www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
wtorek, 18 czerwiec 2019
 
 
Reportaż o ulicy Młyńskiej Drukuj E-mail
czwartek, 01 grudzień 2011
Zblewo. Reportaż o ulicy Młyńskiej (28.09.2007 r.)

Wyobraźmy sobie Zblewo
w 1925 roku. W tej dużej wiosce pełną parą pracują dwa młyny. Przy ulicy Kościerskiej 16 motorowy Wiesława Szwedowskiego, a przy ulicy Młyńskiej 1 - wodny i elektryczny Franciszka Wolfa (jego kierownikiem jest Niemiec Otto Muller). Blisko Zblewa jest jeszcze trzeci młyn - Georga Tachela w Piesienicy....

Dziś po pierwszym młynie nie ma śladu, po trzecim prawie też – spłonął kilka lat temu. Ten przy ulicy Młyńskiej jako obiekt ma się całkiem dobrze. Ale nie wyprzedzajmy faktów... Młyn Franciszka Wolfa jest największy i ma, biorąc pod uwagę również jego najbliższe otoczenie, ciekawą historię. Przed wojną częściowo korzysta z energii rzeczki Piesienicy, mającej swój początek przed Cisem (patrząc od strony Zblewa), omijającej od strony zachodniej obszernym zakolem Zblewo, zasilanej po drodze wodami z Jeziora Niedackiego (Twardy Dół), tworzącej przy młynie duży staw, i dalej – już po zwężeniu – płynącej do Piesienicy, pod Rokocin i wpadającej w Nowej Wsi Rzecznej do Wierzycy.

W 1942 roku
(podpisy pod archiwalnymi zdjęciami mówią o 1940 r., ale to chyba za wcześnie) młyn jest świadkiem wielkiego wydarzenia inżynieryjnego, nawet na skalę europejską. Doszło tu do kontrolowanej, podziemnej eksplozji, która miała zlikwidować młyński staw. I zlikwidowała. Staw przeszkadzał, więc planiści wykreślili, że ma przez niego przechodzić autostrada (dziś mówimy „berlinka”, ale czasami i „autostrada”, bo w istocie, miała być dwupasmowa autostrada). Dotychczasowa szosa Berlin – Królewiec szła przez centrum Zblewa, co było niedopuszczalne.
- Było to 12 grudnia o godzinie 12.00 w 1942 roku – opowiada Andrzej Gajewski, który zna zdarzenie z ustnych przekazów rodziny. - Same dwunastki. Niemcy, którzy budowali berlinkę, trafili tu na staw. Postanowili przeprowadzić eksperyment. Na dnie stawu położyli odpowiednio połączone beczki z materiałami wybuchowymi, po czym przysypali to miejsce grubą ziemi. Tak grubą, żeby siła wybuchu nie poszła do góry, a w boki, wyrzucając torf i muł. Chodziło o to, żeby ta usypana ziemia opadła na twardy grunt. To był eksperyment na wielką skalę. Tyle samochodów Zblewo jeszcze do tamtego czasu nie widziało. Przyjechali inżynierowie drogowcy z całej Europy. Przed zdetonowaniem materiałów wybuchowych Niemcy kazali pootwierać w Zblewie wszystkie okna i pozdejmować wszystkie lustra. Efekt wybuchu był całkowicie zgodny z przewidywaniami.
Dzięki temu staw został rozpołowiony ziemią i robotnicy mogli układać nawierzchnię dalej.

