www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
czwartek, 14 listopad 2019
 
 
KAZIMIERZ TOMANA. Rybołówstwo to nie jest romantyczna sielanka Drukuj E-mail
poniedziałek, 18 lipiec 2016

Właściwie powinienem się z nimi przepłynąć, żeby zobaczyć, ile w tej pracy jest romantyzmu, a ile zwykłej i ciężkiej prozy. Ale kto by dziś przeczytał długi tekst o zastawianiu i wyciąganiu sieci?- To ciężki kawałek chleba – mówił Kazimierz Tomana w wywiadzie 10 lat temu. Tak mówi też dziś. - Pracujemy od godz. 4 rano, wracamy o godz. 9, a wieczorem od godz. 19 do 22 – 23. Zarzucamy i zbieramy sieci. Wczasów tej branży nie ma.

 
Właściwie powinienem się z nimi przepłynąć, żeby zobaczyć, ile w tej pracy jest romantyzmu, a ile zwykłej i ciężkiej prozy. Ale kto by dziś przeczytał długi tekst o zastawianiu i wyciąganiu sieci?
- To ciężki kawałek chleba – mówił Kazimierz Tomana w wywiadzie 10 lat temu. Tak mówi też dziś. - Pracujemy od godz. 4 rano, wracamy o godz. 9, a wieczorem od godz. 19 do 22 – 23. Zarzucamy i zbieramy sieci. Wczasów tej branży nie ma.


Dziesięć lat temu bardzo narzekał na kłusowników, przez których trzeba było wstawać w nocy, zarzucić sieci na węgorza i skoro świt zebrać, bo inaczej oni by je wzięli. Dziś ten problem zszedł na dalszy plan, ale na pierwszy, jak to w życiu, wyskoczyły inne, nieraz dosłownie zaskakujące. Pogodowe anomalia. Ostatnio, gdy płynęli, nagle nad nimi zawisła ponura chmura, a jezioro zrobiło się dziwnie białe. Na szczęście zdążyli przed wichurą. W panice z rozpędu wpłynęli do hangaru przy restauracji K2. Akurat odbywała się dyskoteka i tam przeczekali. Po tych wichurach ryba nie bierze, jest skołowana, płynie płytko, a węgorz nie "idzie".

Mistrz rybacki Kazimierz Tomana (63 l.) z Borzechowa zajmuje się rybołówstwem od 31 lat. Jest do dla niego biznes pokoleniowy - w Kątach Rybackich łowił jego ojciec. Jest to także biznes rodzinny. Pomaga mu żona Lidia oraz syn Jerzy (27 l.). Wcześniej pomagał także syn Piotr – obaj od podstawówki.


1. Lidia i Kazimierz Tomanowie. Rybołówstwo to ich biznes rodzinny. Lidia m.in. naprawia sieci, ale też czasami wypływa. Fot. Tadeusz Majewski


Zima

to czas naprawy sprzętu – sieci, żaków, mieroży (sieci-pułapek mających jedno skrzydło). Nie ma żadnych prac z rybami. Kiedy napomykam o słynnej przydusze sprzed kilkunastu lat, podczas której udusiły się podobno z powodu zakazu robienia przerębli tysiące węgorzy w Kałębiu, Tomana stanowczo oponuje. – Robienie przerębli to bzdura! Można postawić na małych akwenach snopy z trzciny, które doprowadzałyby powietrze, albo odgarnąć śnieg, żeby promienie słoneczne dotleniały przez lód... Kałębie jest specyficzne – ma średnio 4 metry głębokości, a Jezioro Borzechowskie Wielkie (240 ha) 16 m głębokości (11 – podaje Wikipedia), a są miejsca do 48 m (43 – Wikipedia) głębokości. Szteklin (48 ha) ma 16 m głębokości.



