www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA arrow DLA MIESZKAŃCA arrow 24 + 100 + 16 = 140 lat! Komin jednak się zawalił, Panie Ptak! - cz. 2
czwartek, 14 listopad 2019
 
 
24 + 100 + 16 = 140 lat! Komin jednak się zawalił, Panie Ptak! - cz. 2 Drukuj E-mail
sobota, 14 styczeń 2017


Niżej zamieściłem kilka zdjęć "zajazdu Fischerów", m.in. dwa z drugiej połowy XIX w. Na jednym z nich ołówkiem zaznaczono datę - 1876 r. Obiekt pełnił wtedy funkcję hotelu (Bahnhof). Warto tu przy okazji nadmienić, że linię kolejową Chojnice - Starogard - Tczew wybudowano w latach 1971 - 1873. Prawdopodobnie jest to po zdjęciu przedstawiającym rynek w Starogardzie najstarsze zdjęcie przedstawiające architekturę w powiecie starogardzkim. Bardzo ciekawa jest też historia tego budynku. Na Facebooku zwróciłem się o informacje i pierwsze już są. (tm) Za Facebooka:

Janek Stachowiak: - Panie Tadziu, na pewno można i estetycznie pokazać "zajazd Fischerów", ale jak Pan trafnie napisał, "zanikło poczucie estetyki". Wspaniale pokazuje Pan to, czego inni nie dostrzegają wokół siebie. Gratuluje i pozdrawiam...

Tadeusz Majewski: - Janek Stachowiak Bardzo dobra wizualizacja (zdjęcie czołówkowe - T.M.). Przydałaby się opowieść o tym budynku. Bohater jakiegoś mojego reportażu opowiadał, że tam się ktoś ukrywał podczas okupacji. Z pewnością też ktoś ma zdjęcia wnętrza podczas jakiejś zabawy. Muszę popytać.

Odpowiedz · 6 stycznia o 17:00
Janek Stachowiak: - Panie Tadziu, ukrywał się u Fischerów w czasie okupacji Edmund Werner, którego rodzice mieszkali po wojnie przy ulicy Młyńskiej w dawnym gospodarstwie Wollfy. W 1952 roku moja rodzina również w tym domu zamieszkała po spaleniu się naszego poprzedniego mieszkania. Ojciec Edmunda, Jan Werner, pracował w tym gospodarstwie, którego właścicielem został Franciszek Krajewski po zajęciu mienia poniemieckiego. Matka jego, Anastazja z domu Kalinowska, była bardzo pobożną kobietą. Edmund Werner był absolwentem Szkoły Podchorążych w Grudziądzu. Rodzice Edmunda bardzo dobrze się znali i przyjaźnili z Fischerami jeszcze przed wojna, dlatego też kiedy żandarmi niemieccy deptali mu po pietach, Fischerowie go ukryli. Długa to i dramatyczna historia, którą poznałem będąc kilkuletnim chłopcem. Zdjęcie z zabawy "u Fischerki" też mam zachowane w moich zbiorach.
(...)
Janek Stachowiak: -
Brunon Fischer i właściciel restauracji Braun z Zblewa to ludzie, którzy pomagali wielu młodym chłopakom w czasie okupacji unikać obowiązkowego poboru do wojska niemieckiego. Starali się, używając różnych możliwych sposobów, m.in. przedłużając im naukę zawodu...

Tadeusz Majewski: - Serdecznie dziękuję. Dam to w "Kurierze". Przez jakiś czas zdaje się ukrywał się tam też Max Ubows
ki, kawaler Virtuti Militari. Mam to w reportażu o Ubowskim.

Justyna M.: -
P. Tadeuszu, intryguje mnie ten temat, bo tam też przez krótki czas mieszkała tam moja prababcia, ta co Piłsudskiemu do stołu podawała, gdy był w gościach u swojej cioci.




Janek Stachowiak: Zdjęcia z zabawy, na której "tańcowałem" w 1965 roku.

