



Pani Jola na brak klientów nie narzeka. Założenia się sprawdziły. Klientami są kierowcy TIR-ów. Wielu to klienci stali. Ważny jest standard usług, w tym rzecz jasna dobra kuchnia. To, jeżeli jest na poziomie więcej niż zadawalającym, przyciąga. - Ktoś, kto tu raz był, wraca – twierdzi pani Bara. Jeżeli trzeba, właścicielka kwatery dla nich gotuję. Obiad kosztuje 10 zł, śniadanie 6, kolacja też 6. W tej branży bardzo ważna jest znajomość języka. W hoteliku pani Jolanty bywają goście z Niemiec czy Holandii, ale o dziwo nawet z Finlandii czy Korei. Pani Jola zna niemiecki. Na razie to wystarcza.

Wróćmy jeszcze do cen. Od 5 lat nie ulegają zmianie. Z hoteliku da się wyżyć bez częstych zmian cen.
Czy pani Jolanta ma w sobie tę kapitalistyczną żyłkę, która zawsze gna do przodu, do rozwoju i do pomnażania pieniędzy?

Doszła do takiej liczby miejsc noclegowych, że dalej może być tylko hotel, o czym było wyżej. Zaskakuje nas stoicki spokój, z jakim ta drobna kobieta odpowiada: Dlaczego by nie? Ale to w przyszłości. Dzisiaj najważniejsze jest dla niej równomierne obłożenie latem i zimą. To jest podstawa, na której można snuć jakieś plany o rozwoju. O tę podstawę trzeba dbać. Kiedy tylko przyjeżdżają stali goście, wypija z nimi kawę czy herbatę, porozmawia. Uważa że ludzie wolą małe hoteliki, bo jest sympatycznie. W dużych hotelach goście dostają klucz i to wszystko.
Na początku nieco się bała. Wchodziło na przykład trzech dryblasów, dygotało jej serce. Ale teraz ma już swoich gości. Do tego wspaniałych sąsiadów. Jeżeli długo nie widzą jej na podwórku albo ma dłużej niż zwykle spuszczone żaluzje, sprawdzają, czy coś się nie stało.

Pani Barbara

Pani Jolanta odniosła swój wielki mały sukces. Zbudowała sobie miejsce pracy. Inna sprawa, że tej pracy jest tu ogrom. Przecież robi wszystko sama - zmienia pościel, sprząta, gotuje.


Życzymy powodzenia i dalszego rozwoju.
Oprac. Na podstawie artykułu w tygodniku “Kociewiak” – środowe wydanie “Dziennika Bałtyckiego”







 
Na zdjęciach pani Jolanta, tipi i struś.

 

 





INNE DANE
DATA PUBLIKACJI: 2004-05-18 14:46:58
SERWIS: zblewo.kociewiacy.pl




UPIEA v. 0.7
© Piotr Madanecki 2006
 
 
Top! Top!