www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
czwartek, 14 listopad 2019
 
 
O KSIĄŻCE I HISTORII GMINY. Pierwszy i ostatni naczelnik - cz. 1 Drukuj E-mail
piątek, 13 marzec 2015



Być może jedyny obraz gminnego PRL-u

Z Bernardem Damaszkiem, pierwszym i ostatnim naczelnikiem gminy Zblewo, spotykam się od dawana i dość często. Dyskutujemy z zapałem na rozmaite tematy, jednak na ogół o polityce – oczywiście tej dużej, ale przede wszystkim o tej małej, gminnej.

To dzięki panu Bernardowi dowiedziałem się o wielu sprawach, jakie miały miejsce w gminie Zblewo w okresie PRL-u. Zna tamte czasy jak własną kieszeń, wnikliwie umie wyjaśnić przyczyny i skutki zdarzeń. Nic dziwnego, przecież przez wiele lat był naczelnikiem gminy (podobno najmłodszym w Polsce), na dodatek gminy ważnej, bo zaliczającej się do jednej z pięciu wzorcowych w województwie gdańskim (Krokowa, Sierakowice, Żukowo, Cedry Wielkie, Zblewo). Stolice tych gmin z uwagi na dotychczasowe znaczenie i dynamikę rozwoju miały stać się miastami.

Wieść o powstaniu wspomnień pana Bernarda przyjąłem z radością, a później z wielkim zainteresowaniem czytałem maszynopis – bez zdjęć ok. 200 stron. Są to wspomnienia – rzec można – PRL-owskiego prominenta o życiu w Obozie Socjalistycznym, jaki znałem żyjąc jednak w dużym mieście i będąc jego zdecydowanym przeciwnikiem, ostro dzielącym w ludzi na MY i ONI.

Książek na temat czasów PRL-u opowiedzianych przez ówczesnych prominentów jest sporo, ale tych z ogólnopolskiego topu, a tu mamy opowieść zdaje się wyjątkową, kto wie czy nie jedyną taką w skali kraju, bo opowiedzianą przez przez człowieka z TAMTEJ strony, ale nie ogólnopolską, lecz o gminie, leżącej w dodatku – pomimo zakwalifikowania jej do wzorcowych – na głębokiej prowincji, na peryferiach województwa.


Podjęcie decyzji o budowie Ośrodka Wczasowego nad Jeziorem Niedackim w Twardym Dole około 1974 roku

Pozycja ta przedstawia zupełnie inny obraz socjalistycznej rzeczywistości na poziomie gminy niż ten, jaki ukształtowałem sobie w wyobraźni, bo nieznany mi wówczas zupełnie z autopsji. No bo cóż ja miałem w tamtym czasie wspólnego z naczelnikami i mechanizmami rządzenia gminami jako student, a potem nauczyciel języka polskiego w szkole w mieście?

To wyobrażenie wynikało z przeniesienia en bloc wyników obserwacji ogólnej sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej w całej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej na każdy jej skrawek, w tym przypadku na gminę Zblewo.

Dla mnie wówczas, w PRL-u, każdy człowiek mający jakąś władzę był uprzywilejowanym kacykiem, bezwzględnie rządzącym przy pomocy partyjnego aparatu, zwalczającym Kościół katolicki, jakąkolwiek myśl niezależną, wierzącym lub udającym wierzącego w system, gorącym zwolennikiem kolektywizacji, oczywistym łapówkarzem, spędzającym wczasy nad Balatonem czy na Słonecznym Brzegu w Bułgarii, a nawet po cichu gdzieś tam na zgniłym Zachodzie.

Książka Bernarda Damaszka kompletnie burzy to moje wyobrażenie PRL-owskiej prowincji. Pokazuje, że na tej prowincji nic w tamtej rzeczywistości nie było czarno-białe, jak my, opozycjoniści, to widzieliśmy.


Ekologiczny Gimbus przed małą szkołą w Borzechowie. 1970 rok

Jej autor i bohater, naczelnik Damaszk, urodzony polityk, umiejętnie, bardzo sprytnie, a czasami i bezczelnie porusza się w trójkącie pomiędzy swoim urzędem gminy, powiatową egzekutywą Partii (PZPR) i Kościołem katolickim w celach nie prywatnych, a działając na rzecz dobra publicznego.