A OTO DWIE HISTORIE O TYM JAK W DOMOSTWIE FISCHERÓW UKRYWALI SIĘ W OKRESIE OKUPACJI EDMUND WERNER I MAX UBOWSKI

O Edmundzie Wernerze

Jego jednostka macierzysta stacjonowała w Skierniewicach. Kiedy wybuchła wojna, oczywiście wszyscy ruszyli do boju. Jego ominęła bitwa nad Bzurą, ponieważ jego jednostka została skierowana na Warszawę. W wielkich walkach tam nie uczestniczył. Warszawa poddała się 28 września 1939 roku. On gdzieś tam zdobył cywilne ciuchy i udał się pieszo w kierunku Skierniewic. Gdy tam dotarł, działała już administracja niemiecka, a jego znajoma pracowała w biurze. On się jej poradził co i jak, bo chciałby dostać się na Pomorze. Jeszcze wtedy nie było granicy, jaką okupanci ustanowili później pomiędzy Generalną Gubernią a Rzeszą. Ale w pociągach kontrolowali. On nie miał jakichś mocnych dokumentów, tylko jakieś zaświadczenie i jego znajoma wypisała mu przepustkę czy bilet do miejscowości Stüblau. Zblewo nazywało się Hochstüblau, a Stüblau było gdzieś za Człuchowem.

On spokojnie sobie na ten bilet jechał do Tczewa, z Tczewa do Zblewa i tam wysiadł. Mieszkali dalej na dworcu, ale interesowała się nimi policja. Raz byli w domu, zanim on z tych Skierniewic wrócił. Wrócił gdzieś tak w pierwszej połowie października. Kiedy drugi raz przyszli, on był już w domu. Ciocia miała w sypialni dosyć niskie łóżka. Widzą, że policja już się zbliża. Gdzie tu się schować, żadnej komórki nie było. On wsunął się pod te łóżka. Miał kaszel, ale jakoś wytrzymał. Przeszukali wszystko, łóżka też, ale pod nie nie zaglądali. To było całe szczęście. Gdyby go znaleźli, żołnierza – oficera, pewnie by go nie rozstrzelali, chociaż do końca nie wiadomo jak by to było. No i wtedy tam było już bardzo gorąco.

Znał bardzo dobrze Fischerów. Już przed wojną się przyjaźnili i on jakoś do nich się skierował, by go ukryli. Zgodzili się. Mieli piwnice pod restauracją i tam miał schowek. Piwnice wysokie, na posadzce ułożył podest, raz, że nie było wilgoci, a dwa, był pod podłogą restauracji i słyszał rozmowy przebywających tam Niemców, co planują itd. Tam bywało dużo gości, bo budowano autostradę. On tam nawet planował i już częściowo miał zrobiony podkop, by połączyć piwnice ze stodółką. To mu się jednak nie powiodło. Ciocia z wujkiem wiedzieli, że ich z dworca wysiedlą i postanowili uprzedzić Niemców. Wynajęli pokój z kuchnią u państwa Szarmachów mieszkających blisko żwirowni, na uboczu, kilkaset metrów od Fischerów. Tam byli razem z Edmundem, bo kryjówka u Brunona Fischera stawała się niebezpieczna. (...)

Cały materiał o EDMUNDZIE WERNERZE - przejdź



O Maxie Ubowskim


Kolejarskie życie

- W Zblewie mieszkałam od 1946 roku. Wie pan, jak to jest - kolejarskie życie. Zblewo... Piękne mam wspomnienia - wzdycha pani Irena.
Kolejarskie życie, bo ojciec pani Ireny, Maksymilian Ubowski, w Zblewie był zawiadowcą stacji. Przed wojną i tuż po wojnie. Oprócz tego był też przez jakiś czas zawiadowcą stacji w Liniewie koło Skarszew. Żeby ukonkretnić, odtwórzmy kolejowy szlak ojca pani Ireny: Tuchola, Subkowy, Liniewo, Zblewo, Smętwo, Zajączkowo (?).
Tuż po wojnie Makasymilian został przeniesiony do Smętowa Granicznego.
Maksymilian Ubowski był postacią nieprzeciętną. Zanim "osiadł" na kolei, był ułanem. Uczestniczył w wojnie w 1920 roku i brał udział w bitwie o Warszawę - w "cudzie nad Wisłą' Otrzymał srebrny krzyż Virtuti Militari. "Wiadomo nam tylko - czytamy w pismach rodziny Ubowskiego - że tak wysokie odznaczenie wojskowe otrzymał na froncie bolszewickim, wyprowadzając duże ilości wojska polskiego z okrążenia..."
- Przed wojną za Virtuti Militari otrzymywało się 300 zł rocznie – ciągnie pani Irena. - Była to niebagatelna kwota. Pamiętam, że pieniądze odbierało się w styczniu w Tczewie. Po wojnie tego odznaczenia nie uznano.

