www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
niedziela, 17 listopad 2019
 
 
ZBLEWO. TRUDNE SPRAWY. Chcemy zapłacić 300 tys. zł i definitywnie zamknąć sprawę Drukuj E-mail
sobota, 31 styczeń 2015

W 1988 r. za działkę nr 409 (na zdjęciu zaznaczono czerwoną przerywaną linią) otrzymali odszkodowanie, które na dzień dzisiejszy, po rewaloryzacji, wynosi 23.398,33 zł. Otrzymali też 2 działki budowlane plus możliwość wydzielenia i przekwalifikowania 2 działek na własnej ziemi. Dziś chcą za działkę nr 409 – 300 tys. zł?... 500 tys. zł?.... Nie wiadomo ile...


TRUDNE SPRAWY


Z Ritą Gollus – kierownikiem Referatu Polityki Gospodarczej, Programów Europejskich i Budownictwa w Urzędzie Gminy Zblewo rozmawia Tadeusz Majewski


- Pani Rito, wielu mieszkańców gminy Zblewo z wielką uwagą śledzi sprawę zapłaty za działkę nr 409 (część Placu 700-lecia) lub jej zwrotu byłym właścicielom. Kilka słów na temat Placu 700-lecia i tej działki. Jaką część placu stanowi ta działka?

- Plac ma ok. 2 ha, a działka 409 liczy 0,34 ha.

- Gdzie leży geneza dzisiejszego problemu?

- W 1987 r. ówczesne władze zaplanowały, żeby w centralnym miejscu wsi wybudować OŚRODEK ZDROWIA, POCZTĘ i REMIZĘ OSP. Potrzebny był na to teren, część obecnego Placu 700-lecia przy ul. Głównej. Ta ziemia była własnością prywatną.

- W jaki sposób przejęto ten teren?

- Przejmował Skarb Państwa. Gmina nie miała wtedy majątku. Występowała w imieniu Skarbu Państwa i na rzecz Skarbu Państwa wykupywała grunty... Państwo Rekowscy i Lewandowscy zdali gospodarstwo na Skarb Państwa, a rodzina Piłatów sprzedała w 1987 r., w tym samym czasie, gdy kupowaliśmy od państwa Miętkich...

- Jak w szczegółach wyglądał taki wykup?

- Negocjowano. Ludzie chcieli negocjować. Na przykład po negocjacjach kupiono od p. Bożeny Piłat grunt pod budynek poczty. Negocjowano też z p. Ingrid Miętką. Proponowano jej warunki wykupu gruntu pod budowę OŚRODKA ZDROWIA. Oto notatka z 1987 r. Pani Ingrid została poproszona do UG. W spotkaniu brali udział: naczelnik gminy Bernard Damaszk, I sekretarz KG PZPR Bogusław Ciecholewski, lek. med. Bogusław Wrycza, radny w Zblewie Józef Piwowarczyk, sołtys Zblewa Bernard Kluk, kierownik referatu budownictwa Roman Lampkowski. Ja byłam tylko protokolantem. Naczelnik gminy zaproponował dobrowolny wykup gruntu za 420.000 zł. Na dzisiaj to 23.000 zł.

 


- Czyli za niewiele...

- Za niewiele, ale to nie wszystko. Negocjacje trwały. O, to jest ważne... Proponuje się oprócz tego na tych pierwszych negocjacjach działkę rzemieślniczą w Pinczynie o wartości 100 tys. zł. Po odjęciu pozostałoby do wypłacenia 320 tys. zł.

- I pani Miętka skorzystała?

- Nie skorzystała. Wobec tego padła propozycja przekazania dwóch działek budowlanych w Zblewie na tzw. wtedy Osiedlu 30-lecia na własność albo grunt rolny 0.51 ha w Zblewie. Była także możliwość skorzystania z ustawy emerytalnej - pani Ingrid miała grupę inwalidzką, a więc mogła przekazać za rentę i emeryturę. I jeszcze jedno. Naczelnik zobowiązał się, że na pozostałym gruncie rolnym, który miałaby jeszcze po sprzedaży działki 409, pani Miętka może wydzielić 2 działki budowlane. Przekwalifikowanie w tamtym czasie było dużym udogodnieniem. Tych propozycji było dużo.

- A ta ziemia, którą chciała wykupić gmina w imieniu Skarbu Państwa, jaka była?

- Uprawiana rolniczo.

- Hmm... Cały wachlarz propozycji. Czy zostały przyjęte?

- Pani Ingrid wyraziła zgodę na następującą koncepcję. Za działkę nr 409 chce mieć 2 uzbrojone (prąd, woda) działki na tzw. Osiedlu 30-lecia w Zblewie, dla rodziny chce mieć wydzielone ze swojej nieruchomości - ziemi rolnej 2 działki budowlane plus wypłacenie różnicy kwoty finansowej 420 tys. zł. I ona to podpisała 2 marca 1988 r.