2. Kazimierz Tomana ze sporym szczupakiem


Zarybienie

odbywa się co roku w różnych miesiącach. Ilościowo w tym sezonie wyglądało to tak: węgorz – 20 kg, narybek podchowany 10-gramowy – 2000 sztuk. Kupuje się go w Zakładach Rybackich w Charzykowych, gdzie trafia z Morza Sargassowego; sielawa – 1 mln 50 tysięcy wylęgu; szczupak – od 50 tys. do 200 tys. sztuk wylęgu. Szczupaka trzeba rozwieźć, zrobić to wzdłuż 3-kilometrowego brzegu. Nie można w jednym miejscu, bo jeden na drugiego się rzuca, zjadają się (tak zwany kanibalizm wewnątrzgatunkowy). Sielawę zarybia się ostrożnie, obracając w workach, żeby się zahartowała w wodzie o innej temperaturze. Potem worki się rozcina i już wypływa sama. Węgorz też jest hartowany przy brzegu. Woda z jeziora wlewana jest do skrzyń, teraz również i w workach.
Sielawą zarybia się w marcu – kwietniu, wylęg następuje w okresie Wielkanocy, szczupakami w kwietniu – maju, węgorzem w kwietniu. Są też okresy ochronne, kiedy nie wolno łowić. Wtedy odbywają się tarła i pozyskuje się ikrę, która jest odstawiana do wylęgarni, gdzie w aparatach wykluwa się narybek.



3. Zarybianie sielawą


4. Zarybianie węgorzem


Zbieramy sieci

zastawne (w poprzek jeziora). Połowy są różne. Zależy, jak się daje ryba. Rekordy w granicach 100 kg nie licząc leszczy. Leszcze – jak mówią – to rybi chwast. Kiedy trą się inne ryby, leszcz podchodzi i zjada.
Kiedyś zmorą rybaka byli kłusownicy. Teraz najwięcej szkód robią kormorany. Ten ptak waży ze 3 kilogramy i tyle musi dziennie zjeść. Kormorany płyną koło siebie – z 15 – 20 sztuk, zaganiają rybę w jedno miejsce pod brzeg, wzlatują i z ogromną prędkością i siłą jak kamienie wbijają się w wodę. Na każdym naszym jeziorze już są kormorany. Siedzą w Radziejewie na olchach i brzozach, ze 300 sztuk. To ich baza wypadowa. Na szczęście we wrześniu – październiku odlatują. Sporo szkód robią też wydry, pojawiła się amerykańska tchórzofretka, szkodzą bobry – około 10 żeremi – spuszczają do wody drzewa i nie można sieci stawiać do 50 m od brzegu, bo się zahaczą i porwą. A naprawa sporo kosztuje.



6. Jerzy Tomana ze szczupakiem


Smażalnia

W Jeziorze Borzechowskim można złowić węgorza, szczupaka, lina, sieję i płoć. Kazimierz Tomana najbardziej lubi wielkie szczupaki, mają dużo mięsa i mało ości. Największa ryba? Pani Lidia przegląda liczne zdjęcia i znajduje. - Szczupak. Ważył 17,40 kg. Syn Jerzy też może pochwalić się sukcesami. Złowił kiedyś na wędkę lina ważącego 2,7 kg.

Ze zbytem w sezonie nie ma problemów. Odbierają sklepy, bary, smażalnie, indywidualni klienci.

Szkoda, że w Borzechowie nie ma smażalni ryb. Przecież to turystyczna miejscowość. Fakt, że główna szosa, przy której mieszka Tomana, jest zabudowana i biegnie takim esem, że nie ma się gdzie zatrzymać. Chociaż to byłoby możliwe.

Rybak prowadzi przed dom i pokazuje. Ma spory kawał ziemi przy domu. Cóż z tego, jeżeli jest ona oddzielona od szosy kawałeczkiem nie ich ogródka. - Projekt mieliśmy na smażalnię. Na 3 - 4 samochody, 5 stoliczków. Trwają negocjacje dotyczące zakupu tego spłachetka ziemi, ale na razie nic coś z tego wychodzi.

Tadeusz Majewski




7. Zarybiane kilka lat temu. Odbywa się zawsze przy udziale przedstawicieli władz gminnych 
 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!