Pryska też mit o zagranicznych wojażach lokalnych aparatczyków. Wierzyć mi się nie chciało, gdy czytałem opis pierwszej podróży pana Bernarda na Zachód, do Wiednia (i to wcale nie w celach turystycznych, a do kliniki na operację przeszczepu nerki), że to był jego pierwszy wyjazd za żelazną kurtynę. Przy okazji odbył zakupy w tamtejszym hipermarkecie, o czym po powrocie długo opowiadał jednemu z prezesów naszych GS-ów, do których należały Rolnicze Domy Towarowe, nasze "hipermarkety", duma PRL-u. Prezes w końcu zażartował, że Benek musiał sobie mocno wypić, jeżeli opowiada takie niestworzone historie. I tu pojawia się pytanie: od jakiego szczebla tamte władze jeździły na Zachód, jeżeli nie jeździł jednak istotny naczelnik istotnej gminy? Pan Bernard stanowczo odpowiada, że nawet nie ze szczebla powiatowego. Więc kto jeździł? Dzisiaj już o tym wiemy.


Wręczenia dyplomów dla społeczników. Od lewej Józef Neuman,Bogdan Flisikowski, Gerard Dobek i Władysław Kamiński

Naczelnik Bernard Damaszk, który wraz z grupą współpracowników już bardzo wcześnie opracował strategię rozwoju gminy, zręcznie i skutecznie zdobywał rozmaite dotacje i poparcie decydentów wojewódzkich dla realizacji wielu przedsięwzięć inwestycyjnych w gminie. Dzięki temu w 1990 r. po tzw. transformacji ustrojowej gmina Zblewo startowała do przemian w nowej rzeczywistości z zupełnie innego pułapu niż gminy powiatu starogardzkiego. Tu w 1990 r. było już właściwie wszystko to, co gdzie indziej dopiero zaczynano i z czym mozolono się przez dwie, a nawet i trzy kadencje (np. wodociągi). Z reguły rzadko kiedy przy ocenie zmian zwracamy uwagę na punkt startu, tymczasem jest to niebywale ważne. Po analizie dokonań w gminie Zblewo w czasach PRL-u z całą oczywistością widać, że obecne wyprzedzenie gminy Zblewo o kilka ładnych lat wobec innych gmin pod względem dzieł publicznych (kanalizacja, wodociągi, szkoły) ma swoją genezę w polityce gospodarczej Bernarda Damaszka, o czym zresztą pisałem w książce na temat 20-lecia samorządności gminy Zblewo pt. "Żaden wójt nie był pewien".

Pracownicy Urzędu. Od lewej Barbara Turkiewicz, Alicja Zalewska, Danuta Mania, Roman Lampkowski, Hanna Dunajska

Ta jednak zręczność w omijaniu rozmaitych pułapek ówczesnego systemu i w zdobywaniu środków na inwestycje nie bierze się li tylko z talentów politycznych naczelnika, umiejętnie poruszającego się po urzędach. Naczelnik z wielką swobodą umie pozyskiwać sobie ludzi, dzięki czemu tworzy niesamowicie rozbudowaną sieć znajomych (jak dziś ktoś istotny i zręczny na Facebooku). Znajomości te dotyczą oczywiście kręgów Partii, ale w o wiele większym stopniu - pójdźmy dalej ze słownictwem Fb: bliscy znajomi - środowisk kościelnych i innych, niezwiązanych z władzą.

W książce pojawia się przed czytelnikiem jakby rozbudowany obraz krótkiej rozmowy między panem, wójtem a plebanem, obraz gminy, której włodarz prowadzi umiejętnie dialog z przedstawicielami Partii, ale przede wszystkim serdecznie rozmawia z proboszczami, ba, bywa u nich na obiadach, gra z nimi w karty, cieszy się podczas kolacji na parafii w Borzechowie w chwili wyniesienia Karola Wojtyły na papieski tron.

cdn.

Tadeusz Majewski

Podchód 1-majowy w Zblewie pod koniec lat 80. 


 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!