Blisko Piłsudskiego

Pan Maksymilian był bardzo blisko Piłsudskiego - w Belwederze, w Szwadronie Przybocznym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Chciał się przeprowadzić do Warszawy, ale mama pani Ireny Leokadia, wyraziła stanowczy sprzeciw. Nie da się dziś odpowiedzieć na pytanie, czy nie odpowiadał jej zgiełk stolicy, czy nie wyobrażała sobie życia z dala od Borów Tucholskich. W każdym razie na skutek stanowczego veto Leokadii "Max" Ubowski pożegnał się z karierą przy boku Pana Prezydenta, zaopatrzył się na drogę w przepiękną szablę i dwa rapiery, pamiątkową fotkę i wrócił na rodzinne łono, na Pomorze. Pani Leokadia zwyciężyła.

Jako ostatni

Wrzesień 1939 roku. "Max" Ubowski musi opuścić stację w Zblewie jako ostatni. Z zawiadowcą stacji to tak jak z kapitanem na okręcie. Paskudna sytuacja - ordery, ojczyźniane papiery, a na dodatek działalność w Związku Zachodnim. Uciekł jako ostatni. Zdążył dojechać do Jeżewa pod Grudziądzem. Już wiedział – jak go złapią z takim obciążeniem, z taaaakimi papierami, od razu pod ścianę. Na stacji w Jeżewie, konkretnie w ubikacji, położył na desce wszystkie dokumenty.





Przeleżały sześć lat!


Po wrześniowej gorączce w Zblewie w ustępie utopił szablę i rapiery. Poszedł na na dworzec. Tam dowiedział się, że go szukają. Na szczęście przyjaciele byli pierwsi.
- Do dworca w Zblewie wiodą dwie drogi - wyjaśnia to zdarzenie pani Irena. - Dwóch jechało z obu stron, żeby go ostrzec. Jednym z nich był ksiądz Rudnik. Tata wsiadł na rower, wjechał w las, ostro pedałował. Ścigali go na motocyklu. Jakaś kobieta rozmyślnie pokazała im drugą stronę, zmyliła. Potem siedział w kopce siana i "na żywo" widział egzekucję kilku ludzi. Pytał o nas, rodzinę, ale myśmy jeszcze nie przyjechali z Chełmna. Ukrywał się tu i tam. Nikt specjalnie nie chciał ukrywać, bo z tym ukrywaniem zupełnie tak, jak mówi powiedzenie. "Wszy sobie za kołnierzem nie będę przetrzymywać, bo zjedzą". W końcu, zrozpaczony, zrezygnowany i skrajnie wycieńczony, postanowił się zgłosić. Szedł z lasu do Zblewa. „Pani Ubowski, gdzie pan idzie?! Co pan robi?! Przed chwilą rozstrzelali mojego wuja” - kręcił z przerażeniem głową napotkany zblewiak.

Schowała go w stodole

Znowu w naszej opowieści pojawiła się jakaś kobieta. Schowała go w stodole. A potem różnie - też u Fischerów w piwnicy. Kiedy "szpręgowali" drogę do młyna (dziś droga nr 22 - przyp. red.), inżynier Hering pracował w Zarządzie Budowy Dróg. Zarząd urządził biura w domu Fischerów. Nawiasem mówiąc, za tym budynkiem były wielkie wyrwiska żwiru. Hering wiedział, że Ubowski był Polisch verdachitg (politycznie podejrzany) i początkowo kiedy do Fiszerów, przychodzili Niemcy, mówił: "Max masz uciekać". Ubowski zbiegł do piwnicy. W Zblewie inni też się ukrywali, jeden nawet przez 6 lat. Wyuczył się angielskiego.

W firmie Todt

W 1941 roku Niemcy nieco się "ucywilizowali" - już nie było samosądów i "Max" mógł się ujawnić. Zatrudniono go w firmie Todt. Ta wysłała go daleko na wchód, za niemiecką armią, żeby budował drogi. Wysłano go w czas.
- Ojciec miał powiązanie z partyzantami z Czarnej Wody (pani Irena ma zdjęcie grupy czarnowodzkich partyzantów!). Po wysadzeniu pociągu Niemcy przyszli do Ubowskich, żywotnie zainteresowani głową rodziny. Tymczasem Maksymilian był już od pewnego czasu na podbitych terenach ZSRR. Jak widać niemiecki porządek nie zawsze był taki "ordnung". W 1945 roku "Max" porzucił Todta, uciekł.

Cały materiał o Maxie Ubowskim - przejdź

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!