www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA arrow DLA MIESZKAŃCA arrow Zagadka zdjęcia! Kamińskiego zwinęli w obławie po zamachu na Hitlera, ale...
poniedziałek, 21 październik 2019
 
 
Zagadka zdjęcia! Kamińskiego zwinęli w obławie po zamachu na Hitlera, ale... Drukuj E-mail
środa, 05 kwiecień 2017



Zapewne pamiętacie zdjęcie przedstawiające sześciu mężczyzn, jakie pokazałem w internecie. Byli to według Ireny Chrzanowskiej ze Smętowa Granicznego (córki przedwojennego zawiadowcy stacji w Zblewie Maksymiliana Ubowskiego) partyzanci z Czarnej Wody biorący udział w wykolejeniu pociągu, jakim miał jechać Adolf Hitler. Sporo czasu minęło od pokazania tej fotki na Facebooku, ale to nie oznaczało, że o niej zapomniałem. Sprawa, że tak powiem, była w toku. I teraz zamieszczam szczegółowe wyjaśnienia...

Tuż po zamieszeniu zdjęcia w internecie Małgorzata Glanert-Sczepańska napisała, że mężczyzna stojący po prawej stronie to Jan Kamiński, aresztowany po nieudanym zamachu na Hitlera w Trosowie i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Stutthofie, skąd już nie wyszedł. Pani Małgorzata napisała o tym po konsultacji z siostrą Gizelą Marią Rutyna-Szczepańską, która przechowuje rodzinne albumy ze zdjęciami.

Powiem szczerze, nie wierzyłem, że ktoś się odezwie!

Ale pani Małgorzata kilka razy zdecydowanie zaprzeczała, jakoby to byli partyzanci. Ba, oni nie są z Czarnej Wody.

Po dłuższej przerwie, prawdopodobnie spowodowanej porównywaniem twarzy na zdjęciu z twarzami w rodzinnych albumach, otrzymałem od nich wiadomość, że rozpoznały następne dwie osoby. I to już było niesamowite. Połowa stanu osobowego rozpoznana!

Maria i Gizela mieszkają w Starogardzie. Oczywiście się z nimi skontaktowałem.


Pierwszy z prawej Jan Kamiński, trzeci z prawej Aleksy Łosiński, w białej koszuli Ignacy Szczepański.

Dziękuję za koloryzację zdjęcia Piotrowi Pliszce!


Wojtal, przed wojną. Od lewej Jadwiga Fabiś, Łosiński (drugi na zdjęciu rzekomych partyzantów), Stanisław Szczepański i nn.


Pani Gizela pokazywała mi zdjęcia z tymi trzema osobami z okresu okupacji. Nie ma mowy o pomyłce. Pani Małgorzata szczegółowo opowiedziała mi całą historię.

Trzeba tu jeszcze dodać, że obie są córkami Stanisława i Zofii Szczepańskich (Zofia z domu Fabiś), którzy w 1937 roku przyjechali do Starogardu z Wojtala. W Starogardzie otworzyli sklep kolonialny przy ulicy Dworcowej, dzisiejszej alei Wojska Polskiego, co ciekawe, w domu, gdzie miałem siedzibę redakcji "Gazety Kociewskiej" i gdzie w latach 50. i 60. swój zakład miał słynny fryzjer Konrad. Pisałem o nim w "Przeplotni" w tekście pt. "Nożycopalca". Tu przypomnę - fryzjer, który na przykład podczas ścinania zarostu brzytwą podekscytowany opowiadał o działaniach wojennych podczas III wojny światowej

