www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 14 lipiec 2020
 
 
Impresje Rafała Kosiedowskiego z podróży quadem dawnym Jedwabnym Szlakiem [fragmenty] Drukuj E-mail
sobota, 24 październik 2015


Rafał Kosiedowski (38 l.), pinczyniak od urodzenia. Chodził do szkoły w Pinczynie. Studia - Wyższa Szkoła Morska, elektromechanika (cała rodzina pracowała na kolei, a on został elektrykiem). W 1997 r. założył firmę ELPOL i rozpoczął produkcję rozdzielni elektrycznych. Później doszły materiały budowlane, pasze i nawozy, a niedługo ruszy produkcja kotów c.o. ("postawiliśmy na nową jakość i dizajn; wyglądają jak lodówka, mebel").
Interesuje mnie ostatnia podróż Rafała Chiny - Polska, ale najpierw trzeba uporządkować chronologicznie jego dotychczasowe wyprawy.

(...)


Oto dwa fragmenty materiału o tegorocznej, niesamowitej wyprawie podróżnika z Pinczyna.

(...) Najmocniejszą przygodę przeżyliśmy w Uzbekistanie. Jechaliśmy stepem drogą szutrową i nagle ni stąd, ni zowąd wyskoczyła dwupasmowa autostrada – jakiś kaprys urzędniczy. Równiutka, gładziutka, tylko znaków nie było. 100 km prostej drogi, asfalt zlewał się z horyzontem, a dokoła tylko step. Po 100 km już któryś z nas przysypiał. I w końcu patrzymy na GPS-ach, że zbliżamy się do jakiejś rzeki i że jest most. Przed rzeką był delikatny łuk i stało kilka zabudowań. Cieszyliśmy się, że po przejechaniu mostu znowu będziemy jechać stepem. Dojeżdżamy do mostu, a tu na nim leży rurociąg – dwie wielkie rury. Most nieuczęszczany. Postanowiliśmy pojechać po tych rurach, a tu nagle spod mostu wyskakuje dwóch wojskowych i krzyczą do nas. Jeden odbezpieczył AK-47, położył się w stanowisku strzeleckim, które teraz dopiero zobaczyliśmy, drugi zszedł mu z linii strzału. Natychmiast podnieśliśmy ręce do góry i zaczęliśmy krzyczeć: Nie strelajtie, my Poliaki, my turysty! Nie było żadnych rozmów. Przez kilka minut cisza. Pot spływał nam po kręgosłupach aż do kolan. W ciągu tych minut przeleciał mi krótkometrażowy film mojego życia. I myśl – tyle jeszcze do zobaczenia, do zrobienia, a tu... Wreszcie wojskowy pokazał nam palcem, że chyba mamy odjechać. Oczywiście nie przez most.

Jechaliśmy też słynną Drogą Śmierci. Co kawałek krzyżyk. Przez Tadżykistan. 320 km – 13,5 godzin. Tak, tę, którą pokazywali w BBC. Tam jeżdżą tiry. To droga międzynarodowa z Chin do Uzbekistanu. Najpiękniejsza droga, jaką jechałem. Tam nie ma tolerancji błędu. Wspinasz się tą drogą na wysokość ponad 3 tys. km, zjeżdżasz trochę i znowu do góry. Lewą manetkę – rączkę kierownicy mam wytartą od manewrowania, żeby nie wpaść w przepaść do rzeki Pandź, płynącej na granicy Tadżykistanu z Afganistanem. Mieliśmy na kasku kamerki i są filmiki. Pierwszy miał najgorzej. Mieliśmy oczywiście ze sobą łączność. Kierowcy z Tadżykistanu nie grzeszą kulturą jazdy. Widzisz, że na tej drodze nadjeżdża ciężarówka i wiesz, że on po prostu jedzie. (...)

CAŁY MATERIAŁ - PRZEJDŹ

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!