- Ale nadal to 420 000 zł, na dzisiejsze 23 000 zł. Niewiele jak na działkę w centrum wsi, uwzględniając nawet przekwalifikowanie gruntów na 2 działki oraz te 2 działki na Osiedlu 30-lecia.

- Dzisiejsze ceny ustala się przede wszystkim w zależności od lokalizacji inwestycji, jakie występują w terenie, ale wówczas były inne realia, a rynek nieruchomości rządził się zupełnie innymi prawami. Faktem jest, że w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze otrzymali mało. Ale gmina nie miała wpływu na wysokość odszkodowania, bo takie ceny obowiązywały w całym województwie. Gmina zaproponowała maksymalną stawkę.

- No dobrze, więc pani Miętka złożyła podpis i sprzedała.

- Nie sprzedała. 4 maja 1988 r. przyszła do UG i wszystko odwołała. Oświadczyła, że nie wyraża zgody na żadną z koncepcji.

- I co dalej?

- Wobec tego gmina wszczęła postępowanie wywłaszczeniowe, decyzją administracyjną – obwieszczenia itd. Cena w tym postępowaniu wywłaszczeniowym była niższa od tej urzędowej, zaproponowanej wcześniej. Być może sobie to przemyślała, obliczyła i wyraziła zgodę na dobrowolną sprzedaż.



- Czyli sprzedała, bo nie miała wyboru. W sumie co otrzymała?

- Dwie działki na osiedlu (uściślając jedną, ale bliźniaczą), dostała pieniądze i możliwość wydzielenia działek budowlanych ze swojego pozostałego gruntu. Czyli w sumie otrzymali możliwość sprzedania 4 działek budowlanych. I potem państwo Miętcy te 4 działki sprzedali, ale już nie za niewielkie pieniądze, tylko po cenach, które obowiązywały w obrocie prywatnym.

- Ta konieczność sprzedania gruntu przez państwa Miętkich wynikała z chęci realizacji przez władze na tym terenie inwestycji publicznej, konkretnie OŚRODKA ZDROWIA. Czy zaczęto realizować tę i wspomniane wyżej inwestycje?

- Już w 1988 roku powstały budynki Ochotniczej Straży Pożarnej i Poczty.

- A ośrodek zdrowia? Miał stanąć na działce wykupionej od p. Ingrid Miętkiej.

- Plany były. Znalazłam w archiwum dokumentację na jego budowę. Ale do 1990 r. nie wybudowano. A potem, w czerwcu 1990 r., doszło do przełomu społeczno-gospodarczego. Skończyła się gospodarka nakazowo-rozdzielcza i gminy zaczęły działać na własną rękę. Gminy przejęły sporo gruntów i nieruchomości od instytucji albo państwa. Gmina musiała zacząć żyć na własny rachunek, a zatem zmieniły się też priorytety w zakresie inwestycji. Budowę ośrodka zdrowia odłożono na później. Po jakimś czasie przeniesiono go do budynku zaadaptowanego po byłej lecznicy zwierząt .

- A co z działką 409?

- Przeznaczono ją pod plac parkingowy i częściowo pod targowisko. Z tym, że do 2005 r. był bardziej użytkowany jako parking, a nie jako targowisko, ponieważ teren był nieutwardzony i stała tam prawie cały czas woda. Targowisko główne znajdowało się bliżej remizy, w miejscu, gdzie stawia się scenę na imprezy.

- Czy w latach 90. były jakieś roszczenia?

- Nie było żadnych. Pojawiły się w 2001 i 2003 r. Plac do roku 2001 nabrał wartości, ponieważ przeprowadzono w tym miejscu odwodnienie, wybudowano kolektor sanitarny i używano jako miejsca parkingowe dla samochodów, które między innymi parkowane były podczas czwartkowego targowiska... I od 2001 r. toczy się sprawa. Teraz panowie Miętcy chcą ten cały teren odzyskać lub otrzymać odszkodowanie.

- Na jakiej podstawie?

- Powołali się na ustawę z 1997 r., że jeżeli gmina nie zrealizuje celu, pod który wykupiła grunt lub wywłaszczyła właściciela, to właściciel ma prawo odzyskać grunt, oczywiście zwracając zrewaloryzowane odszkodowanie.

- Czyli zwracając 23 tys. zł. I jaką otrzymali odpowiedź?

- Dostali decyzję odmowną. Starostwo stwierdziło, że teren został sprzedany, a nie wywłaszczony... W 2003 r. znowu złożyli wniosek o zwrot tej nieruchomości. W 2004 r. starostwo znowu umorzyło postępowanie uznając roszczenia za bezprzedmiotowe. Wojewoda jednak uchylił decyzję i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia.

- Co działo się w 2005 roku?

- Panowie Miętcy dalej się odwoływali. Potem sprawę zaczęła prowadzić p. Teresa Sikora, oficjalnie jako pełnomocnik .

- I od lat do dzisiaj trwa taki prawny pingpong.