- Skąd taka pewność, że to nie partyzanci? - niemalże krzyczałem na panią Małgorzatę.
- Bo znamy trzy osoby! Jana Kamińskiego z siostrą poznałyśmy od razu. Dla mnie to wujek, mojej mamy szwagier. Jan Kamiński z Wojtala, rocznik 1914. Na tym zdjęciu w wieku około 30 lat. Myślę, że to okres okupacji, może trochę przed. Jest też Aleksy Łosiński, również z Wojtala. Też z rodziny.
- Kim byli zawodowo?
- Nie mieli zawodu... Kamiński nie miał wykształcenia. Był wyrobnikiem - trochę tu, trochę tam, tu na łące, tam na polu. Jechali do gospodarza, zarobili, pojechali na zabawę i sobie pohulali. Po wojnie Aleksy Łosiński, ten w białej koszuli, zdobył wykształcenie nauczycielskie i pracował w Rekownicy – powiat i poczta Kościerzyna. Również pochodził z Wojtala, z gospodarstwa rolnego mojej mamy, Zofii Fabiś z domu, z męża Szczepańska. To też mamy siostry mąż. Łosiński mąż jednej siostry mamy, a Kamiński drugiej. Moja mama, Zofia Szczepańska, miała dwie siostry, Marię Kamińską i Jadwigą Łosińską. Wszystkie trzy z domu Fabiś, córki nauczyciela z Wojtala.
- Czyli są Kamiński Łosiński. A ta trzecia osoba?
- Ignacy Szczepański,
najmłodszy brat Stanisława - naszego ojca, z Czerska Łubny. On był 1920 rocznik. Jak amen w pacierzu to oni. Czersk Łubna, Wojtal, Gotelb, Huta – wszędzie rowerami jeździli. Absolutnie to nie są partyzanci! Żaden z nich nie był.
- Ale Jana Kamińskiego po zamachu na pociąg wzięli do obozu w Stutthofie!
- Rzeczywiście, zabrali go podczas obławy po zamachu na pociąg, którym miał jechać Hitler. Mieszkał wtedy w Wojtalu u Fabisia, nauczyciela w szkole. Obława sięgała aż od Mokrego.
- Skąd Pani o tym wie?
- Skąd wiem? W domu się o tym rozmawiało. Szli i szukali po domach, stodołach, chlewach, a nawet i kiblach. U Stanisława Fabisia znaleźli w stodole kawałek szyny. On to miał jako kowadło. Każdy gospodarz miał kawałek szyny jako kowadło. Przyczepili się od razu, że to pochodzi z rozkręconych torów. Dlaczego wzięli Kamińskiego, a nie Fabisia... Kamiński był dla nich obcy, a Fabiś swój, bo pracował w Niemczech, ślub z moją babcią też brał w Niemczech, dzieci – trójka: Zosia, Marynia i Czesław - urodziły się też w Niemczech, Jadzia w Polsce. Fabiś pracował tam w kopalni, w Herten w Zagłębiu Ruhry. W okresie po I wojnie światowej nastała tam taka bieda, że chleb sobie wyrywali z ręki, a w szkołach porcjowanie było, żeby dzieci karmić. Mama o tym opowiadała. Dlatego dziadek wrócił do Polski, w Poznańskie, a stamtąd wydział oświaty wysłał go na Pomorze jako nauczyciela do Garczyna. Babcia z dziećmi została w Niemczech, aż dziadek dostał etat. Wtedy pojechał po resztę rodziny.
- Kim był? Niemcem czy Polakiem?
- W moim odczuciu czuł się Polakiem. Pochodził z Poznańskiego. Polacy – Niemcy, kto tu nie ma pochodzenia niemieckiego? ... Mama z natury była ruda. Gdy weszli Rosjanie, mówili, że trzeba ją zabić, bo ruda, czyli Niemka. Ukrywała się w bunkrze – piwnicy przy ulicy Lubichowskiej. Przy Lubichowskiej, bo Niemcy kazali im się wynieść z domu przy dworcowej...
A Szczepańscy? Pierwszy nasz przodek przyjechał do Mirotek w 1752 roku ze Lwowa...

Później, podczas rozmowy z Gizelą, wyjdzie, że Szczepańscy przybyli do Mirotek o wiele wcześniej. Tak o wiele wcześniej, że jeszcze nie było wówczas Mirotek. Być może byli Mormonami...

- Wróćmy do Jana Kamińskiego, pani Małgorzato... Jednak chyba miał coś wspólnego z tym zamachem, jeśli wzięli go w obławie do Stutthofu... Jak to było?


Sklep Szczepańskich przy ul. Dworcowej w Starogardzie, 1938 r.