Jest brzydka jesień
2007 rok. Wchodzimy piętro po piętrze na samą górę młyna (cztery poziomy: 12 na 12 metrów, ok. 570 metrów powierzchni użytkowej). Właściciel, Jan Gumiński, pokazuje nam grubaśne, zdrowe belki, urządzenia młyńskie i kilka pęknięć w murach.
- To ślad po tamtym wielki wybuchu – mówi.
Z góry widać ulicę Młyńską, która w okresie okupacji – na skutek budowy „berlinki” - stała się ślepa. Widać też ładnie odremontowane i pomalowane budynki po byłej już bazie Spółdzielni Kółek Rolniczych. Ktoś ten teren i obiekty wykupił, w biurowcu bazy urządził mieszkania, a w innych budynkach już się ulokowały warsztaty, m.in., kamieniarski i wulkanizacja.
Widać tu jak na dłoni, że kapitalizm nie znosi próżni, również przy ślepej ulicy Młyńskiej w Zblewie. Wszystko musi na siebie pracować, nawet, a może zwłaszcza ziemia i nieruchomości.
Schodzimy. Gumiński oprowadza po przyległym do młyna terenie. Tuż przy młynie płynie struga.
Co to za strumyk?
- To normalna rzeczka. Idzie z bagienka, które rozciąga się obok. Tam, w tym bagienku, gromadzą się podziemne cieki spod Zblewa... Przy młynie, między „berlinką” a ulicą Młyńską, ciek wpada do Piesienicy. To nad tą rzeczką było koło nasiębierne, zasilające młyn w energię.


Młyn od roku
jest do sprzedania. Mielenie zboża się nie opłaca. Świadczy o tym los większych młynów, na przykład w Starogardzie czy Skórczu, oraz podobnych gabarytowo, np. w Łęgu.
Czy są chętni?
- Chętni byliby muzealnicy, zbieracze – mówi Gumiński. - Uważają, że w takich obiektach powinno urządzać się demonstracje, jak to kiedyś robiło się mąkę (tu w każdej chwili można by uruchomić produkcję). Mówią o muzeum. To miejsce rzeczywiście można w takich celach wykorzystać. Nie słychać ruchu ulicznego, jest osuszone, wygłuszone. A podwórze ma z pół hektara. Mogłyby stać jakieś eksponaty. Ludzie przyjeżdżają i mówią, że dobrze byłoby zrobić muzeum regionalne jak w Piasecznie. Zresztą pomysłów pada dużo. Agroturystyczny zajazd, hotel, nawet agencję towarzyską.
Przy młynie rosną olchy. Idziemy wzdłuż cieku. Za olchami rosnącymi wzdłuż cieku widać jeszcze gęstsze olchy. A pomiędzy nimi szuwary i wodę. Pomiędzy berlinką a Zblewem. Jako całość – te bagienka, młyn i podwórze – rzeczywiście byłoby to interesujące miejsce rekreacyjne. Oczywiście po odpowiednim zagospodarowaniu.

O Gertrudzie Stanowskiej
piszemy na innej stronie. Tu kilka jej zdań na temat „młyński”.
- Mój ojciec, Józef, był młynarzem i przenosił się z rodziną z młyna do młyna. Prywatnie dzierżawił między innymi młyny na Żuławach i w Rusocinie, a więc na północnym Kociewiu – mówi pani Gertruda.
Młynarz i się przenosił? Jakoś młynarza kojarzę ze stałym miejsce pracy.
- To były trudne, powojenne czasy. Ojciec miał swoje zdanie i nie zawsze znajdował sobie miejsce. Pomimo że był bardzo dobrym fachowcem i potrafił doprowadzić do stanu używalności produkcyjnej każdy młyn.
„Miał swoje zdanie”... Czyli nie zgadzał się z – ogólnie mówiąc – ówczesnym ustrojem. Zapewne nękali go tzw. domiarami.
- Tak. Takie gospodarcze młyny to bardzo ciekawy temat. Teraz są nieopłacalne, ale słyszałam o człowieku, który kilka razy w roku taki młyn uruchamiał. Z sentymentu. To fascynujące, jak ze zboża robi się mąkę, potem chleb, który był wartością ponad wszystko.
A więc wychowywała się pani przy młynach...
- I poza większymi miejscowościami, bo wodne młyny lokalizowano nad rzekami, jeziorami i stawami. Wielokrotnie obserwowałam, jak mój ojciec z mamą, Heleną, oczyszczali rzekę, żeby woda miała odpowiednią siłę, by napędzać turbinę.
Chyba niewielu ludzi wie, jak powstaje mąka. Pani na pewno wie.
- Wiem. Młyny najczęściej są trzykondygnacyjne. Zboże idzie z najwyższego piętra. Kiedyś niosło się je w workach, teraz są podnośniki. Na poziomach są tak zwane wałki. Oczyszczone zboże spada na te wałki. W zależności od tego, ile razy przejdzie przez te wałki i jak jest dociśnięte, taka wychodzi jakość mąki. Tak zwana „50” to pół mąki, pół otrąb. Razówka, chleb razowy, wychodzi na skutek niewielkiego przemiału. Większość jest otrąb.
To się ciekawie składa, bo przedwczoraj zwiedzaliśmy młyn w Zblewie i dywagowaliśmy, co by w nim mogło powstać. Co by w nim mogło powstać?
- Musiałby go wziąć bogaty hobbysta i przywrócić stan przedwojenny, by mógł pracować na płynącym tam cieku. Musiałby go odpowiednio zagospodarować, przemyśleć funkcję. Mógłby zrobić mini piekarnię na ekologicznych zbożach, z wiejskim, pachnącym pieczywem. Tam jest jeszcze kwestia dojazdu – trzeba objechać dookoła. Ale to ma też i dobre strony.

