www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
niedziela, 17 listopad 2019
 
 
HISTORIA. Pałubinek. Plastrem mi zalepiała plapę! Drukuj E-mail
sobota, 30 maj 2015


Nie niszczmy starych zdjęć. Są one najlepszymi dowodami naszej historii, a zwłaszcza te, które są jeszcze dziś możliwe do opisania przez osoby na nich utrwalone

Kilka miesięcy temu napisałem krótki tekst na podstawie rozmowy z mieszkanką Pałubinka Teresą Miloch z domu Białas. Rozmowa z panią Teresą była wielowątkowa, ale zasadniczo dotyczyła historii, między innymi dlatego, że siedzieliśmy przy albumach starych zdjęć wykonanych w Pałubinku oraz Pinczynie. W tamtym tekściku jej głównym wątkiem stała się piękna Madonna Pałubińska, jedna z czterech rzeźb uratowanych z ołtarzyków bożej męki przez Marię Miloch, teściową pani Teresy. Pani Maria przyniosła je w worku i ukryła.

Niezwykle cenne dla historii z I Komunii pani Teresy w 1949 r. (urodziła się w 1936 r.) w starej kaplicy w Pinczynie. Prezentowaliśmy już to zdjęcie, a to jest o wiele lepiej opracowane


Jakie jeszcze pani Teresa pokazywała mi zdjęcia? Ano bardzo rozmaite. Na przykład przedstawiające Zygmunta Milocha służącego u Maczka w Anglii (po wojnie został w Anglii, ożenił się z Angielką), niezwykle cenne dla historii Pinczyna z jej I Komunii w 1949 r. (urodziła się w 1936 r.), wykonane w starej kaplicy w Pinczynie i równie cenne zdjęcia zbiorowe, jakie dziś tu pokazuję. Ale zanim o tych zdjęciach, kilka słów o Milochach. Skąd w ogóle wzięli się w Pałubinku.

Otóż teść pani Teresy Bernard Miloch przyszedł tu z Wiela i ożenił się z Marią Landowską. Maria dała mu siedmioro dzieci: Martę, Władzię, Bernarda (II), Zygmunta, Władka, Emilię i Józefa (mąż pani Teresy). Władek i Emilia pracowali w szpitalu w Kocborowie.



Uczestnicy kursu gimnazjalnego w 1947/48 w Pinczynie, kl. 2


Na podwórzu Milochów stoi jako ozdoba jakieś stare urządzenie.Też, jak się okazało, dowód historii.

- To szewska maszyna z herbem Wolnego Miasta Gdańsk – wyjaśniła pani Teresa. - Teść Bernard Miloch szył na niej buty, tu, w Pałubinku, w pokoju, przy okienku. Kiedyś te okienka były małe. Robił nawet nowiutkie buty ze skóry z zelówkami. A mnie kiedyś dorobił jeden but, bo drugi schowałam w duchówce i się spalił. Miałam wtedy z 7 lat. Teść zmarł w 1943 roku.


Zdjęcia przede wszystkim przedstawiają członków rodziny Milochów, ale najcenniejsze dla historii gminy przedstawiają ich na zdjęciach zbiorowych, jak na tym z 1949 r. z I Komunii, z kursu gimnazjalnego p. Teresy w 1947/48 w Pinczynie, kl. 2. Są na nim m.in. nauczyciele Czajkowski, Zaremba (jej wujek), Musolf. Jest Emilia Miloch, Czerwińska i Szefler. Bardzo cenne jest zdjęcie przedstawiające uczniów szkoły w Pałubinku.

- To są wszystkie klasy, od I do IV – opisywała je pani Teresa. - Rozpoznaję m.in.: Teresę Szulc, Jadzię Szulc, Zofię Łęgowską, Cecylię Borzyszkowską, Anielkę Ropińską, Juliusza Burczyka, Wandę Szyc, Józefa Szyca, Cesię Lewińską i Krystynę Szachtę.



Bardzo cenne zdjęcie przedstawiające uczniów szkoły w Pałubinku w 1945 r.


Na innym zdjęciu, wykonanym w 1955 r., są: Alfons Połom i Agrypina Rezmer ze Zblewa i pani Teresa. Wykonane zostało w Starogardzie, gdy wracali z "Kociewiaka", spółdzielnię produkującą konfekcję lekką, ciężką i obuwie. Pani Teresa miała wówczas 19 lat i pracowała w konfekcji ciężkiej – szyła płaszcze z flauszu i inne. Szyli też Połom i Lorochowa. To zdjęcie pokażemy na stronie zblewo.pl.


Rodzina Niemca Schulza w Pałubinku przy zawłaszczonej połówce domu Czerwińskich. Po prawej stronie stoi Władzia Miloch, służąca


W pudełku jest też kilka zdjęć z czasów okupacji. Na jednym stoi Władzia Miloch z rodziną Schulzów, u których pracowała jako służąca. Wieś przed wojną w całości była polska. Przybyli podczas okupacji Niemcy, m.in. Schulz, przywłaszczali sobie, co im się podobało.

- Schulz wraz z rodziną zamieszkał w domu Czerwińskich, podzielonym "dych na pół", a świnie hodował u Adamowskich. Milochów zostawili w spokoju. W 1945 roku rodzina Schulza uciekła.


Przez rok pani Teresa chodziła do szkoły podczas okupacji. Nauczycielami byli pani Schmidt i Krauze (Kosecka).

- Plastrem mi zalepiała plapę, żebym nie mówiła po polsku – wspomina pani Teresa.

W 2011 r. naukę w tej szkole podczas okupacji tak wspominał Alfons Połom:

"Gdy miałem 7 lat, poszedłem tu, do Pałubinka, do szkoły. Niemieckiej, bo już było po wrześniu 1939. Pracowały dwie nauczycielki - Niemka Schmidt i niby Polka z Gdańska Apelhagen. Gadały ze sobą po niemiecku. Niemka nic nie rozumiała z polskiej mowy, ta Polka z Gdańska tak. Na przerwie skrycie rozmawialiśmy po polsku. Niemka nie rozumiała, ale była grzeczna. A ta polska 'cipa' była wredna. Usłyszała i krzyczy po niemiecku, żeby iść za nią. Wzięła do klasy i dalej po niemiecku: 'Przełóż się chłopcze przez ławkę'. Oj, dało trzcinką. A dziewczyny dostały po pazurach. Później rączki im z tego tak napuchły, że nie mogły pisać. Zrobiła się sprawa. Do szkoły przyjechał inspektor i przeprowadził z nami wywiad. Pytał, czy my w domu rozmawiamy po polsku, czy po niemiecku. Odpowiadaliśmy, że w domu to się uczymy niemieckiego, a jak czegoś nie rozumiemy, to po polsku pytamy, jak mamy to mówić... Zaraz po wojnie, za panowania PRL-u, na egzaminach wyszło, że my lepiej mówimy po niemiecku niż po polsku.

Tadeusz Majewski


Szewska maszyna Bernarda Milocha





 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!