www.mamboteam.com
 
STRONA GŁÓWNA
sobota, 06 czerwiec 2020
 
 
Prawdopodobnie trzej najsilniejsi bracia w Polsce Drukuj E-mail
poniedziałek, 06 lipiec 2009

Choć są w różnym wieku, gdyby tak w jednym czasie zaczęli podnosić ciężary, to byłoby „trochę” tych kilogramów.





Arkadiusz urodził się w 1971 r., Artur – w 1972 r., Piotr jest od nich sporo młodszy, urodził się w 1984 r. Mają dwie siostry – Beatę i Lucynę. Są niesamowicie silni i trzeba uważać, jak się podaje im dłoń na powitanie, żeby nie zabolało.

Może geny?

Artur, Arek i Piotr są synami Teresy i Edmunda Heroldów – zacnych i wielce zasłużonych mieszkańców Zblewa. Niedawno pan Edmund otrzymał medal od Ministra Rolnictwa, medal z okazji 10-lecia firmy Herold Masarnia Teresa, Arkadiusz i Edmund Herold S.J. w Zblewie, oraz nagrodę z okazji 50-lecia pracy w branży masarskiej.

- Tata długo pracował w masarni w Kaliskach fizycznie. Pracownicy w tej branży muszą być silni – mówi Artur, kiedy pytam, czy ta siła to po tacie. - Nie można powiedzieć, że był najsilniejszy w Zblewie, ale musiał być silny, tym bardziej, że w tamtych czasach w branży masarskiej nie było techniki.

Hmm... Silny, nie najsilniejszy. Czyli nie tu, w genach, należy szukać ich siły. Chociaż zaraz, zaraz... a mama?

- Żony ojciec, Alojzy Mokwa, był mocno zbudowanym siłaczem w Pinczynie – mówi pan Edmund.

Pan Edmund urodził się w Zblewie, a pani Teresa w Pinczynie.

Tu się uśmiechamy. Zblewo i Pinczyn – ależ kiedyś była między tymi miejscowościami rywalizacja. Więcej - otwarta wrogość. Można więc sobie wyobrazić pana Edmunda zabiegającego o dziewczynę z Pinczyna.

- Cały Pinczyn walczył ze mną – wspomina pan Edmund. - Ale nie dałem się położyć... No, położyć tak jak na deski, że to już jest koniec. Czy było aż tak ostro? Tak. Przecież chłopcy z Pinczyna znali ją, zabiegali o nią, a tu nagle przyszedł obcy i to ze Zblewa. Było ostro. W takich przypadkach starali się pobić każdego obcego, żeby więcej się nie pojawił.

Czyli może geny po dziadku Mokwie? A może jakieś wyjątkowe narodziny – mocne i wielkie noworodki? Okazuje się - nic takiego. Waga była przeciętna – około 3,5 kilograma.


To może podwórko?

Może więc wpływ miało tak zwane podwórko, ów szczególny teren między ul. Kościerską a Młyńską w Zblewie? W co się bawili, jakie mieli dzieciństwo?

- Beata, Arek i ja wychowywaliśmy się razem. W dzieciństwie walczyliśmy na szable i się tłukliśmy - nie mówię o siostrze - a na końcu tłukł nas za to tata – śmieje się Artur. - Graliśmy też w piłkę nożną, siatkówkę i dwa ognie. Tak w ogóle to tata nas gonił do pracy.

- To prawda – potwierdza pan Edmund. - Kładłem nacisk na pracę jako główny wątek wychowawczy dzieci. Trudno zresztą się dziwić. Najpierw budowaliśmy tu gospodarstwo i przechowalnię ziemniaków, potem firmę.

Padają przykłady.

Chłopcy mając kilkanaście lat jeździli ciągnikiem. A przed pójściem do szkoły podstawowej futrowali świnie, których była setka. Od warchlaka do tucznika.



Najsilniejsi w podstawówce?

- A szkole jak to w szkole – ciągnie Artur – były utarczki. Mniejszych, drobniejszych zaczepiali. Często wyrośnięte "konie", bo do jednej klasy łączonej chodziły też starsze roczniki. Bili słabszych. To były inne czasy niż teraz. Oczywiście, jak nas zaczepiano, pomagaliśmy sobie . W wieku 12 - 13 lat Arek zaczął mnie namawiać na treningi u tapicera Mirosława Ćwiklińskiego w Pinczynie, który społecznie prowadził siłownię. Tak, to Arek pierwszy zainteresował się sportami siłowymi.

