www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 19 listopad 2019
 
 
MARIAN JASZUL. Lubię chodzić po wysokich wieżach Drukuj E-mail
niedziela, 24 maj 2015


Marian Jaszul mieszka na Suchym Bagnie w Zblewie, przy dziwacznej pętli ulicy, zwanej potocznie "świńskie ucho". 47 lat pracuje w Enerdze rejon Tczew. Od dawna marzyło mu się oglądanie świata z góry.


- Pod koniec lat 80. wyczytałem w "Młody Techniku" o lataniu na "szmacie", czyli na paralotni. Szkoła paralotniarska była w Zakopanem. Pojechaliśmy tam ze znajomymi na wczasy, a ja, żeby się szkolić w paralotniarstwie pod okiem Bachledy-Żołnierzyka. 12-letni wtedy syn Bartosz też chciał się nauczyć. Bachleda-Żołnierzyk powiedział do niego: "Ty nie podniesiesz paralotni". Po chwili się zlitował i postawił warunek: "Dostaniesz najmniejszą uprząż – siedzisko ze deseczką jak do wspinaczki - i paralotnię. Jeżeli podniesiesz to  nad głowę, to będziesz się szkolił". I Bartosz podniósł. Poszliśmy na tak zwaną Oślą Łączkę na Nosalu. Po trzech dniach szkolenia syn nie tylko podniósł paralotnię ponad siebie, ale na niej poleciał. A ja...

- Mąż poleciał prosto na nos – wtrąca ze śmiechem żona Jadwiga.

- No tak, z paralotnią nie wyszło, więc postanowiłem latać na szybowcach. Byliśmy z synem w Pruszczu i Grudziądzu, w Lisich Kątach. Nie pozwolono mi latać z przyczyn zdrowotnych. A Bartosz? Dziś ma 31 lat i lata na paralotni. Zaczął wkrótce po tych kursach w Zakopanem. Pomimo, że nie miał jeszcze 16 lat, dali mu licencję. To piękny sport. Na starcie wymaga dużego wzniesienia, żeby móc się rozpędzić i oderwać od ziemi, ale można też wziąć rozpęd za kołem – przypięty do samochodu poprzez urządzenie monitorujące siłę wznoszenia. W Zblewie paralotniarzem jest tylko on. Są w Starogardzie i w Borsku, gdzie istnieje szkoła paralotniarska. Z Borska latają nieraz do nas i odwrotnie. Syn ma licencję na latanie z pasażerem. Z wykształcenia jest elektronikiem. Zajmuje się też elektroniką dla paralotniarzy.

- Więc z szybowcami też panu nie wyszło...

- Ale oglądam świat z góry. Lubię chodzić po wysokich wieżach. Wybierałem jakiś energetyczny pas i wchodziłem na wieże telekomunikacyjne w czasie ich budowy. Lubię oglądać z góry, z innej perspektywy. Byłem na wieżach w Jeziercach, przy ul. Kościerskiej w Zblewie, w Pinczynie, w Jeżewnicy (gm. Osiek), koło Pieniążkowa. Wieże mają różne wysokości. Sporo ma 52 m, ale też 82. A wieża we Franku (gm. Kaliskach) ma ponad 100. Czy się nie boję? Jestem przypięty pasem, ale pomimo to są różne odczucia. Na przykład na wieży w Jeziercach wszystko było w porządku, gdy patrzyłem w horyzont, ale gdy spojrzałem pionowo w dół, widziałem jak ona się prężyła, żeby mnie zrzucić. Z wież robię zdjęcia i filmy.

Panorama Zblewa z wieży przy ul. Kościerskiej

- Gdzie byłby w naszej gminie najlepszy punkt widokowy? Dwa lata temu młodzież Piesienicy napisała szkic projektu budowy wieży w przy domu, który kiedyś był pałacem, miejscem urodzenia Małgorzaty Hillar. Widoki piękne - na pradolinę rzeczki Piesienicy i Jeziora Borzechowskie...

- W Zblewie najlepszy byłby przy ulicy Pinczyńskiej, przy melioracji, na wysokości dawnej wieży telekomunikacyjnej. Albo naprzeciwko – na Lajkowych Górach. Z wieży przy ul. Pinczyńskiej widać byłoby Zblewo, Pinczyn i Bory Tucholskie. Każda turystyczna gmina powinna mieć punkt widokowy. Wdzydze mają, Fojutowo też. Byłem też na wieży kościoła w Zblewie. Piękny widok. To nie jest to samo, co z Google Maps. Spojrzenie z góry pokazuje również niedostatki. Na przykład oglądałem niedawno przez Google Maps Borzechowo, wyspę z zaznaczonymi ruinami. Mogłaby być świetnym miejscem do zwiedzania, ale niestety, nie ma tam wejścia, same szuwary. Chciałbym, żeby syn poleciał i zrobił zdjęcia całej gminy z góry, ale musi mieć czas i muszą być odpowiednie wiatry.

- Dzisiaj takie zdjęcia i filmy robi się dronem.

- Dronem nie można tak wysoko latać.

Tadeusz Majewski

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!