www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
sobota, 25 marzec 2017
 
 
KRZYSZTOF BAGORSKI: A kto dzisiaj przy tym tempie życia ma czas pozować... Drukuj E-mail
poniedziałek, 27 styczeń 2014
Artysta Krzysztof Bagorski od kilku lat mieszka w Małym Bukowcu. Rysuje pastelami. Ma już całkiem pokaźny dorobek portretów Kociewiaków i pejzaży przedstawiających Mały Bukowiec oraz Zblewo. Odwiedziłem go z Andrzejem Grzybem w jego domu...




- A skąd pan się tutaj wziął, w Małym Bukowcu?

- Urodziłem się w 1974 r. w Gdańsku. Do niedawna mieszkałem w Gdyni. Ale od dziecka przyjeżdżałem do Małego Bukowca, bo po części tu są moje korzenie.

- Jak to się stało, że został pan plastykiem?

- Od dziecka miałem zdolności plastyczne i interesowałem się sztuką, zwłaszcza portretami. Najbardziej w tamtym czasie tymi z "Pocztu królów polskich" Matejki. W latach 1985 – 1989 chodziłem na zajęcia plastyczne w Pałacu Kultury i Młodzieży w Gdyni, gdzie poznałem podstawy różnych technik plastycznych. W latach 1989-1994 dalej zgłębiałem tajniki malarstwa, rzeźby i historii sztuki w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni Orłowie. Dyplom plastyka uzyskałem w pracowni snycerstwa. W czasie nauki, podczas zwiedzania muzeum Witkacego w Słupsku, zetknąłem się z techniką pastelu. Zafascynowała mnie ze względu na niezwykłe możliwości ekspresji. Po skończeniu liceum sam uczyłem się malować pastelami.

 


- Pana ulubieni artyści?

- Wyspiański i Witkacy, mistrzowie portretu wykonanego techniką pastelu, każdy mający swój styl. Inni: Caravaggio, Rembrandt, impresjoniści francuscy, Salvadore Dali, Malczewski, Fałat,

- Żył pan z malarstwa?

- Częściowo tak, ale robiłem różne rzeczy. Między innymi miałem wypożyczalnię kaset.

- Ten obrazek na ścianie to Mały Bukowiec. A nad wsią troje ludzi. Kto to?

- To portret dziadków od strony taty, Bągorskich, i tata. Nazwisko ojca i nasze już nie ma ogonka przy 'a' i brzmi Bagorski, a stało się tak za sprawą okupanta niemieckiego. Tata urodził się w 1943 r. i Niemcy zapisali w metryce 'a', i tak już zostało.

 


- Czuje się pan, hmm, "tutejszym", Kociewiakiem?

- Jak najbardziej. To od dziecka moje strony. Poza tym biorę udział w tutejszych plenerach. W zeszłym roku byłem na plenerze w Wierzycy i w Bytoni. Biorę też udział w wystawach organizowanych przez Towarzystwo Artystyczne "Zakochani w Kociewiu". Mieliśmy wystawy m.in. w Skarszewach, Łęgu i Lipuszu.

- Ma pan nawet obraz w kościele w Borzechowie. Artyści marzą o swoich dziełach w kościołach. To w pewnym sensie uwiecznia ich i daje wielką oglądalność.

- Tak, zrobiłem obraz przestawiający Jana Pawła II. Pracowałem nad nim dwa miesiące. Ma wymiary 90 na 70 cm i został poświęcony w marcu 2012 r. przez księdza proboszcza Adama Kapelusza. Tego samego roku obraz został pokazany na wystawie w kościele św. Jana w Gdańsku.

 


- Andrzej Grzyb: Myślę, że warto zrobić panu wystawę... Ma pan talent ilustratora. Może zilustrowałby moją książkę?

- Jak najbardziej.

- Wrzuciłem trochę pana  obrazów na stronę www.zblewo.pl i mają już pół tysiąca wejść. Gratuluję. Ale odkryłem w internecie pana o wiele większą galerię. Wyczytałem, że na ogół robi pan portrety ze zdjęć.

- Jest technika, więc ją wykorzystuję. Do tego ludzie nie lubią na żywo, więc lepiej ze zdjęcia. Nadsyłają zdjęcia przez internet. Czasami sam robię serię zdjęć i potem portret.

- Dlaczego ludzie nie lubią na żywo?

- A kto dzisiaj przy tym tempie życia ma czas pozować przez kilka godzin? No i czasami portret ma być prezentem, czyli niespodzianką. Rodzina przysyła zdjęcia i powstaje portret, o powstawaniu którego obdarowany nic nie wie.

- W swojej internetowej galerii ma pan przeważnie portrety. A przyroda, pejzaż?

- Lubię pokazywać otaczających mnie ludzi, a szczególnie dzieci, naturalne i szczere. Fascynuje mnie również malarstwo historyczne w stylu Jana Matejki.

- A tu, na ścianach, ma pan pejzaże. Mały Bukowiec, Zblewo...

- Bo również lubię tworzyć pejzaże. Do 25 na 35 cm. Dobrze czuję się w takich wymiarach.

- Pomyślałem sobie, że byłby pan atrakcją w Twardym Dole malując "na żywo". Tam w sezonie jest jak na Monciaku.

- Już na to wpadłem. Malowałem w Twardym Dole w 1999 r. "na żywo". Kilka portretów dziennie. To nie dla mnie. Na portret trzeba trzech godzin, no i trochę czasu, żeby odpocząć. Wolę pracownię, gdzie do narysowania portretu "na żywo" zwykle potrzebuję od dwóch do trzech sesji. Będzie to możliwe, gdy ją sobie tutaj stworzę. Mam nadzieję, że niedługo.

- To może przy pracowni powstanie także galeria Bagorskiego w Małym Bukowcu?

- Dlaczego nie?

Rozmawiał Tadeusz Majewski

PRZEJDŹ DO GALERII OBRAZÓW




 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!