Czyli w podstawówce siłą też nie imponowali. Ale na lekcjach wuefu byli bardzo dobrzy. Artur miał predyspozycje do lekkiej atletyki. Biegał na 100, 200 i 400 metrów. Na 400 miał w II klasie LO 51 sekund. W dal skakał ponad 6 metrów. Wyniki całkiem niezłe, zwłaszcza ten w dal. Przy wzroście 177 cm (Arek 176, Piotr – 175).

- Mnie interesowała piłka nożna, ręczna, dysk, kula – mówi Piotr.

- Jesteś sporo młodszy od Arka i Artura. W szkole nie zaczepiali?

Pewnie nie, bo się pozmieniały obyczaje.

- Na przerwach nadal były bójki. Ale mnie nie zaczepiali. Po braciach już nie. Chyba że trzeba było mieć powód.

- Jeździliśmy na treningi rowerami – wspomina Artur. - Najważniejszy motyw, żeby ten sport trenować? Owszem, był już modny Schwarzenegger... Zbieraliśmy plakaty kulturystów, robiły wrażenie. Ale przede wszystkim chodziło nam o to, żeby nie dostać wciry.

- Mnie wciągnęli w to bracia – mówi dużo młodszy Piotr. - Byli już znani w regionie, a ja chciałem im dorównać.


Filozofia jest prosta

- Na treningach – tłumaczy dalej motywy wyboru tego sportu Artur – zrozumiałem, jak się rozwija organizm i jak się na skutek takich treningów zmienia osobowość. Filozofia jest prosta: w zdrowym ciele zdrowy duch. Negatywne są w tym sporcie środki dopingujące, które bierze część zawodników. Jeżeli się uprawia przez iks czasu sporty siłowe w konwencji zdrowej, bez wspomagania się środkami zewnętrznymi, też można uzyskać wyniki znaczące; przy naturalnym odżywianiu się i odpowiedniej diecie bez konserwantów, którą gwarantuje... przedsiębiorstwo Herold (śmiech). Dieta jest bardzo ważna. Dla kulturysty odżywianie to 70 procent problemu, 30 to ćwiczenia, a dla uprawiających sporty siłowe połowa. Jest też zupełnie inna dieta. Wszyscy trzej poszliśmy w sporty siłowe, ale przy okazji rozwija się też sylwetkę ("rzeźba" ciała to pojęcie w kulturystyce).


Treningi i jednak geny

- Czyli ta siła bierze się z treningów i diety...

- Nie, część na pewno jest w genach – mówi Piotr. - Jest tu kilka szkół. Robią kilka sprawdzianów. Kiedy jedziesz do siłowni pierwszy raz w wieku 12 lat i wyciśniesz te 60 kilogramów, to znaczy, że się nadajesz. Średnio młodzi wyciskają 30 – 40 kilogramów. Kiedy miałem 15 lat, wycisnąłem już 100 kilogramów.

- Ja pierwszy raz wycisnąłem 55 kilogramów. Miałem dobry start dzięki ojcu, który zagwarantował mi pracę fizyczną w gospodarstwie i na budowie. Piotr przyszedł na świat już na gotowe (śmiech).

- W gospodarstwie była robota. Firma powstawała w 1998 roku – broni się Piotr.

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeżeli ma się predyspozycje, organizm dojrzewa do dalszych ciężarów – ciągnie Artur. - Ja za szybko chciałem i w wieku 20 lat wyciskałem 180 kilogramów. Przy wadze ciała 82 kg jak na tamte czasy było to bardzo dużo. Przyjechali nawet zainteresowani z miasta sprawdzić, czy notka w prasie o tym, że ktoś na wsi tyle dźwignął, nie jest bujdą... Poszedł mi staw barkowy. A miałem najlepsze predyspozycje w wyciskaniu leżąc.

Piotr miał wyjątkowe predyspozycje do wyciskania (260 kg) i teraz z wagą 94 kg jest wicemistrzem Europy w organizacji WUAP. Arek z wynikiem 230 kg jest w swojej kategorii wagowej wicemistrzem świata w organizacji WUAP.