- Wzięli go do więzienia Starogardzie. Mama, Zofia Szczepańska, prowadziła przed wojną sklep przy ulicy Dworcowej (dziś al. WP) i obrotna i wygadana. Umiała też dobrze "szprechen", to znaczy dobrze mówiła po niemiecku, i miała tu w "sztadzie" (stadt – urząd) bardzo dobrego znajomego z Czerska pana Klinkosza, syna dentysty. Klinkosz pracował przy Gestapo jako tłumacz. Niemcy potrzebowali takich, bo ich polski ograniczał się do "kali ma, kalia da, kali weźmie". Bo my mamy te "ś", "ć". Byłam w Niemczech. Któryś z Niemców raz wykrzyknął: "Te wasze 'ć'!". No i nie byłam tam Szczepańska, a Szczepanski. Nie podobało mi się, wróciłam...
- Pani mama, Zofia Szczepańska, poszła do Klinkosza i co dalej?
- Poszła do Klinkosza, żeby załatwić zwolnienie Jana Kamińskiego z więzienia. I on to załatwił. I mama czekała na Jana w domu do wieczora. Czeka, czeka i nie ma. Pobiegła do Klinkosza i zapytała, dlaczego nie przyszedł. A Klinkosz na to: "Przecież został zwolniony, już powinien być dawno w domu". Następnego dnia poszedł sprawdzić, co się stało. Okazało się, że w więzieniu było dwóch Janów Kamińskich z tego samego rocznika i prawdopodobnie z tej obławy. Ten drugi mieszkał w Kamiennej Karczmie. Okazało się, że został zwolniony ten z Kamiennej Karczmy, a Jana z Wojtala wywieźli do obozu Stutthof, gdzie zmarł. Naoczny świadek opowiadał, że przyszedł z roboty, z wyrobiska i tylko skrzynka stała z napisem "Jan Kamiński, Wojtal". Chyba zachorował na tyfus, może czerwonkę. Szukaliśmy śladów po nim po wojnie kilka razy w obozie w Stutthofie. Mama powiedziała: "Nie spocznę, póki go nie znajdę. Nie ma człowieka bez historii".
- Znalazła?
- Po 40 latach. W dokumentach. To, że zginął, było już pewne. W 1965 roku przyszło pisemne potwierdzenie. Szukali go przez Czerwony Krzyż, znaleźli podczas sortowania dokumentów. Potwierdzili, że zmarł w obozie. Powiedzieli, że został pochowany w Gdańsku na Zaspie. Wszystko w jednej mogile.
Postawili tam pomnik z numerami. Ale 4 lata temu Gizela w sanatorium spotkała kobietę, która jej powiedziała, że stoją już krzyże, pomniki i można poszukać, kto gdzie jest.
- No to skąd to zdjęcie wzięło w albumie Ireny Chrzanowskiej, wklejone prawdopodobnie przez Maksa Ubowskiego, przedwojennego zawiadowcę stacji kolejowej w Zblewie, z komentarzem, że to partyzanci z Czarnej Wody?
- Nie wiem, ale to nie partyzanci... Przypuszczam, że to zdjęcie zrobiono z okazji pokłosów, dzisiaj nazywanych dożynkami.
- Trudno zaprzeczać, jeśli dwie osoby ze zdjęcia to rodzina. Ale macie Panie wielką rodzinę! Widziałem u pani Gizeli zdjęcia rodzinne z Kręga i Rywałdu pod Starogardem i Wojtala. Podobno są też w Pelplinie. Na każdym masa osób.


Rodzinne zdjęcie Szczepańskich z Huty, od strony Starogardu za Czerskiem, w stronę Mokrego

 

Dzieci Zofii i Stanisława Szczepańskich w Wojtalu w okresie okupacji



- Tak, tam są Szczepańscy, Kłosowi Begery (Mirosław Begger, o którym pan pisał to też rodzina) i wielu innych ... Ma pan wielu piszących komentarze. Wielu ze sobą spokrewnionych. Mój pradziadek miał 18 dzieci. Każdy się ożenił, każda wyszła za mąż. Niech pan pomnoży... 36 małżeństw. A teraz niech pan założy, że każda rodzina ma 5 dzieci, to razem mamy...? 180 dzieci. I niech te dzieci dorosną i się pożenią, to w pokoleniu mojego dziadka będzie 260 rodzin razy 5 dzieci, to już mamy 1300 dzieci. A niech oni się pożenią i mają po 5 dzieci? To w pokoleniu mojego taty mamy 2600 małżeństw, czyli przy 5 dzieciach jest już ponad 10 tysięcy. Trudno się dziwić, że nieraz żenili się nie wiedząc, że są z jednej rodziny...

- Dziękuję za te informacje.

- Jest jeszcze coś na koniec.

- Tak?

- Byłyśmy kilka late temu z siostra w Kamiennej Karczmie u tego Jana Kamińskiego, widziałyśmy, że żyje. Byłyśmy ciekawe, czy wie, komu przez przypadek zawdzięczał życie... Nie zapytałyśmy. W takim wieku już nie ma sensu. Młodzi z tej rodziny nic o tym nie wiedzą.

Krzyż upamiętniający Jana Kamińskiego z Wojtala


 
dalej »
 
Top! Top!