www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
niedziela, 15 grudzień 2019
 
 
LUDZIE Z PASJĄ. Nieraz samochód jest zanurzony na moją wysokość Drukuj E-mail
wtorek, 24 marzec 2015


LUDZIE Z PASJĄ. Chłodna niedziela. Sołtys Lipiej Góry (poprzednich i nowej już kadencji) Jan Szuba prowadzi do domu stojącego po drugiej stronie drogi, do Jana Skarzyńskiego (35 l.), tutejszego rajdowca.


- Jestem dekarzem i mechanikiem samochodowym – opowiada pan Jan. - Zainteresowałem się dżipami terenowymi, gdy mój brat kupił sobie quada. Ja kupiłem auto marki Suzuki Samuraj i je dokumentnie przerobiłem na użytek rajdów terenowych, uściślając błotnych. Ten samochód mam od 3 lat, a pierwszy puchar zdobyłem w 2013 r. Teraz pucharów mam już tyle, że trudno wszystkie utrzymać.


Na czym polegają te rajdy błotne? Otrzymuje się mapkę z trasą i rusza. Jedzie się z pilotem, od którego dużo zależy. Do tego muszą jechać dwa samochody, żeby w razie czego jeden wyciągnął drugiego. Każdy dostaje mapkę z trasą i z zaznaczonymi miejscami, gdzie na trasie wiszą pieczątki. Trzeba podjechać jak najbliżej i podbić kartę. To nie jest łatwe, bo nieraz samochód jest zanurzony na moją wysokość i znad powierzchni błota wystaje tylko rura od powietrza, dzięki której nie zagrzewa się silnik.


Gdzie się jeździ? Gdy ktoś lubi rajdy po żwirze, to do Szteklina albo do Helmuta, na północ za Skarszewami. Ci, co lubią błoto, jadą do Bolesławowa. O wiele większe błota niż w Bolesławowie są w Kościerzynie, a na największe jedzie się do Bornego Sulinowa, gdzie nieraz na zawody przyjeżdża ze 130 samochodów. Tam są świetne warunki na byłych poligonach i tam się odbywają największe imprezy.

Mój największy sukces? Trzecie miejsce w kategorii Ciężka Integra (w tej kategorii nie można używać wyciągarek - gdy ktoś się zagrzebie, wszystko musi robić ręcznie). Moje najtrudniejsze momenty? Raz się zakopałem i stałem w bagnie pół dnia. Próbowali wyciągnąć z brzegu 40-metrową liną, ale nie mogli. Ciągnikiem przyjechał syn gospodarza, wyciągnął mnie wyciągarką, ale sam się utopił. Z kolei jego wyciągnął wujek, który przyjechał większym ciągnikiem.

Są różne ciekawe konkurencje, na przykład Król Błota. Jest wykopany zbiornik w kształcie prostokąta, w nim błoto. Wjeżdża się do niego na pełnym gazie. Wygrywa ten, kto najdalej zajedzie albo przejedzie. Poza takimi rajdami są też inne zawody, w których wydziela się adrenalina. Na przykład ostre zjazdy prawie z pionowych zboczy. Raz zjechałem z takiego 40-metrowego zbocza, asekurowany przez zaczepioną u góry linę. Taki zjazd jest blisko nas, z Paninej Góry (pod Skarszewami) w stronę rzeki.

Niestety, u nas, w Lipiej Górze, nie ma za dużych terenów, żeby móc sobie swobodnie pojeździć. Ale czasami się tu spotykamy i jeździmy. Między innymi u Mietka, który hoduje daniele. Nieraz pytają, widząc nasze samochody: Panie, a ile to pali? Hm, trudno powiedzieć, 40 l na 10... godzin.


Umawiamy się z sołtysem, że gdy będzie w Lipiej Górze jakiś rajd, mnie zawiadomi i zrobimy fotoreportaż ... Przy okazji notatka o wsi. Sołectwo liczy, Lipia Góra z Królewskim Bukowcem, z 40 mieszkańców i się rozwija, oczywiście w tempie właściwym dla swojej skali. Od czasu ostatniej rozmowy z sołtysem Szubą w 2010 r. powstało tu kilka nowych domów, w których zamieszkali ludzie zmęczeni życiem w mieście.

- Powstanie tych domów więcej – mówi pan Jan – gdy wybudują drogę z płyt "jumbo". Budowa ruszy w czerwcu – lipcu. Ze 2 km licząc od świetlicy do Kleszczewa.

Tadeusz Majewski

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!