Artur musiał iść drogą okrężną

- Przez tę kontuzję poszedłem drogą okrężną. Zająłem się w dalszym ciągu sportami siłowymi trochę w innym wymiarze, rekreacyjnie, a później, gdy dostrzegłem pewne możliwości w innych konkurencjach niż trójbój siłowy (przysiad z obciążeniem, ciąg martwy – podnoszenie ciężaru do pasa, wyciskanie i - sumuje się punkty; wyciskanie leżąc to odrębne zawody). Zacząłem startować w regionalnych zawodach Siłacz Kociewski i innych.

Pamiętam finał takich zawodów w Zblewie. Artur był na drugim miejscu. Ostatnia konkurencja – "kowadło". Artur był zdenerwowany, że jest drugi. Przechodził koło mnie i powtarzał, że mu pokaże. Wątpiłem – mu, czyli Rożkowi, o głowę wyższemu, o 50 kg cięższemu. Pokonał tego giganta w sposób fantastyczny. Szedł i szedł...

- Przeszedłem z kowadłem (180 kg) 86 metrów i wygrałem z Rożkiem – przypomina Artur.

- I chcesz też startować z braćmi?

- Tak, chcę z nimi jechać do Francji na mistrzostwa świata w WUAP w trójboju siłowym. Wyciskanie mam słabe ze względu na tamtą kontuzję. Chcę to nadrobić w martwym ciągu (280 kg przy wadze 90 kg – to dało mi w 2006 r. tytuł mistrza województwa pomorskiego), przysiad – mam chęć "zrobić" około 300 kg. Przysiad - z pozycji stojącej robi się przysiad z obciążeniem. Przeciętnie w młodszym wieku ludzie mogą zrobić przysiad z ciężarem 100 kg. Arek wystąpi w wyciskaniu leżąc. Zawody będą 24 września.

Tu Artur wyjaśnia, dlaczego woli te zawody niż strong menów.

- Nie boję się zawodów strong menów. Sukces większy niż w tego typu zawodach mógłbym osiągnąć w trójboju w wyciskaniu leżąc. Z tej racji, że zawody strong menów wymagają predyspozycji wagowej – czyli pomaga duża waga. Poza tym to widowisko, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone, nawet wspomaganie środkami zewnętrznymi, co się wiąże z utratą zdrowia. Ja mam teraz wagę średnio około 100 kg, a oni od 130 do 150. W przypadku trójboju siłowego jest podział wagowy. W strong menach, jeżeli taki Rożek jest ode mnie o 50 kg cięższy (waży 150 kg), powinien mieć o 50 kg cięższe kowadło.


Narcyzm? Skąd!

A więc geny, predyspozycje i trening. Piotr trenuje cztery razy w tygodniu po dwie godziny. Artur sześć razy po godzinie, podobnie Arek. Wyniki są mistrzowskie, a przecież nie uprawiają tego sportu zawodowo. Oprócz tego zajmują się pracą zawodową. Artur jest wicewójtem gminy Zblewo, Arek jest właścicielem rodzinnej firmy, a Piotr pracuje w niej zawodowo.

- Staramy się wszystko to pogodzić... Narcyzm? To prawda, że w sportach siłowych, a zwłaszcza w kulturystyce to się spotyka. Ale my wiemy, że świat się nie kręci wokół nas. Rodzina jest dla nas na pierwszym miejscu. Nie jesteśmy zakochani w swoich ciałach. Wszyscy jesteśmy żonaci. Piotr ma synka, Arek – troje dzieci, u mnie – w drodze.

Fakt, ładnie się prezentować to dobrze, ale bez przesady i nie za wszelką cenę. To zjawisko bardziej się spotyka w kulturystyce. Uprawianie kulturystyki wymaga profesjonalnej diety – 7 – 8 posiłków dziennie i tu już musi przy tym chodzić cała rodzina.

- Jecie ciastka? Pytam, bo właśnie sięgnąłem... Smacznego.

- Ciastka możemy jeść. U kulturysty jeden posiłek wypadnie i już jest nerwowy. I ogląda się w lustrze. A tu się na to nie patrzy.

- Czy jesteśmy najsilniejszymi braćmi w Polsce? We trzech jeszcze nie starowaliśmy. Może jednymi z najsilniejszych...

Tadeusz Majewski

 
wstecz   dalej »
 
Top! Top!