- Taki pingpong. W 2005 r. starostwo wydało decyzję o zwrocie, my jako gmina się odwołaliśmy i wojewoda w tym samym roku uchylił decyzję starostwa i przekazał ją do ponownego rozpatrzenia.

- Jak argumentowała gmina?

- Cały czas mówiliśmy, że tamte działki na osiedlu były działką zamienną, ale sądy uznały, że to nie była zamiana. Gdyby była zamiana, sprawa by nie istniała... Taki pingpong. Wszystko krążyło i krąży pomiędzy UG Zblewo – Miętcy - Starostwo – Urząd Wojewódzki – Wojewódzki Sąd Administracyjny, Naczelny Sąd Administracyjny.

- Na jakim etapie sprawa znajduje się obecnie?

- Jest decyzja wojewody wydana 21 listopada 2014 roku o obowiązku zwrotu tej działki. Wnieśliśmy w terminie, w grudniu, skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Nie ma jeszcze decyzji i nie wiadomo, kiedy będzie. Różnie może być. Natomiast to, co dzieje się ostatnio, pan obserwował.

 





- Tak, byłem na IV sesji, kiedy wystąpiła pani Sikorowa, i byłem na spotkaniu wójta, radnych, radców prawnych z panią Sikorową i panami Miętkimi.

- To widział pan, że wójt wyciągnął rękę pierwszy. Zresztą poprzedni wójt też pierwszy wyciągnął. To nie jest tak, że gmina nie chce zrekompensować panom Miętkim, Andrzejowi, Wojciechowi i Piotrowi, różnicy odszkodowania wynikającej z okresu 1988 a 2014. Zarówno wójt Trawicki, jak i wójt Herold uważają, że w tamtych czasach wypłacano niewielkie odszkodowania za przejmowane grunty pod inwestycje celu publicznego.

- Na IV sesji RG padła kwota 300 tys. zł i pani Sikorowa się zgodziła.To duża kwota dla budżetu. Niektórzy radni, ci nowi, którzy nie znali tematu, byli zszokowani. Myślę, że liczyli, ile za 300 tys. zł można wybudować np. chodników.

- Myślę, że ta rekompensata, zaproponowana przez wójta i Radę Gminy w wysokości 300 tys. zł, powinna załatwić problem definitywnie – bez możliwości zgłaszania dodatkowych roszczeń. My nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, za ile Miętcy sprzedali działki na osiedlu po cenach wiolnorynkowych. Nie chcemy również zwrotu kwoty zrewaloryzowanej, czyli 23 tys. zł. Jeszcze raz podkreślam – wójt chce załatwić problem definitywnie. Wójt i Rada Gminy chcą, żeby wreszcie zamknąć sprawę i żeby ten teren nadal służył mieszkańcom gminy.

- Z ciekawości. Ile dzisiaj byłaby warta taka działka?

- Hektar ziemi rolnej kosztuje od 20 do 30 tys. zł, a po przekwalifikowaniu na działkę budowlaną jego wartość wzrasta 10 razy. Państwo Miętcy mieli 34 arów. Obecnie jest to warte ok. 300 tys. zł.


- Na sesji p. Sikorowa się zgodziła, a dzień później...

- Dzień później przyszła do wójta i nie podpisała ugody, bo w ugodzie był zapis: „Niniejsza ugoda wyczerpuje wszystkie wzajemne roszczenia stron dotyczące nieruchomości opisanej w pkt 1 ugody”. Po raz kolejny zerwała umowę. 3 lata temu też tak było. Zgodziła się, a następnego dnia chciała 400 tys. zł. Mówi, że chce wynegocjować roszczenie, ale sama nie potrafi określić kwoty.

- Teraz chce też do tych 300 tys. zł dorzucić połowę dochodów z targowiska. Pytała, ile one wynoszą... Ale przecież gmina może oddać ten grunt...

- I może tak będzie.

- Będą mieli kawał targowiska, zarobią na nim. Albo podzielą na działki budowlane i dopiero zarobią.

- Co do działek budowlanych... Być może oni nie są świadomi, że obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który zakłada tam istnienie placu. Oczywiście mogą sobie urządzić prywatny targ, ale będą musieli płacić podatek od działalności. Gmina ma także wyjście, może przenieść część targu na nowy parking.

- Czyli na dziś mamy taką sytuację. Gmina chce zapłacić 300 tys. zł, p. Sikorowa się zgodziła, potem się wycofała i chce 500 tys. zł, a właściwie to nie 500 tys., a może i więcej...

- 300 tys. zł wydaje się odpowiednią rekompensatą. 1 metr kw. gruntu w tej części Zblewa kosztuje od 80 do 100 zł. Po przeliczeniu wychodzi taka kwota. Żeby było ciekawie, starostwo w marcu 2014 r. robiło wycenę rynkową tej działki i wyniosła ona 86 zł za 1 m kw., co w przeliczeniu daje 286.982 zł. A więc trochę mniej, niż gmina chce im dać.


 


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!