Kiedy pytamy
w Urzędzie Gminy Zblewo o ten teren, chcą nam go pokazać z satelity w Googlach Earth. Obraz jak na złość nie chce się otworzyć. Cóż... sami obejrzymy w domu.
Czyje są te chaszcze przy młynie, przy berlince?
Okazuje się, że tylko mała część to własność gminy. Pozostałą ktoś wykupuje. Nie jest to dziwne. Z takich bagien można zrobić świetny teren rekreacyjny. Widać to przy drodze z Semlina do Kręga i przy szosie w Szpęgawsku.
- Ze dwadzieścia lat temu Puttkammer rzucił myśl, żeby w tym miejscu zrobić park zblewski.
I co?
- I jakoś ten temat nie został podchwycony.
Zblewo nie ma parku. To nie dziwne. Po wojnie nie powstał ani jeden park w powiecie, dlaczego wiec miałby powstać tutaj? Z drugiej strony – dlaczego by nie? Z muzeum regionalnym na terenie młyna.
Tadeusz Majewski

DODANE PO PUBLIKACJI

Listy. Ulica Młyńska w Zblewie
wtorek, 11 grudzień 2007

Szanowny Panie Tadeuszu !
W pańskim tekście o ul.Młyńskiej w Zblewie, zakradł się drobny błąd. Otóż ulica ta stała się ślepą pod koniec XX w. z chwilą oddania do użytku małej obwodnicy wsi Zblewo, a nie za przyczyną wybuchu pod dnem stawu. Pan o tym wiedzieć nie musiał, informator powinien.
Pozdrawiam serdecznie
Edmund Zieliński

W odpowiedzi
Witam Pana, Panie Edmundzie
Przepraszam za błąd. Mówił mi już o tym pan Bernard Damaszk. Inna sprawa, że nie umiem sobie wyobrazić, jak ta Młyńska szła, żeby nie była ślepa. Ale pojadę do Zblewa i się dowiem - może mają tam jakiś plan z końca ubiegłego wieku.
Serdecznie pozdrawiam
Tadeusz Majewski

ZDJĘCIA

1. Widok na zblewski młyn od strony części mieszkalnej Fot. Tadeusz Majewski
2. Tu ciek idący koło młyna wpada do Piesienicy, a ta idzie pod „berlinką”. Fot. Tadeusz Majewski
3. W młynie jak to w młynie – mnóstwo rozmaitych urządzeń. Fot. Tadeusz Majewski
4. Młyn przed wielkim wybuchem w 1942 r. (?) Repr. Tadeusz Majewski
5. Budowa berlinki koło Zblewa w 1942 r. (?). Repr. Tadeusz Majewski

Za piątkowym wydaniem Dziennika Bałtyckiego










 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!